Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Dawid Murek: Siedziałem w domu i myślałem, że to już koniec

Dawid Murek: Siedziałem w domu i myślałem, że to już koniec

fot. archiwum

Dawid Murek był już o krok od zawieszenia butów siatkarskich na kołku. Tymczasem były reprezentant Polski dostał szansę w Transferze i w pełni ją wykorzystuje, pokazując na każdym kroku, że jego umiejętności jeszcze mogą się przydać.

Co się czuje, gdy nagle zapada się pod człowiekiem grunt? Z dnia na dzień dowiedział się pan, że nie ma klubu, a później okazało się, że znalezienie nowego graniczyć będzie z cudem. Co pan wtedy czuł?

Dawid Murek: – Czułem się podle, bo to było dla mnie nieoczekiwane. Siedziałem w domu i myślałem, że to już koniec. Koniec mojej sportowej kariery. Pomału się z tym godziłem, że buty trzeba odwieszać na kołek. Ale jakimś cudem usłyszałem, że może jest jeszcze jakaś szansa w Bydgoszczy, postanowiłem nie czekać i zadzwoniłem. Akurat w Transferze mieli problemy na pozycji libero. Powiedzieli, żebym się spakował, przyjechał na treningi i się zobaczy.

Siedząc w domu, raczej nie był pan w pełni formy, prawda?



Uprzedziłem ich, że od dłuższego czasu nie trenowałem i że mogę na początku odstawać. Przystali na to. Pierwsze dni były ciężkie, zaliczyłem okres próbny. Potem stwierdziliśmy razem, że podpiszemy umowę na miesiąc. Odebrano mnie pozytywnie, sprawdziłem się jako libero. A przecież gra na tej pozycji to dla mnie nowość, bo człowiek zawsze rwał się do ataku. Ale z każdym treningiem przyzwyczajałem się do niej. Trener wypowiedział się pozytywnie na mój temat, podpisaliśmy więc umowę do końca sezonu. Jestem w Bydgoszczy i z tego powodu bardzo się cieszę. Dostałem szansę przedłużenia mojej przygody z siatkówką. A bardzo nie chciałem kończyć jej tak po cichu, nie grając. Chciałem zejść z boiska normalnie, jak człowiek.

Gdyby nie ekipa z Bydgoszczy, do siatkówki pan by już nie wrócił. To byłaby trauma?

Przyznaję, to był dosyć trudny okres. Szczególnie moment, gdy dowiedziałem się, że umowa w AZS-ie nie zostanie przedłużona. W Częstochowie spędziłem wiele dobrych lat i trudno mi było się z tym wszystkim pogodzić. Szczególnie wspaniałe było pięć pierwszych lat, po których dostałem zagraniczne propozycje, właśnie dzięki temu, jak prezentowałem się w AZS-ie. Wypromowałem się w świecie. Drugi mój pobyt pod Jasną Górą, ostatnie pięć lat nie były już jednak tak kolorowe. Może poza zdobyciem Pucharu Challenge. Trzeba go zaliczyć do sukcesów, nawet jeśli wielu wkoło mówiło, że to puchar śmieciowy. Reszta sezonów, z całym szacunkiem do tego klubu, była słaba. Spędziłem tu w sumie dziesięć lat, więc sentyment był i zawsze pozostanie. A teraz chcę żyć chwilą, która dała mi szansę, dostałem dodatkowego kopa w tyłek, pomimo mojego wieku. Udowodniłem sobie, że można jeszcze pracować i mieć z tego frajdę.

To był gorszy moment niż fatalna kontuzja z 2009 roku, gdy złamał pan nogę w straszny sposób?

Nie, zdecydowanie gorsza była kontuzja, bo przyszła nagle, niespodziewanie, a koniec kariery w końcu przyjdzie. W 2009 roku byłem jeszcze zawodnikiem, który mógł sporo pomóc grając. Może nie było to już to, co kiedyś, ale byłem gotów do walki. Ta kontuzja to był najtrudniejszy okres w moim życiu. Przeszedłem dwie operacje, po pierwszej musieliśmy odczekać, bo mogło się wdać zakażenie. Lekarze nie chcieli mi mówić o tym, bo gdyby mi powiedzieli, że mogę stracić stopę, to możliwe, że mój organizm zacząłby się inaczej zachowywać, a ja już nigdy później nie pojawiłbym się na parkiecie. Pewnie teraz byśmy sobie tak luźno nie rozmawiali o siatkówce.

Cały, obszerny wywiad Kamila Składowskiego w serwisie przegladsportowy.pl

źródło: przegladsportowy.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-12-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved