Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Mało emocjonujący hit, sensacja w Kędzierzynie-Koźlu

PlusLiga: Mało emocjonujący hit, sensacja w Kędzierzynie-Koźlu

fot. archiwum

Hit kolejki za dużo emocji nie dostarczył, bo Skra wygrała 3:0 i wskoczyła na fotel lidera. Zdecydowanie więcej emocji było w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie Cuprum Lubin postarał się o największą niespodziankę kolejki, pokonując 3:2 ZAKSĘ.

Po meczu w Olsztynie nikt nie był zadowolony. Niezadowolenie przegranej drużyny jest w pełni uzasadnione, ale że zwycięzcy także nie skakali z radości, to już rzadziej spotykana sytuacja. Patrząc jednak na przebieg boiskowych wydarzeń, trudno im się dziwić. Gospodarze żałowali, że nie zdobyli kompletu punktów, a tylko dwa, bielszczanie zaś, że wyjeżdżają tylko z jednym oczkiem, a mogło być więcej. – Nie zadowalają mnie te dwa punkty. Nie zadowalają, bo chcieliśmy wygrać za trzy punkty. W pewnym momencie to była anty-siatkówka. Spotkały się drużyny, które miały dobre momenty, ale w większości przeważała zła gra i chaos – grzmiał po meczu Krzysztof Stelmach, trener akademików. – Przyjechaliśmy do Olsztyna po zwycięstwo i na pewno nie jesteśmy zadowoleni, że wywozimy tylko jeden punkt. Uważam, że nie ma się z czego cieszyć – żałował z kolei Grzegorz Pilarz, rozgrywający BBTS-u. Samo spotkanie nie było też porywającym widowiskiem, skoro gospodarze podarowali rywalom 23 punkty po błędach, w zamian dostając ich aż 39! Jedynym pocieszeniem dla olsztynian może być to, że wreszcie mają pierwszą wygraną na koncie, ich przeciwnicy na pierwszy sukces w tym sezonie muszą jeszcze poczekać.

Indykpol AZS Olsztyn – BBTS Bielsko-Biała 3:2
(25:22, 22:25, 25:18, 24:26, 15:13)

Hit kolejki okazał się jednostronnym widowiskiem. Skra Bełchatów w trzech setach ograła ekipę z Jastrzębia Zdroju i wskoczyła na fotel lidera. Jastrzębianie niby gonili rywala, nawet w którymś fragmencie prowadzili dwoma punktami, ale w decydujących momentach bełchatowianie odjeżdżali, w czym na pewno pomagała im skuteczna zagrywka. W tym elemencie zresztą podopieczni Miguela Falaski punktowali w tym meczu aż dziewięciokrotnie, gospodarze tylko dwa razy. Skrze nie przeszkodził w wygranej nawet fakt, że przecież nie wszyscy zawodnicy mogli zagrać ze względu na kontuzje – ani Michał Winiarski, ani Ferdinand Tille nie pojawili się nawet w meczowej dwunastce. Jednak Nicolas Marechal, który zagrał w podstawowym składzie, spisał się bardzo dobrze, być może gra przeciwko byłemu klubowi podwójnie go zmotywowała. – Dziś straciliśmy mnóstwo punktów w łatwy sposób. Kiedy wynik jest na styku, my natychmiast popełniamy proste błędy. Musimy wyciągnąć z tego wnioski – analizował po meczu Roberto Piazza, trener zespołu ze Śląska. Jego podopieczni po tej porażce spadli na siódmą pozycję.



Jastrzębski Węgiel – PGE Skra Bełchatów 0:3
(22:25, 21:25, 22:25)

Po niezłym, aczkolwiek zakończonym porażką meczu w Warszawie, kielczanie z pewnością liczyli na to, że w meczu z bydgoszczanami powalczą o wygraną. Jednak siatkarze Effectora zaprezentowali dosyć przeciętną grę i właściwie tylko w pierwszym secie prowadzili w miarę wyrównaną walkę z rywalem. We wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła przyjezdni byli drużyną lepszą, Paweł Woicki sprawiedliwie rozdzielał piłki swoim kolegom, w rezultacie aż trzech osiągnęło dwucyfrowy dorobek punktowy – Jakub Jarosz, Konstantin Cupković oraz Justin Duff. W kieleckiej drużynie na wyróżnienie zasługuje Adrian Staszewski, zdobywca 14 punktów przy 52% skuteczności, i tradycyjnie już Mateusz Bieniek. Młody środkowy zanotował 9 oczek na koncie, kończąc 85% ataków i dokładając do nich 2 bloki. – Dzisiaj zespół z Bydgoszczy był po prostu lepszy. Było dużo długich wymian, z których wiele wygraliśmy, ale niestety w każdym secie przychodził moment, gdzie przeciwnicy odjeżdżali nam na kilka punktów. Szkoda, mogliśmy trochę bardziej powalczyć – żałował po meczu Dariusz Daszkiewicz, trener drużyny z województwa świętokrzyskiego. Bydgoszczanie, wygrywając po raz pierwszy w tym sezonie za 3 punkty – poprzednio grali dwa tie-breaki – wskoczyli na szóste miejsce w tabeli.

Effector Kielce – Transfer Bydgoszcz 0:3
(22:25, 21:25, 19:25)

Lubinianie postarali się w minionej kolejce o niespodziankę, ale drugi beniaminek, MKS Będzin, wcale nie chciał być gorszy i sprawił sporo kłopotów Resovi Rzeszów. Mało tego, w hali na Podpromiu również sensacja wisiała w powietrzu – będzinianie wygrali pierwszego seta, a w drugim prowadzili 21:15. Sytuację gospodarzy uratowało wejście zmienników, którzy odrobili straty i dali swojej drużynie wygraną w drugiej partii. W trzeciej znów niespodzianka wisiała na wniosku, bo ponownie podopieczni Damiana Dacewicza prowadzili kilkoma punktami i ponownie nie wykorzystali szansy na zdobycie chociażby pierwszego punktu w tym sezonie. – W środę rano mieliśmy spotkanie drużynowe, podczas którego ustaliliśmy, że nie odpuścimy żadnej piłki i będziemy walczyli do końca, by wywieźć chociażby jeden punkt z Rzeszowa – zdradził Mikołaj Sarnecki, atakujący MKS-u. Ta taktyka zdała egzamin przez trzy sety, bo tyle trwała wyrównana walka. Po zakończonej właśnie kolejce będzinianie pozostają jedyną drużyną bez dorobku punktowego i w związku z tym zajmują ostatnie miejsce w tabeli, ale jeżeli pokażą taką grę jak z Resovią z innym rywalem, ten stan może się niedługo zmienić. Rzeszowianie zaś aktualnie pozostają na pozycji wicelidera.

Asseco Resovia Rzeszów – MKS Banimex Będzin 3:1
(19:25, 25:23, 26:24, 25:16)

Konfrontacja z Treflem Gdańsk była pierwszym poważnym sprawdzianem ligowym dla siatkarzy z Radomia. Do tej pory mierzyli się ze słabszymi przeciwnikami, drużynami z Kielc i Będzina, dopiero w trzeciej kolejce stanęli naprzeciwko rewelacyjne spisującego się Trefla. Sprawdzian nie do końca przebiegł po myśli podopiecznych Roberta Prygla, bo mimo prowadzenia 2:1 w setach, w czwartej partii zamiast postawić kropkę nad i, dopadł ich kosztowny w skutkach przestój, w wyniku którego zamiast zdobyć trzy punkty, do swojego dorobku dopisali tylko jedno oczko. Była to jednocześnie ich pierwsza porażka w sezonie. – Jesteśmy trochę rozczarowani tym wynikiem, zwłaszcza po drugim i trzecim secie, gdzie zabrakło nam takiego instynktu zabójcy, aby dobić przeciwnika – nie krył rozczarowania po meczu Robert Prygiel. Zabrakło instynktu zabójcy, ale też radomianie popełnili więcej błędów od rywala, mimo że grali przecież w swojej hali. W drużynie przeciwnej ponownie błyszczał Wojciech Grzyb – jak widać zmiana klimatu bardzo dobrze mu posłużyła. Były środkowy polskiej reprezentacji zdobył aż 16 punktów, atakując ze skutecznością 85% i zapracował w ten sposób na drugą już w tym sezonie statuetkę MVP. Odnotujmy przy okazji, że gdańszczanie, obok Skry, Resovii i dość niespodziewanie AZS-u Politechniki Warszawskiej, są jedną z czterech do tej pory niepokonanych drużyn w PlusLidze.

Cerrad Czarni Radom – LOTOS Trefl Gdańsk 2:3
(22:25, 25:23, 25:23, 17:25, 11:15)

Nie tak wyobrażali sobie inaugurację sezonu w Hali Azoty siatkarze i kibice ZAKSY. Po gładkiej porażce w trzech setach w meczu z Treflem, na pewno liczyli na rehabilitację i komplet punktów w starciu z beniaminkiem. A zespół z Lubina tymczasem był blisko sprawienia ogromnej sensacji, bo wygrał pierwsze dwa sety i w trzecim prowadził już 19:16. Ale w końcówce ciężar gry wzięli na siebie Dominik Witczak oraz Nimir Abdel-Aziz i na rozstrzygnięcie trzeba było poczekać aż do piątego seta. W decydującej partii goście wykorzystali błędy gospodarzy i zanotowali swoje pierwsze i przez to historyczne zwycięstwo w PlusLidze. Wynik jest zaskoczeniem, bo Cuprum dwa pierwsze spotkania, z Resovią i Skrą, przegrał, wygrywając w sumie jednego seta i chociaż ma w składzie doświadczonych siatkarzy, to jednak jest nowicjuszem na plusligowych parkietach. – Duża ilość błędów w zagrywce czy w ataku była przyczyną naszej przegranej. Poprzez nasze błędy daliśmy szansę przeciwnikowi na skończenie akcji, a lubinianie doskonale to wykorzystywali – analizował przyczyny porażki Paweł Zatorski, libero ZAKSY. Aktualnie kędzierzynianie zajmują ósmą lokatę i szybko mogą jej nie poprawić, bo w następnej kolejce zmierzą się z PGE Skrą Bełchatów.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Cuprum Lubin 2:3
(21:25, 23:25, 25:22, 26:24, 11:15)

Dzięki wygranej 3:0 nad AZS-em Częstochowa siatkarze stołecznej Politechniki zapisali właśnie na swoim koncie najlepszy start w historii gry w PlusLidze. Nigdy jeszcze drużyna ze stolicy nie rozpoczynała sezonu od serii trzech zwycięstw – najdłuższa seria wynosiła do tej pory dwa mecze. Po dwóch zwycięskich tie-breakach, tym razem inżynierom udało się uporać ze swoim rywalem znacznie szybciej, co nie oznacza, że było łatwo. Po pierwszym secie wygranym zdecydowanie, w drugim częstochowianie poprawili swoją grę, ale nadal w kluczowych momentach, kiedy doganiali rywala, popełniali banalne błędy, zamiast pójść za ciosem i wykorzystać szansę na zmianę wyniku. Zwłaszcza to uwidoczniło się w ostatniej partii, w której stołeczni potrzebowali aż czterech piłek meczowych, by zakończyć to spotkanie. Oprócz błędów, w oczy rzucała się też nieporadność gości w grze defensywnej – sam Michał Filip zanotował aż pięć punktów zdobytych bezpośrednio zagrywką. Zresztą dobrze punktował też i w innych elementach, zapisując na koncie 24 oczka i zasłużenie dostając tytuł MVP. Aktualnie inżynierowie zajmują wysokie, piąte miejsce w klasyfikacji.

AZS Politechnika Warszawska – AZS Częstochowa 3:0
(25:18, 25:23, 28:26)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-10-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved