Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Guillaume Quesque: Będę trzymał kciuki za warszawską ekipę

Guillaume Quesque: Będę trzymał kciuki za warszawską ekipę

fot. Adrian Sawko

Przyjmujący Jastrzębskiego Węgla opowiedział Strefie Siatkówki o ostatnim meczu z gdańskim Treflem, zbliżającym się rewanżu z Sir Safety Perugia w Lidze Mistrzów oraz swojej siatkarskiej karierze. - Powiedzieli mi „ciao" - wyznał Francuz.

Z tego co pamiętam, podczas meczu z Lotosem Trefl Gdańsk w pierwszej rundzie fazy zasadniczej jeszcze nie byłeś zawodnikiem Jastrzębskiego Węgla. Czy z tego względu było to dla ciebie nieco trudniejsze zadanie, aby przygotować się do tego spotkania, skoro nie znałeś przeciwnika?

Guillaume Quesque:Nie było ciężko. Z tego względu, że teraz gramy naprawdę dużo spotkań, nie ma znaczenia dla nas, kto stoi po drugiej stronie siatki. Przygotowywaliśmy się tak jak zwykle. Mi to wystarczyło, aby poznać grę rywala. Byłem gotowy na ciężki bój i tak faktycznie było.

W takim razie jak możesz opisać ten mecz?



W dwóch słowach: był dziwny. W drugim secie traciliśmy do gdańszczan chyba cztery punkty, a mimo tego udało nam się odrobić straty i po grze punkt za punkt wyjść w końcu na prowadzenie oraz odwrócić wynik partii na naszą korzyść. W czwartym secie mogło być podobnie, ponieważ również traciliśmy do przeciwnika kilka oczek, a później udało nam się zrobić serię, dzięki dobrej zagrywce, która ponownie doprowadziła do zaciętej, wyrównanej gry. Byliśmy bardzo blisko tie-breaka, mieliśmy w końcówce minimalną przewagę… Te ostatnie dwa punkty, które padły na konto Lotosu Trefla Gdańsk, to skutek ich bardzo dobrego serwisu – najpierw w strefę szóstą, a następnie zawodnik zmienił kierunek i zagrał do linii. Zaskoczyło nas to. Czuję się naprawdę dziwnie po tym meczu. Zmarnowaliśmy okazję do zdobycia punktu… Myślę, że wszyscy spodziewali się zupełnie innego wyniku i lepszej gry z naszej strony.

Jak myślisz, co zadecydowało o tym, że to właśnie Lotos Trefl Gdańsk schodził z boiska w roli zwycięzcy?

Ciężko mi to teraz tak na szybko przeanalizować. Wydaje mi się, że my mieliśmy niedokładne przyjęcie, przez co mieliśmy trudności ze zrobieniem przejścia w niektórych momentach. W siatkówkę nie da się grać dobrze i skutecznie, gdy nie potrafi się skończyć akcji, kiedy ma się piłkę po swojej stronie. Nasz procent dogrania piłki do siatki uniemożliwił nam w tym spotkaniu wyprowadzanie składnych akcji, w szczególności z rozrzuconym blokiem rywali. Ten element przełożył się również na nieskuteczną grę w bloku i obronie. Myślę, że nie mieliśmy regularności w akcjach po przyjęciu, kiedy mogliśmy zrobić przejście i zmienić ustawienie. Oczywiście były momenty dobrej naszej gry, ale niestety przeplatały się one z tymi słabymi.

Zostawmy już spotkanie z gdańszczanami, bo przed wami duże wyzwanie. W najbliższą środę zmierzycie się w rewanżowym spotkaniu Ligi Mistrzów z Sir Safety Perugia. U siebie byliście bardzo blisko wygranej, co zrobić tym razem, aby awansować do kolejnej rundy?

Nie wiem… (śmiech) Musimy wygrać, ale jeszcze nie wiem jak to zrobimy. Oczywiście to będzie bardzo ważne i ciężkie spotkanie. Myślę, że przygotowania do tego meczu zaraz się zaczną i przeanalizujemy jeszcze raz przeciwnika i wyjdziemy na boisko w pełni skoncentrowani.

Czego zabrakło w Jastrzębiu-Zdroju, w pierwszym meczu z włoskim zespołem?

Myślę, że podobnie jak z Lotosem Trefl Gdańsk, mieliśmy problemy w przyjęciu oraz z naszą zagrywką. Kiedy zagrywaliśmy dobrze, wszystko układało się po naszej myśli. W drugim secie sytuacja całkowicie się odwróciła, to przyjezdni zdobyli kilka punktów z rzędu już na początku i ustawili sobie tym samym całą partię. W dodatku my zaczęliśmy popełniać proste błędy i nie byliśmy w stanie odrobić strat. Włosi wykorzystali okazję i jeszcze bardziej powiększyli różnicę punktową. Nałożyli na nas presję swoją zagrywką i momentami grało nam się bardzo ciężko. Podobna sytuacja była w tie-breaku i myślę, że to zadecydowało o ostatecznym wyniku. Myślę, że mecz w Perugii będzie wyglądał tak samo jak w Jastrzębiu-Zdroju, kto będzie lepiej spisywał się w polu serwisowym, ten wygra. Szykujemy się na ciężki pojedynek. Znam halę w Perugii i jestem pewien, że atmosfera będzie gorąca. Widać, że włoski zespół skupia teraz całe swoje siły właśnie na europejskich pucharach. Oni na pewno będą bardzo zmotywowani, aby przed własną publicznością uzyskać awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów.

Później zagracie ostatni mecz fazy zasadniczej PlusLigi z Cuprum Lubin. Teoretycznie macie jeszcze szansę na trzecie miejsce w tabeli.

Tak i na pewno nie odpuścimy tego meczu z zespołem z Lubina. Będziemy grali o zwycięstwo, jednak nie wszystko zależy od nas. Porażka z Lotosem Trefl Gdańsk w czterech setach skomplikowała nam nasze zamiary. Nawet jak wygramy z lubinianami za trzy punkty, to tylko porażka 0:3 lub 1:3 Lotosu Trefla z AZS Politechniką Warszawską da nam tę trzecią lokatę. Sami jesteśmy sobie winni tak naprawdę. Bardzo nam zależy na tym miejscu, więc będę trzymał kciuki za warszawską ekipę.

W swojej karierze nie masz szczęścia do włoskich klubów i nie chodzi mi o ostatnią porażkę z Sir Safety Perugia. Grałeś kiedyś w Modenie i Monzy, w obu klubach nie dotrwałeś do końca sezonu. Jaka była tego przyczyna?

Ciężko to wyjaśnić, to były dwa zupełnie różne powody. W Modenie rozegrałem w sumie półtora sezonu, pierwszy w całości. W połowie drugiego złamałem sobie kostkę, dokładnie w styczniu. Klub zadecydował się zakontraktować nowego zawodnika w moje miejsce i zakończyć ze mną współpracę. Zarząd stwierdził, że to dobre wyjście, bo i tak moja umowa wygasała po tym sezonie, a oni i tak nie byli zainteresowani jej przedłużeniem. W Monzy na początku rozgrywek też złapałem kontuzję, tym razem barku… Czekała mnie długa rehabilitacja, żebym znów powrócił do gry. Klub po jakimś czasie stracił już cierpliwość i nie chciał dłużej czekać. We Włoszech zerwanie kontraktu nie jest trudne. Wtedy zarząd Monzy umotywował swoją decyzję tym, iż nie mają pewności czy po powrocie na boisko po kontuzji będę prezentował formę, jakiej oni oczekiwali. Więc powiedzieli mi „ciao”. Byłem w stanie zrozumieć ich decyzję i nie mam żalu.

Dlaczego zdecydowałeś się dołączyć do jastrzębskiej drużyny?

Nieszczęśliwie Denis Kaliberda doznał kontuzji w Jastrzębskim Węglu na początku rozgrywek i klub poszukiwał kogoś na jego zastępstwo. Zdecydowałem się przejść do polskiego zespołu, mimo że wciąż sam nie do końca wyleczyłem bark. Mój pierwszy miesiąc w polskim zespole był trudny, musiałem powoli wchodzić do gry, zobaczyć jak będzie pracowało moje ramię i całe ciało po kilku tygodniach bez treningu. Początki nie były łatwe, ale teraz fizycznie czuję się już dobrze.

Jak ci się pracuje w Jastrzębskim Węglu i jak dogadujesz się z resztą zawodników?

Naprawdę dobrze. Klub jest bardzo profesjonalny. Bardzo cenię sobie współpracę z rozgrywającym. Michał Masny jest bardzo dobrym zawodnikiem na swojej pozycji. W dodatku jest doświadczony i gra szybko, czyli tak jak lubię. Szybko złapaliśmy nić porozumienia.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-02-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved