Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: W 2. kolejce sypnęło tie-breakami

PlusLiga: W 2. kolejce sypnęło tie-breakami

fot. archiwum

Wygrana Trefla 3:0 z ZAKSĄ oraz urwanie punktu przez częstochowian w meczu z Jastrzębskim Węglem to zdecydowanie największe niespodzianki 2. kolejki PlusLigi. Poza tym rozegrano aż trzy tie-breaki, a Cerrad Czarni Radom samodzielnie objęli fotel lidera.

Trefl Gdańsk już w premierowej kolejce pokazał, że w tym sezonie nie zamierza być chłopcem do bicia i trzeba będzie się z nim liczyć. O ile jednak wygrana z AZS-em Olsztyn jakimś wielkim zaskoczeniem nie była, to pokonanie ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, i to w trzech setach, jest na pewno niespodzianką. Można usprawiedliwiać kędzierzynian, że grali dwa dni po Superpucharze i mogli być zmęczeni, ale gdańszczanie zagrali po prostu dobre spotkanie. Jedynie w przyjęciu byli gorsi od swojego rywala, a w pozostałych elementach mieli o wiele lepsze statystyki. Zresztą to lepsze przyjęcie kędzierzynianom na niewiele się zdało, skoro tylko jeden zawodnik ekipy z Opolszczyzny osiągnął dwucyfrowy wynik punktowy – Dominik Witczak z 13 oczkami, a w ekipie z Pomorza aż czterech zawodników zdobyło przynajmniej 10 punktów. Po 11 punktów zdobyli dobrze spisujący się na środku siatki Wojciech Grzyb oraz Sebastian Schwarz, który zresztą został MVP spotkania, w pełni zasłużenie.

LOTOS Trefl Gdańsk – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:0
(25:20, 25:20, 25:18)

Ciężkie jest życie beniaminka, zwłaszcza jak na początku swojej drogi w PlusLidze trafia najpierw na wicemistrza, a potem na mistrza Polski. Cuprum Lubin, bo to o tym zespole mowa, w piątek gościł u siebie Skrę Bełchatów i po niespełna półtorej godziny gry musiał uznać wyższość rywala. Mecz właściwie bez historii, jedynie trzeci set był w miarę wyrównany, ale i tu goście odjechali w końcówce. Możliwe, że gdyby bełchatowianie nie oddali lekką ręką aż 27 punktów po własnych błędach (w zamian dostając 19), rozmiary ich zwycięstwa byłyby jeszcze większe. Niezawodny był w tym spotkaniu Mariusz Wlazły, który aż 70% ataków zamienił w punkty, łącznie zdobywając ich 11. W trzeciej partii trener Falasca dał odpocząć swojemu głównemu bombardierowi, a zastępujący go Maciej Muzaj również zagrał dobrze – 9 punktów i 57% skuteczności. Po drugiej stronie siatki właściwie za bardzo nie ma kogo chwalić, jednym jaśniejszym punktem ponownie był środkowy Dmytro Pashytskyy z dorobkiem 6 oczek i 71% w ataku.



Cuprum Lubin – PGE Skra Bełchatów 0:3
(15:25, 20:25, 22:25)

Już wiemy, kto w tym sezonie dzierży jak na razie rekord najwyżej przegranego seta. Po minionym weekendzie jest to AZS Olsztyn, który prowadząc 2:0 w setach i 11:8 w trzeciej partii, przegrał spotkanie 2:3, a w czwartym secie zdobył zaledwie 9 punktów. Bydgoszczanie zaś pokazali, że nie potrafią grać meczu inaczej, niż doprowadzając do tie-breaka – mogą albo wyjść ze stanu 0:2 na 3:2 jak w sobotnim meczu, albo z 2:0 doprowadzić do 2:3 jak w konfrontacji z Politechniką. Inna sprawa, że gra obu zespołów falowała jak woda na wzburzonym morzu, liczba zepsutych zagrywek wyniosła aż 34, a liczba błędów obu drużyn w sumie dobiła do liczby 59… Podopieczni Vitala Heynena mogą się jednak cieszyć z wygranej, a w niej na pewno spory udział miał Marcin Waliński, którego zagrywka w trzecim secie wyrządziła wiele szkody przeciwnikom i ze stanu 11:8 zrobiło się 11:15… Olsztynianie zaś muszą chyba głęboko zastanowić się nad swoją grą, bo 38% skuteczności w ataku, 36 oddanych przeciwnikowi punktów po błędach i przegrany do 9 set to dosyć zawstydzające wyniki.

Indykpol AZS Olsztyn – Transfer Bydgoszcz 2:3
(25:20, 25:20, 23:25, 9:25, 12:15)

Konia z rzędem temu, kto obstawiał, że AZS Częstochowa wywiezie z Jastrzębia-Zdroju jakikolwiek dorobek punktowy. Akademicy nie dość, że wygrali dwa sety, to jeszcze w tie-breaku byli blisko sprawienia sensacji, bo ulegli w nim minimalnie, dwoma punktami. W drużynie ze Śląska nie zagrał kontuzjowany Denis Kaliberda, a Michał Łasko, który dopiero co wrócił z Włoch w związku ze sprawami rodzinnymi, wchodził jedynie na zmiany. Ale zastępujący go Mateusz Malinowski rozegrał bardzo dobre zawody, bowiem kończył co drugi atak i w sumie zdobył 17 oczek, więcej razy punktował tylko Zbigniew Bartman – 21, który zresztą dostawał też więcej piłek. W zespole z Częstochowy Bartosz Janeczek został przesunięty na przyjęcie i to on razem z Michałem Kaczyńskim stworzyli duet bardzo efektywny w zdobywaniu punktów – pierwszy z nich zdobył ich 20 przy skuteczności 52%, a drugi – 22 przy efektywności 42%. Nic więc dziwnego, że po meczu akademicy byli nieco zawiedzeni, bo pierwsze zwycięstwo w sezonie było na wyciągnięcie ręki. – Niedosyt pozostaje. Wygrać tutaj, na tym trudnym terenie, byłoby super sprawą. Cieszymy się jednak z tego co mamy. Osobiście przed przyjazdem do Jastrzębia-Zdroju brałbym ten wynik w ciemno – powiedział po meczu Kaczyński.

Jastrzębski Węgiel – AZS Częstochowa 3:2
(23:25, 25:18, 25:11, 26:28, 15:13)

Rzeszowianie wygrali drugie spotkanie z rzędu za 3 punkty, tym razem pokonując 3:0 BBTS Bielsko-Biała. Taki wynik oczywiście nie jest żadnym zaskoczeniem, bo faworytem od początku był zespół z Podkarpacia. Goście trochę krwi im jednak napsuli, zwłaszcza w drugim i trzecim secie, ale w końcówkach podopieczni Andrzeja Kowala pokazywali swoją wyższość. Poza tym siatkarze z Podbeskidzia zagrali bez Jose Luisa Gonzaleza, którego zatrzymały powody rodzinne i bez kontuzjowanego libero Michała Dębca. Zastępujący ich zawodnicy na pewno tego występu nie zaliczą do udanych. Bartosz Bućko skończył zaledwie 1 z 11 ataków, nie punktując w żadnym innym elemencie, natomiast Przemysław Czauderna zaledwie 35% piłek przyjął pozytywnie. Cała drużyna zagrała słabo w ataku, kończąc 36% akcji, podczas gdy zespół z Rzeszowa był w tym elemencie aż o 19 punktów procentowych lepszy. Warto odnotować powrót na boisko Piotra Nowakowskiego, jego pozostali dwaj koledzy z kadry nadal odpoczywali.

Asseco Resovia Rzeszów – BBTS Bielsko-Biała 3:0
(25:15, 25:23, 25:19)

Wspominaliśmy już tutaj jak ciężki bywa los beniaminka i pochylimy się nad tym tematem ponownie, ale tym razem nad losami debiutanta z województwa śląskiego. Będzinianie przegrali kolejny mecz, tym razem na wyjeździe ulegając Cerrad Czarnym Radom 0:3. A wcale mecz nie musiał się zakończyć takim wynikiem, bowiem podopieczni Damiana Dacewicza byli od radomian zarówno skuteczniejsi w ataku (54% do 51%), jak i lepiej grali w przyjęciu i blokiem, nieznacznie ustępując na zagrywce. Kluczem do wyniku były jednak błędy – siatkarze Banimexu pomylili się aż 30 razy, ich rywale tylko 16. – Był to dla nas ciężki pojedynek i trzeba przyznać, że drużyna z Będzina postawiła nam wysoko poprzeczkę w tym spotkaniu. Skuteczność skrzydłowych była niesamowita i gdyby ją utrzymali przez dłuższą część meczu, na pewno byłoby nam bardzo ciężko – przyznał po meczu Robert Prygiel, trener Czarnych. Dla jego podopiecznych to było drugie zwycięstwo bez straty seta i dzięki temu radomianie samodzielnie objęli fotel lidera.

Cerrad Czarni Radom – MKS Banimex Będzin 3:0
(25:22, 25:17, 25:22)

Kiedy grają jedne z najmłodszych drużyn w PlusLidze, spodziewać należy się absolutnie wszystkiego. Tym razem kibice mieli okazję obserwować zacięty tie-break oraz to, jak kielczanie przegrywają wygrany mecz. W czwartej partii siatkarze Effectora prowadzili 16:11 i nie wykorzystali okazji na zdobycie trzech punktów. W tie-breaku prowadzili już 5:0 po serii udanych zagrywek Mateusza Bieńka, ale także w tej partii nie wykorzystali przewagi i ze stolicy wywieźli tylko jedno oczko. Warszawianie zaczynają wyrastać powoli na specjalistów od tie-breaków, bowiem to drugi pięciosetowiec rozegrany przez nich na przestrzeni jednego tygodnia, z tym że o ile w Bydgoszczy zagrali dobre spotkanie, o tyle tym razem na niektóre akcje w meczu z kielczanami nie dało się patrzeć. Na szczęście dla akademików zimną krew zachowali Artur Szalpuk oraz Mateusz Sacharewicz i to w dużej mierze ich zasługa, że AZS znów zszedł zwycięski z parkietu. – To było totalne frajerstwo z naszej strony – złościł się po meczu Dariusz Daszkiewicz, który tym jednym zdaniem bardzo trafnie podsumował występ swoich zawodników. Kielczanie pierwszy punkt w tabeli już mają, na wygraną muszą jednak jeszcze poczekać.

AZS Politechnika Warszawska – Effector Kielce 3:2
(13:25, 25:20, 19:25, 25:21, 19:17)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-10-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved