Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: W czołówce tylko lider i wicelider bez zmian

PlusLiga: W czołówce tylko lider i wicelider bez zmian

fot. archiwum

Sporo się pozmieniało w górnej części tabeli po ostatniej, 24. kolejce. Jedynie PGE Skra Bełchatów i Asseco Resovia Rzeszów utrzymały swoje lokaty, zaś zmiany pozachodziły na miejscach 3-6. Na trzecią lokatę wskoczył Jastrzębski Węgiel, zaś Cuprum Lubin na piątą.

Bełchatowianie w sobotnie popołudnie podejmowali w swojej hali AZS Częstochowa i chociaż ten mecz zakończył się dla nich wygraną 3:0, to samo spotkanie wcale nie było tak jednostronne, jak mógłby sugerować wynik. Siatkarze z województwa łódzkiego zagrali bez kontuzjowanych Michała Winiarskiego i Ferdinanda Tille, ale przypuszczalnie nawet w pełnym składzie mogliby mieć problem z zagrywką rywala. Goście prowadzili w każdym z setów kilkoma punktami, ambitnie walczyli, ale w końcówkach zamiast spokojnie dowieźć przewagę do końca, popełniali głupie błędy i przegrywali. Chociaż więcej błędów popełnili zawodnicy Skry, ale oni w kluczowych momentach nie mylili się. Niemal bezbłędnie spisywał się Mariusz Wlazły, który z dorobkiem 21 punktów i 61% skuteczności w ataku został wybrany najlepszym zawodnikiem spotkania. Po drugiej stronie siatki najwięcej punktował Guillaume Samica – 15 punktów i 55% skuteczności. – Graliśmy bardzo fajnie, ciekawie, natomiast w końcówkach wyszło zdecydowanie doświadczenie przeciwnika i bardzo szkoda, że nie potrafiliśmy utrzymać poziomu w najważniejszych momentach spotkania – podsumował występ swoich podopiecznych Michał Bąkiewicz, trener AZS-u. – To był ciężki mecz i tym bardziej cieszy zwycięstwo – przyznał z kolei Miguel Falasca. Dzięki trzem punktom Skra utrzymała pozycję lidera, częstochowianie pozostali zaś na 12. miejscu.

PGE Skra Bełchatów – AZS Częstochowa 3:0
(25:23, 25:23, 25:23)

Miniona kolejka musiała być dla siatkarzy BBTS-u Bielsko-Biała ogromnym rozczarowaniem. Po trzech kolejnych wygranych, w tym sensacyjnym zwycięstwie nad Treflem Gdańsk, podopieczni Piotra Gruszki z pewnością liczyli na punkty w Lubinie. Jednak miejscowi po chwilowym dołku formy, już drugi mecz z rzędu okazali się lepsi od rywala. Pierwszego seta zaczęli od mocnego uderzenia, bo prowadzeniem 8:1 i potem tylko w pierwszej części drugiego seta pozwolili przegonić się rywalom. Skuteczny był Szymon Romać, który zdobył w sumie 17 punktów i skończył prawie połowę piłek (46%). W bloku „tradycyjnie” straszył Dmytro Paszycki, który ponad połowę wszystkich ugranych przez siebie punktów zdobył blokiem – dokładnie 5 z 9. Zresztą właśnie w bloku miejscowi byli lepsi od ekipy z Podbeskidzia, więcej też punktowali zagrywką, ale kluczowe były tu błędy. Owszem, siatkarze z Dolnego Śląska też się mylili, ale i tak w ogólnym bilansie dostali 8 punktów „na czysto”, bo bielszczanie w sumie sprezentowali im 25 oczek. Jedynie w ataku panował remis. Po tej porażce BBTS ma już małe szanse na zmianę pozycji w tabeli przed play-off, bo do dziewiątej Politechniki traci już 5 punktów. Lubinianie zaś z szóstego miejsca wskoczyli na piąte.



Cuprum Lubin – BBTS Bielsko-Biała 3:0
(25:21, 25:21, 25:21)

Również w trzech setach skończyła się konfrontacja zespołów z Jastrzębia-Zdroju i Bydgoszczy. Samo spotkanie było bardzo zacięte i wynik każdego seta decydował się w samej końcówce. Bydgoszczanie dotrzymywali kroku rywalom w ataku i w zagrywce, byli nawet skuteczniejsi w bloku, ale oddali tyle punktów po własnych błędach, że aż dziw, że nie przegrali tego spotkana wyraźniej. Pomylili się aż 22 razy, zaś jastrzębianie na swoim koncie zapisali tylko 10 pomyłek. W drużynie ze Śląska bardzo dobre spotkanie rozegrał Guillaume Quesque, bodajże najlepsze od kiedy przywdział czarno-pomarańczowe barwy. Francuz skończył 56% ataków, dołożył 1 punkt zagrywką i 2 blokiem i w sumie zapisał ich na swoim koncie 12, do tego Michał Łasko dołożył 15 oczek. W szeregach ekipy z województwa kujawsko-pomorskiego aż czterech zawodników dorobiło się dwucyfrowego dorobku punktowego – Cupković, Jarosz, Waliński i Gunia. Serbski przyjmujący był zresztą w swojej drużynie najlepiej punktującym zawodnikiem, z dorobkiem 19 punktów. – Rezultat meczu 3:0 może być wynikiem mylącym, bo każdy z setów zakończył się niewielką różnicą punktową. Jesteśmy zadowoleni z takiego rozstrzygnięcia, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to niezwykle trudny mecz – podsumował Michał Łasko. Wynik tego spotkania spowodował, że podopieczni Vitala Heynena spadli z piątego na szóste miejsce i wrócić do czołowej czwórki praktycznie będzie im bardzo trudno. Jastrzębski Węgiel zaś awansował na trzecie miejsce i ma tyle samo punktów, co czwarty w tabeli Lotos Trefl Gdańsk, ale lepszy stosunek setów.

Jastrzębski Węgiel – Transfer Bydgoszcz 3:0
(27:25, 25:23, 25:23)

Kędzierzynianie nie mieli większych problemów, by wygrać z Effectorem Kielce w trzech setach. Jedyne w drugiej partii kielczanie dogonili rywali i nawet przez moment mieli trzy punkty przewagi. Ale tylko przez moment. Zresztą nie ma się co dziwić, że mecz miał tak jednostronny przebieg, skoro cała drużyna z województwa świętokrzyskiego zanotowała skuteczność w ataku rzędu 31%. A rzut oka na indywidualne statystyki zawodników obnaża jeszcze większą słabość w ataku – Bartosz Krzysiek skończył zaledwie 11%, Adrian Staszewski 20%, a Adrian Buchowski 28% piłek. A po drugiej stronie siatki poniżej swojego standardowego poziomu nie schodzili Dick Kooy (15 punktów i 57% skuteczności) oraz Dominik Witczak (11 punktów i 41%). W rezultacie najlepiej punktującym zawodnikiem przyjezdnej drużyny został… środkowy, Mateusz Bieniek. Zdobył w sumie 9 punktów, z czego aż 3 blokiem. – Myślę, że w tym meczu przede wszystkim zabrakło nam konsekwencji. Wyłączając pierwszy set, można powiedzieć, że graliśmy z ZAKSĄ punkt za punkt, aż nagle przychodził moment, w którym Dick Kooy, Nimir Abdel-Aziz czy Lucas Loh ostrzeliwali nas zagrywką. Dzięki temu rywale wyrabiali sobie przewagę, której nie mogliśmy nadgonić – analizował przyczyny porażki Mateusz Bieniek. Jego zespół nadal zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli, ZAKSA zaś umocniła się na 7. i najprawdopodobniej z tego miejsca przystąpi do play-off.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Effector Kielce 3:0
(25:15, 25:20, 25:21)

Hit kolejki, czyli starcie wicelidera z trzeci ekipą w tabeli, nie zawiódł, bo chociaż rzeszowianie wygrali 3:1, to naprawdę było bardzo blisko tie-breaka. A właściwie o jedną piłkę, bo w czwartej partii gdańszczanie prowadzili 24:22 i mieli przynajmniej jeden punkt na wyciągnięcie ręki. Rzeszowianie zaś mieli w swoich szeregach Nikołaja Penczewa. Bułgar nie zawsze ma okazję zaprezentować swoje umiejętności, w meczu poprzedniej kolejki pojawił się tylko na kilka akcji w czwartym secie, w poprzednich wchodził z ławki, ale jak już zaczął sobotnie spotkanie w wyjściowej szóstce, to pokazał ile znaczy dla drużyny. To właśnie jego zagrywki w końcówce czwartej partii spowodowały, że gdańszczanie stracili szansę na tie-break, a Resovia zapisała na koncie trzy punkty i nadal może zakończyć rundę zasadniczą na fotelu lidera. Dodajmy jeszcze gwoli kronikarskiego obowiązku, że bułgarski przyjmujący zasłużenie został wybrany MVP i ogółem zdobył 21 punktów, przy bardzo dobrej, bo 57% skuteczności w ataku. Jochen Schoeps dołożył 19 oczek, a Marko Ivović 15. W ekipie z Pomorza liderem bezsprzecznie był Murphy Troy, który zapunktował aż 23 razy i jego efektywność wyniosła aż 64%. Porażka kosztowała podopiecznych Andrei Anastasiego spadek na czwarte miejsce, ale nadal mają szanse na powrót do czołowej trójki, a czy to się uda, o tym zadecyduje najbliższy mecz, który zagrają z trzecim właśnie w tabeli Jastrzębskim Węglem.

Asseco Resovia Rzeszów – Lotos Trefl Gdańsk 3:1
(25:19, 25:22, 19:25, 26:24)

Konfrontacja dziewiątej z czternastą drużyną w tabeli nie stała może pod znakiem najwyższego sportowego poziomu, natomiast jej stawka dla obu ekip była bardzo wysoka. Będzinianie nadal nie spełnili jednego z wymogów władz PlusLigi i nie wygrali jeszcze pięciu meczów w sezonie – do osiągnięcia tego rezultatu potrzebowali akurat jeszcze jednego zwycięstwa. Natomiast warszawianie, żeby mieć jeszcze szanse na czołową ósemkę, musieli to spotkanie wygrać za trzy punkty. Oba zespoły miały momenty lepsze i gorsze, ale akademicy wykazali się większą chęcią wygranej. – Wygraliśmy bardziej wolą walki niż umiejętnościami – skwitował wynik Jakub Bednaruk, trener warszawskiej ekipy. Podopieczni Roberto Santilliego już w kolejnym meczu mieli zdecydowanie lepsze przyjęcie od rywala, ale nie potrafili tego przekuć na punkty. Skuteczniejsi w ataku byli warszawianie i to wystarczyło do wygrania meczu. Zawód dla zawodników MKS-u może być tym większy, że ostatnio coś się w grze ich zespołu ruszyło i potrafili punktować, wygrali przecież m.in. z ZAKSĄ. Teraz mają jeszcze dwie szanse w rundzie zasadniczej na spełnienie ligowego minimum. A inżynierowie, mimo wygranej, okazało się, że już nie mają szans na czołową ósemkę – zadecydował o tym poniedziałkowy mecz Czarnych Radom z AZS-em Olsztyn.

MKS Banimex Będzin – AZS Politechnika Warszawska 1:3
(22:25, 25:18, 22:25, 21:25)

Po efektownym zwycięstwie w Warszawie, kibice olsztyńskiego AZS-u na pewno liczyli na to, że ich ulubieńcy w Uranii zaprezentują się równie dobrze i zdobędą kolejne trzy punkty. Tak się jednak nie stało, bo radomianie okazali się zbyt mocnym rywalem. Kontrolowali przebieg spotkania praktycznie od początku do końca, nie pozwalając akademikom za bardzo rozwinąć skrzydeł. Nie pomagały roszady w składzie, radomianie byli lepsi i w ataku, w bloku i na zagrywce, jedynie w błędach panował niemalże remis. W zespole z Mazowsza nie do zatrzymania był Wojciech Żaliński, który 15 punktami, dobrym przyjęciem i dobrą skutecznością w ataku zapracował sobie na statuetkę MVP. Jego koledzy również prezentowali się dobrze – Mikko Oivanen dołożył drugie 15 oczek, zaś Daniel Pliński dołożył 4 skuteczne „czapy” na rywalu. – Przyznam szczerze, że po raz pierwszy przy tak dobrym przyjęciu przeciwnika, bo nie mogliśmy odrzucić olsztynian od siatki, nasz blok funkcjonował fantastycznie. Było bardzo dużo bloków, wybloków i to było naszą mocną stroną – powiedział po meczu Robert Prygiel, trener Czarnych. Jego podopieczni tą wygraną praktycznie zapewnili sobie miejsce w czołowej ósemce na koniec rundy zasadniczej, bo wprawdzie AZS Politechnika traci do nich sześć punktów, ale ma gorszy bilans setów. Olsztynianie zaś pozostali na 11. miejscu w tabeli i jeszcze mogą awansować lub spaść o jedną lokatę.

Indykpol AZS Olsztyn – Cerrad Czarni Radom 0:3
(22:25, 21:25, 18:25)

Zobacz również:
Wyniki 24. kolejki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2015-02-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved