Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Janusz Bułkowski: Mam nadzieję, że czkawka jest już za nami

Janusz Bułkowski: Mam nadzieję, że czkawka jest już za nami

fot. plusliga.pl

- Musiałem wstrząsnąć zespołem. Przegrać zawsze można, bo to jest tylko sport, ale walczyć trzeba w każdym meczu, a ja nie widziałem tej walki u chłopaków - mówi Janusz Bułkowski, szkoleniowiec Stali AZS PWSZ Nysa, która kryzys ma już za sobą.

Pierwsze mecze drugiej części rundy zasadniczej nie układały się po myśli Stali AZS PWSZ Nysa. Poniosła ona pięć porażek z rzędu, a po przegranej ze Ślepskiem Suwałki do dyspozycji zarządu podał się Janusz Bułkowski. Jego dymisja jednak nie została przyjęta, a cierpliwość władz klubu została wynagrodzona, bo kolejne spotkania były już znacznie lepsze w wykonaniu akademików. – Wówczas wzięły górę emocje po meczu. Wcześniej nigdy tak nie postępowałem, ale piąta porażka z rzędu sprawiła, że musiałem wstrząsnąć zespołem. Przegrać zawsze można, bo to jest tylko sport, ale walczyć trzeba w każdym meczu, a ja nie widziałem tej walki u chłopaków. Dużo ryzykowałem takim zachowaniem, ale uważam, że przyniosło ono efekt – powiedział Janusz Bułkowski. Mam nadzieję, że czkawka jest już za nami – dodał szkoleniowiec ekipy z Opolszczyzny.

Porażki ponosiła ona zarówno na wyjeździe, jak i przed własną publicznością. Nie potrafiła znaleźć recepty ani na zespoły z czołówki, ani na te, które plasowały się w dolnych rejonach tabeli. W efekcie istniała nawet realna groźba wypadnięcia poza ósemkę. – Uważam, że nie było problemów z formą fizyczną. Kłopotem była forma psychiczna. W głowach chłopaków pojawiła się bojaźń przed podejmowaniem ryzyka i wykonywaniem poszczególnych elementów siatkarskiego rzemiosła. Seria porażek sprawiła, że wokół drużyny zaczęło pojawiać się coraz większe ciśnienie, które wpływało na nią dość negatywnie – podkreślił trener nyskiego zespołu. W dodatku Stali do walki nie był w stanie poderwać Mateusz Piotrowski, który jest jedną z kluczowych jej postaci. – Mateusz był liderem zespołu przez całą pierwszą rundę, ale jest on jeszcze młodym zawodnikiem, który nie musi jeszcze grać równo na wysokim poziomie przez cały sezon. Dla starszych zawodników poprzeczka zawieszona jest wyżej. Oni zazwyczaj poniżej pewnego poziomu gry nie schodzą, a młodzi gracze grają albo bardzo dobrze, albo słabo – wyjaśnił Bułkowski.

Przełamanie zespołu z Opolszczyzny przyszło w spotkaniu z SMS-em PZPS Spała. Wprawdzie nyscy siatkarze przegrywali już nawet 1:2, ale potrafili odwrócić losy pojedynku. Później poszli za ciosem i odprawili z kwitkiem mistrza I ligi. – Chłopcy pokazali, że nie zapomnieli, jak gra się w siatkówkę. Przecież dziesięć wygranych w pierwszej rundzie z niczego się nie wzięło – podkreślił Bułkowski. – W pierwszym secie meczu z Camperem zdobyliśmy dziewięć punktów blokiem. Dobrze graliśmy też w obronie i koncertowo na kontrze. Poza tym może nie zgromadziliśmy zbyt wielu asów, ale odrzuciliśmy zagrywką rywali od siatki, przez co grali oni prostą siatkówkę, także mieliśmy ułatwione zadanie. Drużyna z Wyszkowa chyba była zaskoczona naszą tak dobrą postawą – dodał.



Obecnie akademicy plasują się na szóstej pozycji w stawce, ale nie są jeszcze pewni rywalizacji w play-off. Wystarczy wspomnieć, że nad jedenastą Wartą mają tylko sześć oczek przewagi, a ich najbliższym przeciwnikiem będzie APP Krispol Września. – Wszystkie pozostałe mecze w rundzie zasadniczej będą dla nas bardzo ważne, ponieważ w tabeli jest bardzo ciasno. Każda porażka może sprawić, że spadniemy na ósme czy dziewiąte miejsce. Dlatego do Wrześni jedziemy po to, by walczyć i przywieźć punkty – zakończył trener Stali.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-02-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved