Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Robert Chojecki: Sędziowanie uczy pokory

Robert Chojecki: Sędziowanie uczy pokory

fot. Sabina Bąk

- Komisja sędziowska w meczu tworzy trzeci zespół. To bardzo ważne, żeby móc liczyć w trudnych momentach na kolegów, bo bardzo ciężko samemu poprowadzić wzorowo spotkanie - opowiedział Robert Chojecki w rozmowie o codziennej pracy sędziowskiej.

Swoją przygodę z gwizdkiem zacząłeś ładnych kilka lat temu. Dlaczego wybrałeś taką siatkarską drogę?

Robert Chojecki: – Zapisałem się na kurs podstawowy bez większego namysłu. Okres studiów tylko tę decyzję przyspieszył, gdyż potrzebę dorobienia kilku złotych do akademika miało wielu studentów. Jedni pracowali w ksero, inni roznosili ulotki, a ja postanowiłem spróbować swoich sił na boisku z gwizdkiem. Jak się później okazało, wszystko wyglądało trochę inaczej. Sędziowanie uczy pokory i aspekt finansowy zszedł na drugi plan, lecz wspaniała przygoda z siatkówką trwa do dnia dzisiejszego, czyli już ponad 12 lat.

Na największym turnieju siatkarskim w historii Polski – mistrzostwach świata mężczyzn – miałeś okazję kilkukrotnie sędziować spotkania jako sędzia liniowy. To było dla ciebie coś szczególnego?



– Myślę, że dla każdego sędziego, nie tylko liniowego, udział w imprezie tej rangi to super wyróżnienie. Jestem bardzo szczęśliwy i dumny, że osobiście dołożyłem malutką cegiełkę do wspaniałego i długo wyczekiwanego sukcesu reprezentacji Polski na dodatek w świątyni siatkarzy – Spodku. Choć z drugiej strony patrzę z podziwem na swoich bardziej doświadczonych kolegów po fachu: Piotra Dudka oraz Wojciecha Maroszka, którzy w „polskich” mistrzostwach świata byli jeszcze w nieco innej, ważniejszej roli i być może kiedyś ja także będę miał okazję w takiej roli się zaprezentować. Marzenia są po to, by je realizować (uśmiech).

Czy podczas pojedynków w mundialu odczuwałeś jakąś dodatkową presję podczas swojej pracy? Jednak stawka była duża, a i kibiców, na przykład fińskich, mnóstwo…

– Presję może nie do końca, ale było to na pewno podekscytowanie. Posiadam już pewne doświadczenie sędziowskie związane z finałowymi imprezami czy pojedynczymi decydującymi, na przykład o mistrzostwie Polski, meczami. Zawody Ligi Światowej rozgrywane w Spodku, w tym turniej finałowy z 2007 roku, odbyły się również z moim udziałem i dodały mi sporo pewności siebie. Teraz potrafię od pierwszego gwizdka skoncentrować się na swoim zadaniu i chyba jest to pewnego rodzaju pozytywny trans. Zdarza się, że po meczu na linii ciężko mi wskazać zawodników, którzy się wyróżniali ze względu na swoje zaangażowanie w pojedyncze wymiany (uśmiech). A kibice z Finlandii? Robili w każdym meczu w Spodku doskonałą atmosferę i aż żal było, jak ich reprezentacja zmienia po pierwszej fazie miejsce rozgrywania swoich meczów. Jestem ciekawy, jak wypadliby na tle naszych kibiców, ale do meczu Polska – Finlandia niestety nie doszło.

Większość polskich sędziów o challenge’u wypowiada się w samych superlatywach. Jak ty patrzysz na ten temat – to krok w dobrą stronę, ale wymaga dopracowania, czy też już więcej w tej kwestii nie da się zrobić?

– Patrzę na ten temat podobnie. Niewątpliwie system ten zmniejsza napięcie wśród zespołów, trenerów, a skoro już rozmawiamy o „machaniu chorągiewką”, to i na liniowych jest mniejsza presja. Czy system powinien być udoskonalany? I tak, i nie. Moim zdaniem sędziowie międzynarodowi powinni biegle nauczyć się korzystania z tego udogodnienia, a jak wiemy, jest się od kogo uczyć, bo polscy sędziowie, jak pokazały mistrzostwa świata, są niewątpliwie liderami w stosowaniu procedur video challenge’u.

Po MŚ nastąpił szybki powrót do rzeczywistości i sędziowanie rozgrywek na poziomie wojewódzkim. Ciężko przestawić się z powrotem na szkolne hale, pracując jeszcze kilka dni wcześniej w świątyni siatkówki – Spodku?

– Nacieszmy się jeszcze tym sukcesem, dzisiaj mija przecież miesiąc od zdobycia złotego medalu przez naszych siatkarzy! (uśmiech) Choć faktycznie sezon już jest w toku i cała machina znowu ruszyła. Osobiście z nieukrywaną chęcią wybiorę się na gimnazjalną halę do Katowic Szopienic, by sędziować młodzikom, bo jestem przekonany, że tam gdzieś jest następny mistrz świata!

Jak wygląda twoja codzienna praca jako sędzia?

– Ciężko tutaj mówić o sędziowaniu jako pracy zawodowej, trzeba bardziej traktować to jako hobby, pasję. Śląskie Kolegium Sędziowskie zrzesza ponad 200 sędziów różnych uprawnień i nie jest tak, że codziennie jeździmy na mecze. Mecz zdarzy się raz lub być może dwa razy na tydzień. Aczkolwiek weekendy bywają dość intensywne pod względem sędziowskim.

Sędziowie od lat znani są z tego, że na słupku są stanowczy i nie lubią dyskusji, jednak w życiu prywatnym to taka jedna wielka sympatyczna rodzina. Polecasz dołączenie do grona sędziowskiego osobom, które się wahają?

– Zwykło się mówić, że komisja sędziowska w meczu tworzy trzeci zespół. To bardzo ważne, żeby móc liczyć w trudnych momentach na kolegów. Bardzo ciężko samemu poprowadzić wzorowo spotkanie. Podobnie jest poza boiskiem. Bardzo się cieszę, że dzięki siatkówce mam wielu dobrych znajomych w całej Polsce. Wielokrotnie pomogli mi w potrzebie i doceniam to, że nadal mogę korzystać z ich doświadczenia. W tym sezonie do naszego śląskiego grona sędziów dołączyło dwudziestu kilku kandydatów na sędziów. Bardzo chętnie sam będę dzielił się swoim doświadczeniem, a oprócz tego myślę, że warto spróbować swoich sił w sędziowaniu, szczególnie polecam to zawodnikom lub trenerom. Mecz z perspektywy sędziego na słupku wygląda czasem zupełnie inaczej niż z poziomu ławki rezerwowych.

Oprócz sędziowania rozgrywek młodzieżowych pod ŚZPS i rozgrywek lig seniorskich udzielasz się także podczas turniejów charytatywnych. Często wspierasz takie inicjatywy?

– Jest to forma pomocy, jaką bardzo chętnie stosuję i cieszę się, że jest takich turniejów coraz więcej. Doskonała okazja była tydzień po zakończeniu mistrzostw świata. Świeżo po sukcesie naszych siatkarzy odbył się Turniej Charytatywny w Knurowie, na który przyjechało osiem zespołów z województwa, ponad 100 uczestników wzięło udział w grze oraz licytacji pamiątek siatkarskich. Zebrane pieniądze zostały przekazane na szczytny cel. Takie inicjatywy popieram w stu procentach i jeśli tylko mam możliwość, to bardzo chętnie dokładam swoją sędziowską cegiełkę do takich imprez.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-10-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved