Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Zespoły z Gdańska i Bydgoszczy postraszyły faworytów

PlusLiga: Zespoły z Gdańska i Bydgoszczy postraszyły faworytów

fot. archiwum

Podopieczni Andrei Anastasiego i Vitala Heynera nie zwalniają tempa. Obie drużyny w drugiej kolejce z rzędu nie pozwoliły "wielkiej czwórce" zgarnąć pełnej puli. Prowadzenie w tabeli utrzymała Skra, która nie przegrała w tym sezonie meczu.

Tie-breakami zakończyły się dwa najciekawiej zapowiadające się pojedynki 12. serii spotkań w PlusLidze. W pędzących niczym TGV rozgrywkach znakomicie radzi sobie LOTOS Trefl Gdańsk. Wczoraj ekipa znad morza zmierzyła się z Jastrzębskim Węglem i w trzecim kolejnym meczu rozegrała pięć setów. Podobnie jak w niedzielę z Resovią, tak i teraz schodziła z boiska z wygraną. Ponownie też miała szansę na pełną pulę, bo prowadziła 2:1. Trefl po wpadce (porażka 0:3) z Cuprum Lubin w 9. kolejce wyraźnie odzyskał świeżość i dzięki kolejnemu zwycięstwu umocnił się na trzeciej pozycji w tabeli. Małą zadyszkę złapali za to jastrzębianie, którzy do sobotniej przegranej w Bydgoszczy dołożyli stratę punktów u siebie. W ostatnim meczu grali nieźle, byli w stanie odrobić straty i nawet pewnie wygrać poszczególne fragmenty spotkania (jak w pierwszym secie, gdy z wyniku 14:16 wyszli na 25:20), ale w decydujących momentach lepsi byli ich rywale. Warto podkreślić, że w starciach z „wielką czwórką” gdańszczanie zdobyli aż osiem punktów: trzy z ZAKSĄ, po dwa z Resovią i Jastrzębskim Węglem oraz jeden ze Skrą. Zresztą, przedsezonowe opowieści o „wielkiej czwórce” można już chyba włożyć między bajki, bo układ sił w PlusLidze nie jest tak oczywisty, jak się spodziewano. We wczorajszym spotkaniu po raz kolejny znakomicie spisywał się Murphy Troy, którego ataki i zagrywki siały spustoszenie w szeregach jastrzębian. Amerykanin zakończył spotkanie z 20 punktami na koncie. MVP meczu wybrano jednak Piotra Gacka, który z bardzo dobrej strony pokazuje się od początku sezonu.

Jastrzębski Węgiel – Lotos Trefl Gdańsk 2:3
(25:20, 22:25, 19:25, 25:19, 15:17)

Drugi tie-break rozegrano wczoraj w Kędzierzynie-Koźlu. Uskrzydleni wygraną z Jastrzębskim Węglem bydgoszczanie urwali punkt drużynie z Opolszczyzny. Przegrywali już 0:2, ale udało im się doprowadzić do remisu. Piąty set przebiegał już jednak pod wyraźną kontrolą kędzierzynian. Mimo że mecz był długi, obie ekipy pewnie wygrywały poszczególne partie. Za każdym razem po drugiej przerwie technicznej któryś z zespołów włączał wyższy bieg i pewnie dowoził wygraną do końca odsłony. Spotkanie to było w pewnej mierze pojedynkiem liderów. Po stronie kędzierzynian Dicka Kooya, po stronie bydgoszczan Jakuba Jarosza. Mimo że zawodnicy nie zawsze się do tego przyznają, na starcie z byłymi klubami często mobilizują się szczególnie. Tak było chyba w przypadku atakującego zespołu znad Brdy, który miał w Kędzierzynie-Koźle coś do udowodnienia. I mecz rozegrał bardzo dobry (22 punkty i 58% skuteczności w ataku). Podopieczni Vitala Heynena, chociaż przegrali, po raz kolejny pokazali, że są w stanie urywać punkty faworytom. ZAKSA ma,co prawda w tabeli dużą stratę nie tylko do Skry i Resovii, ale także do Trefla, ale czwarty Jastrzębski Węgiel wyprzedza ją już tylko o dwa oczka. Po trudnym początku w PlusLidze kędzierzynianie wygrali szóste spotkanie z rzędu. Drugą z rzędu nagrodę dla MVP odebrał Paweł Zagumny.



ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Transfer Bydgoszcz 3:2
(25:23, 25:20, 20:25, 17:25, 15:9)

Nieco więcej emocji przyniosło starcie beniaminków. Trzy z czterech setów kończyły się zwycięstwami z minimalną, dwupunktową przewagą. Na koniec spotkania z wygranej cieszyli się zawodnicy Cuprum Lubin, którzy dali się pokonać tylko w premierowej odsłonie. Tym samym będzinianie pozostają z jedną wygraną i czterema punktami na koncie. Pięć wygranych meczów i dwadzieścia dwa punkty mają podopieczni Gheorghe Cretu, co daje im piątą pozycję w tabeli. Po wczorajszym spotkaniu na uwagę zasługuje wyczyn Dmytro Paszyckiego, który zdobył dwadzieścia jeden oczek, z czego aż dziewięć blokiem! Ukraiński środkowy po raz kolejny potwierdził, że decyzja o jego zakontraktowaniu była strzałem w dziesiątkę. Jeśli chodzi o cały zespół, to w bloku lepiej radzili sobie jednak siatkarze z Będzina. Co z tego, gdy nawet dwadzieścia punktów zdobytych tych elementem nie pozwoliło na wywalczenie choćby punktu. Nie pomogły w tym też aż 22 zepsute zagrywki lubinian. MVP meczu wybrano Grzegorza Łomacza.

MKS Banimex Będzin – MKS Cuprum Lubin 1:3
(28:26, 28:30, 22:25, 23:25)

Pozostałe cztery pojedynki 12. kolejki kończyły się po trzech setach. Złudzeń rywalom nie pozostawiły szykujące się do sobotniego szlagieru Skra i Resovia. Bełchatowianie tylko w pierwszej partii pozwolili BKS-owi Bielsko-Biała na przekroczenie 20 punktów. Podopieczni Piotra Gruszki nijak nie byli w stanie powstrzymać potwornej siły ognia mistrzów Polski. 68% skuteczności zespołu w ataku w całym spotkaniu nie zdarza się często i mówi samo za siebie, a 94% skuteczności w pierwszej partii to wynik, który można (a nawet trzeba) oprawiać w ramki jako dowód, że set niemal idealny istnieje. Równie imponująco prezentowali się bełchatowianie w polu serwisowym: zagrali 14 asów przy tylko 10 błędach. Któż byłby w stanie na takie coś odpowiedzieć? Drużynie z Bielska-Białej drugą kolejkę z rzędu liderował Serhij Kapelus (11 punktów), który jednak aż pięć razy pomylił się w przyjęciu. Statuetkę dla MVP meczu odebrał Facundo Conte (17 punktów, 73% skuteczności w ataku, 6 asów).

PGE Skra Bełchatów – BBTS Bielsko-Biała 3:0
(25:22, 25:17, 25:15)

Na sobotni hit gotowa jest nie tylko Skra, ale też Resovia. Rzeszowianie nie mogą się pochwalić aż tak imponującymi statystykami, jak ich najbliżsi rywale, ale podobnie jak oni tylko w jednej partii stracili w ostatnim meczu więcej niż 20 punktów. W sumie AZS Częstochowa zdobył w całym meczu o jeden mały punkt więcej niż mierzący się ze Skrą BKS. Resovia była od akademików lepsza w każdym elemencie, a do tego popełniała mało błędów. Częstochowianie postawili na mocną zagrywkę, ale wicemistrzów Polski nie udało im się złamać, nawet w pierwszym secie, gdy byli skuteczniejsi w ataku (60% przy 50% rzeszowian). Nie pomogły też zmiany proponowane przez Marka Kardoša. Gracze z Podkarpacia po porażce z Treflem Gdańsk poprawili sobie nastroje, a ci zwykle występujący w pierwszej szóstce (Fabian Drzyzga, Jochen Schoeps, Rafał Buszek, Krzysztof Ignaczak) mogli odpocząć. Żaden z zawodników nie pojawił się na boisku nawet na chwilę. Buszka świetnie zastąpił Marko Ivović, który zdaje się coraz lepiej odnajdywać w Rzeszowie. Serb zdobył wczoraj najwięcej punktów (17, z czego aż 10 w kontrze). Zawodnikiem meczu został jednak inny przyjmujący Nikołaj Penczew.

Asseco Resovia Rzeszów – AZS Częstochowa 3:0
(25:17, 25:16, 25:22)

Wczoraj był historyczny moment dla drużyny z Olsztyna, ponieważ po raz pierwszy w tym sezonie wygrała za trzy punkty. To oznacza, że wyprzedziła w tabeli BKS i zajmuje teraz 11. miejsce. Już tylko jedno oczko dzieli ją do AZS-u Częstochowa, z którym zmierzy się w niedzielę. Olsztynianie wreszcie zagrali na miarę potencjału i w pełni wykorzystali atut własnego parkietu. Kiedy się przełamywać, jeśli nie w starciu z ostatnim zespołem w tabeli? Effector dzielnie walczył w każdym z setów, ale po drugiej przerwie technicznej swoją siłę pokazywali akademicy. Kielczanie za słabo spisywali się w ataku. 36% skuteczności to w męskiej siatkówce wynik zdecydowanie poniżej normy. Na swoje usprawiedliwienie mogą jednak powiedzieć, że już na początku starcia kontuzja wyeliminowała z dalszej gry podstawowego libero Bartosza Kaczmarka. Podopiecznych Krzysztofa Stelmacha do zwycięstwa poprowadzili Levi Cabral (17 punktów) i Grzegorz Szymański (13), ale tytuł MVP powędrował w ręce libero Michała Potery. Dzięki wygranej zespół z Olsztyna wciąż ma szansę na spełnienie warunków ultimatum, które postawiły przed nim władze klubu. Przez trzy kolejki (licząc od tej, która została rozegrana w ostatni weekend) drużyna miała zdobyć 5-6 punktów. Na razie ma trzy i akademickie derby przed sobą.

Indykpol AZS Olsztyn – Effector Kielce 3:0
(25:19, 25:20, 25:22)

Derby Mazowsza rozegrano wczoraj w Warszawie. Pełną pulę zdobyli w stolicy Czarni Radom. Walki jednak nie brakowało. W premierowej odsłonie długo prowadzili gospodarze, ale w końcówce dali się dogonić i wyprzedzić, w trzecim secie zmierzający po pewną wygraną radomianie stanęli przy stanie 21:16 i do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była gra na przewagi. W niej lepsi byli przyjezdni. Wygrana oznacza, że Czarni bardzo zbliżyli się do czołowej ósemki ligi. Teraz dzieli ich od niej już tylko jedno oczko, a zajmująca dziesiątą pozycję drużyna z Częstochowy ma do zespołu Roberta Prygla aż siedem punktów straty. Radomian do wygranej poprowadził wczoraj wybrany MVP Lukas Kampa, który nie dość, że umiejętnie rozdzielał piłki między swoich kolegów, to jeszcze sam zdobył aż 8 punktów. Jak na rozgrywającego i trzysetowy mecz to wynik robiący wrażenie. W szeregach Politechniki liderami byli tradycyjnie już Aleksander Śliwka (17 punktów) i Michał Filip (10 punktów).

AZS Politechnika Warszawska – Czarni Radom 0:3
(19:25, 18:25, 29:31)

PlusLiga wciąż pędzi. Już jutro wieczorem startuje kończąca pierwszą rundę spotkań kolejka nr 13.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-11-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved