Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Tie-break w Bielsku-Białej dla BBTS-u

PlusLiga: Tie-break w Bielsku-Białej dla BBTS-u

fot. plusliga.pl

AZS Częstochowa dwukrotnie obejmował prowadzenie w meczu z BBTS-em, a gospodarze dwukrotnie wyrównywali stan spotkania. O zwycięstwie rozstrzygnął tie-break, w którym lepsi okazali się bielszczanie i to oni będą bogatsi o kolejne dwa punkty.

Mimo efektywnego startu Wojciecha Ferensa częstochowianie za sprawą Guillaume’a Samiki wyszli na trzypunktowe prowadzenie, co już po kilku pierwszych piłkach zmusiło Piotra Gruszkę do interwencji (4:1). Niestabilni bielszczanie nie potrafili wykorzystać nawet punktowych prezentów od rywali i raz za razem psuli własne zagrywki do momentu, kiedy w polu serwisowym znalazł się wypożyczony z ZAKSY przyjmujący (6:6). Emocje wzrosły, gdy blok Łukasza Polańskiego i Sergieja Kapelusa stał się podwaliną poprawy w grze miejscowych. To były jednak dobre złego początki, bowiem chwilę później Michał Kaczyński i Bartosz Janeczek zweryfikowali dyspozycję BBTS-u (10:14). Cały czas w ofensywie byli przyjezdni, którzy wykazywali się wyjątkową czujnością w pierwszej linii i nieustannie zaskakiwali siatkarzy po drugiej stronie siatki (22:19). Końcówka była jednak emocjonująca – obie drużyny wymieniały mocne ciosy, lecz w finalnym rozrachunku górą byli częstochowianie (25:23).

Kolejną partię bielszczanie rozpoczęli lepiej niż poprzednią – dzięki Jose Luisowi Gonzalezowi i Bartoszowi Buniakowi kontrolowali ofensywę rywali i utrzymywali prowadzenie (5:3). Przez jakiś czas nie zmieniły tego nawet agresywne próby Artura Udrysa, który starał się wybić BBTS z uderzenia i przejąć kontrolę nad wynikiem seta (6:8). Cierpliwość jednak popłaciła i AZS-owi w końcu udało się dosięgnąć rywali, którzy mimo wszystko zachowywali minimalną przewagę (11:10). Utracili ją, kiedy w polu serwisowym znalazł się Samica, który wykorzystał brak przytomności Kapelusa w defensywie (14:14). Im dalej, tym bardziej gra była wyrównana, co nie oznaczało jednak, że poziom widowiska wzrósł, bowiem oba zespoły popełniały sporo błędów. Trochę świeżości po stronie miejscowych wniosło pojawienie się na boisku Kamila Kwasowskiego, lecz nawet to nie wystarczyło, że powstrzymać rozpędzonych częstochowian (22:20). Mimo wszystko zawodnikom BBTS-u udało się zniwelować straty i ponownie zapewnić własnym kibicom emocjonującą końcówkę (23:23). Druga partia padła ich łupem po wymianie pełnej niewymuszonych pomyłek i widowiskowych bloków Buniaka, Ferensa i Gonzaleza (27:25).

Początek trzeciego seta był zapowiedzią wyrównanego boju pomiędzy zespołami – Kaczyński i Samica efektownie walczyli na skrzydłach, a Michał Dębiec i Kwasowski dobrze strzegli bielskiej defensywy (6:4). Bielszczanom udało się utrzymać prowadzenie dzięki mocnemu serwisowi Gonzaleza, który był odpowiedzią na ofiarną grę Adriana Stańczaka w przyjęciu (9:8). Ku niezadowoleniu miejscowych kibiców i euforii fanów gości po bloku na Argentyńczyku AZS wyszedł na prowadzenie, które utrzymał dzięki taktycznym akcjom w wykonaniu Mariusza Marcyniaka (12:10). W sobotnim meczu granie z nożem na gardle dodatkowo mobilizowało BBTS, więc można było się spodziewać szybkiego wyrównania stanu rywalizacji – miało temu pomóc pojawienie się na boisku Bartosza Bućko, ale bardziej przyczynił się do tego Kwasowski, dwukrotnie umieszczając piłkę w samym narożniku boiska (17:17). Młody atakujący wsparł jednak swój zespół w pogoni za częstochowianami, lecz to nie wystarczyło, żeby zatrzymać idących po zwycięstwo gości (23:20). Kropkę nad „i” w tej odsłonie pojedynku postawił blok Marcyniaka (25:20).



Głównym bohaterem otwarcia czwartego rozdania był Buniak, który w dalszym ciągu świetnie radził sobie z ofensywą rywali – jego skuteczne bloki wyprowadziły bielszczan na pięciopunktowe prowadzenie na pierwszej przerwie technicznej (8:3). Ponownie nie uniknęli jednak błędów, które kosztowały ich utratę kilku oczek na rzecz AZS-u, ale duet Kwasowski-Bućko utrzymał swój team na powierzchni (12:7). Dobra passa środkowych nie pozwalała drużynie trenera Michała Bąkiewicza na rozwinięcie skrzydeł, a dodatkowo przyjezdni sami działali na swoją niekorzyść przez pomyłki w defensywie Samiki i Stańczaka (16:11). W tym momencie boju zdecydowanie na fali byli zawodnicy BBTS-u, wśród których punktowali niemalże wszyscy (20:14). Prawdziwym gwoździem do częstochowskiej trumny był bielski blok, który siał pogrom po stronie rywali i to w dużej mierze właśnie dzięki temu elementowi gospodarze wygrali czwartego seta (25:18).

W tym meczu tie-break oznaczał wyrównaną walkę obu zespołów, w której trudno było wytypować przyszłego zwycięzcę (4:4). Mimo wszystko było widać, że to chyba bielszczanom bardziej zależało na wygranej, ponieważ ekspresywnie cieszyli się ze zdobytych punktów i przede wszystkim szanowali piłkę – przyjezdni stanęli w miejscu i nie byli w stanie wyprowadzić ani jednego udanego ataku (4:8). Swój zespół mądrze prowadził Gonzalez, a Samica raz po raz popełniał błędy. Wydawało się, że akademicy mogą powrócić do meczu po skutecznym potrójnym bloku, ale to była tylko jedna akcja, niosąca ze sobą płonne nadzieje na dwa punkty do ligowej tabeli (7:10). Finalnie szalę zwycięstwa na stronę BBTS-u przechylił swoimi siatkarskimi gwoździami Ferens, wspierany na siatce przez Buniaka (15:12).

BBTS Bielsko-Biała – AZS Częstochowa
(23:25, 27:25, 20:25, 25:18, 15:12)

Składy zespołów:
BBTS: Polański (10), Ferens (12), Neroj (6), Gonzalez (16), Buniak (14), Kapelus (7), Dębiec (libero) oraz Pilarz, Bućko (8), Sobala i Kwasowski (9)
AZS: Udrys (13), Kaczyński (16), Janeczek (15), Samica (19), Przybyła (1), Buczek (1), Stańczak (libero) oraz Marcyniak (3), De Amo (2), Napiórkowski (1), Szymura i Khilko

Zobacz również:
Wyniki 22. kolejki oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-01-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved