Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: W 20. kolejce największe sensacje w Będzinie i Gdańsku

PlusLiga: W 20. kolejce największe sensacje w Będzinie i Gdańsku

fot. archiwum

Największymi niespodziankami 20. serii spotkań były zwycięstwa MKS-u Będzin z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle i AZS-u Częstochowa z Treflem Gdańsk. Pewne wygrane odniosły drużyny z Bełchatowa, Bydgoszczy i Jastrzębia-Zdroju. Fotel lidera nadal zajmuje Resovia.

W spotkaniu otwierającym 20. kolejkę PlusLigi Asseco Resovia Rzeszów pokonała 3:1 AZS Politechnikę Warszawską. Inżynierom wystarczyło sił jedynie na urwanie seta wicemistrzom Polski. W drugiej partii skutecznie zagrali blokiem i atakiem, lecz w pozostałych odsłonach swoją klasę pokazali siatkarze z Podkarpacia. Najlepiej punktującym zawodnikiem na boisku był Jochen Schöps. Niemiecki atakujący Resovii Rzeszów zdobył 16 punktów przy 52% skuteczności w ataku i został nagrodzony statuetką MVP. Oba zespoły punktowały blokiem sześciokrotnie, a także bardzo dobrze zaprezentowały się w ataku (51% efektywności warszawian przy 60% rzeszowian), jednak to podopieczni Andrzeja Kowala mogli pochwalić się lepszą efektywnością przyjęcia i zagrywki (54% dokładnego dogrania piłki oraz 9 asów serwisowych), a młodzi akademicy nie wystrzegali się błędów własnych. Po tym meczu Resovia Rzeszów z bilansem 50 punktów nadal plasuje się na 1. miejscu w tabeli PlusLigi, AZS Politechnika Warszawska wciąż pozostaje na 9. lokacie z dorobkiem 24 oczek.

Asseco Resovia Rzeszów – AZS Politechnika Warszawska 3:1
(25:15, 21:25, 25:19, 25:14)

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla wyraźnie zdominowali Indykpol AZS Olsztyn, pewnie ogrywając 3:0 drużynę z Warmii i Mazur na własnym parkiecie. Kolejne bardzo dobre spotkanie rozegrał Michał Masny. Reżyser gry jastrzębskiej drużyny umiejętnie rozdzielał piłki pomiędzy swoich kolegów, raz po raz uruchamiając środek, gdzie wykreował szczególnie Patryka Czarnowskiego, który zdobywając 13 punktów, był najlepiej punktującym zawodnikiem i zasłużenie otrzymał statuetkę MVP. Choć olsztynianie dysponowali bardzo dobrym przyjęciem, na poziomie 61%, nie potrafili go przełożyć na lepszą skuteczność w ataku – 48%. Akademicy nie punktowali też zagrywką, a ich największą zmorą były liczne pomyłki i niewykorzystane akcje w ofensywie. – Nie oglądamy się za siebie, bo tak naprawdę nie musimy za wszelką cenę wygrywać z zespołem takim jak Jastrzębski Węgiel, tylko powinniśmy się koncentrować na meczach z zespołami będącymi gdzieś blisko nas w ligowej klasyfikacji – powiedział po meczu przyjmujący olsztyńskiej drużyny František Ogurčák.



Jastrzębski Węgiel – Indykpol AZS Olsztyn 3:0
(25:20, 25:20, 25:21)

BBTS Bielsko-Biała nie wykorzystał atutu własnej hali i przegrał 0:3 z zespołem z  Bydgoszczy. Choć gospodarze toczyli walkę jak równy z równym w pierwszej i trzeciej odsłonie, to jednak nie zdołali przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Najważniejszymi graczami w szeregach bielszczan byli Wojciech Ferens – zdobywca 11 punktów i Serhiy Kapelus, który zapisał na swoim koncie 7 oczek. Po drugiej stronie siatki niezmiennie błyszczał serbski przyjmujący Konstantin Cupković, lecz nagroda dla najlepszego zawodnika spotkania przypadła Pawłowi Woickiemu. Jakie były kluczowe czynniki, które pozwoliły podopiecznym Vitala Heynena odnieść pewne zwycięstwo? – Chyba decydującymi elementami były blok i zagrywka floatem, która ustawiała nam grę – odrzucaliśmy przeciwników od siatki i łatwiej było nam grać w sferze blok-obrona – stwierdził atakujący zespołu z województwa kujawsko-pomorskiego Jakub Jarosz. Bydgoszczanie zagrali bardzo dobrze we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła i nadal zajmują 4. lokatę w tabeli, jednak cały czas czują na plecach oddech Jastrzębskiego Węgla, który traci do drużyny znad Brdy tylko jedno oczko. BBTS zajmuje 11. miejsce z dorobkiem 15 punktów.

BBTS Bielsko-Biała – Transfer Bydgoszcz 0:3
(23:25, 15:25, 23:25)

Pewne zwycięstwo odnieśli gracze PGE Skry Bełchatów, którzy nie pozwolili rozwinąć skrzydeł Cerrad Czarnym Radom, pewnie wygrywając 3:0. Wyrównana gra toczyła się jedynie w premierowej odsłonie, zakończonej wygraną na przewagi 26:24 mistrzów Polski, w kolejnych dwóch setach na boisku rządzili już bełchatowianie. W polu serwisowym dobrze radził sobie Karol Kłos, notując trzy asy serwisowe, a Skra wyraźnie przeważała w podstawowych elementach siatkarskiego rzemiosła, takich jak atak (54% skuteczności bełchatowian przy 41% radomian) i przyjęcie (57% dokładnego dogrania piłki gospodarzy przy jedynie 29% gości). Kolejne znakomite zawody rozegrał Mariusz Wlazły, który został wybrany najbardziej wartościowym zawodnikiem meczu. – Możemy dopisać trzy punkty do swojego dorobku i bardzo się z tego faktu cieszymy. Mecz nie był wcale taki łatwy. Ostatnio mamy nerwowe te pierwsze sety, szczególnie gdy gramy u siebie i Radom to wykorzystał. Drugi i trzeci były już znacznie lepsze, choć w ostatnim secie też już trochę usnęliśmy, bo myśleliśmy, że jest już po wszystkim i spokojnie dowieziemy to zwycięstwo – mówił po meczu Michał Winiarski. Dzięki tej wygranej Skra Bełchatów wskoczyła na pozycję wicelidera i traci tylko jeden punkt do prowadzącej Resovii Rzeszów.

PGE Skra Bełchatów – Cerrad Czarni Radom 3:0
(26:24, 25:19, 25:20)

Niedziela 18 stycznia była dniem największych sensacji w tej kolejce na plusligowych parkietach. Będący na szczycie klasyfikacji generalnej LOTOS Trefl Gdańsk przegrał we własnej hali z przedostatnim w tabeli AZS-em Częstochowa. Akademicy, choć zagrywką zdobyli tylko jedno oczko, to potrafili tym elementem wywrzeć presję na siatkarzach Trefla. Częstochowscy siatkarze górowali także w bloku (13 udanych przy 7 gdańszczan), a przede wszystkim w ataku (49% skuteczności przy 32% rywali). Na nieszczęście częstochowian w trzecim secie kontuzji łydki doznał Bartosz Janeczek i na razie nie wiadomo kiedy atakujący powróci do gry. W szeregach podopiecznych Andrei Anastasiego dwoił się i troił Mateusz Mika, zdobywając 16 punktów – najwięcej spośród wszystkich zawodników – jednak nie był w stanie w pojedynkę odmienić oblicza swojej drużyny. Po drugiej stronie siatki bardzo dobre zawody rozegrał Guillaume Samica, który otrzymał nagrodę MVP.

Lotos Trefl Gdańsk – AZS Częstochowa 0:3
(18:25, 16:25, 23:25)

Kolejna niespodzianka miała miejsce w Będzinie, gdzie miejscowy MKS Banimex pokonał w tie-breaku ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Spoczywający na dnie tabeli beniaminek na przestrzeni całego sezonu zdołał wygrać jedynie trzy spotkania: z AZS-em Częstochowa oraz… ze Skrą Bełchatów i z ZAKSĄ właśnie. Prawdą jest, że kędzierzynianie przeżywają w tym sezonie naprawdę ciężkie chwile, grają falami, a ich prawdziwą zmorą jest plaga kontuzji. Paradoksalnie, znakomicie prezentujący się w europejskich pucharach podopieczni Sebastiana Świderskiego na rodzimym podwórku przeżywają kryzys, notując już kolejną porażkę. Po wygranej w trzecim secie, rozegranym na przewagi, będzinianie objęli prowadzenie w meczu. ZAKSA doprowadziła do wyrównania 2:2, lecz w piątym secie była już bezradna, choć w statystykach obie ekipy zanotowały zbliżone rezultaty. Wydaje się, że kluczem do wygranej ekipy z Zagłębia były wiara, charakter i ogromna determinacja. Nie bez znaczenia pozostała z pewnością praca wykonana z trenerem Roberto Santillim. – W końcu po meczu walki udało nam się i tygrysie koszulki dodały nam trochę „pazura”. Mam nadzieję, że było widać to, że walczyliśmy o każdą piłkę. Nareszcie kibice powiedzą o nas choć trochę ciepłych słów. Zrobimy wszystko, żeby utrzymać nasz dobry poziom – powiedział po meczu Mikołaj Sarnecki, który zgarnął statuetkę MVP.

MKS Banimex Będzin – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:2
(18:25, 25:17, 27:25, 22:25, 15:9)

Cuprum Lubin odniósł kolejne już zwycięstwo, tym razem pokonując 3:1 Effector Kielce. Był to swego rodzaju rewanż za porażkę 2:3 na wyjeździe w pierwszej fazie rundy zasadniczej, jednak teraz „miedziowi” są kompletnie inną drużyną, potrafili też wykorzystać atut własnej hali. Podopieczni Dariusza Daszkiewicza byli w stanie rozstrzygnąć na swoją korzyść jedynie premierową odsłonę, którą wygrali na przewagi 29:27. W pozostałych setach górą byli Łukasz Kadziewicz i spółka, którzy nie pozwolili rywalom na zdobycie więcej niż 20 punktów w każdym z setów. Lubinianie byli lepsi we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła. Zanotowali 43% skuteczności w ataku, 56% efektywności przyjęcia, 15 bloków i 8 asów serwisowych. Świetne zawody rozegrał przyjmujący Cuprum, Ivan Borovnjak, który punktując 22 razy, zgarnął statuetkę MVP. W szeregach kielczan najwięcej punktów zdobyli Bartosz Krzysiek i Adrian Staszewski, odpowiednio 14 i 12 oczek. Po tej wygranej Cuprum nadal zajmuje 6. pozycję w tabeli, lecz z dorobkiem 40 punktów traci tylko dwa oczka do piątego Jastrzębskiego Węgla i z powodzeniem może włączyć się do walki o miejsca 4-5. Kielczanie natomiast, mając na koncie 15 oczek, zajmują 11. lokatę.

MKS Cuprum Lubin – Effector Kielce 3:1
(27:29, 25:20, 25:20, 25:19)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2015-01-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved