Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: W 5. kolejce obyło się bez niespodzianek

PlusLiga: W 5. kolejce obyło się bez niespodzianek

fot. archiwum

W spotkaniach 5. kolejki zwyciężali faworyci. Smaku porażki nadal nie zaznały drużyny z Bełchatowa, Rzeszowa i Gdańska. Wciąż trwa czarna seria ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, a beniaminek z Będzina bez zmian spoczywa na końcu tabeli z zerem na koncie.

W najciekawszym spotkaniu ZAKSA Kędzierzyn-Koźle podejmowała na swoim boisku wicemistrza kraju Asseco Resovię Rzeszów. Mecz byłby z pewnością szlagierem na szycie, gdyby nie fakt, że drużyna z Opolszczyzny obecnie znajduje się w dołku i zajmuje dopiero 10. miejsce w ligowej tabeli. Chociaż wynik 0:3 może wskazywać na gładką porażkę podopiecznych Sebastiana Świderskiego, to jednak spotkanie obfitowało w walkę. We wszystkich trzech partiach toczyła się walka punkt za punkt, ZAKSA miała kilkupunktową przewagę (20:16 w I secie), jednak kropkę nad i w końcówkach setów stawiała Resovia. W ekipie rzeszowian kolejny raz świetne zawody rozegrał nasz reprezentacyjny przyjmujący Rafał Buszek, który otrzymał statuetkę MVP. Kędzierzynianom za to brakowało dynamiki i… Michała Ruciaka. Zawodnik leczy kontuzję i jak tlen potrzebny jest swojej drużynie, chociaż sam jeszcze nie jest do końca pewny, kiedy wróci na parkiet. Słaby występ zanotował Lucas Loh. Brazylijczyk w całym spotkaniu zdobył zaledwie 2 punkty i nie radził sobie w przyjęciu. Dobrze prezentował się Dick Kooy, skuteczne wejścia na zagrywkę zaliczył nowy rozgrywający Nimir Abel-Aziz, jednak w pojedynkę nie mogli oni za wiele zdziałać. – Póki co walczymy trochę ze sobą i walczymy z przeciwnikiem. Przyjdzie moment, w którym się przełamiemy i zdobędziemy punkty. Myślę, że nasza gra będzie wyglądać już tylko lepiej – optymistycznie patrzy w przyszłość nowy środkowy ZAKSY Wojciech Kaźmierczak, który zastąpił Marcina Możdżonka.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Asseco Resovia Rzeszów 0:3
(26:28, 23:25, 18:25)


W innym interesującym starciu 5. kolejki spotkań Transfer Bydgoszcz uległ u siebie ekipie Lotosu Trefla Gdańsk. Gospodarze spotkanie rozpoczęli z wysokiego C od prowadzenia 6:0 i pomimo pościgu gdańszczan wygrali tę partię do 22. Walka z końcówki pierwszej odsłony przeniosła się także na drugą partię, którą dopiero po grze na przewagi 32:30 udało się wygrać graczom Trefla. W trzeciej partii zawodnicy z Gdańska starali się wypracować i utrzymać kilkupunktową przewagę, co pozwoliło im objąć prowadzenie w meczu 2:1, by w czwartej partii, mimo wymian cios za cios w jej środkowej części, pewnie zmierzyć do wygranej za trzy punkty. Świetny występ zanotował atakujący Damian Schulz, który zdobywając 13 oczek, zgarnął statuetkę MVP. Po stronie bydgoszczan najwięcej punktów, po 14, zdobyli Jakub Jarosz i Konstantin Cupković. Świetnie prezentujący się w tym sezonie gdańszczanie pewnie kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa. Duży wpływ na tę postawę ma z pewnością osoba trenera Andrei Anastasiego albo, jak żartowali siatkarze w wywiadzie dla oficjalnej strony klubu, jedzone przez meczem tosty. Jedno jest pewne, Lotos Trefl Gdańsk jest groźnym przeciwnikiem, szczególnie w gromadzącej bardzo dużą liczbę kibiców Ergo Arenie.



Transfer Bydgoszcz – Lotos Trefl Gdańsk 1:3
(25:22, 30:32, 23:25, 21:25)


Siatkarze PGE Skry Bełchatów kontynuują zwycięską passę. Mistrzowie Polski zanotowali kolejną wygraną 3:0, tym razem z zespołem Indykpolu AZS-u Olsztyn i z dorobkiem 15 punktów oraz jednym tylko straconym setem przewodzą plusligowej stawce. Olsztynianie pomimo starań nie zdołali nawet przekroczyć magicznej granicy 20 punktów w żadnym z setów. Zdobywając 4 asy serwisowe, dobrze prezentował się w polu zagrywki środkowy Srećko Lisinac, swoje punkty dołożyli przyjmujący Wojciech Włodarczyk (10) i Nicolas Marechal (9), lecz jak zwykle brylował Mariusz Wlazły. Atakujący zdobył w sumie 12 oczek, w tym 5 z zagrywki i 2 blokiem. Jednak as mistrzów Polski otrzymał wreszcie wymarzony urlop, bowiem po zakończonym czempionacie globu bez odpoczynku powrócił na ligowy parkiet, co oznacza szansę gry dla młodego atakującego Macieja Muzaja. Młoda gwardia: Muzaj, Aleksa Brdjović i Piotr Badura pojawili się już w spotkaniu w Olsztynie i zanotowali dobry występ. Muzaj na wieść o zastąpieniu mistrza świata zareagował bez zbędnego stresu. – Jeśli dostał wolne, to nie ma innego wyjścia – żartował zawodnik. Swoją szansę docenia również młody środkowy Piotr Badura.Liczę, że w meczu z Politechniką Warszawską będę miał kolejną okazję do pokazania się, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu, by pokazać to, co potrafię. PGE Skra Bełchatów ma bardzo wyrównany skład i szeroką ławkę rezerwowych, dlatego wydaje się, że te zmiany personalne nie powinny jej przeszkodzić w dalszym kroczeniu po zwycięstwa.

Indykpol AZS Olsztyn – PGE Skra Bełchatów 0:3
(18:25, 14:25, 15:25)


Kolejne zwycięstwo zanotowali zawodnicy AZS-u Politechniki Warszawskiej. Podopieczni trenera Jakuba Bednaruka podejmowali w Arenie Ursynów nieźle spisującą się ekipę beniaminka Cuprum Lubin, który odnotował m.in. zwycięstwo nad ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. W pierwszych dwóch setach spotkania inicjatywę przejęli gospodarze, którzy wygrali te partie do 21 i 20. – W każdym elemencie staraliśmy się dać coś od siebie, nie eliminować niczego w naszej grze. Chcieliśmy się skupić na naszej zagrywce, żeby była jak najlepsza, żeby odrzuciła przeciwników od siatki. Czy to się udało? Trudno powiedzieć, ale wygraliśmy i to jest najważniejsze – powiedział po meczu młody zawodnik stołecznej drużyny Bartłomiej Lemański. Jednak w trzeciej odsłonie zdekoncentrowanie warszawian wykorzystali podopieczni Gianniego Cretu, którzy dzięki skutecznym zagraniom Łukasza Kadziewicza i Ivana Borovnjaka pewnie wygrali do 17. Tylko na tyle pozwolili im gospodarze, którzy w czwartym secie pewnie zmierzyli po końcowe zwycięstwo, gromiąc przyjezdnych do 15. Inżynierowie zdominowali graczy z Dolnego Śląska przede wszystkim w bloku (12 – 5). Uznany najbardziej wartościowym graczem spotkania został doświadczony rozgrywający AZS-u Piotr Lipiński.

AZS Politechnika Warszawska – Cuprum Lubin 3:1
(25:21, 25:20, 17:25, 25:15)


W Radomiu drużyna Cerrardu Czarnych pozostawiła znajdującą się niżej w ligowej tabeli ekipę BBTS-u Bielsko-Biała bez punktów. Goście byli blisko wywalczenia chociażby oczka w tej rywalizacji, bowiem wygrali pierwszą partię na przewagi, na początku drugiej zdecydowanie prowadzili, a w czwartej odsłonie mieli nawet piłkę setową, jednak pomimo dobrej postawy Wojciecha Ferensa, zdobywcy 18 punktów, sztuka ta się nie udała. A duża zasługa w tym bardzo skutecznych po drugiej stronie siatki Bartłomieja Bołądzia (50% skutecznego ataku) i Dirka Westphala (59% perfekcyjnego wykonywania tego elementu). Dobre zawody rozegrali także środkowi Daniel Pliński (10 punktów) i Bartłomiej Grzechnik (8 punktów). Oba zespoły nie najlepiej zaprezentowały się w polu serwisowym. Radomianie zdobyli w tym elemencie 3 punkty, z kolei bielszczanie nie zapunktowali w ogóle. – Był to wyrównany pojedynek. Pojedyncze akcje decydowały o wygranych w setach – ocenił Wojciech Ferens. W następnej kolejce podopieczni Roberta Prygla wyjadą do Lubina powalczyć o punkty z miejscowym beniaminkiem, natomiast zawodnicy Piotra Gruszki podejmą na własnym parkiecie Effector Kielce.

Czarni Radom – BBTS Bielsko-Biała 3:1
(25:27, 25:21, 25:23, 26:24)


Zawodnicy Jastrzębskiego Węgla po dwóch porażkach na szczycie ligowej tabeli z PGE Skrą Bełchatów i Asseco Resovią Rzeszów samopoczucie poprawili sobie wygraną z beniaminkiem z Będzina na własnym parkiecie. W pierwszych dwóch odsłonach gospodarze wypracowali kilkupunktową przewagę, którą dzięki skutecznym zagraniom liderów Michała Łasko i Zbigniewa Bartmana utrzymywali do końca partii. W trzecim secie wprowadzeni na parkiet przez trenera Damiana Dacewicza zmiennicy Michał Żuk i Mikołaj Sarnecki widocznie poprawili oblicze gry swojej drużyny, przez co MKS Banimex Będzin, pomimo starań jastrzębian, utrzymał dwupunktowe prowadzenie i wygrał 25:25. W czwartej partii, podobnie jak w pierwszych dwóch setach, brązowi medaliści z ubiegłego sezonu nie pozwolili rywalom rozwinąć skrzydeł, spokojnie prowadząc swoją grę i wykorzystując błędy przeciwników. – Cieszę się z wyniku, bo potrzebowaliśmy tych trzech punktów. W Rzeszowie zmarnowaliśmy szanse na zwycięstwo. W spotkaniu z Będzinem zaczęliśmy dobrze, te pierwsze dwa sety wyglądały nieźle. Później rywale, po kolejnych zmianach, zagrali lepiej. Przegraliśmy tego jednego seta, grając dobrze w ataku, ale nie najlepiej w przyjęciu i obronie – poczynania swoich podopiecznych podsumował włoski szkoleniowiec Jastrzębian Roberto Piazza. Przy dobrym przyjęciu Michał Masny coraz częściej uaktywniał swoich środkowych. Jego kombinacyjna gra została doceniona statuetką MVP. Gracze z Górnego Śląska lepiej prezentowali się w elementach siatkarskiego rzemiosła: atak – 53% do 45%, zagrywka – 9 asów serwisowych przy 2 będzinian, przyjęcie 54% pozytywnego do 40% gości. Jedynie przegrali rywalizację w bloku (5 – 8), jednak i to nie zmieniło przebiegu spotkania. Jastrzębianie obecnie mają na koncie 9 oczek i zajmują 7. miejsce w tabeli, natomiast będzinianie mają niechlubny bilans pięciu porażek i okupują ostatnią lokatę.

Jastrzębski Węgiel – MKS MOS Będzin 3:1
(25:18, 25:12, 23:25, 25:18)


Zawodnicy AZS-u Częstochowa po udanym spotkaniu i wygranej z Cerrardem Czarnymi Radom w 4. kolejce na fali pokonali również 3:0 ekipę Effectora Kielce. Siatkarze spod Jasnej Góry mecz rozpoczęli imponująco od siedmiopunktowego prowadzenia. Dalsza część partii była bardziej wyrównana, ale akademikom udało się zwyciężyć do 23. Był to dopiero przedsmak emocji, bowiem w drugiej partii podopieczni Marka Kardosa wygrali dopiero na przewagi 39:37. Po grze punkt za punkt na początku trzeciej odsłony przyjezdni przejęli inicjatywę i pewnie zmierzali do końcowego zwycięstwa. – Był to na pewno mecz walki. Pomimo tego, że kilka razy przegrywaliśmy, to szukaliśmy sposobu na wyrównanie i przeważnie nam się to udawało. W statystykach nie byliśmy gorsi od rywali, ale z chęcią zamieniłbym te statystyki na trzy punkty – mówił dobrze spisujący się w szeregach kielczan Adrian Staszewski. Dobre spotkanie rozegrali częstochowianie Rafał Szymura i Michał Kaczyński, którym dokładne piłki posyłał Miguel Angel de Amo, uznany za najbardziej wartościowego gracza spotkania. Podopieczni Dariusza Daszkiewicza nie odnieśli jeszcze zwycięstwa w tym sezonie i zajmują przedostatnie miejsce w tabeli.

Effector Kielce – AZS Częstochowa 0:3
(23:25, 37:39, 22:25)

Zobacz również:
Wyniki 5. kolejki i tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-10-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved