Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Jewgienij Siwożelez: Finał ME 2013 rozgrywałem w butach kolegi

Jewgienij Siwożelez: Finał ME 2013 rozgrywałem w butach kolegi

fot. archiwum

Mecz między Zenitem Kazań a Jugrą Samotłor był szczególnie ważny dla Jewgienija Siwożeleza. To właśnie w Niżniewartowsku Siwożelez stawiał pierwsze kroki w profesjonalnej siatkówce. Po wygranej podzielił się swoimi wspomnieniami z całej swojej kariery.

Z jakimi odczuciami wspominasz swój pierwszy klub Jugrę Samotłor Niżniewartowsk?

Jewgienij Siwożelez:Samotłor wspominam bardzo ciepło. Jestem wdzięczny ludziom, którzy zobaczyli we mnie wartościowego zawodnika i dali mi szansę gry na wysokim poziomie. Niektóre kluby starają się za wszelką cenę zatrzymać swojego wychowanka, jednak kiedy ja chciałem odejść do Dinamo, w Niżniewartowsku włodarze klubu nie robili żadnych problemów i ze zrozumieniem odnieśli się do mojej decyzji. Dlatego z Samotłorem łączą mnie doskonałe stosunki.

Po twoim debiucie w Superlidze w Internecie pojawiło się sporo artykułów pod tytułem „W Niżniewartowsku gra 14-letni geniusz.” Jak udało ci się zadebiutować w zespole w tak młodym wieku?



W Superlidze swój pierwszy mecz rozegrałem, jak miałem 15 lat. Władimir Kuzjutkin stał na czele Samotłora i wystawił mnie na boisko w meczu z Bałtiką. Jego wiara w moje umiejętności stała się dla mnie podporą i przyczyniła się do mojego rozwoju. W Niżniewartowsku zawsze dawali szanse młodym i to pozwoliło nam wyrosnąć na wartościowych zawodników.

A jak układały się wasze stosunki z tymi bardziej doświadczonymi zawodnikami?

Stosunki między starszymi a tymi najmłodszymi zawodnikami zawsze były bardzo dobre. Zdarzało się, że po meczu prosili, aby pobiec po piwko.

Tobie też zdarzało się popijać alkohol?

Byłem bardzo młody. Do Niżniewartowska jechałem z ogromnym marzeniem: grać tak, aby zostać wielkim zawodnikiem, dlatego kilka razy popróbowałem i ten temat zamknąłem. Nigdy nie ciągnęło mnie to alkoholu i dalej nie ciągnie.

Grałeś w jednym klubie z Andriejem Woronkowem. Czy zdarzało się, że udzielał on tobie życiowych rad?

Tak, zdążyliśmy pograć razem, a w czasie wyjazdów mieszkaliśmy w tym samym pokoju. Andriej udzielał mi rad tylko w temacie siatkówki, ponieważ wtedy nic innego mnie nie interesowało.

W dzieciństwie płakałeś po porażce?

Pamiętam, że to zdarzyło mi się tylko jeden raz. Grałem w turnieju w składzie drużyny z Nojabrska. W półfinale wygraliśmy z zespołem z Niżniewartowska, a w finale z nimi przegraliśmy. Ja w tej drużynie dosłownie grałem sam i bardzo zależało mi na zwycięstwie. Niestety, wtedy odnieśliśmy porażkę, która bardzo mnie dotknęła i nie wytrzymałem. Dobrze zapamiętałem ten turniej również dlatego, że zwróciła na nim na mnie uwagę Eliena Bierezina, która zaprosiła mnie do szkoły Samotłora.

W moskiewskim Dinamo i reprezentacji Rosji zdążyłeś popracować z Danieleem Bagnoli. Czym różni się współpraca z nim od współpracy z rosyjskimi trenerami?

Nie da się ukryć, że różnice są bardzo duże. Daniele Bagnoli to wielki autorytet dla siatkarzy. Jego nie interesowało życie zawodnika poza boiskiem, wymagał pełnego oddania na treningach. Ten trener jest fanatykiem siatkówki, który razem z resztą sztabu szkoleniowego dosłownie żył w hali. Jakby nie patrzeć, cały czas doglądał gry albo porównywał i analizował statystyki. Zapamiętam go jako silnego, ale jednocześnie bardzo pozytywnego człowieka. Do pracy w Rosji zabrakło mu chyba trochę silnej ręki w stosunku do zawodników.

W Europie wiele drużyn siatkarskich ma taką tradycję, że po każdym meczu wszyscy razem idą do restauracji na kolację. Dlaczego nie ma takiego zwyczaju w Rosji?

Trudno powiedzieć. Na pewno wszystko zależy od tego, jakie kto ma podejście do pracy i życia. Niejednokrotnie zauważałem, że w wielu europejskich krajach zawodnicy mają swobodniejsze podejście do wyników. Jak wygrają, mówią – dobrze, a jak przegrają – na tym życie się nie kończy. Ponadto większość tych drużyn znacznie mniej podróżuje, nigdzie się nie spieszą i dlatego mogą sobie pozwolić na taką swobodę. U nas na pewno jest bardziej surowo, a z naszym grafikiem dużo czasu spędzamy w samolocie.

Jak teraz wygląda sprawa z twoim zdrowiem?

Mogę śmiało powiedzieć, że nic strasznego mnie już nie niepokoi. Jednak nie da się ukryć, że moje mięśnie nie są jeszcze do końca wyleczone, a nogom czasami brakuje sił. Gra w klubie i reprezentacji jest ciężka i powrót do pełni formy po tak długiej przerwie jest bardzo skomplikowany.

Czy wcześniej w twojej karierze zdarzały się już takie przerwy spowodowane złym stanem zdrowia?

Tak, w moskiewskim Dinamo, wtedy straciłem trzy i pół miesiąca. Teraz nie grałem pięć miesięcy. Jednak są też pewne plusy takiej niedyspozycji, słowo honoru – nigdy nie spędziłem tak dużo czasu ze swoją rodziną i to jest właśnie pewnego rodzaju rekompensata za tę kontuzję.

Dlaczego według ciebie Matthew Anderson opuścił Zenit?

Ciężko jest mi się teraz wypowiedzieć w tym temacie, ponieważ nie wiem, co mu chodzi po głowie. To jest jego wybór. Na pewno jego stosunek do klubu i zawodników nie wygląda w tym momencie dobrze. Jednak z drugiej strony on zrobił swoje, znalazł w sobie na tyle siły, aby wskazać, jaki jest problem. Czy my go rozumiemy, czy nie to już nie jest istotne.

Jak myślisz, czy Zenit po raz trzeci z rzędu dostanie dziką kartę i wystąpi w Final Six Pucharu Rosji? Czy to jest w ogóle potrzebne zespołowi?

– Z rozgrywkami pucharowymi nie układa nam się najlepiej w ostatnich latach. Jak się nie staramy, przepadamy na etapie półfinału. Moim zdaniem jak nie dostaniemy dzikiej karty, to nic strasznego się nie stanie. Oczywiście przed klubem stoją pewne cele, a jednym z nich jest zdobywanie wszystkich możliwych tytułów. Jednak teraz może warto skupić się na przygotowaniach, naszym największym problemem jest brak czasu na systematyczne, porządne treningi i moim zdaniem trzeba robić wszystko, by to zmienić.

Niedługo rozegracie mecz z moskiewskim Dinamo. W zeszłym sezonie podczas spotkania z zespołem Lube Banca Macerata nie mogłeś się dogadać z Iwanem Zajcewem, który wówczas reprezentował włoski klub. Czy teraz możemy spodziewać się podobnej sytuacji?

Trzeba otwarcie powiedzieć, że nie należy trzymać w sobie emocji. Nie jestem konfliktowym zawodnikiem i nie cierpię agresji na boisku. Staram się nad sobą panować. Najbardziej ostro reagują jednak Kubańczycy i Brazylijczycy. Odpyskujesz im dwa czy trzy razy, a oni już tracą głowę ze złości.

Jak zwykle przygotowujecie się do najważniejszych gier w sezonie?

Należy pamiętać, że dla sportowca każdy mecz może być ostatnim w jego karierze, ponieważ nikt nie jest w stu procentach zabezpieczony przed kontuzją. Moim zdaniem na każdy mecz trzeba wychodzić jak na ostatni i najważniejszy. Myślę, że takie podejście pozwoli osiągnąć zawodnikowi najlepszą dyspozycję, a całej drużynie zdobyć największą pulę punktów.

Do jakiego miasta wolałbyś nie jeździć?

Zdecydowanie do Białogrodu. Jeszcze jak grałem w Samotłorze, nie spodobała mi się tamtejsza koszmarna hala, a w miarę upływu lat jest ona coraz starsza i brzydsza.

W 2013 roku zdobyłeś z reprezentacją Rosji tytuł mistrza Europy. Finał tych mistrzostw, który rozgrywany był na stadionie piłki nożnej w Kopenhadze, wygraliście z Włochami 3:1. To chyba najbardziej nietypowy mecz w waszej karierze.

Oczywiście, myślę, że zapamiętam go na zawsze. W czasie meczu było chłodno, a ja przed rozpoczęciem spotkania zauważyłem, że zapomniałem wziąć z hotelu swoich sportowych butów. Te buty szły równo z moją formą. Nie jestem przesądny, dlatego nie chciałem nadawać tej sprawie większego znaczenia, ale koledzy wiedzieli, jak ważne jest dla mnie to obuwie. Całe szczęście ten sam numer co ja nosił również Dima Ilinych, który pożyczył mi swoje adidasy. Mecz poszedł nam bardzo dobrze, a emocji towarzyszących temu zwycięstwu na pewno nigdy nie zapomnę.

Zdjęcie, na którym Aleksiej Spiridonow pozuje nago z pucharem, obiegło cały świat.

To prawda, również to zauważyłem. Nawiasem mówią,c to ja zrobiłem to zdjęcie.

Na pewno macie wesoło, mając takiego zawodnika w drużynie jak Spiridonow.

Moim zdaniem w każdej drużynie powinien być taki chłopak. Dla przeciwników jest on prowokatorem, a dla swoich – dobrym duchem zespołu. Najważniejsze jednak, że potrafi połączyć elementy show z dobrą siatkówką i grą na wysokim poziomie.

Jakie jest najbardziej ekstremalne wydarzenie z twojego życia?

Kiedyś wydobyłem z basenu martwego człowieka. Miałem wtedy piętnaście lub szesnaście lat. Na początku myślałem, że on pływa pod wodą, jednak jak się mu przyjrzałem, to zrozumiałem, że jest to trup.

Miałeś z tego powodu senne koszmary?

Nie, ale było mi przykro, że ten człowiek zginął tragicznie.

Według opinii publicznej profesjonalni sportowcy w Rosji dostają niezasłużenie dużo pieniędzy, szczególnie hokeiści i piłkarze nożni. Przez to po porażkach nazywani są darmozjadami. Jak ta kwestia wygląda w środowisku siatkarskim?

Wydaje mi się, że stosunek kibiców siatkówki do tej sprawy jest inny, znacznie cieplejszy. Rzecz w tym, ze trener reprezentacji narodowej Alekno w czasie swojej pracy przywrócił sowiecki system – gramy za ideę, za splendor i za ojczyznę. Nie było wówczas żadnej zapłaty, tylko premia w przypadku wygranej. Wszystko, co się słyszy o niezasłużonych pensjach, jest chyba wypowiadane przez kibiców pod wpływem emocji. Mało kto widzi, jak kolosalny wysiłek fizyczny musi włożyć zawodnik w swoją pracę, a do tego dochodzi jeszcze ryzyko poważnej kontuzji lub choroby.

Nie będziesz się chyba jednak spierał, że kontrakty piłkarzy nożnych są kosmicznie wysokie?

Piłką nożną zainteresowani są bogaci sponsorzy, dla których liczą się tylko wygrane i dlatego zapłacą każde pieniądze za dobrego zawodnika.

Tak jak wspominałeś, każdy zawodnik narażony jest na kontuzję ,przed którą stara się zabezpieczyć finansowo w przypadku konieczności zakończenia kariery. Masz swój biznes lub odłożone pieniądze?

Biznesu nie mam, ale myśli o zakończeniu kariery również. Na pewno zawsze będę związany z siatkówką. Jeśli zaś chodzi o pieniądze, to przez półtora roku w Niżniewartowsku zarabiałem pięćset rubli miesięcznie, za co wtedy mogłem kupić trzy bilety do kina. W drugiej drużynie, którą prowadził Aleksiej Dawidow, płace były już dużo lepsze. Zarabiałem tam pięć tysięcy dolarów miesięcznie, co wystarczało już na dziesięciokrotne wyjście dwóch osób do pizzerii.

Czy w Zenicie macie jakiś system kar?

Nie jest to u nas konieczne. W naszej drużynie wszyscy mamy jedną ideę i nie ma u nas osoby, która by się spóźniała czy nie pracowała tak ciężko jak inni. Jeżeli ktoś się spóźni czy opuści jakiś trening, to na pewno jest to spowodowane siłą wyższą. Trener czasami zażartuje albo użyje silniejszego tonu, ale kary zdarzają się bardzo rzadko.

Pamiętasz, kiedy Władimir Romanowicz obchodzi urodziny?

Wkrótce. (uśmiech)

Trener nie będzie zły, że tego nie wiesz?

On nie przykłada dużej uwagi do wywiadów udzielanych przez zawodników. Daję słowo, że nawet o moich urodzinach często przypominają mi koledzy. Dla mnie ten dzień nie różni się od innych, ciągle treningi, praca, mecze i wywiady. Zawsze jednak pamiętam o urodzinach żony, córki i rodziców.

Jak poznałeś swoją żonę?

Poznali nas znajomi. Od tamtej pory nie możemy bez siebie żyć. Jestem szczęśliwy z Wiktorią, jest ona moim największym pomocnikiem i psychologiem, a jednocześnie księgową i czułą matką dla naszej córki. Jest wyrozumiała i wie, że wtedy, kiedy muszę wyjeżdżać czy trenować, to wszystkie domowe obowiązki są na jej głowie. Dziewiętnastego stycznia mamy ważny jubileusz – obchodzimy naszą dziewiątą rocznicę ślubu.

Czym zajmuje się twoja córeczka Liza?

Piętnastego listopada skończyła 6 lat, czyli już za rok pójdzie do szkoły. Liza jest bardzo żywym dzieckiem i nie potrafi usiedzieć na miejscu. Chcieliśmy, aby spróbowała sił w gimnastyce, ale nie starczyło jej do tego cierpliwości. Teraz chcemy spróbować wysłać ją na tenis ziemny.

Jaka jest twoja najlepsza cecha charakteru?

Zdecydowanie jest to honor i prawda. Nigdy nie kłamię, zawsze znajduję w sobie siłę, aby umieć przyznać się do winy i każdemu wprost powiedzieć, co o nim myślę.

A co uważasz za twoją największą wadę?

O to należy spytać moją żonę, rodzinę albo kolegów z klubu. Wady mają wszyscy ludzie, jak się dowiem, jakie są moje, to na pewno będę się starał je naprawić.

źródło: inf. własna, zenit-kazan.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-11-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved