Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Wszystkie oczy zwrócone na Łódź

PlusLiga: Wszystkie oczy zwrócone na Łódź

fot. archiwum

Wydarzeniem 13. kolejki PlusLigi jest bez wątpienia mecz Skry z Resovią. Lider z wiceliderem (ale także mistrz Polski z wicemistrzem) zagrają w niedzielę nie w Bełchatowie, a w łódzkiej Atlas Arenie. Już dzisiaj do walki ruszą zespoły z Bydgoszczy i Radomia.

Podopieczni Vitala Heynena grali w tym sezonie u siebie cztery razy: dwa mecze wygrali i dwa przegrali. W piątek ta równowaga zostanie przełamana. To powinien być ciekawy pojedynek, bo obie drużyny grają ostatnio naprawdę dobrze. Zespół znad Brdy wygrał z Jastrzębskim Węglem, dopiero w tie-breaku uległ ZAKSIE, a do liderującego dotąd Konstantina Cupkovicia coraz wyraźniej dołącza Jakub Jarosz. W Radomiu też nastroje mogą być nie najlepsze, bo naprawdę mocny skład, który zebrano, nieco w pierwszej fazie rozgrywek rozczarowywał. Nie dość, że zdobył tylko punkt w starciach z „wielką czwórką” (przegrana 2:3 ze Skrą), to przegrywał też z Cuprum Lubin i AZS-em Częstochowa. Piątkowy mecz to dla drużyny Roberta Prygla atak na pozycję w czołowej ósemce ligi: tylko o jedno oczko więcej ma Politechnika Warszawska, która zmierzy się ze świetnie grającym Lotosem Treflem Gdańsk.

Ten pojedynek rozpocznie się dokładnie 24 godziny po inauguracji 13. kolejki – w sobotę o godz. 18.00. Faworytem spotkania są gdańszczanie, chociaż pojawia się pytanie: jak spiszą się po rozegraniu trzech z rzędu tie-breaków? Ich trzecie miejsce na półmetku fazy zasadniczej i tak jest niezagrożone: czwarty w tabeli Jastrzębski Węgiel nie ma szans na wyprzedzenie Trefla (traci pięć punktów), a prowadząca dwójka ma zbyt dużą przewagę (pięć punktów Resovia, a sześć Skra). Politechnika czuje za to na plecach oddech radomian, z którymi przegrała w środę w derbach Mazowsza. Jaki plan na zespół Andrei Anastasiego wymyśli Jakub Bednaruk?

Ciekawe też, co czuć będzie Wojciech Ferens, który w sobotę stanie na parkiecie naprzeciwko zespołu, z którego został wypożyczony do Bielska-Białej. BBTS czeka bowiem mecz z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Bielszczanie mogą się czuć jak bokser po ciężkim nokaucie, bo Skra w środę zagrała przeciwko nim fenomenalnie. Drużyna Piotra Gruszki nie jest jednak tak słaba, jak wskazuje na to wynik tego spotkania. Jakkolwiek wyświechtane by to nie było, to w swoich szeregach ma wielu solidnych ligowców. Zawodzi jednak siatkarz, który w zeszłym sezonie był najjaśniejszą postacią ówczesnego beniaminka: Jose Luis Gonzalez. Bez dobrej gry Argentyńczyka (albo jego zmiennika Bartosza Bućki) BBTS-owi trudno będzie pokonać coraz lepiej i pewniej grających kędzierzynian. Za nimi sześć ligowych wygranych z rzędu, a przed nimi szansa, by zrównać się punktami z Cuprum Lubin i Jastrzębskim Węglem, które zagrają ze sobą w niedzielę – stanie się tak, jeśli lubinianie zwyciężą 3:2.



To spotkanie, które zapowiada się równie ciekawie, co piątkowy mecz w Bydgoszczy: Cuprum ma za sobą cztery wygrane z rzędu, miniserię z dwiema przegranymi – Jastrzębski Węgiel. Nie dość, że zespoły dzieli w tabeli tylko jeden punkt, to dodatkowego smaczku powinien temu starciu dodać pojedynek na środku siatki między Dmytro Paszyckim a Alenem Pajenkiem. Obaj są ważnymi ogniwami w ataku, obaj potrafią zadać kłam twierdzeniu, że środkiem meczów się nie wygrywa. A gdyby tego było mało, to w ekipie z Lubina aż roi się od siatkarzy, którzy grając w Jastrzębiu-Zdroju, przeżywali piękne chwile. Chodzi o Łukasza Kadziewicza, Pawła Siezieniewskiego, Grzegorza Łomacza i Pawła Ruska. Zawodnicy Cuprum mają przed tym pojedynkiem jeszcze dodatkową motywację. – Prawda jest taka, że na razie koncentrujemy się na meczu z jastrzębianami, bo przed nami najważniejsze rozstrzygnięcia, jeżeli chodzi o rozstawienia do Pucharu Polski – tutaj wietrzymy swoje szanse – opowiadał po środowym zwycięstwie z MKS-em Będzin Marcel Gromadowski. Sęk w tym, że pewnie podobnie myślą podrażnieni ostatnimi niepowodzeniami jastrzębianie.

Pojedynek sąsiadów w tabeli i to też takich, których dzieli zaledwie punkt, czeka kibiców w Częstochowie. Miejscowy AZS zmierzy się z innym AZS-em, tym z Olsztyna. Oba zespoły nie mogą powiedzieć zbyt wiele dobrego o trwającym sezonie. Rozczarowująca jest szczególnie postawa siatkarzy z województwa warmińsko-mazurskiego, którzy rok temu o tej porze, mimo że minęło wtedy tylko osiem kolejek, mieli na koncie pięć wygranych i 16 punktów. Teraz mają tych oczek dziewięć i tylko trzy razy cieszyli się ze zwycięstwa. Co ciekawe, nawet w poprzednim tak udanym sezonie olsztynianie nie potrafili przywieźć z Częstochowy triumfu – przegrali 2:3. Teraz oba zespoły są odmienione, ale grają przeciętnie. Siatkarzy Marka Kardoša było jednak przynajmniej stać na zrywy, dające wygrane z faworytami (3:0 z Cuprum Lubin). Po niedzielnym spotkaniu któraś z akademickich drużyn może oddalić się od ogona tabeli i zacząć pościg o fazę play-off. Do tego potrzeba jednak pełnej puli.

O wygraniu za trzy punkty marzą pewnie też w Bełchatowie i Rzeszowie. Absolutny hit kolejki, który zyskuje jeszcze dodatkową otoczkę dzięki przeniesieniu tego pojedynku do Atlas Areny, będzie meczem o rozpoczynanie rundy rewanżowej z pozycji lidera rozgrywek. Na razie jest nim Skra, która jako jedyna jeszcze w tym sezonie nie przegrała. W środę, jakby na rozgrzewkę, zmiotła z parkietu BBTS Bielsko-Biała, bo wystąpiła w składzie, który może rozpocząć też niedzielny szlagier. Pytanie jest w zasadzie jedno: czy Miguel Falasca poświęci Srećko Lisinaca, żeby jako libero mógł zagrać zdecydowanie bardziej od Kacpra Piechockiego doświadczony Ferdinand Tille (tak było w ostatnim ligowym spotkaniu)? Andrzej Kowal poszedł inną drogą i dał swoim podstawowym siatkarzom wolne: w środę nie grali Fabian Drzyzga, Jochen Schoeps, Rafał Buszek i Krzysztof Ignaczak. Trudno sobie wyobrazić, by mieli nie zagrać przeciwko Skrze, ale… szkoleniowiec Resovii już zaskakiwał składem na hity PlusLigi, jak choćby w marcu podczas meczu na Podpromiu ze Skrą, gdy nieoczekiwanie w pierwszej szóstce wystąpili Lukas Tichacek, Jochen Schoeps i – co dziwiło wtedy najbardziej – Paul Lotman. Gospodarze wtedy wygrali i nie stracili nawet seta. – Kibice z niecierpliwością oczekują tego meczu, a my chcemy wygrać to spotkanie, ale pragniemy też, żeby było ono na wysokim poziomie – mówił po środowej wygranej z AZS-em Częstochowa Rafał Buszek. O poziom widowiska zatroszczy się prawie 2/3 drużyny, która we wrześniu w Atlas Arenie wywalczyła awans do III fazy mistrzostw świata, a potem w Katowicach sięgnęła po złoto.

Na biegunie przeciwnym do hitu znajduje się mecz pomiędzy drużynami zamykającymi tabelę: MKS-em Będzin i Effectorem Kielce. Na razie obie ekipy mają po jednym zwycięstwie i po cztery punkty na koncie. Po tym spotkaniu takiej równowagi nie będzie. Może wysokim poziomem ten mecz nie olśni, ale pojedynki zespołów z dołu tabeli zwykle bywają bardzo zacięte. Na to, czy tak stanie się, tym razem trzeba poczekać do środy, bo dopiero wtedy zostanie rozegrane spotkanie w Będzinie. Już dzisiaj wiadomo, że żadna z tych drużyn nie ma po tej kolejce szans na miejsce wyższe niż przedostatnie. Trzy punkty mogą jednak sprawić, że zbliży się do BBTS-u na jedno oczko (jeśli ten nie zdobędzie punktów w starciu z kędzierzynianami). Effector swój jedyny mecz w tym sezonie wygrał 29 listopada (i to z Cuprum Lubin, co świadczy, że drużyna ma potencjał), MKS triumfował 8 listopada (w pokonanym polu pozostawiając AZS Częstochowa). Dla kogo szczęśliwy okaże się 3 grudnia?

Zobacz również:
Zestawienie par 13. kolejki oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-11-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved