Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Tylko ekipa AZS-u PW postarała się o niespodziankę

PlusLiga: Tylko ekipa AZS-u PW postarała się o niespodziankę

fot. archiwum

W 1. kolejce tylko młodzież z Warszawy postarała się o niespodziankę i był to jedyny zresztą mecz zakończony tie-breakiem. Reszta spotkań przebiegała bez żadnych zaskoczeń, a zespoły beniaminków wygrały po swoim pierwszym, historycznym secie w ekstraklasie.

Rozgrywki plusligowe w tym sezonie otworzył mecz pomiędzy AZS-em Częstochowa i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Jeszcze przed pojedynkiem, podczas rozgrzewki kontuzji doznał Michał Bąkiewicz i częstochowianie musieli sobie radzić bez swojego najbardziej doświadczonego zawodnika. Akademicy próbowali walczyć, zwłaszcza na początku pierwszego i trzeciego seta, ale to okazało się za mało na doświadczoną ekipę. I chociaż gospodarze więcej punktowali atakiem, to oddając rywalowi aż 33 punkty po błędach, przy 13 kędzierzynian, musieliby liczyć na cud, żeby wygrać. Dobrze spisali się Dick Kooy i Dominik Witczak, którzy byli najlepiej punktującymi w szeregach ZAKSY i obaj przekroczyli 60% skuteczności w ataku. Po drugiej stronie siatki na wyróżnienie zasługuje Michał Kaczyński, który w drugim i trzecim secie dał dobrą zmianę – zdobył 11 oczek przy skuteczności 61%. – Nie było to łatwe zadanie, ale uważam, że mogliśmy coś więcej wynieść z tego meczu – żałował Mariusz Marcyniak, środkowy drużyny z Częstochowy.

AZS Częstochowa – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3
(21:25, 18:25, 20:25)

W sobotnie popołudnie miało miejsce historyczne wydarzenie dla kibiców siatkówki w Będzinie – ich drużyna zadebiutowała w PlusLidze i jakby tego było mało, urwała seta mistrzowi Polski. Zespół Skry przyjechał do Sosnowca, gdzie rozgrywany był mecz w niepełnym składzie – Miguel Falasca dał odpocząć niektórym swoim podopiecznym, część nie mogła zagrać z powodu kontuzji. Zwłaszcza brak Michała Winiarskiego i Ferdinanda Tille rzucał się w oczy, bo przyjęcie w drużynie z Bełchatowa nie było na najwyższym poziomie. Będzinianie wykorzystali fakt, że Skra nie jest jeszcze w najwyższej formie i urwali seta, ale bełchatowianie podrażnieni porażką w drugiej partii w trzeciej i czwartej nie dali beniaminkowi żadnych szans. – Cieszymy się z wygranych trzech punktów – nieważny jest na razie styl. Do naszej optymalnej dyspozycji jest jeszcze daleko, więc tym lepiej czujemy się z powodu zwycięstwa – podkreślał po meczu Andrzej Wrona, środkowy Skry.



MKS Banimex Będzin – PGE Skra Bełchatów 1:3
(21:25, 25:23, 13:25, 18:25)

W sobotnie popołudnie w Jastrzębiu-Zdroju swoje trenerskie debiuty zaliczyli szkoleniowcy Jastrzębskiego-Węgla i BBTS-u Bielsko-Biała. Zdecydowanie lepiej debiut wypadł dla Roberto Piazzy, którego podopieczni w trzech setach pokonali zespół prowadzony przez Piotra Gruszkę. Emocji w meczu było niewiele więcej niż na rybach, przebudowany przez sezonem BBTS właściwie tylko w pierwszym secie nawiązał z jastrzębianami walkę, kiedy w połowie seta odrobił pięciopunktową stratę i w końcówce był blisko wygranej. Udanie wypadł w swoim pierwszym meczu na polskich parkietach Denis Kaliberda, który z dorobkiem 11 punktów był obok Patryka Czarnowskiego najlepiej punktującym zawodnikiem spotkania i jednym z najbardziej skutecznych (67%). W drużynie z Bielska-Białej żaden z zawodników nie przekroczył bariery 10 punktów, największy dorobek – 8 oczek miał Jose Luis Gonzalez, przy zaledwie 30-procentowej skuteczności w ataku. Na podobnym poziomie prezentował się w natarciu cały zespół. Z taką skutecznością w tym elemencie trudno wygrywać mecze, a tu za tydzień bielszczan czeka kolejny trudny rywal, tym razem Resovia Rzeszów.

Jastrzębski Węgiel – BBTS Bielsko-Biała 3:0
(25:23, 25:18, 25:18)

W pierwszej kolejce ligi mistrzów świata, jak to niektórzy szumnie określają PlusLigę, byłoby bardzo nudno i przewidywalnie, gdyby o niespodziankę nie postarali się młodzi podopieczni Jakuba Bednaruka. Kto by się bowiem spodziewał, że zespół złożony głównie z utalentowanych nastolatków pokona autorski team Vitala Heynena? Po pierwszych dwóch setach meczu wszystko wskazywało na to, że Transfer wygra spotkanie 3:0, ale akademicy potrafili wykorzystać słabości rywala i dokładając własną skuteczną grę, zgarnęli dwa punkty. Bohaterem spotkania, a nawet kolejki został Michał Filip, nominalny przyjmujący, który w obliczu kontuzji Pawła Mikołajczaka musi grać także i w ataku. Zawodnik zdobył aż 30 punktów, do skutecznego ataku (64%) dokładając punktującą zagrywkę i bloki. Pozostali skrzydłowi AZS-u też radzili sobie dobrze – Artur Szalpuk i Aleksander Śliwka zdobyli odpowiednio 18 i 20 oczek. W drużynie Transferu zawiódł Jakub Jarosz – 7 razy został zablokowany, 5 razy się pomylił i skończył zaledwie 39% ataków. – Popełniliśmy za dużo błędów własnych i niestety przegraliśmy to spotkanie. Sezon jest długi, więc mamy nad czym pracować, aby wyeliminować nasze błędy w grze – powiedział po meczu Marian Kardas, drugi trener bydgoskiej ekipy.

Transfer Bydgoszcz – AZS Politechnika Warszawska 2:3
(25:23, 25:21, 23:25, 16:25, 13:15)

Andrea Anastasi jak widać bardzo polubił pracę w naszym kraju, bo zdecydował się prowadzić zespół Trefla Gdańsk. Niektórzy się dziwili, że były szkoleniowiec polskiej reprezentacji przyjął ofertę 10. drużyny poprzedniego sezonu. W tym jednak roku przebudowano kompletnie skład Trefla, sprowadzając wielu byłych czy aktualnych reprezentantów swoich krajów. Jak pokazała pierwsza kolejka, zespół z Gdańska może wreszcie w tym sezonie zacznie grać na miarę swojego potencjału. Gdańszczanie tylko w drugim secie byli słabsi od rywala, w pozostałych dominowali i wygrali pewnie 3:1. Prym w zdobywaniu punktów w ekipie żółto-czarnych wiedli świeżo upieczony mistrz świata Mateusz Mika (17 oczek), a także Damian Schulz (15 oczek), który w zeszłym sezonie grał na wypożyczeniu w I lidze. Po olsztyńskiej stronie siatki poniżej stałego poziomu nie schodził Grzegorz Szymański – 23 punkty przy 51-procentowej skuteczności. Atakujący olsztynian nie miał jednak wsparcia w kolegach, którzy punktowali mało skutecznie, często dając się zablokować i popełniając dużo błędów. – Staraliśmy się realizować wszystkie założenia taktyczne, które omówiliśmy przed meczem. W dużej mierze udało nam się wykonać to, co trener nam narzucił. Te trzy punkty są tego efektem. Jeżeli faktycznie będziemy robić to, co nam wyznacza, to myślę, że będzie dobrze – zdradził przepis na sukces Bartosz Gawryszewski, kapitan Lotosu.

Lotos Trefl Gdańsk – Indykpol AZS Olsztyn 3:1
(25:20, 15:25, 25:14, 25:23)

Pojedynki radomsko-kieleckie przynosiły w zeszłym sezonie sporo emocji, a ich ostateczny bilans wypadł na remis. Tym razem remisów nie było, w niedzielnym meczu od początku do końca dominowali radomianie, którzy pewnie wygrali z Effectorem 3:0. Czarnym w odniesieniu zwycięstwa nie przeszkodził brak Mikko Oivanena – Fin leczy uraz i w Kielcach nie zagrał. Ale drugi atakujący, Bartłomiej Bołądź, radził sobie wyśmienicie, notując na koncie aż 19 oczek, co było najlepszym wynikiem. Niewiele mniej punktów zdobył Wojciech Żaliński, 14 oczek i też skończył ponad połowę piłek. Różnica w siatkarskich elementach między obiema drużynami była aż nadto widoczna – Czarni skończyli 53% ataków i to pomimo nieco gorszego przyjęcia, rywale tylko 38%, ponadto zaliczyli więcej punktowych bloków (9 do 7) i zagrywek. Jedynie rubryka punktów po błędach przeciwnika przemawiała na korzyść kielczan (22 do 14). – Mecz układał się od samego początku po naszej myśli. Były momenty dekoncentracji po łatwo wygranym pierwszym secie, na szczęście bez konsekwencji – podsumował spotkanie Robert Prygiel, trener Cerradu Czarnych. – Czarni byli faworytem meczu, ale nie zmienia to faktu, że powinniśmy im stawić większy opór – żałował Dariusz Daszkiewicz, szkoleniowiec kielczan.

Effector Kielce – Cerrad Czarni Radom 0:3
(16:25, 22:25, 21:25)

Na zakończenie pierwszej kolejki, w poniedziałkowy wieczór, miał miejsce debiut kolejnego plusligowego beniaminka, Cuprum Lubin. Podopiecznych Gheorghe’a Cretu czekało bardzo trudne zadanie, bo podejmowali u siebie Resovię Rzeszów. Fakt, że wicemistrzowie Polski nie przyjechali na Dolny Śląsk w najmocniejszym składzie – zabrakło Fabiana Drzyzgi, Piotra Nowakowskiego i Krzysztofa Ignaczaka. Wygrana rzeszowianom wcale nie przyszła łatwo – po wygraniu drugiego seta gospodarze w trzecim prowadzili już 16:14 i dopiero seria skutecznych zagrywek Jochena Schoepsa pozwoliła gościom odrobić straty i wyjść na prowadzenie. Od tego momentu rzeszowianie przejęli kontrolę nad przebiegiem spotkania i wywieźli trzy cenne punkty z Lubina. Najlepszym zawodnikiem meczu słusznie został wybrany Rafał Buszek, który punktował aż 17 razy i to przy dobrej skuteczności. Po drugiej stronie siatki najlepiej spisywał się środkowy Dmytro Pashytskyy – 13 oczek przy skuteczności 75%. Trzeba dodać też, że oprócz zmiany, którą dał niemiecki atakujący, także pozostali rezerwowi wnieśli dużo dobrego do gry. Andrzej Kowal nie czekał bowiem długo z rotacjami w składzie i na boisku pojawili się także Łukasz Perłowski za Dawida Dryję, Nikołaj Penczew za Marko Ivovicia i Michał Kozłowski za Lukasa Tichacka. Po raz kolejny okazało się, jak ważna jest szeroka ławka rezerwowych.

Cuprum Lubin – Asseco Resovia Rzeszów 1:3
(20:25, 25:20, 17:25, 17:25)

Zobacz również:
Wyniki 1. kolejki oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2014-10-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved