Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Arcyciekawe boje w Gdańsku i Bydgoszczy

PlusLiga: Arcyciekawe boje w Gdańsku i Bydgoszczy

fot. archiwum

W środę odbędzie się 23. kolejka PlusLigi i oczy całej Polski zwrócone będą na dwa miejsca - na bydgoską Łuczniczkę, gdzie Transfer podejmie Resovię, i na gdańską Ergo Arenę, w której Trefl zmierzy się ze Skrą. Zapowiadają się dwie wielkie siatkarskie uczty.

Przełamane passy pięciu spotkań bez punktu – to najważniejszy cel na środowy wieczór dla siatkarzy AZS-u Politechniki Warszawskiej. Zespół prowadzony przez Jakuba Bednaruka ma za sobą bardzo wymagające mecze z zespołami, które w tabeli PlusLigi plasują się wyżej od warszawian. W starciach z Cuprum, PGE Skrą, Asseco Resovią, Jastrzębskim Węglem oraz ZAKSĄ stołecznemu teamowi udało się urwać jedynie dwa sety – po jednym z rzeszowianami i kędzierzynianami. – Ta zła passa cały czas się nas trzyma, ale gwarantuję, że robimy wszystko, aby ją przezwyciężyć. Póki co nam się to nie udaje, ale na pewno będziemy się starali do samego końca – mówił środkowy z Warszawy, Bartłomiej Lemański. Szansę na zdobycie cennych oczek inżynierowie będą mieli w domowym starciu z dwunastym Indykpolem AZS Olsztyn. Odkąd na stanowisku pierwszego szkoleniowca zespołu z Warmii pojawił się Andrea Gardini, olsztynianie dwukrotnie zapunktowali – zdobyli dwa oczka z Resovią i trochę niespodziewanie komplet punktów z ZAKSĄ. W Warszawie akademicy będą chcieli się odgryźć za porażkę 1:3 w hali Urania oraz poprawić swoje morale po gładkiej przegranej 0:3 z Banimeksem Będzin. – Jestem przekonany, że sportowo zostaliśmy podrażnieni i na pewno w meczu w Warszawie zaprezentujemy się lepiej. Czy to wystarczy do zwycięstwa? Mam nadzieję, że tak, bo bardzo potrzebujemy punktów do ligowej tabeli – przyznał Piotr Hain.

Niezłe siatkarskie widowisko zapowiada się w Radomiu, gdzie miejscowi Cerrad Czarni podejmą ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Dosyć słabo spisujący się w tym sezonie zespół z Opolszczyzny zajmuje 7. lokatę i ma tylko cztery oczka przewagi nad sąsiadem i najbliższym rywalem z Radomia. Ostatnie wyniki ZAKSY pokazują, że można się po niej spodziewać wszystkiego. Podopieczni Sebastiana Świderskiego od stycznia przegrali z mocnymi jastrzębianami i rzeszowianami, ale doznawali także porażek z ekipami z ligowego ogona, a mianowicie 2:3 z ekipą z Będzina oraz 1:3 z AZS-em Olsztyn. Promyczkiem nadziei może być niedawne zwycięstwo 3:1 w Warszawie, awans do kolejnej rundy Pucharu CEV, w którym ZAKSA odprawiła turecki Arkas, oraz coraz lepsza sytuacja zdrowotno-kadrową w zespole. – Myślę, że teraz będzie już tylko lepiej. Nareszcie zaczynamy grać swoją siatkówkę i powoli wracamy na właściwe tory. Mam nadzieję, że z meczu na mecz nasza dyspozycja będzie się tylko poprawiać – uznał Krzysztof Rejno. W ostatnim czasie lepiej wiedzie się radomianom, którzy w dwóch pojedynkach z potentatami z Rzeszowa i Jastrzębia-Zdroju zainkasowali cztery punkty. Optymistyczne nastawienie Lukasa Kampy i spółki jest tym większe, iż w miniony weekend w hali w Radomiu 0:3 poległ Jastrzębski Węgiel i teraz celem jest pokonanie ZAKSY, a co za tym idzie włączenie się do walki o miejsce numer 7 w ligowej stawce. – W tym meczu pokazaliśmy dobrą siatkówkę, były słabsze momenty, ale bez wpływu na końcowy wynik. Uważam, że to zwycięstwo jest jak najbardziej zasłużone – podsumował trener Robert Prygiel.

W ostatnich dniach wielka radość zapanowała w całej Polsce, a w szczególności w Kielcach, gdzie w miejscowym Vive Tauronie występuje kilku obrązowionych medalami mistrzostw świata piłkarzy ręcznych. Tak dużych pozytywnych emocji nie ma w siatkarskiej części Kielc – Effector zajmuje przedostatnią pozycję w lidze i ma za sobą serię czterech porażek z rzędu. W kolejnym pojedynku graczy trenera Daszkiewicza również czeka nie lada wyzwanie, ponieważ do województwa świętokrzyskiego przyjeżdża jeden z trójki polskich przedstawicieli w Lidze Mistrzów – Jastrzębski Węgiel. Dla kielczan jest to niewątpliwie zapowiedź kolejnego meczu do jednej bramki. – Jesteśmy w stanie dobrze zagrać i może nawet wygrać, lecz trzeba do tego podchodzić bardziej szkoleniowo, a nie starać się za wszelką cenę zwyciężyć, tworząc tym samym sobie presję – mówił o recepcie na sukces atakujący Effectora, Bartosz Krzysiek. W lepszych, choć niekoniecznie świetnych humorach są za to siatkarze ze Śląska. Krzysztof Gierczyński i jego koledzy zajmują w tabeli wysokie piąte miejsce i do czwartego Transferu tracą tylko oczko. Pozycja jastrzębian mogła wyglądać przed tą rundą spotkań lepiej, gdyby nie fakt, iż w weekend zaporą nie do przejścia okazali się Czarni Radom. Na terenie rywala ekipa Roberto Piazzy przegrała 0:3 i w Kielcach na pewno będzie chciała zmazać tę plamę. – My nie pokazaliśmy tego, na co nas stać. Możliwości na pewno mamy wyższe – krótko opowiedział o meczu Damian Wojtaszek.



Pierwszym z dwóch hitów 23. kolejki PlusLigi będzie starcie czwartego w tabeli Transferu Bydgoszcz z wiceliderem – Asseco Resovią Rzeszów. Bydgoszczanie pod wodzą Vitala Heynena prezentują się więcej niż solidnie i choć w ostatnich tygodniach przegrali zarówno z wyżej notowaną Skrą, jak i Lotosem Treflem, to drzemie w nich niemały potencjał. Oprócz tego, że Transfer wygrywał w tym sezonie z ligowymi średniakami i zespołami z dołu tabeli, trzeba przyznać, iż Jakub Jarosz i spółka znaleźli patent m.in. na Jastrzębski Węgiel, z którym wygrali za trzy punkty, a także mocno postawili się ZAKSIE czy Lotosowi Treflowi, przegrywając po tie-breakach. Faworytem jednak i tak będzie wicemistrz Polski z Rzeszowa. W ostatnich kolejkach resoviacy zanotowali jedną dużą wpadkę – przegraną 2:3 w Olsztynie oraz małe rozczarowanie, czyli tylko dwa oczka w domowym meczu z Czarnymi Radom, natomiast w pozostałych meczach inkasowali komplet punktów. Siły i wiary w osiągnięcie kolejnych sukcesów rzeszowianom dodały na pewno dwie sprawy: awans do fazy pucharowej Champions League oraz powrót na boisko ikony Resovii – Oliega Achrema.Potrzebuję jeszcze czasu, by dojść do pełni formy, ale zrobię wszystko, by tak się stało. Mam motywację, by ciężko trenować i z meczu na mecz być coraz lepszym – przyznał po powrocie na boisko po trzystudniowej absencji kapitan Asseco Resovii.

Do ciekawego i trochę nieprzewidywalnego pojedynku dojdzie w Bielsku-Białej, gdzie BBTS podejmie ostatni w ligowej stawce MKS Banimex Będzin. Siatkarze z Podbeskidzia ostatnio prezentują się coraz lepiej i widać to po ich pozycji w tabeli – aktualnie zajmują 10. miejsce. Awansu z najniższych rejonów tabeli nie byłoby, gdyby nie trzy wygrane z przedzielone porażką z Transferem Bydgoszcz. O ile pokonanie 3:1 kielczan oraz wygrana 3:2 z AZS-em Częstochowa nie były wielkimi sensacjami, o tyle wyjazdowe zwycięstwo w Gdańsku z świetnie grającym Lotosem Treflem mogło wzbudzić podziw. Siatkarze prowadzeni przez trenera Piotra Gruszkę dzięki tej wygranej dostali skrzydeł i na pewno będą trudniejszym i bardziej wymagającym przeciwnikiem niż jeszcze miesiąc temu. – Nie ukrywajmy – nie jesteśmy zawodnikami klasy światowej. Na pewno cieszy to, co się dzieje u nas teraz – forma idzie do góry i na szczęście wygrywamy mecze – skomentował ostatnie występy przyjmujący BBTS-u, Kamil Kwasowski. Coraz więcej powodów do radości mają również fani drużyny z Zagłębia – Banimeksu Będzin. Po zmianie szkoleniowca i objęciu zespołu przez Roberto Santilliego będzinianie wreszcie weszli na właściwą drogę – przed swoimi kibicami w Sosnowcu udało im się wygrać 3:2 z ZAKSĄ oraz 3:0 z AZS-em Olsztyn, a z wyjazdowego meczu w Częstochowie również wrócili ze „skalpem” – dwoma punktami. – Dobrze, że ta zmiana nastąpiła, bo wraz z przyjściem trenera Roberto Santilliego pojawił się w drużynie nowy duch i gramy lepiej – wyjaśnił postęp w grze Banimeksu Maciej Pawliński.

Pod Jasną Górą, podobnie jak w meczu w Kielcach, odbędzie się spotkanie z wyraźnym faworytem. Siatkarze AZS-u Częstochowa, okupujący 11. lokatę, podejmą bowiem szósty w zestawieniu zespół z Lubina. Częstochowianie, podobnie jak gracze z Olsztyna i Będzina, w środku sezonu zmienili trenera i jak widać zmiana ta wyszła im na dobre. Pracujący na stanowisku pierwszego szkoleniowca Michał Bąkiewicz w ciągu kilku tygodniu pracy zdołał już ograć 3:0 gdańszczan, a także rozegrać dwa tie-breaki – wygrany z MKS-em Będzin oraz przegrany z bielszczanami. Zastrzyk punktów był akademikom potrzebny jak tlen i choć w dolnych rejonach tabeli wciąż panuje wielki ścisk, to samo nastawienie wszystkich graczy jest już o niebo lepsze. – Wyniki mówią za siebie – jest postęp. Trenujemy ostro, skupiamy się na konkretnych rzeczach. Zmiana trenera nam pomogła. Cuprum Lubin to bardzo dobry zespół, twardy, ciężko go złamać w trakcie meczu. Solidna drużyna, która świetnie radzi sobie w lidze. Myślę, że się zrewanżujemy – powiedział Bartosz Janeczek. Dla lubinian pojedynek z AZS-em będzie w pewnym sensie kluczowy. Po dwóch przegranych komplet punktów byłby dla siatkarzy trenera Cretu świetnym zastrzykiem energii i dodałbym im sił i motywacji, by walczyć w najważniejszej części sezonu. Na korzyść Cuprum działa również fakt, iż w pierwszej potyczce między tymi zespołami w tym sezonie 3:1 wygrał właśnie beniaminek PlusLigi.

Mecz, na który kibice z całej Polski ostrzą sobie zęby – tak w skrócie można zapowiedzieć pojedynek Lotosu Trefla Gdańsk z PGE Skrą Bełchatów. Aktualny mistrz Polski z dorobkiem 55 oczek zajmuje pierwsze miejsce w tabeli, awansował do 1/2 finału Pucharu Polski oraz bez większych kłopotów wywalczył przepustkę do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Można więc rzec, że w Bełchatowie wszystko idzie zgodnie z planem, jednak największe wyzwania dopiero przed bełchatowianami. Pierwszym z poważnych testów będzie mecz z gdańszczanami, którzy już raz sprawili mistrzom kraju dużo kłopotów, ulegając dopiero po tie-breaku. – W Gdańsku na pewno będziemy musieli zagrać dobrze naszą zagrywką i odrzucić rywali od siatki. To wszystko dlatego, że rozgrywający Trefla jest naprawdę dobry i gra szybko i kombinacyjne przy idealnym przyjęciu – przestrzegł Karol Kłos. Pierwszy pojedynek obu zespołów był świetnym widowiskiem, w którym ekipa Andrei Anastasiego przegrywała 0:2, lecz zdołała odrobić straty i ulec dopiero w piątej partii. Kibice na pewno mają ochotę na powtórkę, jednak może być o nią ciężko, zważając na to, jak w minionych kolejkach prezentował się Trefl. Przegrane z BBTS-em i AZS-em Częstochowa uświadomiły słabszym ekipom, że nie ma zespołów nie do pokonania i każdego można „ugryźć”. Czy w meczu ze Skrą gdańszczanie będą gryźć, czy też sami zostaną pokąsani?

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2015-02-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved