Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Już tylko Resovia i Skra bez porażki

PlusLiga: Już tylko Resovia i Skra bez porażki

fot. archiwum

Grono drużyn w PlusLidze, które nie zaznały w tym sezonie porażki, uszczupliło się, bowiem w 9. kolejce dość niespodziewanie Cuprum Lubin pokonał 3:0 Trefl Gdańsk. Czołówka tabeli pozostała jednak bez zmian, a Skra i Resovia nadal nie znalazły swoich pogromców.

Radomianie ponieśli czwartą porażkę z rzędu, ulegając na wyjeździe Jastrzębskiemu Węglowi. Kibice zespołu z Mazowsza mogli na pewno liczyć na dobrą postawę swoich faworytów, bowiem w dwóch poprzednich meczach z potentatami, ze Skrą i Resovią, zaprezentowali się dobrze, urywając nawet punkt. Tym razem jednak emocje były tylko w drugim oraz w trzecim secie, wygranym przez radomian. Trzy punkty na swoje konto zapisali jastrzębianie, którzy górowali nad rywalem jeżeli chodzi o grę blokiem (11 do 4) oraz jakość gry, popełniając o 13 błędów mniej. Przyjezdni nie zdołali tego zniwelować ani atakiem, ani zagrywką, chociaż w tym elemencie punktowali 8 razy. Warto podkreślić, że dużo dobrego do gry radomian wniósł Mikko Oivanen, który wszedł na boisko za Bartłomieja Bołądzia i z dorobkiem 21 oczek był najlepiej punktującym zawodnikiem meczu. Po stronie zespołu ze Śląska najwięcej punktował wprawdzie Michał Łasko – 17 razy, ale najskuteczniej grał Krzysztof Gierczyński, który dołożył 13 oczek przy bardzo dobrej, 53-procentowej skuteczności w ataku. Jastrzębianie dzięki tej wygranej wyprzedzili w tabeli zespół z Bydgoszczy, wskakując na czwarte miejsce, Czarni spadli zaś na dziewiątą lokatę.

Jastrzębski Węgiel – Cerrad Czarni Radom 3:1
(25:19, 25:22, 26:28, 25:20)

W pojedynku drużyn z dołu tabeli lepsi okazali się olsztynianie, którzy pokonali wprawdzie MKS Banimex Będzin, ale dopiero w tie-breaku. Dla olsztynian było to dopiero drugie zwycięstwo w lidze i pierwsze od blisko miesiąca, będzinianie wprawdzie nie podtrzymali dobrej passy, ale zdobyty punkt pozwolił im wreszcie opuścić ostatnie miejsce w tabeli, które zajmowali przez ostatnie sześć kolejek. Co do samego meczu, tie-break świadczy o tym, że gra obu zespołów mocno falowała, na dodatek w całym meczu oba zespoły popełniły w sumie 59 błędów. Liderem w ataku po stronie olsztynian okazał się być Paweł Adamajtis, który zdobył aż 28 punktów, 8 oczek mniej dołożył Levi Cabral. W drużynie przyjezdnej większość punktów zdobyli Miłosz Hebda i Mikołaj Sarnecki – odpowiednio 23 i 21. – W drugim secie podaliśmy rywalom rękę. Znowu mieliśmy przestój w tej partii, gdzie powinniśmy wygrać, a przegraliśmy. Szkoda, bo wtedy byłoby 2:0 i możliwe, że cały mecz zakończyłby się wynikiem 3:0 dla nas – żałował po meczu Michał Potera, libero akademików. Jego drużyna wskoczyła o jedno oczko wyżej, na 11. miejsce.



Indykpol AZS Olsztyn – MKS Banimex Będzin 3:2
(25:22, 22:25, 25:21, 21:25, 15:7)

Kielczanie po ostatnim dobrym meczu, w którym udało im się nieźle nastraszyć siatkarzy z Bełchatowa i niemalże urwać punkt, w środowy wieczór chcieli na pewno co najmniej powtórzyć tę dobrą grę w meczu z Resovią, a może i postarać się o coś więcej. Podopieczni Andrzeja Kowala dosyć szybko zweryfikowali te marzenia, chociaż wystąpili w zmienionym składzie – na libero zagrał Michał Żurek, a Krzysztof Ignaczak na przyjęciu, chociaż akurat on nie miał okazji pojawić się na parkiecie. Poza składem meczowym znaleźli się Paul Lotman i Russell Holmes. W pierwszych dwóch setach kielczanie nie mieli za wiele do powiedzenia, ale sytuacja zmieniła się w trzeciej partii. Dobrą zmianę dali Grzegorz Pająk i Arvydas Miseikis. Dla litewskiego atakującego to była pierwsza okazja, by zagrać przez dłuższy czas i zwłaszcza w trzeciej odsłonie meczu zaprezentował się dobrze. Ale to Rozalin Penczew był najlepszym zawodnikiem Effectora w tym spotkaniu – Bułgar zdobył 18 punktów, przy skuteczności w ataku 57%, grając o niebo lepiej od swojego słynniejszego brata, który zagrał po drugiej stronie siatki. Sił i umiejętności wystarczyło podopiecznym Dariusza Daszkiewicza tylko na wygranie jednego seta i po tej kolejce spadli na ostatnie miejsce w tabeli. Resovia zaś pozostaje jedną z dwóch niepokonanych drużyn w lidze i utrzymała pozycję wicelidera.

Effector Kielce – Asseco Resovia Rzeszów 1:3
(13:25, 20:25, 25:22, 19:25)

Zdecydowanie największą niespodzianką zakończonej właśnie kolejki była pierwsza w tym sezonie porażka Trefla Gdańsk. Gdańszczanie nie ulegli jednk ani Skrze, ani Resovii, ani Jastrzębskiemu Węglowi, lecz ambitnemu beniaminkowi z Lubina. Co więcej, podopieczni Andrei Anastasiego ulegli gościom w trzech setach, właściwie tylko w drugiej partii potrafili doprowadzić do wyrównania, a tak mecz przebiegał pod dyktando lubinian. Okazało się też, że aktualni mistrzowie świata na swojej formie z wrześniowego turnieju nie będą „jechać” w nieskończoność i kiedyś musi przyjść kryzys. Mateusz Mika, bo to o jego przypadku mowa, zagrał najsłabsze spotkanie w sezonie, zdobywając zaledwie 5 punktów i notując 33% w ataku..Jego słaba dyspozycja miała wpływ na wynik drużyny, bo do tej pory to on był jej liderem. Wprawdzie 18 oczek zdobył Murphy Troy, a 10 dołożył Sebastian Schwarz, ale po drugiej stronie też miał kto zdobywać punkty – 15 zapisał na swoim koncie Marcel Gromadowski, po 10 dołożyli Ivan Borovnjak i Dmytro Paszycki. Inna sprawa, że jak się oddaje w 3 setach przeciwnikowi aż 23 punkty po błędach własnych, dostając w zamian „ledwie” 12, trudno myśleć o wygraniu meczu. – My się bardzo cieszymy, że udało nam się wygrać, tym bardziej że to my jesteśmy zespołem, który przełamał tę długą passę Lotosu Trefla Gdańsk bez porażki – nie krył zadowolenia po meczu Paweł Rusek, libero Cuprum.

LOTOS Trefl Gdańsk – Cuprum Lubin 0:3
(16:25, 22:25, 20:25)

Po porażce w zeszły weekend z beniaminkiem z Będzina, częstochowianie zrehabilitowali się w ostatniej kolejce, pokonując bez większych problemów BBTS Bielsko-Biała 3:0. Akademicy górowali we wszystkich statystykach, ale jedna rubryczka zasługuje na dłuższą chwilę uwagi – przyjęcie bielskiego zespołu. W całej drużynie z Podbeskidzia nie było ani jednego zawodnika, którego przyjęcie perfekcyjne wyniosłoby więcej niż 0%! Taki wynik miała więc cała drużyna, niewiele lepiej było, jeżeli chodzi o przyjęcie pozytywne – nędzne 29% i uzyskanie przy tym 42% w ataku i tak było wyczynem. W ekipie AZS-u tym razem najlepiej punktującym zawodnikiem został… środkowy, Artur Udrys, który zdobył aż 12 punktów, z czego 3 blokiem. W bielskiej ekipie zastrzeżeń nie można mieć jedynie do postawy Wojciecha Ferensa, który zdobył wprawdzie 7 punktów (najlepszy wynik w drużynie obok Jose Luisa Gonzaleza i Wojciecha Sobali), ale za to skończył 64% ataków. – Jestem dzisiaj rozczarowany, chociaż to delikatne słowo. Jest mi bardzo przykro, że przegraliśmy w taki sposób. Takie mecze nie powinny się nam zdarzać. Ale jeżeli gra się z takim zaangażowaniem, to się zdarzają – podsumował występ swojej drużyny dla portalu sport.pl Piotr Gruszka, trener BBTS-u.

AZS Częstochowa – BBTS Bielsko-Biała 3:0
(25:18, 25:22, 25:17)

Warszawska młodzież pojechała do Kędzierzyna-Koźle z zamiarem urwania punktów kolejnemu faworytowi i nie była bardzo daleko od zrealizowania tego celu. Po dobrym początku spotkania w wykonaniu stołecznych, Sebastian Świderski przeprowadził roszady w składzie, które przyniosły pożądany efekt – wygraną za 3 punkty. W końcówce pierwszej partii pojawił się na boisku Dominik Witczak i nie zawiódł, zdobywając 19 punktów dla swojej drużyny. Dobrze zagrał też Dick Kooy, który zapisał na swoim koncie 20 punktów, zaś Michał Ruciak trzymał przyjęcie w kędzierzyńskim zespole, pokazując jak wiele wnosi do zespołu. Stołeczni zerwali się jeszcze do walki w czwartej partii, ale przegrali ją minimalnie. Jednak ponownie pokazali waleczność, a okazję do debiutu otrzymał najnowszy nabytek akademików, wypożyczony z Resovii Rzeszów Dominik Depowski. Młody przyjmujący wchodził wprawdzie na zmiany, ale za wiele nie zwojował. Kolejne dobre spotkanie rozegrał za to inny resoviak, Michał Filip, który zdobył dla AZS-u 19 oczek. Po tej porażce warszawianie spadli na ósmą pozycję, ZAKSA wskoczyła zaś na siódmą.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – AZS Politechnika Warszawska 3:1
(23:25, 25:20, 25:15, 25:23)

Także w hicie kolejki doszło do debiutu, bo po dłuższej przerwie na boisku pojawił Dawid Murek, który zaprezentował się na pozycji libero. Po tym, jak doświadczony przyjmujący rozstał się AZS-em Częstochowa i nie mógł znaleźć pracodawcy, wydawało się, że skończy karierę, ale w obliczu kontuzji bydgoskiego libero, włodarze z klubu znad Brdy postanowili skorzystać z usług Murka i podpisali (jak na razie) miesięczny kontrakt. Co do samego meczu, to bydgoszczanie dzielnie stawiali opór Skrze Bełchatów, zwłaszcza w pierwszej partii, gdzie obie drużyny miały po kilka okazji na skończenie seta, ale po 41 minutach walki wygrali podopieczni Miguela Falaski. W drugiej partii też doszło do emocjonującej końcówki i po jej przegraniu miejscowi w trzecim secie już nie podnieśli się. W szeregach żółto-czarnych aż trzech zawodników mogło się pochwalić dorobkiem dwucyfrowym: Mariusz Wlazły, Facundo Conte i Srećko Lisinac, poza tym bełchatowianie postawili ścianę nie do przebicia, blokując rywali aż 16 razy. – Wynik na tablicy nie odzwierciedla tego, co było na boisku. Grało nam się ciężko, a zespół z Bydgoszczy zagrał dobre spotkanie, dlatego takie zwycięstwo cieszy jeszcze bardziej – nie krył zadowolenia Kacper Piechocki, libero PGE Skry. Siatkarze z województwa łódzkiego utrzymali pozycję lidera, bydgoszczanie zaś spadli na piątą lokatę.

Transfer Bydgoszcz – PGE Skra Bełchatów 0:3
(27:29, 23:25, 17:25)

Zobacz także:
Wyniki 9. kolejki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-11-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved