Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Katie Carter: Zaprezentowałyśmy naszą grę

Katie Carter: Zaprezentowałyśmy naszą grę

fot. Bogusław Krośkiewicz

Muszynianki doprowadziły do niespodzianki i pokonały w trzech setach brązowe medalistki poprzedniego sezonu Orlen Ligi. - Postanowiłyśmy zaszaleć i po prostu bawić się siatkówką -  podzieliła się wrażeniami po tym spotkaniu Katie Carter.

Jak możesz opisać to spotkanie? Miałam wrażenie, że wygrana przyszła wam dosyć łatwo.

Katie Carter: Właściwie chyba można tak powiedzieć. Nie spodziewałyśmy się, że będzie tak szybko, gładko i przyjemnie. Naprzeciwko nas stał przecież bardzo utytułowany i mocny rywal. Wyszłyśmy na to spotkanie, nie wiedząc tak naprawdę, co nas czeka ze strony drużyny z Sopotu. Atom Trefl ma tak wyrównany skład i takie dobre zawodniczki, że nie wiedziałyśmy kogo się spodziewać po drugiej stronie siatki. Jak już byłyśmy na boisku, to powiedziałyśmy sobie – „niech się dzieje co chce, bawmy się siatkówką i dajmy z siebie wszystko”. To było tak naprawdę wszystko, co mogłyśmy zaproponować od siebie w tym meczu, przeciwko takiemu zespołowi. Musiałyśmy zapamiętać wiele taktycznych zagrań pod całą dwunastkę Atomu Trefla, nie tylko pod podstawową szóstkę, tak jak to bywa w niektórych drużynach. Tego było aż za dużo i jakbyśmy były skupione, to ta koncentracja pewnie wcale by nam nie pomogła, tylko by nas sparaliżowała. Postanowiłyśmy więc zaszaleć, trochę odstawić na bok całą taktykę i po prostu bawić się siatkówką. Miałyśmy oczywiście wiele szczęścia, bo sopocianki popełniały wiele błędów i pozwoliły nam na prowadzenie własnej, radosnej gry, co dodało nam w końcu pewności.

Muszę przyznać, że bardzo dobrze zagrałaś w tym meczu w polu serwisowym i utrudniłaś dokładne przyjęcie sopociankom. Czujesz, że to twój mocny element?



– Zabawne, że o tym mówisz, bo to był chyba pierwszy mecz w tym sezonie, kiedy wychodziła mi zagrywka i również jestem z tego zadowolona. W poprzednich spotkaniach było różnie – to chyba zależy od hali. Pracuję nad tym elementem na treningach bardzo dużo i staram się wciąż polepszać. Zagrywka jest na tyle trudna, że zależy też od tego, jak podchodzisz mentalnie do jej wykonania. Dlatego fajnie, że ktoś już zauważył tę poprawę (śmiech).

Co twoim zdaniem zadecydowało o waszej wygranej z Atomem Trefl Sopot?

– Wydaje mi się, że zaprezentowałyśmy w tym spotkaniu naszą grę. Każda z nas była skoncentrowana na tym, żeby każde zagranie wykonać dobrze. Nawet wtedy, kiedy przeciwna drużyna zdobywała seriami punkty, blokowała nas na siatce czy też my popełniałyśmy błędy – nie przywiązywałyśmy do tego zbyt wielkiej uwagi, tylko myślałyśmy o kolejnej piłce i kolejnej akcji. Po prostu zapominałyśmy o straconych punktach.

Co wiesz o waszych kolejnych rywalkach? Jak będziecie musiały podejść do meczu z dąbrowiankami, aby również zdobyć trzy punkty?

– Do tej pory nie poświęciliśmy dużo czasu, aby pooglądać i poznać, jak grają dziewczyny z Dąbrowy Górniczej. Podejmiemy je we własnej hali, więc będziemy mieć przewagę kibiców. Do tej pory zespoły, z którymi grałyśmy u nas w Muszynie, miały wiele problemów z ograniem nas, może tym razem też tak będzie. Jednak nie ma co się zastanawiać jak zagra zespół przyjezdny, my będziemy musiały się skupić tylko i wyłącznie na naszej grze. Do tej pory na razie takie podejście się sprawdzało, bo zajmujemy miejsce w czołówce tabeli. Mam nadzieję, że będziemy to kontynuować.

To twój pierwszy sezon w polskiej lidze. Jak układa ci się współpraca z rozgrywającą, resztą dziewczyn z drużyny i z trenerem?

– Myślę, że jest wszystko w porządku. Jeżeli chodzi o rozgrywającą, to miałam okazję grać przeciwko niej w ubiegłym sezonie Ligi Mistrzyń. Ja grałam wtedy w VK Agel Prostejov, natomiast ona w niemieckim Schweriner SC. Widziałam, co potrafi i jak gra. Mogę o Dani (Danicy Radenković – przyp. red.) jeszcze powiedzieć, że jest młoda i chce się uczyć. Ja może już nie jestem z tych najmłodszych, ale też mam ochotę jeszcze się czegoś nauczyć. Ona gra naprawdę szybko i nowocześnie, a ja takie rozegrania bardzo lubię. Ciężko jest znaleźć rozgrywającą, która ma właśnie taki styl, normalnie dziewczyny grają wysoką piłką. Przeciwko takim zespołom jak Atom Trefl Sopot czy Chemik Police nic taką grą się nie zdziała, dlatego trzeba grać szybko, żeby mieć jakiekolwiek szanse na skrzydłach i nie nabijać się na wysokie blokujące. Dani jest bardzo mądrą dziewczyną i bardzo ułatwia mi wykonywanie moich obowiązków na boisku, więc cieszę się z tej współpracy. Reszta dziewczyn też jest wspaniała. Wszystkie mówią po angielsku, więc to mi bardzo pomaga w zaaklimatyzowaniu się w waszej polskiej rzeczywistości. Trener jedynie nie mówi w moim języku, ale to nic. Jest dobrym szkoleniowcem. Jeżeli chce mi coś przekazać, to mówi to którejś z dziewczyn, a one mi tłumaczą. To nie jest pierwszy raz, kiedy mam trenera, który nie mówi po angielsku. Także to nie ma dla mnie znaczenia.

Przegrałyście do tej pory tylko jedno spotkanie z Chemikiem Police. Spodziewałaś się przed sezonem, że po ośmiu kolejkach będziecie miały taki bilans meczowy?

Tak jak mówiłam, nie miałyśmy przed sobą postawionego jakiegoś celu na ten sezon. Szczerze, ja się niczego wielkiego nie spodziewałam. Nie wiem, jak to było w przypadku trenera. Może to przez to, że jestem nowa w waszej lidze. Wiedziałam jednak, że zespoły takie jak Atom Trefl, Chemik Police i Impel Wrocław będą bardzo trudnymi przeciwnikami. Nasz bilans jest oczywiście bardzo dobry! Nie wiem jak inni do tego podchodzą, czy ma to dla nich jakieś znaczenie. Ja nie znam wielu zespołów i skupiam się tylko na sobie i na tym, aby dobrze zagrać. Nie myślę za bardzo nad tym, kto stoi po drugiej stronie siatki. Myślę, że nasze wyniki mogą być jakąś swoistą niespodzianką, ale ja jestem zadowolona z nich i reszta mojej drużyny także.

Jak możesz porównać polską ligę do tych, w których miałaś okazję grać wcześniej w swojej karierze?

Może ograniczę się tylko do europejskich lig, w których grałam. Bo miałam też epizody w Indonezji i Korei. Siatkówka azjatycka to chyba zupełnie inny sport od tej siatkówki, w którą się gra w Europie czy Ameryce. Dlatego też ciężko ją porównywać. Jeżeli chodzi o polską ligę, to muszę się przyznać, że zawsze chciałam w niej grać. Według mnie wszystkie zespoły w najwyższej lidze są naprawdę dobre, nawet te z dołu tabeli. Może nie macie tutaj bardzo wysokich zawodniczek albo super znanych siatkarskich gwiazd, ale te dziewczyny, które grają w Orlen Lidze, są dobrze ułożone technicznie, grają inteligentną siatkówkę i naprawdę ciężko się przeciwko nim gra. W niejednym meczu stanowiły dla nas bardzo trudną przeszkodę. Podoba mi się to, że każdy zespół jest wymagający. Wydaje mi się, że to jest chyba dla zawodniczki najważniejsze, bo to podnosi twoje umiejętności. Wcześniej grałam w Szwajcarii, a ostatnio w Czechach. Było fajnie, miałam fajną drużynę, ale zawsze byłyśmy na pierwszym miejscu i byłyśmy niepokonane. Z jednej strony to jest ok, ale z drugiej nie masz z kim rywalizować o to pierwsze miejsce, bo reszta zespołów prezentuje niższy poziom. Tam akurat nie było z kim walczyć. W Polsce jest zupełnie inaczej. Wszystko może się zdarzyć, tak jak w naszym meczu z sopociankami.

Jesteś liderką drużyny. Podoba ci się ta rola?

– Wiesz co, ja patrzę na to jako na moją pracę. Taka jest rola szóstkowej zawodniczki, w dodatku na pozycji atakującej, że to ja prowadzę drużynę i nie dziwi mnie to. Nie chodzi o to, żebym swoim zachowaniem czy słowem potwierdzała to, że jestem liderką, tylko żebym pokazywała to na boisku. Staram się doprowadzić do tego, żeby moje koleżanki i sztab trenerski mi ufał, że potrafię poprowadzić drużynę do zwycięstwa. Według mnie to każdy powinien być liderem, żeby wygrać mecz. Wydaje mi się, że tak było właśnie w spotkaniu z Atomem. Każda z nas grała równo i wtedy, kiedy trzeba było, podejmowała ryzyko. Jako liderka chyba czuję się dobrze. Nie jest to pierwszy raz w mojej karierze, więc może dlatego nie podchodzę do tego zbyt emocjonalnie.

Jak ci się podoba Muszyna jako miejsce do życia?

– Jest trochę mała (śmiech). Normalnie mieszkam w Los Angeles, więc możesz sobie tylko wyobrazić, jaka była moja reakcja po przylocie do Muszyny. To było mniej więcej coś takiego – „co ja tutaj będę robić?!”. Jednak moja rodzina pochodzi z małego górskiego miasteczka w Colorado i Muszyna jest do niego bardzo podobna. No i oczywiście jest piękna. Czasami jest nudno, ale wtedy można się zatrzymać i pomyśleć, jak proste rzeczy mogą człowieka w życiu cieszyć. W Los Angeles zawsze się gdzieś spieszysz, a w Muszynie masz czas, żeby popatrzeć za okno i zwyczajnie się zrelaksować. Podoba mi się. Jest ze mną, w Polsce mój mąż, więc nie siedzę całymi dniami w domu, nudząc się. Zawsze coś ciekawego robimy wspólnie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-11-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved