Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Nathan Roberts: Czekam na sygnał od Gruszki

Nathan Roberts: Czekam na sygnał od Gruszki

fot. archiwum

- Moim kolejnym celem jest gra w PlusLidze - zapowiada australijski przyjmujący ACH Volley Lublana - Nathan Roberts. W długim wywiadzie opowiada między innymi o meczu swojej drużyny z Asseco Resovią Rzeszów oraz planach na przyszłość.

W meczu z Resovią niestety stanowiliście tylko tło dla świetnie dysponowanych gospodarzy. Czego wam zabrakło?

Nathan Roberts: – Jeżeli nikt w drużynie nie jest w stanie dobrze przyjąć piłki, to nikt nie jest w stanie wyprowadzić skutecznego ataku i zdobyć punktu (śmiech). Przed meczem wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, z jakim przeciwnikiem przyjdzie się nam mierzyć i tak jak można było zakładać doświadczyliśmy siły miejscowej Asseco Resovii na własnej skórze. Każdy, kto to spotkanie oglądał, wie, że gospodarze zagrali świetne spotkanie. My próbowaliśmy stwarzać presję na przeciwniku, jednak gra nie kleiła nam się tak, jak byśmy tego oczekiwali. Falowaliśmy zarówno w przyjęciu, jak i w ataku, dobre zagrania przeplataliśmy bardzo słabymi. Na podjęcie walki z drużyną pokroju Asseco Resovii to zdecydowanie za mało. Na ten moment zapominamy o tym spotkaniu, musimy oczyścić umysły, by w naszym ostatnim spotkaniu w Berlinie zakończyć rozgrywki Ligi Mistrzów „z przytupem”. Nikt nie stawia nas w roli faworytów, ale to tylko może nam pomóc w uzyskaniu lepszego wyniku.

Nowy rozgrywający waszej ekipy Michał Kozłowski nie pomógł wam rozpracować swojej byłej drużyny na tyle, by wystarczyło to na odniesienie korzystnego wyniku na rzeszowskim Podpromiu.

– To naprawdę dobry rozgrywający. Wraz z jego przyjściem do naszego zespołu przyszła nowa jakość rozegrania. Z miejsca stał się ważnym ogniwem naszej drużyny. Bardzo szybko się wkomponował i wydatnie przyczynił się do zdobycia przez ACH Volley Lublana Pucharu Słowenii. Po Final Four naszego krajowego pucharu został nawet wyróżniony nagrodą najlepszego rozgrywającego tego turnieju. „Kozi” jest bardzo kontaktowym człowiekiem, z miejsca wszyscy go polubiliśmy i mamy nadzieję, że przyjdzie nam z nim grać jak najdłużej. Michał starał się nam udzielać wskazówek przed środowym spotkaniem, jednak jak widać nie posłuchaliśmy go i ponieśliśmy porażkę (śmiech).

Pomimo kilku udanych wystaw wczoraj nie zaprezentował się on najlepiej.

– Zgadza się. Michał zaczął trochę nerwowo, zresztą jak my wszyscy. Nie jestem w stanie tak „na gorąco” stwierdzić, co dokładnie zawiodło wczoraj w naszej drużynie. Nikt z nas nie był w stanie wziąć na siebie ciężaru gry. Myślę, że było to spowodowane w dużej mierze świetną zagrywką miejscowych, która bardzo utrudniała przyjęcie i w konsekwencji wyprowadzanie skutecznych ataków. Dodatkowo graliśmy na wyjeździe przy bardzo głośnej publiczności. To było wspaniałe doświadczenie. Grałem w wielu miejscach na świecie, jednak czegoś takiego w życiu nie widziałem. Plotki o poziomie polskiego dopingu krążące po siatkarskim świecie nie były przesadzone. Polscy kibice są fantastyczni!

Grałeś w wielu klubach w wielu krajach. Masz za sobą epizody zarówno w lidze włoskiej, jak i w dosyć egzotycznych dla siatkarza miejscach – w Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Szwajcarii.

– Wszystko jest spowodowane tym, że niesamowicie wręcz lubię podróżować i poznawać nowe miejsca, a jeśli mogę tam jeszcze grać w siatkówkę, to już w ogóle jest wspaniale (śmiech). Najdłużej do tej pory grałem we Włoszech, ale w moim CV można doszukać się dosyć osobliwych miejsc do kontynuowania siatkarskiej kariery. Wszystkie te miejsca można uznać za nowe doświadczenia i wszędzie gdzie byłem nauczyłem się czegoś nowego. Nawet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

A jak ci się żyje w Słowenii?

– Grałem w wielu miejscach na świecie, jednak może wielu tutaj zaskoczę – nie byłem nigdy w tak wspaniałym miejscu, jakim jest Lublana. Myślę, że to najpiękniejsze miasto, jakie widziałem do tej pory. Samo miasto jest wspaniale usytuowane, bardzo mi się tam podoba. Wszystkich zachęcam do odwiedzin tego miejsca. Do tej pory każdy człowiek, którego tam poznałem, mówił po angielsku, nie miałem absolutnie żadnych kłopotów z aklimatyzacją. Jeśli chodzi o samą drużynę – to również nie mam powodów do narzekań. Mamy młodą, ambitną drużynę, z którą ostatnio zdobyliśmy Puchar Słowenii. Szkoda tylko, że we środę nie pokusiliśmy się o niespodziankę w meczu z Asseco Resovią Rzeszów (śmiech). Kto wie, może w przyszłym sezonie przyjdzie mi z tą ekipą rywalizować na parkietach PlusLigi.

Napłynęły już jakieś oferty z Polski?

– Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że tak się stanie. Moim bardzo dobrym kolegą jest Piotr Gruszka, z którym miałem okazję grać w barwach drużyny z Rawenny. Słyszałem, że aktualnie jest trenerem i prowadzi drużynę w PlusLidze. Bardzo chciałbym z nim współpracować, także można powiedzieć, że czekam tylko na sygnał od niego i spotkamy się ponownie w jednym klubie, jednakże w innym charakterze niż dotychczas (śmiech). Mówiąc poważnie, to jestem gotów rozważyć każdą ofertę z Polski. Jestem wprost oczarowany atmosferą panującą w polskich halach i bardzo chciałbym jej doświadczać w każdej kolejce krajowych rozgrywek.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-01-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved