Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Cykle > O siatkówce prywatnie > O siatkówce prywatnie – Jose Luis Gonzalez – cz. II

O siatkówce prywatnie – Jose Luis Gonzalez – cz. II

fot. BBTS

- Idealnym sportowcem jest ten, który poza naturalnymi dobrymi cechami ma jeszcze wolę walki i chęć do bardzo ciężkiej pracy, której potrafi w całości się poświęcić - oto przepis na zostanie dobrym siatkarzem według atakującego Jose Luisa Gonzaleza.

Czy siła psychiczna jest według ciebie najważniejszą cechą, która powinna charakteryzować sportowca?

Jose Luiz Gonzalez: – Można mieć wyjątkowe predyspozycje do tego, żeby zostać siatkarzem, ale bez „silnej głowy”, mocnej psychiki nie ma szans na to, żeby na dłuższą metę parać się tym sportem. Jeżeli masz najpierw wszystko poukładane od tej psychicznej strony, jesteś pewny swoich umiejętności, a przy tym jesteś obdarzony wyjątkowymi umiejętnościami w fizycznej mierze, to możesz o sobie powiedzieć, że jesteś siatkarzem kompletnym. Początek kariery mieści się wyłącznie w głowie. Znam cały ogrom sportowców, którzy byli określani mianem utalentowanych, mając umiejętności pozwalające im na to, żeby za jakiś czas stali się najlepszymi graczami na świecie, ale oni nie mają wystarczającej siły mentalnej, żeby to osiągnąć. Mogę ci powiedzieć, w jakim miejscu się obecnie znajdują – w klubach ze środka tabeli w bardzo słabych ligach, a o nich samych mało kto słyszał.



Czyli, jak rozumiem, wierzysz w coś takiego jak talent?

– Wierzę w kompilację talentu i siły psychicznej. Można być obdarzonym naturalnymi predyspozycjami do pewnych rzeczy, ale w momencie, kiedy się imprezuje, nie przykłada odpowiedniej wagi do nałożonych obowiązków, nie przejmuje się treningiem, to całe życie będzie się określanym mianem „wschodzącego talentu”. Nigdy też nikt nie powie, że taki człowiek jest dobrym zawodnikiem.

Receptą Pepe Gonzaleza na sukces w siatkówce jest na pierwszym miejscu dobra psychika, potem talent, a na końcu praca fizyczna?

– Dokładnie tak. Czy wiesz, ilu siatkarzy w Polsce i na świecie jest określanych mianem przyszłych gwiazd tego sportu? Całe mnóstwo. Po trzech latach od nazwania ich w ten sposób nadal nic się nie zmienia i wciąż pretendują do grona najlepszych zawodników nadchodzącej przyszłości. Po kolejnych dwóch sytuacja ta jest kontynuowana i finalnie nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Kończy się tylko gadanie, że ten gracz „potrzebuje czasu”, ponieważ już go nie ma, zestarzał się i nie wykorzystał swojej szansy. Sposobem na sukces jest zmiksowanie tych trzech rzeczy, nie da się inaczej czegokolwiek osiągnąć. Idealnym sportowcem jest ten, który poza naturalnymi dobrymi cechami ma jeszcze wolę walki i chęć do bardzo ciężkiej pracy, której potrafi w całości się poświęcić.

Który z momentów twojej kariery był najważniejszy?

– Mistrzostwa świata rozgrywane w Polsce. To było najcudowniejsze ze sportowych przeżyć. W karierze siatkarza są dwie najważniejsze imprezy, na których chce się pojawić – właśnie siatkarski mundial i igrzyska olimpijskie. Osiągnąłem z tego na razie połowę, więc wszystko jeszcze przede mną! (śmiech)

Czyli uważasz, że wszystko, co najlepsze w twojej karierze, jest jeszcze przed tobą?

– Tak, myślę, że krok po kroku spełnię to, co sobie założyłem. Nie myślę bezpośrednio o przyszłości – zastanawiam się, co mogę zrobić tu i teraz, żeby to zaprocentowało później i doprowadziło mnie do miejsca, w którym tak bardzo chcę się znaleźć. Mam nadzieję, że za jakiś czas znów dostanę powołanie do kadry – zrobię wszystko, żeby pojechać do Rio de Janeiro. Na razie jednak koncentruję się na grze w Bielsku-Białej, gdzie chcę wypełnić mój kontrakt, potem grać w reprezentacji, a następnie kontynuować walkę w świetnej lidze i dobrym klubie.

Jaki wpływ na twój sportowy charakter miała gra w różnych krajach?

– W każdym z krajów, w których grałem, nauczyłem się czegoś innego, ponieważ w każdym z nich gra się w siatkówkę trochę inaczej. W Polsce bardziej liczy się siła niż technika, natomiast we Francji sportowa filozofia jest zgoła odmienna – tam królują umiejętności taktyczne. W Grecji przeżyłem jeden ze swoich najlepszych sezonów, zarówno indywidualnie, jak i ogólnie. Poznałem tam mnóstwo świetnych osób, a w klubie i lidze byłem najlepiej punktującym i serwującym zawodnikiem. Nauczyłem się tam przede wszystkim tego jak pić kawę. (śmiech) Dla nas to śmieszne, ale Grecy przychodzą do pracy o godzinie 9.00, spędzają tam dwie godziny, a potem wszyscy z niej wychodzą prosto do najbliższej kawiarni, żeby zrelaksować się właśnie przy kawie. Spędzają tam dwie godziny! Potem wracają do swoich firm, fabryk, pracują kolejne dwie, trzy godziny i idą do domu. Nic dziwnego, że ich gospodarka wygląda tak, jak wygląda! (śmiech)

W takim razie w Turcji nauczyli cię jak parzyć najlepszą kawę.

– (śmiech) Dokładnie! Ale powracając do siatkówki… Tam odebrałem najlepszą lekcję przygotowania fizycznego. Miałem trenera, który zmuszał swoich zawodników do jak największego wysiłku fizycznego. Po trzech godzinach zajęć na siłowni czy fitnessu doszedłem do wniosku, że pierwszy raz w życiu nie mogę czemuś podołać w tej mierze. Po kilku miesiącach tam spędzonych wiedziałem, że nie ma już dla mnie większych barier wytrzymałościowych i poradzę sobie we współpracy z każdym innym szkoleniowcem, który będzie kładł nacisk na siłę i sprawność na parkiecie. Na Cyprze natomiast było zupełnie inaczej, ponieważ tam właśnie nauczyłem się największej odpowiedzialności za własną karierę i dyspozycję. Grałem i trenowałem tam ze świadomością, że jeżeli ja nie przyłożę się należycie do ćwiczeń, to nikt tego nie zrobi i nawet nie powie mi, czemu w danej chwili powinienem poświęcić czas. Oni są tam półamatorami, więc siatkówka była dla nich bardziej hobby niż domeną ich życia. Nauczyłem się tam zachowywać jak profesjonalista i dokonywać jak najlepszych indywidualnych wyborów – jeżeli czułem, że potrzebuję poćwiczyć na siłowni, to tam szedłem, a jak potrzebowałem przerwy, to odpoczywałem. Gra w Polsce dała mi natomiast świadomość, że naprawdę potrafię prezentować się na wysokim poziomie. Paradoksalnie zeszłego sezonu spędzonego w BBTS-ie nie uważam za stracony – byłem w świetnej dyspozycji, znalazłem się w czołówce najlepszych graczy PlusLigi, zdobyłem statuetki MVP, pomogłem drużynie, a owocem tego wszystkie, co się wydarzyło w rozgrywkach, było powołanie przez trenera do kadry narodowej przygotowywanej na mistrzostwa świata.

Z którego kraju przywiozłeś najlepsze wspomnienia?

– Były one różne, ale generalnie z Grecji i z gry w BBTS-ie w zeszłym sezonie. W tej pierwszej poznałem świetnych ludzi, zawiązały się przyjaźnie, poza tym jest tam pięknie, natomiast reprezentowanie barw Bielska-Białej pozwoliło mi zweryfikować swoje umiejętności i zmierzyć się z najlepszymi siatkarzami na świecie. Poza tym w Polsce mam dużo znajomych, także tych z Argentyny, którzy grają w innych klubach, a dzięki temu zawsze jest raźniej i weselej.

Na jakie największe bariery, poza językowymi, natrafiłeś w Polsce?

– Nie wiem, czy da się trafić na większą niż językowa! (śmiech) Poza tym strasznie męczy mnie pogoda, macie ją tutaj okropną! Jest strasznie zimno, nienawidzę tego. (śmiech) Język jest dla nas, nie-Słowian, po prostu zbyt trudny. Jest za bardzo szeleszczący, pełen wyjątków, nie mogę odróżnić wyrazów, bo jest bardzo dynamiczny. Nawet nie jestem w stanie domyślić się, co ludzie dookoła mnie mówią, a tym bardziej powtórzyć jakiegokolwiek słowa.

Z tego, co mi mówiłeś, wcale nie próbowałeś chodzić na lekcje języka polskiego – na przykład w przypadku Stephané’a Antigi to zdało egzamin i dziś mówi płynnie!

– Wydaje mi się, że on po prostu ma naturalne predyspozycje do nauki języka – z tego co wiem, włada świetnie kilkoma, chyba pięcioma lub sześcioma. Ja na tym polu jestem beznadziejny. (śmiech) O wiele bliższa była mi matematyka i jak najbardziej skomplikowane wyliczenia – to uwielbiam, jest to logiczne, wymaga dużej dawki koncentracji i myślenia. Nie lubię kuć na pamięć czegoś od podstaw, a na tym w dużej mierze opiera się nauka języków. Nudzi mnie to i po prostu jest za trudne.

Co więcej chciałbyś osiągnąć w Polsce? Masz jakieś marzenia dotyczące swojego pobytu tutaj?

– Jeżeli mam być szczery, to mógłbym do końca swojej kariery występować w Polsce. Oczywiście każdego roku chcę więcej z siebie dawać, ale też więcej otrzymywać w zamian – mam tu na myśli lepszy klub, warunki, granie o mistrzostwo kraju czy też o europejskie puchary. Myślę, że to miejsce jest w stanie mi dać takie szanse. Będę na nie czekał cierpliwie i, rzecz jasna, pracował jak szalony, żeby je uzyskać. W życiu chodzi przecież o nieustanny rozwój. Zobaczymy, co stanie się w przyszłym sezonie, ale na pewno chcę zostać w Polsce.

Czego można ci życzyć?

– Na pewno tego, żebym na każdym kroku wymagał od siebie więcej i żeby to owocowało moją o wiele lepszą postawą na parkiecie. Na pewno chciałbym grać kiedyś w jednej z czterech najlepszych drużyn w rozgrywkach PlusLigi i zagrać z reprezentacją Argentyny na igrzyskach olimpijskich – tego właśnie można mi życzyć najbardziej. To ostatnie jest moim największym marzeniem i jeżeli je spełnię, to mogę zawiesić buty na przysłowiowym kołku.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Cykle, O siatkówce prywatnie, PlusLiga, Publicystyka, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-12-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved