Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Kontrowersje w trakcie i po meczu w Olsztynie

Kontrowersje w trakcie i po meczu w Olsztynie

fot. archiwum

Mecz AZS-u z Politechniką był szczególny nie tylko ze względu na oddanie się trenera Stelmacha do dyspozycji zarządu klubu. W jego trakcie sędziowie przez 15 minut nie potrafili przeprowadzić challenge'u, a po nim przeszli badanie alkomatem.

Arbitrami sobotniego pojedynku w hali Urania w Olsztynie byli Piotr Król oraz Paweł Ignatowicz. W pierwszych dwóch partiach, z których jedną goście wygrali 25:15, a drugą gospodarze 25:21, ustrzegli się większych błędów.

Sytuacja diametralnie zmieniła się w trzecim secie. Akcja, która miała miejsce pod koniec tej odsłony, zaważyła na przebiegu całego meczu. Przy stanie 31:30 dla warszawian atakujący Indykpolu Grzegorz Szymański posłał piłkę w aut. Partia padła łupem stołecznej drużyny, ale siatkarze z Warmii i Mazur bardzo długo nie mogli pogodzić się z werdyktem sędziów. Byli zdania, że piłka przy ataku Szymańskiego obiła się o blok gości. Arbitrzy mimo długich protestów siatkarza Indykpolu Macieja Dobrowolskiego byli nieugięci i nie chcieli zmienić decyzji. – Nie chcę odnosić się do tej sytuacji – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Dobrowolski. – Najlepiej by było, jakby sędziowie sami się na ten temat wypowiedzieli. Chętnie usłyszałbym ich opinie. Niech zastanowią się nad tym, po co są na meczu i jaka jest ich rola – dodawał.

Po dalszych namowach gospodarzy arbitrzy postanowili dokonać wideoweryfikacji. Sprawdzili, czy piłka dotknęła podłoża w boisku, czy też wylądowała poza nim. Problem w tym, że olsztynianom chodziło o zupełnie co innego. Chcieli się przekonać, czy zawodnik warszawian w momencie blokowania Szymańskiego dotknął piłki. Sędziowie nie dopuścili jednak do drugiego challenge’u, twierdząc, że skoro doszło już do jednej weryfikacji, to trener Krzysztof Stelmach nie może poprosić o kolejną. Na boisku rozpętała się wielka kłótnia. Walka o punkt przy akompaniamencie przeraźliwych gwizdów trwała aż 15 minut. Z trybun w stronę sędziów leciało mnóstwo obelg, „złodzieje” to jedna z tych z najlżejszych. – Po meczu arbitrzy mnie przeprosili – ujawnia Dobrowolski. – To bardzo miły gest, ale nie potrzebuję go. Gra daje nam przyjemność, ale to również nasza praca. Mogliśmy wygrać seta i walczyć o pełną pulę, ale zostaliśmy z niczym – dodaje.



Set został zakończony wynikiem 32:30 dla Politechniki Warszawskiej, ale mimo to sędziowie raz jeszcze przeanalizowali sporną sytuację w towarzystwie komisarza zawodów. Koniec końców okazało się, że ich decyzja co do bloku była błędna. Siatkarze byli przygotowani do zmiany stron boiska i wznowienia gry od wyniku 31:31, ale arbitrzy stwierdzili, że rozpoczynają czwartą partię, a w całym meczu goście prowadzą 2:1. – To, co sędziowie mówili nam podczas spotkania, zmieniało się co kilkanaście sekund – podkreśla kapitan Indykpolu. – Kłamią w żywe oczy. Na meczu stwierdzają co innego, a po zakończeniu gry ich wersja jest inna. Jeśli arbiter mówi, że wracamy do stanu remisowego, a potem się tego wypiera, to nie mam więcej pytań – kończy Dobrowolski.

Autor: Waldemar Bargiel, Bartłomiej Szypowski
Więcej w Gazecie Wyborczej Olsztyn

źródło: Gazeta Wyborcza

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-11-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved