Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Piotr Gacek: Zawsze walczę o to, żeby być na szczycie

Piotr Gacek: Zawsze walczę o to, żeby być na szczycie

fot. archiwum

- Nasz styl ciągle jest daleki od oczekiwań, ale trzy punkty zostały wywiezione i to jest dla nas bardzo cenne - powiedział po meczu z BBTS-em libero Trefla Gdańsk, Piotr Gacek. W piątek na wyjeździe gdańszczanie pokonali zespół Piotra Gruszki 3:1.

Do Bielska-Białej przyjechaliście z dobrymi humorami – na siedem spotkań odnotowaliście siedem zwycięstw. Wydawałoby się, że i mecz z BBTS-em rozpoczniecie od wysokiego C, jednak tak się nie stało, ponieważ mimo prowadzenia w pierwszym secie trzema oczkami to gospodarze finalnie zwyciężyli. Co było tego przyczyną?

Piotr Gacek: – Wydaje mi się, że podopieczni Piotra Gruszki zagrali bardzo dobrze całą pierwszą partię tego spotkania, pomijając ich stagnację na początku. Wtedy faktycznie prowadziliśmy wysoko, lecz nie uchroniło to nas przed wkradnięciem się dekoncentracji. Trzeba oddać BBTS-owi, że drużyna ta naprawdę dobrze prezentowała się w całym boju, choć w pozostałych odsłonach meczu tylko do połowy rozdań. Cieszą nas bardzo zdobyte trzy punkty. Jest to ósmy pojedynek z rzędu, który wygraliśmy. Zostawiamy te klasyfikację z boku – ważne są kolejne oczka do ligowej tabeli. Nasz styl ciągle jest daleki od oczekiwań, ale trzy punkty zostały wywiezione i to jest dla nas bardzo cenne. Zespół z Bielska-Białej pokazał w pierwszej partii, że ma potencjał, potrafi wygrywać z wyżej notowanymi rywalami, ale ciągle w końcówkach czegoś im brakuje. To już jest jednak problem zawodników ze stolicy Podbeskidzia.

Wspomniana pierwsza partia była najbardziej wyrównaną w meczu. Jaki element waszej gry w twojej ocenie dał wam tak dużą przewagę w pozostałych?



– Myślę, że przede wszystkim graliśmy konsekwentnie, mimo tego, że nie przyjmowaliśmy dziś szczególnie dobrze. Graliśmy efektywnie na wysokiej piłce, a także kontrolowaliśmy grę, jeżeli chodzi o akcje blok-obrona. W mojej ocenie wiele zrobił właśnie ten element – zatrzymywanie przeciwnika na siatce, ponieważ w naszej grze było to częstsze niż u rywali. Nie widziałem statystyk, ale z samego oglądu tego, co działo się na boisku, wnioskuję, że naprawdę dobrze czytaliśmy zachowania bielszczan. Właśnie tym zrobiliśmy różnicę.

Czy meczami z niżej notowanymi rywalami można już weryfikować waszą dyspozycję na tyle, by stwierdzić, że faktycznie jesteście jednymi z głównych pretendentów do medali mistrzostw Polski?

– Nie, byłbym daleki od takich stwierdzeń. My po prostu staramy się robić swoje – przyjść na trening, dać z siebie sto procent, a następnie przelać to na parkiet w czasie meczu. Mamy fantastyczny zespół, co przekłada się na niesamowitą atmosferę – widać to było chociażby po przegranej partii, kiedy nie prezentowaliśmy się zbyt dobrze, lecz staraliśmy się wzajemnie podbudować, dodać energii. Wśród nas od pierwszego do czternastego zawodnika cały czas rozpala się optymizm, a jeżeli chodzi o końcowe wyniki, to takie nastawienie przynosi wymierne efekty.

Jesteś w absolutnej czołówce, jeżeli chodzi o przyjęcie na krajowych parkietach. Czy twoje tak dobre zadomowienie się w zespole z Gdańska oznacza, że te cztery lata spędzone w ZAKSIE są już całkowicie za tobą?

– To jest na pewno kolejny rozdział w moim życiu. Te cztery lata były naprawdę wspaniale spędzone, walczyliśmy przecież o najwyższe cele… Nawet w momencie, kiedy rozpoczynałem moją sportową karierę w zespołach, które nie należały do ligowej czołówki, to zawsze grałem jak najbardziej ambitnie, o wszystko, co mogłem zdobyć na danym szczeblu. Nie rezygnuję z moich marzeń, wręcz przeciwnie – gram dalej o najwyższe założenia. Cele zespołu są, jakie są, ponieważ nie mamy bezpośrednio mierzyć w zdobycie mistrzostwa Polski, ale dajemy z siebie wszystko i zrobimy tyle, ile jest w naszej mocy, żeby w naszych głowach zacząć wymagać od siebie jeszcze więcej. Zawsze walczę o to, żeby być na szczycie – to jest moje motto.

Mimo wszystko w meczu z BBTS-em było trochę kędzierzyńsko. Pewnie miło ci się wraca wspomnieniami do przeszłości, kiedy masz szanse mierzyć się z byłymi kolegami z drużyny…

– Oj tak. Przeżyliśmy fantastyczne chwile z Sergiejem Kapelusem – mieszkałem z nim w pokoju przez dwa lata w Kędzierzynie-Koźlu. Na pewno miło się wspomina te czasy… Mieliśmy okazję spotkać się, pogadać, wypić kawę i przypomnieć sobie dawne lata. Była też chwila, żeby troszkę powymieniać się aktualnymi relacjami w klubach. Chłopaki opowiedzieli mi nieco o Bielsku-Białej, a ja im o Gdańsku i tak nam zleciał cały piątek (śmiech).

Teraz przed wami kolejne zmagania, tym razem z Cuprum Lubin. Z uwagi na to, że jest to beniaminek PlusLigi, będzie to łatwiejszy pojedynek niż z BBTS-em?

– Nie, każdy mecz w tym sezonie jest trudny. Nie ma spotkań łatwych. Do dzisiejszego też przywiązywaliśmy szczególną wagę, ponieważ wiedzieliśmy, że każdy pojedynek stawia przed nami spore wyzwania. Czy graliśmy z AZS-em Częstochowa, czy też z innymi, potencjalnie słabszymi rywalami, to spotkania były niesamowicie ciężkie. Dlatego właśnie wydaje mi się, że środowe zmagania z lubinianami na pewno sprawią nam spory kłopot.

Ten pojedynek także dla samego Trefla będzie znamienny, ponieważ będzie to okazja do spotkania się z byłymi graczami – Pawłem Ruskiem, Grzegorzem Łomaczem…

– Na pewno. Mam nadzieję, że postawimy im bardzo trudne warunki i zrobimy wszystko, żeby wygrać to spotkanie – tak podchodzimy do każdego meczu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-11-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved