Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Srećko Lisinac: Sam od siebie wymagam najwięcej

Srećko Lisinac: Sam od siebie wymagam najwięcej

fot. Izabela Kornas

Choć Srećko Lisinac od dwóch sezonów jest graczem PGE Skry, do tej pory grał na wypożyczeniu. Teraz dołączył do mistrzów Polski, a o miejsce w składzie powalczy z Kłosem i Wroną. - Nie boję się tej rywalizacji - zapewnia w rozmowie ze Strefą Siatkówki.

Co się rzucało w oczy podczas zakończonych mistrzostw świata, to bardzo dobra atmosfera w serbskim zespole. Skąd się to brało?

Srećko Lisinac:Rzeczywiście, atmosfera była bardzo dobra, byliśmy razem, ale tylko wtedy, gdy wygrywaliśmy, gdy szło nam dobrze na boisku. Kiedy jednak coś działo się nie po naszej myśli, każdy z zawodników odwracał się w swoją stronę i sam w sobie próbował znaleźć siłę na kolejne punkty. Negatywna energia miała później wpływ na naszą grę na boisku. To z pewnością dla nas była dobra szkoła, w przyszłości będziemy wiedzieli, co i jak robić w trudnych chwilach.

Jak na tak młodą drużynę ten występ w mundialu nie należał do najgorszych. Wy jednak walczyliście raczej o coś więcej, prawda?



Jesteśmy młodzi i tak naprawdę trenujemy niemal przez całe swoje życie. W profesjonalnym sporcie jednak nie rozróżnia się, kto jest młody, a kto starszy i doświadczony. Każdy motywuje się wewnątrz siebie, ma grę w sercu i jeśli nie jest się zmotywowanym wystarczająco, jeśli nie ma się ochoty do gry i wiary w zwycięstwo, a także nie cieszy się z tego, co się robi – samo doświadczenie nie pomoże w wygrywaniu. Muszę przyznać, że przed turniejem myśleliśmy nawet o zdobyciu medalu, oczekiwaliśmy tego od siebie, rozmawialiśmy o tym cały czas, dlatego też ciężko trenowaliśmy przez całe lato. Spędzaliśmy niemal każdy weekend w hali i wylewaliśmy litry potu, poświęciliśmy na to ogrom czasu, niestety czasami to nie wystarcza.

Macie całkiem dobrą reprezentację i trenerów, którzy pracują na całym świecie, ale nie ma to przełożenia na serbską ligę. Dlaczego?

Rzeczywiście mamy niezłą reprezentację, a także dobrych trenerów w Serbii, sam poziom krajowej siatkówki nie jest jednak najwyższy. W lidze serbskiej grają jednak bardzo młodzi zawodnicy, którzy mają po 16-17 lat. Wielu z nich ma wielki potencjał i jeśli tylko zostaną zauważeni po jedynym sezonie – odchodzą. Ten, który jest gotowy na grę o coś więcej, trafia do polskiej czy włoskiej ligi. Wszystko dlatego, by mieć lepsze warunki do gry i rozwoju, a także by poznać lepszą jakość siatkówki.

Choć jesteś młodym zawodnikiem, dość szybko stałeś się podstawowym graczem swojej reprezentacji. Czujesz jakąś większą presję z tego powodu?

Muszę przyznać, że najwięcej wymagam od siebie samego, sam od siebie oczekuję maksimum zaangażowania. Ważne jest, jak wielką presję wywierasz sam na siebie, a wtedy ta z zewnątrz nie jest już taka straszna. Ja osobiście wymagam od siebie bardzo dużo i gdy czegoś nie wykonam tak, jak sobie założyłem, jestem po prostu niezadowolony.

Gdy grałeś w polskiej lidze, w częstochowskim AZS-ie byłeś zupełnie innym zawodnikiem, zarówno pod względem fizycznym, mentalnym, jak również pod względem umiejętności…

Czuję i widzę to. Grając jeszcze w AZS-ie Częstochowa, byłem takim siatkarskim dzieciakiem (śmiech). Jeśli pracuje się ciężko, nie ma się czasu na odpoczynek i odpowiednio kieruje się swoją karierą, to z roku na rok jest się lepszym. Ja to widzę i jestem z tego zadowolony. Z częstochowskiego okresu mojej kariery mam najlepsze możliwe wspomnienia. Zrobiłem tam duży krok do przodu, spotkałem na swojej drodze dobrych i pomocnych ludzi, a z niektórymi z nich mam kontakt do tej pory. Naprawdę bardzo miło wspominam pobyt w Częstochowie i grę w AZS-ie.

A jak było w lidze niemieckiej?

W Berlinie było już inaczej, liga niemiecka nie jest już tak dobra, jak polska. W PlusLidze co trochę gra się bardzo ważne mecze, każdy przeciwnik jest ciężki i może wygrać spotkanie, trzeba więc walczyć o każdą piłkę. W lidze niemieckiej tak naprawdę najcięższe były te ostatnie spotkania o mistrzostwo kraju. Silnych zespołów nie ma dużo, jednym z nich jest np. VfB Friedrichshafen, ale większość jednak trochę odstaje.

W berlińskiej ekipie dość szybko się zaaklimatyzowałeś, a twoje statystyki od początku sezonu były imponujące, także te z Ligi Mistrzów. To doświadczenie pomoże w Skrze Bełchatów?

Wtedy rzeczywiście bardzo szybko zaaklimatyzowałem się w zespole, a moi koledzy, jak i trenerzy pozwolili mi grać moją siatkówkę, co idealnie wkomponowało się w grę całej drużyny. Wiem, że to pomoże na pewno. Dzięki doświadczeniu wyniesionemu z Berlina będę wiedział, jak zachować się w ważnych i ciężkich momentach. Rozegraliśmy kilka meczów przeciwko silnym drużynom, a ja mogłem się ograć i nabrać pewności siebie. W tym pomogły też mistrzostwa świata, w których stawały po drugiej stronie siatki wielkie gwiazdy. To z pewnością zaowocuje w Skrze.

Teraz przed tobą nowe wyzwanie – gra w PGE Skrze. Z jakimi oczekiwaniami rozpoczynasz pracę w ekipie mistrzów Polski?

Nie mogłem się doczekać, kiedy wystartuję z treningami w Bełchatowie. Gdy grałem w tych mistrzostwach, zwłaszcza w meczu z Polakami, starałem się wyłączyć i nie myśleć, że niedługo zagram ponownie w polskiej lidze, z chłopakami, którzy są po drugiej stronie siatki. Skra to bardzo dobry zespół, z równie dobrym trenerem, więc nasze oczekiwania co do zbliżającego się sezonu muszą być wysokie. Musimy obronić mistrzostwo Polski, a także bardzo dobrze zaprezentować się w Lidze Mistrzów, gdzie będziemy grali dużo spotkań przeciwko bardzo silnym drużynom.

Kończąc grę w mundialu, miałeś krótką przerwę, czy od razu stawiłeś się w Bełchatowie?

Po mistrzostwach wróciłem na kilka dni do domu, by zawieźć reprezentacyjne rzeczy, a także zabrać te potrzebne mi w Bełchatowie. Chciałem odpocząć trochę i fizycznie i psychicznie oraz spędzić wreszcie choć trochę czasu z moją rodziną, ponieważ do tej pory nie miałem za bardzo tego czasu, by poświęcić go najbliższym.

O miejsce w składzie Skry walczyć będziesz z dwoma reprezentantami Polski, w dodatku trzeba będzie uważać na limit obcokrajowców na boisku. Nie obawiasz się tego?

Nie boję się tej rywalizacji, znam bowiem swoją wartość. Wiem jednak, że jeśli nie będę grać wystarczająco dobrze, wtedy będą grać zawodnicy ode mnie lepsi. Po prostu – kto w danym czasie będzie lepszy, ten będzie grać. Myślę, że limit obcokrajowców też nie będzie problemem, a szkoleniowiec będzie odpowiednio rotować składem.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-09-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved