Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Lucas Loh: Dajcie mi jeszcze trochę czasu

Lucas Loh: Dajcie mi jeszcze trochę czasu

fot. Mateusz Siwiec

- Kibice myślą, że skoro ktoś jest Canarinho to jest niesamowitym siatkarzem z natury. Okres adaptacji w nowym miejscu przechodzę pierwszy raz i jak widać u mnie nie jest to takie szybkie, jak u innych - powiedział Strefie Siatkówki przyjmujący ZAKSY, Lucas Loh.

W Kędzierzynie-Koźlu wszyscy odetchnęli z ulgą, bo ZAKSA wreszcie się przełamała i wygrała ligowe spotkanie. Czujesz się choć trochę podbudowany wiktorią nad zespołem z Będzina?

Lucas Loh: – Ta wygrana była nam bardzo potrzebna, by wejść na odpowiednie tory. To był pierwszy krok ku temu, by się zrestartować, wyczyścić nasze głowy i odzyskać taką sportową pewność siebie. Mieliśmy ciężki czas, bo mierzyliśmy się już z wszystkimi topowymi zespołami w Polsce. Nie byliśmy jeszcze na to gotowi i stąd nasze złe wyniki. Teraz musimy jeszcze bardziej się sprężyć i zacząć budować serię zwycięstw.

W spotkaniu z Banimexem, oprócz korzystnego wyniku, w oczy rzuciła się wasza bardzo dobra gra blokiem. Tym elementem wyraźnie ustawiliście sobie rywala.



– Tak, to był bardzo ważny element w tym spotkaniu. Środkowi dobrze odczytywali intencje rozgrywającego i ułatwiali zadanie obrońcom. Przede wszystkim popełniliśmy w tym meczu mało błędów, szczególnie w defensywie. Dobrze nam szło w zagrywce i to też w dużym stopniu ułatwiło nam koordynację bloku i obrony. Kluczowa była więc mocna zagrywka, a udana gra na siatce i w obronie była już tego konsekwencją.

W najbliższym czasie czeka was seria spotkań ligowych i pucharowych u siebie. Przy takim natłoku meczów dłuższy pobyt w jednym miejscu i brak konieczności podróżowania to duży plus?

– Oczywiście, że tak. To dla nas dobra informacja i bardzo się z tego cieszymy, bo będziemy mieć po prostu więcej czasu na normalny, regularny trening. Póki co nie wybiegamy jednak zbyt daleko w przyszłość i koncentrujemy się na meczu z zespołem z Finlandii, który jest naszym rywalem w pierwszej rundzie Pucharu CEV. Będziemy szli krok po kroku bez oglądania się na to, co czeka nas za miesiąc.

W takim razie co już wiesz o kolejnym rywalu – Tiikerit Kokkola?

– Aktualnie jeszcze nic (uśmiech). Do tej pory koncentrowaliśmy się wyłącznie na zespole z Będzina i szczerze mówiąc, nawet sam nie szukałem jeszcze informacji o Tiikericie. Na pewno szybko to nadrobimy i za niedługo o tej ekipie będę wiedział dużo więcej. Trenerzy na pewno zgromadzili już jakąś solidną bazę danych.

Czy ZAKSĘ stać w tym sezonie na zdobycie medalu PlusLigi bądź triumf w Pucharze CEV?

– Teraz ciężko jest odpowiedzieć w jakikolwiek sposób na to pytanie. Początek sezonu ułożył się dla nas tak, a nie inaczej i póki co musieliśmy trochę zmienić nasze cele na najbliższy czas. Nie myślimy teraz o triumfach, medalach, pucharach i tym podobnych rzeczach, a o kolejnym meczu, który musimy wygrać. Chyba do samego końca sezonu będzie to u nas wyglądało w ten sposób – będziemy myśleć o najbliższej przyszłości, o tym, co wydarzy się jutro, a nie o tym, co będzie w marcu czy kwietniu.

Twój start w zespole ZAKSY był więcej niż przyzwoity, bo w meczu o Superpuchar Polski pokazałeś się z dobrej strony. Później było już gorzej i miałeś na parkiecie spore kłopoty. Wiesz w czym tkwi problem?

– Nie wydaje mi się, żeby moje kłopoty były natury technicznej czy fizycznej i jestem przekonany, że to wszystko rozgrywa się w głowie. Po raz pierwszy w swojej karierze przechodzę okres adaptacji, przystosowania się do nowego kraju, kultury, ligi, mentalności ludzi dookoła. Jak widać potrzebuję jeszcze trochę czasu, bo ten proces u mnie nie postępuje tak błyskawicznie, jak u innych siatkarzy. Wreszcie udało nam się przełamać złą passę, wygraliśmy mecz z Banimexem i nasze morale poszło w górę. Muszę solidnie pracować na treningach i efekty powinny być widoczne już za niedługo. Dobra gra i dobra dyspozycja pojawią się w naturalny sposób, tylko musicie dać mi jeszcze trochę czasu.

Co prawda w Polsce jesteś stosunkowo krótko, ale już trochę zdążyłeś poznać nasz Volleyland. Jakie wrażenie wywarł na tobie ten kraj?

– Póki co największym minusem jest chyba temperatura na zewnątrz i to od razu zauważyłem, a raczej poczułem (śmiech). Wszyscy ludzie, których codziennie spotykam, są dla mnie mili i przyjaźnie nastawieni. Mogę powiedzieć, że miasto Kędzierzyn-Koźle przyjęło mnie świetnie. Jeśli chodzi o wykonywanie mojej pracy, to klub zapewnia mi wszystko, co jest mi niezbędne i nie muszę się martwić o jakieś podstawowe sprawy. Organizacja stoi na wysokim poziomie, więc jeśli o mnie chodzi, to mogę się w stu procentach skupić na trenowaniu.

W zeszłym sezonie Dick Kooy został okrzyknięty następcą Felipe Fontelesa, w tym sezonie to miano przeszło na ciebie. Jak ci się żyje i gra z tą myślą?

– Lipe podniósł poprzeczkę bardzo wysoko i na mnie ciąży teraz duża odpowiedzialność. W sumie to nie wiem, czy mu za to dziękować, czy go znienawidzić (śmiech). Mówiąc bardziej poważnie – w wielu zespołach kibice traktują siatkarzy z Brazylii inaczej niż wszystkich innych zawodników. Oczekuje się od nich dużo więcej niż od każdego innego obcokrajowca, myśląc, że skoro ktoś jest Canarinho to jest niesamowitym siatkarzem z natury. Wydaje mi się, że po części już nauczyliśmy się z tym żyć, choć nie ukrywam, że to trudne. Postaram się grać najlepiej, jak potrafię, by kibice równie dobrze wspominali także mnie.

Rozmawiając ze znajomymi z Brazylii, słyszałem, iż często powstają tam zespoły, które przez kilka lat grają na wysokim poziomie, po czym po wycofaniu się sponsora znikają z siatkarskiej mapy, a w ich miejsce powstaje nowy team w innej części kraju. W czym tkwi problem takiego braku stabilizacji i utrzymania tradycji siatkarskich w konkretnych miastach?

– W ostatnich latach taka sytuacja przytrafiła się dwóm klubom z Rio de Janeiro. Tam winowajcą okazał się być sponsor, który na początku włożył w klub ogromne pieniądze, a po dwóch sezonach przestał wspierać zespół, nie wywiązywał się ze swoich zobowiązań i tym samym spowodował odpływ, a nawet ucieczkę najlepszych siatkarzy do innych ekip w Brazylii czy Europie. To jest ta ciemniejsza strona brazylijskiej siatkówki, ale są też i jej jasne punkty. W moim kraju od lat istnieją takie zespoły jak Sada Cruzeiro, Minas Tenis Clube czy Sesi-SP, które grają raz lepiej, raz gorzej, ale cały czas są stabilne finansowo i mają miejsce na siatkarskiej mapie kraju. To fakt, że pojawiają się sponsorzy i po kilku latach odchodzą i kluby mają problemy, ale trzeba podkreślić, że mamy ośrodki, które działają cały czas na tak samo wysokim poziomie. Współczuję na przykład zespołowi RJX, który miał w poprzednim sezonie poważne tarapaty i chciałbym, by takie sytuacje już się nie powtarzały.

Czy to właśnie te kłopoty brazylijskich zespołów zmusiły kilku graczy jak np. Renana Buiatti, Mario czy ciebie do zmiany otoczenia i wyjazdu za granicę?

– Wydaje mi się, że część siatkarzy wyjechała z Brazylii właśnie z tego powodu, ale na pewno nie wszyscy. Nie znam powodów, dla których klub zmienił na przykład Mario, ale pewnie prawda jest gdzieś w środku i wybierał on między kwestiami finansowymi, jakością i poziomem rozgrywek oraz możliwością sprawdzenia siebie w innym miejscu. Jeśli chodzi o mnie, to mogę powiedzieć szczerze, że dostałem korzystną ofertę od Minas i od innych zespołów z Brazylii, ale sam zdecydowałem, że chcę spróbować swoich sił poza granicami kraju. Nie żałuję swojej decyzji.

Na mistrzostwach świata Bernardinho mówił polskim dziennikarzom, że miał ogromny problem z wyborem czternastki na mundial. Jedną z najtrudniejszych decyzji był dla niego wybór między tobą a Mauricio Borgesem. Była miedzy wami aż tak zacięta rywalizacja?

– Przede wszystkim w zespole panowała zdrowa atmosfera i zdrowa rywalizacja. Cała grupa siatkarzy była niezwykle mocna i ciężko było skreślić kogokolwiek. Byliśmy jak wielka rodzina, w której każdy się rozumie i dogaduje, nikt nie miał problemu z codzienną rywalizacją podczas zajęć treningowych. Wiem, że dla Bernardo to była trudna decyzja, ale musiał ją podjąć. Ja robiłem wszystko, co w mojej mocy, by znaleźć się w składzie na ten turniej. Dziękuję trenerowi za szansę w Lidze Światowej, bo to też było dla mnie ogromne doświadczenie. Niestety dla mnie, mundial mogłem oglądać tylko w telewizji, a nie ukrywam, że udział w takiej imprezie jest dla mnie jednym z największych marzeń. To jest mój cel, by w tym roku znaleźć się w kadrze i zawalczyć o miejsce w składzie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-11-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved