Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Po 6. kolejkach nadal trzy drużyny niepokonane

PlusLiga: Po 6. kolejkach nadal trzy drużyny niepokonane

fot. archiwum

Po 6. kolejkach sytuacja w czołówce tabeli nie zmieniła się - króluje Skra, która obok Resovi i Trefla jest jedną z trzech drużyn bez porażki na koncie. Bez wygranych zaś nadal pozostają MKS Banimex Będzin i Effector, chociaż kielczanie w niedzielę blisko byli wygranej.

Siatkarze AZS-u Politechniki Warszawskiej jechali do Bełchatowa z nadzieją na powalczenie z faworytem, a może i sprawienie małej sensacji. Okoliczności im sprzyjały, bo w spotkaniu nie zagrali ani Mariusz Wlazły, który dostał parę dni wolnego, ani Michał Winiarski. Jednak mimo nieobecności swoich dwóch kluczowych zawodników, bełchatowianie pokonali warszawian bez większych problemów 3:0. Widać było, że młodych akademików na początku spotkania sparaliżowała nieco trema, ale już w drugim secie powalczyli z utytułowanym rywalem i mieli nawet piłkę setową w górze. Nie wykorzystali jej jednak, a ze Skrą jest tak, że jak się pierwszej okazji na wygraną nie wykorzystuje, drugiej na ogół się nie dostaje. Pod nieobecność Mariusza Wlazłego głównym zdobywcą punktów w ekipie z Bełchatowa był Facundo Conte z dorobkiem 14 oczek, po drugi stronie siatki najwięcej punktował Michał Filip – 11 razy. – Na pewno cieszymy się, że podjęliśmy walkę i nie spuściliśmy głów – powiedział po meczu Piotr Lipiński, kapitan akademików. Dla warszawian to był pierwszy mecz w sezonie, w którym nie zdobyli nawet punktu do ligowej tabeli, dla Skry zaś to było szóste zwycięstwo z rzędu i z kompletem punktów podopieczni Miguela Falaski pozostają liderem.

PGE Skra Bełchatów – AZS Politechnika Warszawska 3:0
(25:17, 26:24, 25:16)

Resovia pozostaje kolejnym obok Skry zespołem, który w tym sezonie nie zaznał jeszcze smaku porażki. W miniony weekend rzeszowianie podejmowali na Podpromiu AZS Olsztyn i okazali się bardzo mało gościnni. Nie pozwolili przyjezdnej drużynie na wygranie chociażby seta, mimo że akademicy mieli w trzeciej partii na to szanse. Pozostałe dwa sety przebiegały pod dyktando Resovii. W tym meczu mieli okazję zaprezentować się rzadziej występujący resoviacy – od początku w wyjściowej szóstce pojawili się Paul Lotman, Jochen Schoeps, Dawid Dryja czy Marko Ivović. I to właśnie ostatni z wymienionych zawodników rozegrał w sobotę wyśmienite zawody, kończąc 62% piłek i zdobywając w sumie 19 punktów, za co słusznie został nagrodzony statuetką MVP. I to w skuteczności na siatce była chyba największa różnica między oboma zespołami – o ile miejscowi kończyli 59% ataków i zdobyli w ten sposób 49 punktów, o tyle akademicy kończyli zaledwie 38% i w ataku zapunktowali ledwie 33 razy. Olsztynianie po sześciu kolejkach nie poprawili swojego bilansu i nadal mają tylko jedną wygraną na koncie.



Asseco Resovia Rzeszów – Indykpol AZS Olsztyn 3:0
(25:20, 25:16, 29:27)

Nie chcielibyśmy co tydzień się powtarzać, ale fakty są takie, że kryzys ZAKSY trwa. Kędzierzynianie w sobotę na wyjeździe grali z Jastrzębskim Węglem i przez moment wydawało się, że może tę złą passę uda im się przełamać. W pierwszym secie wspomnianej rywalizacji zagrali niezłą siatkówkę i w rezultacie po 23 minutach gry prowadzili 1:0 w meczu. Ale tej dobrej gry wystarczyło na półtora seta. Potem jastrzębianie potrafili robić użytek z trudnej zagrywki, tu zwłaszcza wyróżnił się Michał Łasko, który w tym elemencie zapunktował aż 5 razy, czyli więcej niż wszyscy kędzierzynianie razem wzięci. Zresztą jego postawa w innych elementach walnie przyczyniła się do tego, że to podopieczni Roberto Piazzy zakończyli tę konfrontację zwycięstwem – Łasko w całym spotkaniu zdobył aż 29 punktów, z czego 21 atakiem, notując przy tym 53% skuteczności. – Zabrakło nam przede wszystkim cierpliwości. Do połowy seta prowadziliśmy grę jak równy z równym, ale niestety nie potrafiliśmy rozstrzygnąć go po naszej myśli – analizował przyczyny porażki Sebastian Świderski, trener zespołu z Opolszczyzny. Wygrana za trzy punkty wywindowała zespół ze Śląska na piąte miejsce w tabeli, kędzierzynianie spadli zaś na 11. lokatę, notując przy tym najgorszy start w rozgrywkach od wielu sezonów.

Jastrzębski Węgiel – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:1
(19:25, 25:18, 25:16, 25:18)

Po nieudanym meczu w Warszawie lubinianie na własnym parkiecie na pewno chcieli poprawić sobie humory. Przeciwnik wydawał się do tego idealny – wprawdzie Czarni Radom w zeszłym sezonie byli objawieniem ligi, w tym jednak, pomimo wzmocnień, jak na razie zawodzą. W meczu z zespołem z Dolnego Śląska podopieczni Roberta Prygla mieli swoje szanse – prowadzili zarówno w pierwszym, jak i w drugim secie, ale w końcówkach partii pozwalali się przegonić rywalowi. W rezultacie Cuprum wygrał 3:1, a sporą cegiełkę do tego dołożył Dmytro Paszycki. Rzadko się zdarza, by środkowy był jednym z najlepiej punktujących zawodników meczu – Ukrainiec zdobył 20 punktów, tyle, co Marcel Gromadowski, ale skończył 73% ataków i w dodatku popisał się 8 skutecznymi blokami. Tym samym udowadnia, że sprowadzenie go do klubu z południa Polski było bardzo dobrym posunięciem. – To chyba mój najlepszy mecz, nie tylko w Cuprum, ale w ogóle w życiu. Wiedzieliśmy, że rywal jest silny i będzie ciężko z nim wygrać. Ale udało się, dzięki naszym umiejętnościom i odrobinie szczęścia. Jestem bardzo szczęśliwy – cieszył się po meczu Paszycki. Dla jego zespołu była to już trzecia wygrana na koncie, taki sam bilans mają radomianie, którzy mimo to nadal wyprzedzają swojego rywala o jedno oczko w ligowej tabeli.

Cuprum Lubin – Cerrad Czarni Radom 3:1
(25:22, 25:22, 21:25, 25:21)

Kiedyś przy okazji podsumowania jednej z tegorocznych kolejek PlusLigi pisaliśmy tu o ciężkim losie beniaminków. Jak widać, powyższe nie dotyczy już zespołu z Lubina, ale nadal jak najbardziej opisuje sytuację Banimexu Będzin. MKS przegrał kolejne spotkanie, ulegając w trzech setach Treflowi Gdańsk. Podopieczni Damiana Dacewicza po dosyć gładkim przegraniu pierwszej partii, w dwóch pozostałych walczyli i losy tych setów rozstrzygały się w końcówkach. Niemniej jednak zawsze o te dwie piłki lepsi okazywali się gdańszczanie. Nie do zatrzymania w drużynie z Pomorza byli Mateusz Mika i Murphy Troy, zdobywcy odpowiednio 16 i 15 punktów, którzy kończyli połowę ataków. W drużynie z południa Polski najlepiej punktował Mikołaj Sarnecki – 18 oczek, ale to było za mało na dobrze dysponowanych gdańszczan. – Żadne zwycięstwo nie jest łatwe, a Banimex zagrał bardzo dobrze. Musieliśmy się pomęczyć, aby wygrać – przyznał po meczu Andrea Anastasi. Jego podopieczni jak na razie piszą nową historię klubu z Gdańska, seria sześciu zwycięstw jest wydarzeniem bez precedensu, bo nigdy Trefl tak dobrego otwarcia sezonu nie miał. Efektem jest wysokie, trzecie miejsce w tabeli.

Lotos Trefl Gdańsk – MKS Banimex Będzin 3:0
(25:20, 26:24, 25:23)

Nadal bez zwycięstwa na koncie pozostają siatkarze Effectora Kielce, ale niewiele brakowało, by w niedzielę mogli cieszyć się z pierwszej w tym sezonie wygranej. W Bielsku-Białej podopieczni Dariusza Daszkiewicza zaczęli spotkanie z animuszem, wygrywając pierwszą partię, ale w drugiej już nie poszli za ciosem, bo na boisku w drużynie przeciwnej pojawił się Jose Luis Gonzalez, który miał duży wkład w wygraną swojego zespołu. Kielczanom udało się jeszcze doprowadzić do tie-breaka, ale w nim pozwolili rozegrać się rywalom i przegrali decydującą partię. Na nic zdała się rekordowa liczba 20 bloków, jakie sprzedali miejscowym przyjezdni – tę przewagę zniwelowały punkty oddane po błędach i niższa skuteczność w ataku. Obydwa zespoły hojnie obdarowywały się zresztą punktowymi prezentami, oddając w sumie 66 oczek. To najlepiej świadczy o poziomie meczu. Nie jest też dziwne, że po meczu obie strony nie były zachwycone jego rozstrzygnięciem. – Z jednej strony cieszymy się z jednego punktu, ale po raz kolejny zwycięstwo wymknęło nam się z rąk – żałował Dariusz Daszkiewicz. – Nie ukrywam, że nie jestem zadowolony z punktów, bo już przed meczem powiedziałem, że interesują mnie tylko trzy punkty – nie ukrywał Piotr Gruszka, trener BBTS-u.

BBTS Bielsko-Biała – Effector Kielce 3:2
(21:25, 25:19, 25:22, 21:25, 15:11)

Częstochowianie na pewno liczyli w starciu z zespołem z Bydgoszczy na utrzymanie zwycięskiej passy. Jak pokazał wynik niedzielnego meczu, przeliczyli się, bowiem podopieczni Vitala Heynena dali się zaskoczyć tylko w pierwszym secie. W kolejnych zagrali już dobrze, sprawdziły się zwłaszcza rotacje w składzie robione przez belgijskiego szkoleniowca, i wygrali trzy kolejne odsłony. Zresztą jak można wygrać spotkanie, jeżeli w czterech setach popełnia się aż 35 błędów, dwa razy więcej niż rywal? – Bardzo możliwe, że ten dobry początek nas zmylił. Możliwe, że pomyśleliśmy, że już do końca tak nam pójdzie. Tutaj trzeba pogratulować drużynie z Bydgoszczy, bo zagrała bardzo równą siatkówkę, bez głupich błędów i wyszli zwycięsko z tego pojedynku – podsumował spotkanie Adrian Stańczak, libero akademików. Jego zespół spadł na dziewiąte miejsce, natomiast bydgoszczanom wygrana pozwoliła zagościć w czołowej czwórce.

AZS Częstochowa – Transfer Bydgoszcz 1:3
(25:17, 18:25, 16:25, 21:25)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-10-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved