Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Anna Werblińska: Zainwestowano w kolejnego Polaka i się nie udało

Anna Werblińska: Zainwestowano w kolejnego Polaka i się nie udało

fot. chemik-police.info

- W męskiej reprezentacji za każdym razem zmienia się trenerów na lepszych, każdy wnosi coś nowego. U nas wraz z nowym szkoleniowcem warsztat był utrzymany na podobnym poziomie - mówi Anna Werblińska, przyjmująca Chemika Police.

Chemik Police robi furorę na europejskich parkietach. Niedawno pokonał naszpikowany gwiazdami zespół z Kazania, czym zapewnił sobie awans do najlepszej dwunastki Ligi Mistrzyń. Jedną z liderek polickiego zespołu jest Anna Werblińska. Przyjmująca z pewnością byłaby dużym wzmocnieniem polskiej kadry. – Na razie nie ma powołań, a trenera Makowskiego też jakoś nie widać. Za nami ciekawe widowiska w Orlen Lidze i Lidze Mistrzyń. Grałyśmy mecz w Bydgoszczy, gdzie trener mieszka, i też go nie widziałyśmy. Nie dzwonił, nie pisał, nie odzywał się. Jeden wielki znak zapytania – mówi na łamach Przeglądu Sportowego zawodniczka, która na pytanie o zagranicznego trenera w polskiej reprezentacji odpowiada. – Popieram każdy taki pomysł! W męskiej reprezentacji za każdym razem zmienia się trenerów na lepszych, każdy wnosi coś nowego. U nas wraz z nowym szkoleniowcem warsztat był utrzymany na podobnym poziomie. Szkoda, że po trenerze Jerzym Matlaku coś się nie ruszyło. Zainwestowano w kolejnego Polaka i się nie udało – twierdzi Werblińska.

W ostatnim sezonie trener Piotr Makowski sukcesywnie odmładzał kadrę, jednak bez większych rezultatów. – Kiedy myślę, że mam stawić się na zgrupowaniu i być ciągle eksploatowana poprzez granie z młodymi dziewczynami, to wiem, że pogorszę przez to swój stan zdrowia – zauważa mistrzyni Polski. Policka zawodniczka ma jednak nadzieję na to, że potęga polskiej, kobiecej reprezentacji zostanie odbudowana, jak sama jednak mówi, potrzebna jest zmiana trenera. – My możemy próbować walczyć o medale. Mamy bardzo dobre zawodniczki. Brakuje tylko trenera. Iskry zapalnej, za którą byśmy poszły. Grać z orzełkiem na piersi i słyszeć swój hymn to zawsze wielki zaszczyt. Tylko my już nie mamy po dwadzieścia lat i musimy pamiętać, że zdrowie jest najważniejsze. Wierzę, że uda się odbudować żeńską siatkówkę.

Anna Werblińska uważa, że niezbędne jest w tym przypadku spotkanie z władzami PZPS-u. – Myślę, że powinnyśmy spotkać się z władzami i porozmawiać o całej tej sytuacji, o tym czego potrzebujemy i jakbyśmy to wszystko widziały. Zmiany powinny nastąpić i wówczas najlepsze zawodniczki, którym zdrowie na to pozwala, wróciłyby do reprezentacji. Jest szansa, tylko trzeba w to uwierzyć – wyjaśnia siatkarka, wspominając sytuację z roku 2007, kiedy to PZPS groziło jej odebraniem licencji za to, że nie chciała stawić się na zgrupowanie, gdy borykała się z kontuzją. – Pamiętam, jak wkurzona byłam wtedy na PZPS. Później ci ludzie, którzy chcieli odebrać mi licencję, klepali mnie po plecach i z troską pytali, jak się czuję, zachęcając do przyjazdu na zgrupowanie. Nie lubię takich sytuacji. To zapadło w mojej pamięci, choć teraz już o tym nie myślę. Widząc, że gram w klubie, ktoś może pomyśleć, że z moim zdrowiem wszystko w porządku, ale to bardzo mylące. Wiele godzin poświęcam na to, by móc wyjść na trening czy wystąpić w meczu. Po pierwsze zadaję sobie pytanie: gdzie zarabiam? Robię to w klubie. Gra w kadrze to wielki honor, ale jeśli tam stracę zdrowie, to co z sezonem klubowym? – retorycznie pyta Werblińska.



Po wywalczeniu mistrzostwa Polski w ubiegłym sezonie apetyty policzanek znacznie wzrosły. Kolejnym celem miał być dobry wynik w Lidze Mistrzyń. Chociaż podopieczne trener Cuccariniego trafiły do „grupy śmierci”, to już na dwie kolejki przed końcem zapewniły sobie awans do czołowej dwunastki rozgrywek. Ich nastroje po losowaniu grup nie były jednak tak radosne. – Nie wypada cytować, co mówiłyśmy po losowaniu (śmiech) – żartuje przyjmująca. – Pomyślałyśmy, że czeka nas trudna przeprawa, ale jak wygrywać, to z najlepszymi. Mierzymy się z rywalami, którzy znaczą coś nie tylko w Europie, ale i na świecie i pewnie według niektórych byłyśmy skazane na pożarcie. Chciałyśmy jednak udowodnić, że potrzeba nie tylko gwiazd światowego formatu, by wygrywać. Przyznam, że po pierwszym meczu z Rabitą Baku z trudem zasnęłam – kończy Anna Werblińska.

źródło: inf. własna, przegladsportowy.pl

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved