Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Ivan Zaytsev: Nie żałuję tego wyboru

Ivan Zaytsev: Nie żałuję tego wyboru

fot. archiwum

As Azzurrich po latach spędzonych w Serie A zdecydował się na przejście do rosyjskiej Superligi. - Po treningach, kiedy wychodzę z siłowni, jestem tak „ugotowany", że nawet nie pamiętam co robiłem - o zderzeniu z rosyjskimi realiami mówi Ivan Zaytsev.

Przygoda, jaką jest gra zagranicą, jest trudniejsza, niż się spodziewałeś?

– Na pewno nie jest to spacer. Po treningach, kiedy wychodzę z siłowni (w późnych godzinach popołudniowych) jestem tak „ugotowany”, że nawet nie pamiętam co robiłem. Nie ma czegoś takiego, jak wolny poranek, kontynuujemy określony rytm pracy. Wyobrażałem sobie to wielkie zaangażowanie, zobowiązanie i ciężką pracę, ale chyba nie aż tak bardzo.

Żałujesz tego wyboru?



– Nie, wcale. Cały czas sporo się uczę. Poziom w rywalizacji o mistrzostwo jest bardzo wysoki. A moi koledzy, współtowarzysze to wyjątkowo utalentowani zawodnicy.

Do Moskwy przyjechałeś w nie najlepszej kondycji fizycznej, po nieszczęśliwym urazie, jakiego doznałeś podczas mistrzostw świata. Jak się czujesz teraz?

– Aby odzyskać sprawność i móc grać, potrzebowałem ponad trzech miesięcy. W obliczu tego, co mówiły pesymistyczne diagnozy, nie jest źle, chociaż kostka nie jest jeszcze sprawna w stu procentach. Jakby tego było mało, miałem też inne bóle. Efekt był taki, że musiałem przyjmować spore dawki leków przeciwzapalnych. Na szczęście Dynamo ma sporą listę dobrych zawodników, w innym wypadku miałbym duże poczucie winy wobec nowego klubu. Zacząłem już jednak grać z zamiarem pokazania się z jak najlepszej strony.

Pamiętasz swój debiutancki mecz w rosyjskiej Superlidze?

– Wolałbym rozpocząć nieco inaczej, nie od tego przeciw komu był to mecz. Wszedłem w tie-breaku typowo na zagrywkę, nie byłem w rytmie meczowym, nie byłem nawet rozgrzany, zaserwowałem asa serwisowego i to był koniec meczu. To była prawdziwa bomba, to znaczy to moje zdanie, niekoniecznie innych zawodników. Później chłopaki mówili, że to była straszna piłka. To był pierwszy mecz u siebie, przeciwko Biełgorie Biełgorod Dragana (Travica – przyp. red.). Tak, krótko podsumowując, wyglądał mój debiutancki mecz.

2014 rok przyniósł sporo zmian i nowego nie tylko w twoim życiu zawodowym, ale także rodzinnym…

– 31 października zostałem ojcem i oszalałem na punkcie mojego syna – Sashy. Jest prawdziwym aniołkiem. Teraz już mnie rozpoznaje, są sytuacje, że kiedy spojrzy na mnie, zaczyna się śmiać. Niestety nie mogę nacieszyć się nim tyle, ile bym chciał, bo jestem poza domem większość czasu, praktycznie we wszystkie dni.

Jak się czujesz w nowej roli?

– Całkiem nieźle. Oczywiście nie mam co się porównywać do mojej żony, Ashling jest świetną mamą. Radzi sobie ze wszystkim sama, bo nie ma tutaj praktycznie przyjaciół. Co więcej, nie mieszkamy w samym centrum, a na obrzeżach. Do tego w Moskwie nikt nie mówi po angielsku. Przy mojej częstotliwości treningów jest w domu sama przez większość czasu. No może za wyjątkiem dni, kiedy z pomocą przyjeżdżają nasze mamy.

Myśląc o Italii, za czym najbardziej tęsknisz, czego szczególnie ci brakuje?

– Wszystkiego. Od małych rzeczy, takich jak śniadania w barze z kawą i świeżymi rogalikami, po te największe, czyli przyjaciół. Brakuje słońca i ciepła bijącego od ludzi. Tęsknię też za włoskim winem. Tutaj mogę znaleźć różne sklepy, dobre restauracje, ale wina, jakie są, pozostawiają wciąż wiele do życzenia (śmiech).

 

źródło: inf. własna, panorama.it

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-02-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved