Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Będzinianie z pierwszą wygraną, Skra nadal liderem

PlusLiga: Będzinianie z pierwszą wygraną, Skra nadal liderem

fot. archiwum

W ósmej kolejce warszawianie postarali się o niespodziankę, urywając punkt Jastrzębskiemu Węglowi, a MKS Będzin odniósł swoje pierwsze, historyczne zwycięstwo w PlusLidze. Czołówka tabeli pozostała bez zmian - na czele jest Skra Bełchatów.

Gdańszczanie kontynuują swoją zwycięską passę. Tym razem wybrali się do Bielska-Białej, gdzie musieli się nieco napracować, by odnieść ósme z rzędu zwycięstwo, ale ostatecznie pokonali miejscowy BBTS 3:1. Spotkanie gospodarze rozpoczęli koncertowo, wprawdzie na początku przegrywali kilkoma punktami, ale potem odrobili straty i dzięki dobrej grze, m.in. Kamila Kwasowskiego, zdołali wygrać te partię. I to by było na tyle, w kolejnych setach wyszło doświadczenie gdańszczan, którzy ograniczyli liczbę błędów, a poza tym mieli w swoich szeregach lidera w postaci Mateusza Miki, który dla swojej drużyny zdobył aż 21 oczek. Ponadto goście zamurowali wręcz przeciwnika, robiąc to skutecznie aż 21 razy, przy zaledwie 8 takich udanych próbach bielszczan. Sam Bartosz Gawryszewski na swoim koncie zapisał aż 6 skutecznych bloków, a przynajmniej po 2 „czapy” dołożył każdy z jego kolegów. – Graliśmy efektywnie na wysokiej piłce, a także kontrolowaliśmy grę, jeżeli chodzi o akcje blok-obrona. W mojej ocenie wiele zrobił właśnie ten element – zatrzymywanie przeciwnika na siatce, ponieważ w naszej grze było to częstsze niż u rywali – analizował przebieg wydarzeń Piotr Gacek, libero Lotosu. Trzy punkty zdobyte na Podbeskidziu pozwoliły podopiecznym Andrei Anastasiego utrzymać dobrą trzecią lokatę.

BBTS Bielsko-Biała – LOTOS Trefl Gdańsk 1:3
(25:20, 19:25, 14:25, 22:25)

Warszawianie tym razem postarali się, żeby kibice, którzy przyszli na mecz w hali Torwar, nie nudzili się. Po dwóch pierwszych setach jednak mogło się wydawać, że z kolejnym potentatem akademicy nic nie ugrają, bo pomimo walki przegrali obie partie. W trzeciej odsłonie meczu Jakub Bednaruk zdecydował się jednak na roszady w składzie, nieco wymuszone m.in. kłopotami Jakuba Radomskiego, ale też i przemyślane. Na boisku w szeregach akademików pojawili się Krzysztof Bieńkowski, Patryk Strzeżek i Bartłomiej Lemański, co w rezultacie spowodowało, że najstarszy zawodnik AZS-u na boisku miał zaledwie 25 lat, a średnia zespołu wynosiła niewiele ponad 21 lat! Takie zagranie przyniosło jednak rezultat, bo nie dość, że inżynierowie doprowadzili do tie-breaka, to mieli jeszcze w nim trzy piłki meczowe odrabiając straty od wyniku 12:14. Trener akademików w końcówce seta pokazał, że nie boi się pokerowych zagrań, bo jak inaczej nazwać wprowadzenie przy stanie 13:14 w tie-breaku 19-latka na zagrywkę? Proste błędy spowodowały jednak, że to jastrzębianie wygrali tie-breaka 20:18 i wywieźli dwa punkty z Warszawy, mimo że w końcówce meczu stracili z powodu kontuzji Damiana Wojtaszka. – Mieliśmy szanse, żeby wygrać, ale też było 0:2 w setach i mogliśmy pozostać bez żadnego punktu. Warto więc się chociaż cieszyć z tego jednego oczka i z tego że udało nam się odwrócić tę ciężką sytuację – powiedział po meczu Krzysztof Bieńkowski.



AZS Politechnika Warszawska – Jastrzębski Węgiel 2:3
(21:25, 18:25, 25:22, 25:22, 18:20)

O emocje postarali się także kielczanie, którzy wprawdzie nie urwali punktów Skrze Bełchatów, ale niewiele im zabrakło. Najpierw zaskoczyli rywala, wygrywając pewnie pierwszą partię do 18, a potem w trzeciej partii prowadzili 18:14. Bełchatowianie jednak mieli w swoich szeregach Mariusza Wlazłego, który nie zaczął tego spotkania w szóstce, a wszedł za słabo spisującego się Macieja Muzaja. To właśnie seria na zagrywce atakującego Skry w trzeciej partii zadecydowała, że bełchatowianie odrobili kilkupunktowe straty i wygrali tę partię. MVP mistrzostw świata zdobył w sumie 18 punktów, tyle samo dołożył Srećko Lisinac, który miał aż 83% skuteczności w ataku. W kieleckiej drużynie znów w elemencie zagrywki niezawodny był Mateusz Bieniek, który zapunktował w ten sposób 4 razy. Najskuteczniejszym zawodnikiem okazał się zaś Rozalin Penczew, który skończył 56% piłek, w sumie notując na koncie 13 oczek. – Cieszymy się z tego, że udało nam się podjąć walkę z takim rywalem. Trzeciego seta mieliśmy pod kontrolą do momentu, kiedy wszedł na zagrywkę Wlazły. Szkoda końcówki czwartego seta, gdzie było trochę zamieszania pozaboiskowego. Od tego momentu straciliśmy zupełnie rytm. Chcę pochwalić swój zespół za walkę i zaangażowanie – cieszył się cytowany przez oficjalną stronę kieleckiego zespołu Dariusz Daszkiewicz. Jego podopieczni nadal zajmują przedostatnie miejsce w tabeli, bełchatowianie zaś utrzymali fotel lidera.

PGE Skra Bełchatów – Effector Kielce 3:1
(18:25, 25:18, 25:23, 25:16)

Czarna passa olsztynian trwa. Przegrana z ZAKSĄ była dla nich piątą z rzędu. Kędzierzynianie zaś, zdaje się, wracają powoli na właściwie tory, bo nie licząc pucharów europejskich, była to druga wygrana z kolei. Na pewno duże znaczenie miał powrót do podstawowego składu Michała Ruciaka, który wprawdzie był najczęściej ostrzeliwanym podczas tego spotkania zawodnikiem, ale też i radził sobie bardzo dobrze, notując 73% pozytywnego i 43% perfekcyjnego przyjęcia. Natomiast głównym egzekutorem w szeregach zespołu z Opolszczyzny był Dick Kooy, który nie dość, że skutecznie przyjmował, to jeszcze z dorobkiem 25 oczek był najlepiej punktującym zawodnikiem spotkania. Po drugiej stronie siatki w miarę przyzwoicie spisywał się jedynie Levi Cabral. Co do samego meczu, to z wyjątkiem pierwszej partii, bardzo emocjonującej i zakończonej grą na przewagi wynikiem 34:32, pozostałe trzy odsłony meczu przebiegały pod dyktando gospodarzy. – Zagraliśmy dobrze tylko w pierwszym secie. Nasza gra wyglądała wtedy całkiem nieźle, nie popełnialiśmy zbyt wielu błędów i byliśmy pewni siebie. Po tym dobrym okresie niestety znów wróciły stare błędy. Dopadł nas brak koncentracji, uciekło nam parę prostych piłek i kolejne sety kończyły się wysokimi wygranymi ZAKSY. Szkoda tej porażki – żałował po meczu Michał Potera, libero olsztynian.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Indykpol AZS Olsztyn 3:1
(32:34, 25:19, 25:15, 25:19)

Tie-break w Warszawie nie był jedynym, jaki został rozegrany w ósmej kolejce PlusLigi. Także spotkanie w Lubinie spotkanie zakończyło się w pięciu setach, chociaż bydgoszczanie prowadzili 2:1, a w czwartej partii dopiero końcówka zadecydowała o tym, że o wyniku meczu musiał rozstrzygać piąty set. W nim lepsi okazali się siatkarze z województwa kujawsko-pomorskiego, którzy po wyrównanym początku odskoczyli na trzy punkty i wywieźli cenne dwa punkty z terenu rywala. Co ciekawe, podopieczni Vitala Heynena jeszcze nie przegrali na wyjeździe, a był to już ich piąty mecz rozegrany poza domem. Wszystkie porażki (w sumie 2) ponieśli w Hali Łuczniczka. W meczu główne skrzypce grał Konstantin Cupković, który punktował aż 24 razy, przy czym aż 5 razy zagrywką i 2 blokiem, kończąc w sumie sukcesem 52% akcji. 16 oczek dołożył Jakub Jarosz, po 14 i 13 Justin Duff i Wojciech Jurkiewicz. W lubińskim zespole główną rolę odgrywał też Serb – Ivan Borovnjak zapisał na swoim koncie 21 punktów, po 17 dołożyli Marcel Gromadowski i Jeroen Trommel. Po ośmiu kolejkach bydgoszczanie nadal są w czubie tabeli, zajmując czwartą lokatę, Cuprum z trzema wygranymi na koncie jest na ósmym miejscu.

Cuprum Lubin – Transfer Bydgoszcz 2:3
(25:23, 19:25, 21:25, 25:22, 11:15)

W Będzinie nareszcie mają powody do zadowolenia. Po siedmiu porażkach z rzędu kibice drużyny z Zagłębia doczekali się historycznego, pierwszego zwycięstwa w PlusLidze swoich faworytów. Początek meczu wcale nie wskazywał na taki przebieg wydarzeń, ale gospodarzom udało się wygrać pierwszą partię, a po laniu w drugiej odsłonie meczu, także trzecią i czwartą udało się zapisać na swoje konto. Duży w tym udział miał Miłosz Hebda, który poprzednie cztery sezony spędził właśnie w częstochowskim klubie. Przyjmujący MKS-u zdobył aż 22 punkty, w tym po 3 zagrywką i blokiem, zapracowując sobie tym samym na tytuł MVP. – Cały tydzień myślałem, że nie będzie to miało wpływu, ale rano się obudziłem i już wiedziałem, że będzie. Na pewno emocje były większe niż normalnie, bo pierwszy raz w życiu grałem przeciwko swojemu byłemu klubowi. Widziałem w końcu swoich kolegów po przeciwnej stronie siatki, także był to na pewno inny mecz niż zwykle – przyznał Hebda. Gospodarze, co ciekawe, zagrali wprawdzie mniej skutecznie w ataku, ale nadrobili to zagrywką i przede wszystkim mniejszą liczbą błędów – w sumie in plus zyskali na tym 9 oczek. Wygrana podopiecznym Damiana Dacewicza nie pozwoliła jednak opuścić ostatniego miejsca w tabeli, zwiększyła jednak szanse na opuszczenie go przy najbliższej okazji. Częstochowianie spadli zaś na 10. lokatę.

MKS Banimex Będzin – AZS Częstochowa 3:1
(25:22, 14:25, 25:22, 25:18)

Niejako na deser w niedzielny wieczór zostało rozegrane spotkanie pomiędzy Czarnymi Radom i Resovią Rzeszów. Tym razem radomianie nie urwali punktu niepokonanemu dotąd rywalowi, jak to miało miejsce w konfrontacjach z Treflem Gdańsk i Skrą Bełchatów, ale kilka razy w meczu byli blisko tego. W pierwszej partii mieli dwie piłki setowe i ich nie wykorzystali, w czwartej zaś partii doprowadzili do remisu w samej końcówce, ale nie zdołali przełamać rywala. W drugiej odsłonie radomianie zagrali koncertowo i wygrali ją do 19, wskutek czego Andrzej Kowal zdecydował się na zmiany w składzie. Po raz kolejny okazało się, jak ważnym atutem rzeszowian jest długa ławka – na boisku pojawili się na stałe od trzeciej partii Fabian Drzyzga, Jochen Schoeps, Marko Ivović oraz Dawid Dryja i to dzięki tym roszadom gościom udało się wygrać spotkanie. Radomianie aż takiego luksusu nie mieli – kiedy w czwartej partii za Bartłomieja Bołądzia pojawił się Mikko Oivanen, został parę razy zablokowany i na boisko musiał wracać młody atakujący. – Było trochę szczęścia po naszej stronie. Wygraliśmy chłodniejszą głową i większym spokojem w końcówkach, a to cechuje doświadczony zespół, a można powiedzieć, że taki mamy – analizował przebieg spotkania Krzysztof Ignaczak. Resovia pozostała na pozycji wicelidera po tej kolejce, radomianie spadli zaś o jedno oczko na siódme miejsce.

Cerrad Czarni Radom – Asseco Resovia Rzeszów 1:3
(26:28, 25:19, 21:25, 26:28)

Zobacz także:
Wyniki 8. kolejki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-11-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved