Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Hit w Rzeszowie, kolejka debiutów

PlusLiga: Hit w Rzeszowie, kolejka debiutów

fot. archiwum

W 18. kolejce PlusLigi najciekawiej zapowiada się spotkanie w Rzeszowie pomiędzy Resovią i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Ponadto w dwóch innych meczach zadebiutują w rolach nowych trenerów: Roberto Santili - w Będzinie oraz Michał Bąkiewicz - w Częstochowie.

Zmagania 18. kolejki PlusLigi otworzy konfrontacja dwóch drużyn, które w ostatnich swoich meczach doznały porażek i to dotkliwych. Jastrzębianie podejmowali w swojej hali Asseco Resovię Rzeszów, która po raz drugi w tym sezonie okazała się lepsza. Jednak nie przegrana była tutaj najbardziej zaskakująca, ale jej styl. Po pierwszym w miarę wyrównanym secie rzeszowianie rozbili rywala, w trzecim secie pozwalając podopiecznym Roberto Piazzy zdobyć zaledwie 10 oczek! Usprawiedliwieniem mógł być brak kontuzjowanego Zbigniewa Bartmana, poza tym rzeszowianie są ostatnio na fali wznoszącej. Z MKS-em jastrzębianie powinni sobie jednak poradzić, w końcu w pierwszej części sezonu wygrali z nimi 3:1. Będzinianie zajmują obecnie ostatnie miejsce w tabeli i maja na koncie zaledwie dwie wygrane. Takie wyniki nie zadowalały władz klubu, więc postanowiły dokonać zmiany trenera – Damiana Dacewicza zastąpił dobrze znany w Polsce Roberto Santili. Jeżeli przypomnimy sobie, że to właśnie z tym trenerem siatkarze ze Śląska sięgali po Puchar Polski oraz wicemistrzostwo i brązowy medal PlusLigi, to piątkowy mecz nabiera dodatkowego smaczku. Czy zadziała efekt nowej miotły, nie wiadomo, ale jedno jest pewne – jeżeli siatkarze z Jastrzębia-Zdroju chcą wygrać, muszą podejść na 100% skoncentrowani do meczu. Jeśli tak się nie stanie – podzielą los Skry Bełchatów. O tym wspomniał też Damian Wojtaszek, libero Jastrzębskiego Węgla. – To nie jest powiedziane, że gramy z Będzinem i musimy wygrać. Każdy mecz to inna historia i o wszystkim może zaważyć dany dzień. Wygra ten, kto będzie w formie, kto pokaże się z lepszej strony. Pokazały to inne mecze pierwszej rundy, gdzie graliśmy z AZS-em Częstochowa, AZS-em Olsztyn czy AZS-em Politechniką Warszawską, i teoretycznie powinniśmy wygrać – zauważył.

Przed szansą na dołożenie kolejnych trzech oczek do dorobku staną w sobotnie popołudnie siatkarze Cerradu Czarni Radom. Radomianie po ostatnim ligowym meczu na pewno mają dobre humory, bo nie dość, że zainkasowali trzy bezcenne punkty, to jeszcze zrewanżowali się AZS-owi Częstochowa za porażkę 0:3 z początku sezonu. Może mecz z akademikami będzie punktem zwrotnym i podopieczni Roberta Prygla na dobre wrócą do poziomu gry, który w zeszłym sezonie zapewnił im miano rewelacji sezonu? Na pewno mocnym punktem zespołu stał się Mikko Oivanen, który początkowo nie mógł zaprezentować w pełni swoich możliwości z powodu kontuzji, a w ostatnim meczu był najlepiej punktującym graczem z dorobkiem 17 oczek. Wygląda też na to, że z dołka formy wychodzi Lukas Kampa, który po mistrzostwach świata nie miał zbyt wiele czasu na odpoczynek i to musiało się odbić na jego dyspozycji. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że bielszczanie na pewno tanio w tym meczu skóry nie sprzedadzą. W ostatnim swoim spotkaniu dostali baty od AZS-u Politechniki Warszawskiej i będą chcieli na pewno zdobyć jakieś punkty, by poprawić swoje miejsce w tabeli. Obecnie zajmują jedenaste, o dwie pozycje gorsze od Czarnych. W pierwszej części sezonu wprawdzie podopieczni Piotra Gruszki przegrali z zespołem z Mazowsza 1:3, ale tym razem będą grać w swojej hali, gdzie z zespołami w swoim zasięgu wygrywali. Trudno więc powiedzieć ze stuprocentową pewnością, kto wyjdzie zwycięsko z tego pojedynku. Odpowiedź na to pytanie poznamy w sobotę.

Jeśli nie teraz, to kiedy? Tak mogą myśleć zawodnicy i kibice PGE Skry Bełchatów, która po dwóch kolejnych porażkach zmierzy się z AZS-em Olsztyn i będzie chciała przełamać złą passę. Nie da się bowiem ukryć, ze bełchatowianie mają dołek formy. Najpierw porażka z czerwoną latarnią ligi po grze w rezerwowym składzie, potem stracony punkt z Cuprum i porażka po tie-breaku z Jastrzębskim Węglem, a na koniec lanie od ZAKSY – tak wygląda bilans kilku ostatnich kolejek w wykonaniu zespołu z województwa łódzkiego. Zwłaszcza ten ostatni mecz będzie z pewnością powracać w koszmarach sennych bełchatowian, bo tak słabego spotkania dawno nie zagrali. Mistrzowie Polski byli wręcz bezradni, a ZAKSA zagrała dobre spotkanie, górując w każdym elemencie. Najbardziej różnica była widoczna w zagrywce i bloku – Skra zdobyła tylko jeden punkt serwisem i zero blokiem. Kryzys Skry jest kryzysem mistrzów świata, który musiał kiedyś nadejść, a czy formy wystarczy na słabo spisujących się w tym sezonie olsztynian, trudno powiedzieć. Siatkarze z Warmii są jednym z rozczarowań ligi i złe wyniki już się przełożyły na zmianę trenera – za Krzysztofa Stelmacha przyszedł Andrea Gardini. Jak na razie jednak nowy trener nie zadziałał jak czarodziejska różdżka, bo w starciu z Cuprum akademicy nie mieli wiele do powiedzenia i przegrali 0:3. Czy ugrają coś więcej w starciu z trapionym kryzysem mistrzem Polski? – Jeżeli nie zagramy swojej siatkówki, to w każdym spotkaniu będziemy mieli problem, niezależnie od tego, czy gramy z pierwszą, czy ostatnią drużyną z tabeli. Żeby wygrywać, musimy grać dobrze i to właśnie od tego w dużej mierze zależy wynik meczu z Olsztynem – powiedział Andrzej Wrona i to jest najlepsza jak na razie odpowiedź na to pytanie. Tę właściwą poznamy w sobotę.

W sobotni wieczór dojdzie do ciekawie zapowiadającego się pojedynku w Gdańsku. Miejscowy Lotos Trefl podejmie zespół z Bydgoszczy, który ma za sobą serię pięciu zwycięstw. Fakt, nie były to może wygrane nad potentatami ligi, ale zespół z województwa kujawsko-pomorskiego utrzymuje równy poziom, który zaowocował bardzo dobrą, czwartą lokatą w tabeli. W ostatniej kolejce bydgoszczanie w trzech setach poradzili sobie bez problemów z MKS-em Banimexem Będzin. Ponownie najlepiej punktującymi w zespole byli Konstantin Cupković i Jakub Jarosz, którzy w sumie zdobyli dla swojego zespołu 28 punktów. Sobotni rywal podopiecznych Vitala Heynena w miniony weekend odpoczywał, bowiem mecz z Effectorem Kielce odbędzie się dopiero 7 stycznia. Jednak ostatni pojedynek rozegrany w starym roku był dla gdańszczan udany, bo w trzech setach pokonali Cerrad Czarnych Radom i to była ich czternasta wygrana w tym sezonie. Taką samą liczbą wygranych w lidze mogą pochwalić się tylko PGE Skra Bełchatów i Asseco Resovia Rzeszów, które wyprzedzają Lotos Trefl w tabeli. Gdańszczanie zajmują bowiem trzecie miejsce i tracą tylko punkt do wicelidera. Wynik z poprzedniej rundy i fakt, że podopieczni Andrei Anastasiego mają na rozkładzie wszystkie drużyny z wyjątkiem Cuprum i Skry, stawia ich w roli faworytów spotkania, ale bydgoszczanie postarają się powalczyć o wygraną. – Ten zespół gra bardzo dobrze i będzie faworytem. Podejdziemy do tego spotkania ze swobodą i spokojem. Będziemy próbować, bo trzeba zawsze patrzyć w górę i przed siebie. Nigdy w dół – zapowiedział na łamach serwisu sport.pl Vital Heynen.

Kolejną sobotnią konfrontacją będzie starcie pomiędzy Cuprum Lubin i AZS-em Politechniką Warszawską. Oba zespoły w poprzedniej kolejce odniosły pewne wygrane. Lubinianie pojechali do Olsztyna i zepsuli plusligowy debiut Andrei Gardiniemu. Praktycznie w żadnym momencie prowadzenie ekipy z Dolnego Śląska nie było zagrożone, a aż trzech zawodników skończyło to spotkanie z dwucyfrowym dorobkiem punktowym – Szymon Romać, Ivan Borovnjak i Dmytro Paszycki. Młody atakujący znów udanie zastąpił Marcela Gromadowskiego, a MVP po raz kolejny został Grzegorz Łomacz, który umiejętnie rozdzielał piłki kolegom. Również warszawianie mają dobre spotkanie za sobą – w trzech setach zrewanżowali się BBTS-owi Bielsko-Biała za wcześniejszą porażkę. Na pewno dobrą wiadomością dla kibiców akademików jest fakt, że Jakub Bednaruk może skorzystać ze wszystkich zawodników – wrócili już po kontuzjach Artur Szalpuk i Aleksander Śliwka. Do formy wrócił też Michał Filip, który zasłużenie został wybrany MVP tego spotkania. W sobotę akademików czeka jednak starcie z o wiele trudniejszym rywalem niż bielszczanie. Cuprum to jedna z rewelacji tego sezonu, beniaminek zajmuje obecnie 6. miejsce i ma bilans 10 zwycięstw i 7 porażek. Podopieczni trenera Cretu potrafili wygrywać lub urywać punkty potentatom PlusLigi, w dodatku spotkanie odbędzie się w ich hali. Pomimo więc tego, że to AZS wygrał pierwsze starcie tych drużyn 3:1, to teraz zdecydowanym faworytem są lubinianie. – Na pewno, każdy mecz w drugiej rundzie jest zupełnie inny od tego z pierwszej i myślę, że będzie to ciężki mecz, nie będzie się nam łatwo grało. Zespół z Lubina gra naprawdę dobrą siatkówkę, porządną, dlatego myślę, że postaramy się wygrać i będzie to spotkanie na dobrym poziomie – powiedział Bartłomiej Lemański. Walki na pewno nie zabraknie, bo z tego w końcu słynie drużyna trenera Bednaruka, czy jego podopiecznym uda się wywieźć punkty z Lubina, przekonamy się w sobotni wieczór.

Najciekawszym meczem 18. kolejki powinno być starcie pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Jeżeli obydwie drużyny zagrają tak, jak zrobiły to w ostatnich swoich meczach, hit kolejki murowany. Przypomnijmy, że Resovia nadspodziewanie łatwo rozbiła w ostatniej kolejce Jastrzębski Węgiel – w trzecim secie pozwoliła rywalowi zdobyć zaledwie 10 punktów i odczarowała nową halę w Jastrzębiu-Zdroju, w której jeszcze nigdy do tej pory nie wygrała. Każdy z zawodników rzeszowskiego klubu dorzucił cegiełkę do wygranej – zarówno MVP spotkania, Nikołaj Penczew, który zdobył 15 punktów, jak i Jochen Schoeps, który dorzucił tyle samo oczek do dorobku punktowego drużyny, co bułgarski przyjmujący, czy dobrze rozdzielający piłki Fabian Drzyzga. Podopiecznym Andrzeja Kowala w odniesieniu wygranej nie przeszkodził nawet brak kontuzjowanych Dawida Konarskiego i Dawida Dryi. Teraz rzeszowianie zagrają mecz w Hali na Podpromiu, gdzie zawsze gra im się lepiej niż na wyjazdach, a w dodatku swojego najbliższego przeciwnika pokonali w piątej kolejce 3:0. Jednak to już nie jest ta ZAKSA co wtedy. Po tym, co pokazali kędzierzynianie w meczu z PGE Skrą Bełchatów, już wiadomo, że łatwo nie będzie. Fenomenalne spotkanie rozegrał Dick Kooy, który swoją zagrywką pogrążył wręcz rywali, serwując 6 asów. Dobrze spisywali się też Dominik Witczak oraz Jurij Gladyr. Niestety dla zespołu z Opolszczyzny kontuzji w tym spotkaniu doznał Michał Ruciak, ale nieźle zastąpił go Lucas Loh, więc brak tego zawodnika nie był tak odczuwalny. – Zwycięstwo ze Skrą to wiadomość dla wszystkich niedowiarków – możemy wygrywać z najlepszymi i jeszcze nie raz to udowodnimy – powiedział po tym spotkaniu brazylijski przyjmujący. Fakt, to była pierwsza wygrana ZAKSY w tym sezonie z zespołem z pierwszej czwórki poprzedniego roku i teraz będą mogli oni dołożyć drugą taką wygraną. Kto wyjdzie zwycięsko z tej potyczki, dowiemy się w niedzielne popołudnie.

Kolejkę zamknie pojedynek drużyn z dołu tabeli – AZS Częstochowa podejmie na własnym boisku Effectora Kielce. Klub z województwa śląskiego nie ma za sobą dobrej passy – ostatni mecz częstochowianie wygrali 12 listopada z BBTS-em i obecnie zajmują przedostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem 11 punktów. Ostatnio doszło do zmian w klubie – rozwiązano umowę z dotychczasowym trenerem Markiem Kardosem i jego miejsce zajął Michał Bąkiewicz, który całkiem niedawno dołączył do sztabu szkoleniowego. Mecz z kieleckim zespołem będzie więc jego debiutem na stanowisku pierwszego szkoleniowca. W ostatnim meczu akademicy przegrali 0:3 z Czarnymi Radom, momentami nawiązując walkę, ale nie wystarczyło to na wygranie chociażby seta. Kielczanie mają od swojego niedzielnego rywala niewiele lepszy bilans, bo są miejsce wyżej w tabeli i mają tylko jeden punkt przewagi. Dlatego ten mecz będzie tak ważny dla układu w dolnej części tabeli. Podopieczni Dariusza Daszkiewicza ostatni mecz rozegrali w Pucharze Polski 23 grudnia, bowiem ich spotkanie z 17. kolejki z Lotosem Treflem Gdańsk zostało przeniesione na 7 stycznia. Spotkanie pucharowe jednak nie skończyło się dla nich pomyślnie, bo przegrali 2:3 z MKS-em Banimexem Będzin i odpadli z dalszej walki o puchar. Kto będzie górą w niedzielny wieczór w Częstochowie, naprawdę trudno przewidzieć. W pierwszej części sezonu górą był AZS, który wygrał 3:0, ale to wcale nie oznacza, że taki sam wynik padnie w najbliższym meczu obu drużyn. Możliwe, że obie drużyny podzielą się punktami, bowiem są to ekipy o zbliżonym potencjale.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2015-01-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved