Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > S. Świderski: Jak wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one

S. Świderski: Jak wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one

fot. Tomasz Szwajkowski / szwajkowski.info

- Jak budowaliśmy zespół, to miał on zupełnie inaczej wyglądać. Jednak jesteśmy zawodowcami, bierzemy za to pieniądze i to, co się dzieje wokół nas, nie może nam przeszkadzać w dobrej grze - mówi trener ZAKSY, Sebastian Świderski.

Trenerem jesteś już dwa lata, jak to jest być szkoleniowcem?

Sebastian Świderski: – Nie spodziewałem się, że będzie tak inaczej. Co innego być asystentem, co innego być przy zespole, co innego być pierwszym trenerem, podejmować ostateczne decyzje. Przyznam szczerze, że nie przypuszczałem, iż tyle czasu będę spędzał przed komputerem, analizując grę przeciwnika oraz grę własnego zespołu. Ktoś mi powiedział, że jak nie ma wyników, to trzeba szukać swoich słabych punktów, aby poprawić grę. W mojej ocenie to nie dotyczy sytuacji tylko wtedy, kiedy nie ma wyników. Nawet gdy jest dobra gra, są dobre rezultaty, to można swoją grę polepszać i zrobić wszystko, żeby grać jeszcze lepiej. Podsumowując – być trenerem jest znacznie ciężej niż być zawodnikiem.



To znaczy, że fajniej jest być zawodnikiem niż trenerem?

– To zupełnie inna praca. Stanowisko trenera to praca bardziej umysłowa, znacznie mniej fizyczna. Zawodnik z pewnością ma specyfikę pracy fizycznej. Przygotowanie fizyczne sportowca również leży w kwestii szkoleniowca. Gracze przygotowują się do treningu, przychodzą na trening, wykonują polecenia, wracają do domu. Można powiedzieć, że na tym kończy się ich praca. Natomiast trener po zajęciach musi usiąść, przemyśleć, przeanalizować trening. Czasami szkoleniowiec przeprowadza indywidualne rozmowy z zawodnikami. Dobry zawodnik to nie tylko ktoś, kto ma umiejętności, ale też osoba o silnej psychice. Teraz sport stał się bardziej kontaktowy, w sensie takim, że kiedyś od zawodnika się wymagało i tyle, natomiast teraz szuka się u niego słabszych stron. To jest duże pole do popisu dla psychologii. Fajnie jest mieć zaplecze w tej kwestii, bo w każdym sporcie jest to potrzebne.

Wspomniałeś o mentalności zawodników, o silnej psychice, tego chyba brakuje w ZAKSIE. W jaki sposób próbujecie rozwiązać problem?

– Dużo rozmawiamy z graczami. Mamy w zespole kilku introwertyków, którzy nie pokazują na zewnątrz swoich uczuć. Często takie zachowanie jest źle interpretowane, negatywnie odbierane, nawet przez kibiców. Niestety, nie mamy w swoich szeregach dla przeciwieństwa ekstrawertyka, który swoim zachowaniem i wariactwem boiskowym pobudziłby zespół. Tacy zawodnicy są potrzebni. Michał Kubiak, Zbyszek Bartman czy Krzysiu Ignaczak to gracze, którzy potrafią pobudzić całą drużynę, bez względu na wynik znajdujący się na tablicy świetlnej.

ZAKSA myśli o współpracy z psychologiem?

– W poprzednim roku współpracowaliśmy z taką osobą. W tym sezonie najprawdopodobniej również dojdzie do takiej współpracy. Jedno spotkanie się już odbyło, teraz odbędzie się kolejne z inną osobą. Później zdecydujemy, z kim będziemy współpracować i czy taka współpraca jest nam w ogóle potrzebna. Według mnie zespołowi jest potrzebna taka osoba. Na przykładzie reprezentacji widać, iż przynosi to efekty.

Jak się patrzy na grę ZAKSY, to brakuje w waszej ekipie „energetycznego” zawodnika. Myślisz, że ktoś taki jest w twoim zespole, czy zamierzacie kogoś takiego zwerbować do drużyny?

– W moim zespole rzeczywiście brakuje kogoś takiego na boisku. Paweł Zatorski jest „energetycznym” zawodnikiem. Ale libero jest odpowiedzialny za defensywną grę, a ciężko jest okazywać radość, gdy nie zdobywa się punktów bezpośrednio. Jurij Gladyr wpisuję się w model emocjonalnego zawodnika. Wojtek Kaźmierczak, którego ściągnęliśmy, potrafi być siatkarzem pokazującym radość z tego, co robi na boisku.

Wracając do Gladyra, mam wrażenie, że w poprzednich sezonach Jurij potrafił pozytywnie nakręcić zespół, natomiast teraz jest jakby mniej emocjonalny na boisku.

– W tym jest wina całego zespołu. Mówi się: jak wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. Znacząca część zespołu to gracze spokojni. Mają oni bardzo duży wpływ na zawodników, którzy dotychczas byli otwarci.

Michał Chadała został drugim trenerem, jak ci się z nim układa współpraca?

– Bardzo dobrze mi się współpracuje z Michałem. Nie będę porównywał go z Oskarem, bo są to dwie różne osoby. Chadała ma większe doświadczenie w prowadzeniu zespołu. Był cztery lata trenerem ZAKSY grającej w Młodej Lidze, był też czynnym zawodnikiem. Grał w różnych klubach oraz w reprezentacji. Kaczmarczyk to bardziej taktyk, teoretyk, umysł analityczny, który miał inne spojrzenie na grę i trening.

Wrócę jeszcze do starych czasów. Jak grałeś razem z Michałem w Mostostalu, to było widać w drużynie tak zwaną chemię. Byli w niej ludzie, którzy chcieli spędzać czas ze sobą zarówno na boisku, jak i poza nim. Obecnie jak się patrzy na siatkówkę, to bardzo rzadko widać kolektyw. Nie sądzisz, że to jest klucz do tego, aby odnieść sukces?

– Kiedyś była zupełnie inna epoka. Za moich czasów ciężko było w drużynie znaleźć kogoś, kto ma żonę, dzieci. Teraz jest może dwóch chłopaków, którzy nie mają rodziny. Trudno oczekiwać od graczy, aby rzucili wszystko i spędzali czas tylko ze sobą. Ciężko trenujemy, nie ma czasu na zorganizowane wyjścia. Każdy chce wrócić do domu, odpocząć i spędzić czas z rodziną. Grania jest dużo więcej niż wcześniej, więcej czasu spędzamy na treningach i wyjazdach, rozgrywamy też więcej meczów. Druga ważna rzecz jest taka, że my wychowaliśmy się na spotkaniach. Teraz są telefony, smartfony, ipady, komputery. Jest sobie jak czas zorganizować. Sam się czasami łapię na tym, że nie chce mi się przejść z pokoju do pokoju, tylko wysyłam smsa lub dzwonię. To jest najlepszy przykład tego, jak czasy się zmieniły.

Gracie w systemie środa-sobota, brakuje wam czasu na normalne treningi?

– Oczywiście, że brakuje, ale każdy z zespołów ma podobny problem. Jeżeli ma się szeroki skład, istnieje możliwość rotowania nim. Niestety, w Kędzierzynie-Koźlu mamy ograniczone pole manewru. Jesteśmy również ograniczeni ilością zagranicznych zawodników na boisku. Udało nam się ściągnąć polskiego środkowego zamiast Marcina Możdżonka. To też długa historia, kto inny miał być, kto inny jest. Ze względu na limit obcokrajowców musimy dmuchać na zimne, aby spokojnie trenować i przygotowywać się do kolejnych spotkań. Treningów brakuje. Dlatego należy każdy wolny moment wykorzystać jak najlepiej. W środę graliśmy mecz, w czwartek wieczorem mieliśmy trening, w piątek – dwa. Sobotę postanowiłem zrobić wolną, bo część chłopaków odwiedzała groby swoich bliskich. W niedzielę i poniedziałek również mamy po dwa treningi. Staramy się jak najlepiej wykorzystać czas.

Myślicie o kupnie zawodnika na pozycję przyjmującego?

– Tak, rozważamy taką możliwość. Komentarze po meczu z drużyną z Rzeszowa nie pomogły, oddaliły nas od podpisania kontraktu. Wszyscy wiemy, o kogo chodzi. Często komentarze kibiców przeszkadzają nam w finalizowaniu kontraktów. Oczywiście każdy ma prawo swoje zdanie wyrazić i nikt mu tego nie zabroni. Wracając do pytania, sondujemy rynek, prowadzimy kilka rozmów. Co z tego wyjdzie, czas pokaże.

Wiadomo już, kiedy Michał Ruciak będzie do waszej pełnej dyspozycji?

– W piątek Michał jedzie na kontrolę, mam nadzieję, że to będzie ostatnia wizyta. Po cichu liczę, że we wtorkowym meczu będę mógł wprowadzić Ruciaka na boisko. Oczywiście to będą wejścia do drugiej linii, żeby wspomógł nam obronę.

Mecz z drużyną z Będzina ZAKSA wygrała. Dużo się mówiło o tym, iż potrzebujecie wygranej, aby się przełamać mentalnie.

– Wszystko zweryfikują następne spotkania. Z pewnością zwycięstwo było nam bardzo potrzebne. Chociażby dlatego, aby odbudować się mentalnie. Wprowadzaliśmy w tym meczu wszystkich zawodników po to, aby każdy z nich poczuł boisko i aby dołożył cegiełkę do wygranej.

Było to pierwsze zwycięstwo od dłuższego czasu, co było kluczem do wygranej?

– Patrząc na zagrywkę, uważam, że nie była ona rewelacyjna. Popełniliśmy kilka błędów w tym elemencie, które nie powinny nam się zdarzyć. Myślę, że najważniejszą rzeczą była ilość popełnionych błędów. Kontrolowaliśmy grę rywala, czekaliśmy na jego zagrania. Istotne było to, że w ostatnim secie wygraliśmy 25:16 i nie popełniliśmy żadnego błędu na zagrywce, dotknięcia siatki czy ataku w aut. Od trzech lat, gdy analizuję statystyki, nie przypominam sobie, abyśmy rozegrali seta bez popełnienia błędu.

Przed wami Puchar CEV, pierwszym przeciwnikiem jest Tiikerit Kokkola, to chyba mało znany rywal?

– Kamil Sołoducha jest odpowiedzialny za całą bazę, jeżeli chodzi o reprezentację i cała ligę fińską. Ma dostęp do serwerów, więc mamy dojście do wszystkich meczów, które rozegrał ten zespół w lidze. Nie powinniśmy się jego obawiać. Grają w nim co prawda reprezentanci kraju, ale reszta zespołu to mało znani zawodnicy. ZAKSA, chcąc wygrywać, powinna przede wszystkim patrzyć na swoją grę oraz nie lekceważyć przeciwnika.

Przed wami mecz z zespołem z Olsztyna, który jest niżej w tabeli niż ZAKSA.

– Tabela to tylko punkty, należy też spojrzeć na to, z kim dane zespoły grały i jak się prezentują. Jest to dla nas niewygodny rywal. W poprzednim sezonie przegraliśmy mecz na wyjeździe 2:3, dwa lata temu również. AZS Olsztyn to przeciwnik, który nam nie leży.

Kolejnym rywalem będzie Politechnika Warszawska, Jakub Bednaruk ma rękę do młodych zawodników. Przeciwnik jest groźny?

– Drużyna z Warszawy co roku się zmienia. Kuba ma w tym nieszczęściu tyle szczęścia, że dostaje zawsze zawodników młodych i zdolnych i potrafi to tak ułożyć, że jego drużyna gra dobrą siatkówkę. Sam powiedział, że w tym sezonie może przegrać wszystkie mecze i nic się nie stanie, bo ma w zespole prawie samych juniorów. Jak widać juniorzy potrafią grać w siatkówkę. Politechnika Warszawska charakteryzuje się poukładaną, mądrą grą, ale nacechowaną młodzieńczą fantazją. Potrafi zagrać bardzo dobre spotkanie, by za trzy dni zagrać słaby mecz, ale to ma do siebie młodość. Myślę, że ten zespół zaskoczy nas jeszcze w tym sezonie.

Słabsza gra ZAKSY jest spowodowana sytuacją, która dzieje się wokół klubu?

– Jak budowaliśmy zespół, to miał on zupełnie inaczej wyglądać, niż wygląda w chwili obecnej. Doszły nam problemy z limitem obcokrajowców. Jesteśmy zawodowcami, bierzemy za to pieniądze i to, co się dzieje wokół nas, nie może nam przeszkadzać w dobrej grze.

Kędzierzyn-Koźle to miejsce, w którym zostaniesz na dłużej?

– Świetnie się czuję w tym mieście. Dwa aspekty przemawiają za tym, abym tu został. Pierwszym jest rodzina, znajomi i przyjaciele. Poza tym przysłowie mówi, że twój dom tam, gdzie praca twoja. Mam pracę w Kędzierzynie-Koźlu, dzieci chodzą tu do szkoły. Jesteśmy szczęśliwi, że możemy tu mieszkać.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-11-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved