Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Stanisław Gościniak: Sport jest nieprzewidywalny

Stanisław Gościniak: Sport jest nieprzewidywalny

fot. archiwum

- Faworyci musieli obejść się smakiem medali. Dywagacje przed turniejem wzięły w łeb, a wygrała najlepsza drużyna - mówi o końcowych rozstrzygnięciach ostatniego czempionatu globu Stanisław Gościniak, mistrz świata z 1974 roku.

Od 1974 roku, kiedy pan zdobył mistrzostwo świata, siatkówka bardzo ewoluowała, ale jedno, co się w niej nie zmieniło, to chyba smak sukcesu? Bardzo słodki smak…

Stanisław Gościniak:Każdy sukces na miarę mistrzostw świata, Europy czy igrzysk olimpijskich smakuje bardzo słodko. Mistrzowie z 1974 roku obserwowali wszystkie mecze ostatnich mistrzostw, począwszy od Warszawy, na Katowicach skończywszy. Nasza radość jest tym większa, że wszelkie media mówią i piszą o tym sukcesie. Liczba osób, które radują się z mistrzostwa obecnej reprezentacji, jest powiększona kilkudziesięciokrotnie w porównaniu do tej, która świętowała nasz sukces. W 1974 roku nie było takich przekazów – pojawiła się jedynie transmisja z pojedynku z Japonią, a w prasie zdawkowe opisy meczów i drogi prowadzącej do złota.



Jest się z czego cieszyć, bo przecież po nieudanym poprzednim sezonie nie byliśmy stawiani w roli faworyta…

– Poprzedni sezon jest już historią, bo wówczas inny szkoleniowiec prowadził reprezentację. Trzeba wziąć pod uwagę, że teraz mamy nowych trenerów, którzy dokonali zmian w składzie. Jedynie prezes Przedpełski wierzył, że będziemy walczyć nie tylko o medal, ale także o złoto. Ale były to bardziej życzenia, a faktem jest, że nie byliśmy stawiani w gronie kandydatów do złota.

Droga do mistrzostwa nie była usłana różami, czy zatem można powiedzieć, że ten sukces rodził się w bólach?

– Nie warto z góry ustalać pewnych rzeczy. Dopiero został zaprzysiężony nowy rząd, a już pojawiają się o nim różne opinie. Podobnie było przed mistrzostwami świata. Kandydatów do medali było kilku. Okazało się, że Rosja, Włochy, Bułgaria czy USA, czyli liczące się do tej pory zespoły, nie znalazły się nawet w półfinałach, a rzeczywistość okazała się dla nich brutalna. Przecież Bolt na igrzyskach olimpijskich był 150-procentowym faworytem do złota, a w ogóle nie wziął udziału w biegu finałowym, bo został zdyskwalifikowany za falstart. Taki właśnie jest sport. Podobnie było w mistrzostwach, bowiem faworyci musieli obejść się smakiem medali. Dywagacje przed turniejem wzięły w łeb, a wygrała najlepsza drużyna.

A zgodzi się pan z opinią, że Polacy wygrali nie tylko pod względem sportowym, ale także mentalnym? Wytrzymali presję związaną z meczem otwarcia na Stadionie Narodowym, udźwignęli porażkę z Amerykanami i wychodzili z opresji w meczach z Iranem czy Brazylią.

– Porównałbym to do igrzysk olimpijskich w Montrealu, w których my również rozgrywaliśmy zwycięskie pojedynki pięciosetowe. W ostatnich mistrzostwach także były mecze cechujące się sinusoidą. Jednak z porażek nawet w pojedynczych setach szybko były wyciągane pozytywne wnioski, dzięki czemu został osiągnięty sukces w turnieju.

Wszyscy teraz marzą o medalu igrzysk, tymczasem z kadry Antigi odchodzą czołowi gracze, więc chyba przed szkoleniowcem miesiące wytężonej pracy, by ponownie zbudować drużynę gotową na rywalizację z najlepszymi w igrzyskach?

– Przede wszystkim na zakończenie mistrzostw świata spiker nie powinien ogłaszać zakończenia reprezentacyjnej kariery przez Wlazłego. Takie rzeczy powinno się zostawić na później, a najpierw cieszyć się z mistrzostwa. Czterech zawodników podjęło taką decyzję, ale wówczas były emocje, więc należy poczekać na rozwój sytuacji. Sport ma to do siebie, że jest nieprzewidywalny. Nikt nie wie, co będzie za dwa lata. Najważniejsze jest potwierdzenie, że od kilku lat polska siatkówka podąża odpowiednim krokiem, a programu szkolenia młodzieży zazdrości nam cały świat. Jestem szczęśliwy, że pięciu mistrzów świata jest z rocznika, który w Spale prowadził Karol Janaszewski, a ja z nim współpracowałem. Jest to dowód, że szkolenie prowadzone przez PZPS nie jest przypadkowe. Należy też pamiętać, że ostatnio polscy juniorzy zdobyli wicemistrzostwo Europy. Zatem może nie warto martwić się na zapas, bo rosną następcy obecnych mistrzów. Bądźmy pełni nadziei na kolejne sukcesy i trzymajmy kciuki za polską siatkówkę.

Brazylia przegrała finał mistrzostw świata, finał igrzysk olimpijskich i finał Ligi Światowej. Czy zatem można mówić już o końcu wielkiej i niepokonanej Brazylii?

– Nie jestem prorokiem. Jednak nie postawiłbym krzyżyka na Brazylijczykach. Przecież za dwa lata igrzyska olimpijskie odbędą się w Rio de Janeiro. Może się okazać, że gospodarze ponownie będą walczyli w nich o medale. To nie jest koniec Brazylii.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-09-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved