Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Bełchatowianie stracili punkt, Effector z pierwszą wygraną

PlusLiga: Bełchatowianie stracili punkt, Effector z pierwszą wygraną

fot. archiwum

Dramatyczny mecz w Olsztynie, strata pierwszego punktu przez bełchatowian oraz pierwsze zwycięstwo Effectora Kielce to warte odnotowania wydarzenia siódmej kolejki PlusLigi. Kolejność w tabeli pozostała bez zmian, nadal liderem jest Skra Bełchatów.

Bydgoszczanie kontynuują swoją dobrą passę. W siódmej kolejce rozgrywek PlusLigi pokonali 3:1 BBTS Bielsko-Biała, a co ważniejsze – dokonali tego na własnym terenie, odczarowując tym samym Łuczniczkę. W dwóch bowiem wcześniej rozegranych tam meczach, z AZS-em Politechniką Warszawską oraz Treflem Gdańsk, przegrali, wszystkie swoje zwycięstwa odnosząc na wyjeździe. Tym razem jednak zespół z województwa kujawsko-pomorskiego był skuteczniejszy od rywala, z wyjątkiem drugiego seta. W zespole ciężar zdobywania punktów był równomiernie rozłożony – trzech zawodników miało co najmniej dwupunktowy dorobek – Jakub Jarosz i Konstantin Cupković uzbierali po 16 oczek, Steven Marshal dołożył ich 13. Przeciwna drużyna grała praktycznie bez atakującego, bo Jose Luis Gonzalez zapunktował tylko 9 razy przy marnej efektywności rzędu 36%. W bielskiej ekipie głównym dostarczycielem punktów był Wojciech Ferens – 21 oczek, 13 dołożył Wojciech Sobala. Bydgoszczanom wygrana z Bielskiem pozwoliła utrzymać czwartą lokatę w tabeli, BBTS spadł na jedenaste miejsce.

Transfer Bydgoszcz – BBTS Bielsko-Biała 3:1
(25:17, 18:25, 25:17, 25:19)

Zawodnicy i kibice Effectora Kielce wreszcie mają powody do zadowolenia, bo w środę kielczanom udało się opuścić przynoszący wątpliwy zaszczyt klub drużyn bez zwycięstwa na koncie. Już początek meczu zwiastował, że to spotkanie może być dla gospodarzy powtórką ze spotkania z BBTS-em, zakończonego również tie-breakiem, ale jednak przegranym. Tym razem gospodarze wyciągnęli naukę z poprzedniego spotkania i po doprowadzeniu do tie-breaka, już nie pozwolili go wypuścić z rąk. Warto podkreślić znakomitą dyspozycję Mateusza Bieńka, który w tym spotkaniu zdobył 13 punktów, z czego 4 blokiem i 2 zagrywką, i został nagrodzony statuetką MVP. Młody środkowy już od początku sezonu zresztą prezentuje się bardzo dobrze, będąc jednym z jaśniejszym punktów drużyny. Dobre zawody zagrał też Bartosz Krzysiek – atakujący kielczan zapisał na koncie 21 oczek, kończąc 56% ataków i wygląda na to, że powoli wraca do formy sprzed kontuzji. – Wielka radość i spora ulga. Bo nie ma co ukrywać, że bardzo długo czekaliśmy na to zwycięstwo. W historii naszego klubu nie czekaliśmy tak długo – przyznał na łamach portalu sport.pl Dariusz Daszkiewicz, trener Effectora. Nic dodać, nic ująć.



Effector Kielce – Cuprum Lubin 3:2
(25:22, 13:25, 21:25, 25:20, 16:14)

AZS Olsztyn nadal dzierży tegoroczny rekord najniżej przegranego seta w meczu, nie licząc tie-breaków oczywiście, mało tego, swój własny rekord sprzed pięciu kolejek olsztynianie zdołali w środę poprawić. W drugim secie spotkania z Jastrzębskim Węglem zdobyli bowiem zaledwie… 7 oczek. Tak wysoka wygrana w secie i prowadzenie 2:0 w całym meczu najwyraźniej uśpiło jastrzębian, którzy pozwolili rywalom się rozhulać i wygrać dwie kolejne odsłony meczu. Goście ze Śląska nie przejęli się trzema niewykorzystanymi meczbolami w czwartej partii i piątą już zapisali na swoje konto. W tym spotkaniu Michał Łasko nie błyszczał już tak, jak w meczu z ZAKSĄ. Atakujący zdobył wprawdzie 16 oczek, ale na punkty zamienił tylko 37% ataków. Najlepiej punktującym zawodnikiem spotkania okazał się Zbigniew Bartman z dorobkiem 24 oczek, niewiele mniej zdobył Paweł Adamajtis – 23. – Moim zdaniem zagraliśmy całkiem fajny mecz. Oczywiście szkoda tego straconego punktu, ale należy cieszyć się z tego co jest, z tego co mamy, bo w pewnym momencie naprawdę wróciliśmy z bardzo dalekiej podróży – podsumował Miłosz Zniszczoł, środkowy akademików.

Indykpol AZS Olsztyn – Jastrzębski Węgiel 2:3
(24:26, 7:25, 27:25, 30:28, 11:15)

Swoją zwycięską serię kontynuuje Lotos Trefl Gdańsk, który tym razem pokonał 3:1 AZS Częstochowa. Wygrana gdańszczanom nie przyszła bez problemów, bo po przegraniu pierwszej partii, w drugiej musieli walczyć do końca seta o dobry wynik, w czwartej odsłonie też nie obyło się bez emocji. Na przestrzeni całego spotkania goście popełnili jednak znacznie mniej błędów, a Marco Falaschi umiejętnie rozdzielał piłki swoim kolegom. Murphy Troy był najlepiej punktującym zawodnikiem z dorobkiem 20 oczek, po 17 zdobyli Mateusz Mika oraz Sebastian Schwarz. W drużynie z Częstochowy 16 oczkami na koncie mógł pochwalić się Michał Kaczyński.Ciężko stwierdzić, co zadecydowało o zwycięstwie, bo ten mecz był bardzo dziwny i trudny. Spotkanie było ciężkie, chociaż patrząc na wyniki, na to nie wygląda. Wpływ na rezultat miało doświadczenie, bo w najtrudniejszych momentach, gdy wynik był na styku, nie popełnialiśmy prostych błędów i gra szła tak, jak chcieliśmy – podsumował spotkanie Krzysztof Wierzbowski, przyjmujący gdańszczan. Jego zespół utrzymał trzecią pozycję w tabeli.

AZS Częstochowa – Lotos Trefl Gdańsk 1:3
(25:23, 21:25, 19:25, 21:25)

Akademicy z Warszawy zapowiadali walkę w meczu z Resovią Rzeszów i przez moment faktycznie powalczyli, bo w pierwszym secie w pewnej chwili prowadzili nawet 7:3. Ale rzeszowianie dosyć szybko przejęli kontrolę nad przebiegiem meczu i pewnie wygrali w trzech setach. W wyjściowej szóstce Asseco ponownie mecz rozpoczął Marko Ivović i ponownie zaprezentował się z bardzo dobrej strony, zdobywając 15 punktów przy 60% skuteczności w ataku. Jochen Schoeps dołożył 19 oczek, równie skutecznie prezentując się w ofensywie. Andrzej Kowal zresztą na przestrzeni całego meczu dał pograć niemalże wszystkim zawodnikom, jeszcze raz pokazując jak ogromnym bogactwem dysponuje, także na ławce rezerwowych. Dla zespołu z Podkarpacia było to siódme zwycięstwo z rzędu i nadal zachowali pozycję wicelidera. Warszawianie po raz drugi z rzędu zeszli z boiska bez punktu i spadli w tabeli na siódme miejsce.

AZS Politechnika Warszawska – Asseco Resovia Rzeszów 0:3
(18:25, 17:25, 19:25)

W pojedynku ZAKSY z Banimexem Będzin wiadomo było, że jedna z drużyn się wreszcie przełamie i zakończy pasmo porażek. Sztuka ta udała się kędzierzynianom, którzy po sześciu kolejnych przegranych (wliczając w to Superpuchar Polski), wreszcie triumfowali, i to bez straty seta. Najwięcej walki było jeszcze w pierwszej partii, ale jak ZAKSIE udało się premierową odsłonę meczu wygrać, to w następnych zdecydowanie już triumfowała. Przewaga gospodarzy we wszystkich statystykach nie podlegała dyskusji. Dobre spotkanie rozegrał Dick Kooy, który zapisał 12 oczek na koncie przy 56% skuteczności, w drużynie przeciwnej tyle samo punktów miał Miłosz Hebda, ale przy znacznie gorszej efektywności (39%). – W tym meczu walczyliśmy, chcieliśmy odbudować nasze morale i udało się. Myślę, że to będzie początek dobrej drogi w lidze – cieszył się po wygranej Krzysztof Rejno, środkowy ekipy z Opolszczyzny. Podopieczni Sebastiana Świderskiego mają faktycznie z czego się cieszyć, gorsze humory na pewno mają będzinianie, którzy nadal pozostają bez zwycięstwa w tym sezonie.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – MKS Banimex Będzin 3:0
(25:22, 25:15, 25:16)

Powoli staje się małą tradycją, że bełchatowianom nie gra się dobrze w Radomiu. W zeszłym roku przegrali tam 1:3, w tym wprawdzie wygrali, ale stracili swój pierwszy punkt w sezonie. A mogli tych punktów stracić jeszcze więcej, bo radomianie prowadzili już 2:1 w meczu. Jednak w czwartej partii dobra gra bełchatowian, zwłaszcza Nicolasa Marechala, pozwoliła im wyrównać stan meczu, a potem sięgnąć po zwycięstwo w całym spotkaniu. Oprócz wspomnianego Marechala, autora 18 punktów, w drużynie Skry dobrze zaprezentowali się także Facundo Conte (18 oczek) oraz obaj środkowi, Andrzej Wrona i Karol Kłos. W szeregach Czarnych liderem był Bartłomiej Bołądź, który zapunktował aż 25 razy przy skuteczności w ataku rzędu 54%. Pomimo straty pierwszego punktu, bełchatowianie utrzymali fotel lidera, ale od drugiej w tabeli Resovi lepsi są tylko dzięki korzystniejszemu stosunkowi setów.

Cerrad Czarni Radom – PGE Skra Bełchatów 2:3
(17:25, 25:23, 25:22, 18:25, 9:15)

Zobacz również:
Wyniki 7. kolejki spotkań oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-10-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved