Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > MŚ, gr. B: Pewne wygrane Brazylii i Turcji, męczarnie Serbek

MŚ, gr. B: Pewne wygrane Brazylii i Turcji, męczarnie Serbek

fot. FIVB

Spotkania bez większej historii rozegrały drużyny Turcji i Kanady oraz Brazylii i Kamerunu. Zarówno Turczynki, jak i Brazylijki nie miały problemów z pokonaniem rywalek. Aż pięciu setów potrzebowały Serbki, by rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść.

Siatkarki Turcji wczorajszą porażkę z Serbkami powetowały sobie w środowym meczu z Kanadą. Po wyrównanym początku atak Kubry Akman dał tureckiemu zespołowi dwupunktową przewagę na pierwszej przerwie technicznej. Od tego momentu na boisku istniała już tylko jedna drużyna. Kanadyjski zespół zupełnie nie potrafił sobie poradzić w obronie, nie działał blok i Turczynki zwiększyły swoją przewagę do dziesięciu punktów (18:8). Rebecca Pavan zdobyła jeszcze punkt sem serwisowym, ale było już za późno – Kanada została rozbita w pierwszym secie do 10. Druga partia rozpoczęła się od prowadzenia Turczynek 12:3. Siatkarki z Ameryki Północnej sprawiały wrażenie mocno przytłoczonych i bezradnych wobec dobrej gry rywalek. Świetnie w ataku grała Kubra Akman i to jej atak zakończył drugiego seta wynikiem 25:12 dla Turcji.

Kanadyjki nie miały już nic do stracenia i w trzecim secie zaczęły więcej ryzykować w polu zagrywki. Zespół turecki jednak doskonale wykorzystywał wszystkie błędy rywalek i na drugiej przerwie technicznej prowadził już 16:10. Losy meczu próbowała jeszcze odwrócić rezerwowa Dana Cranston, jednak dobrze dysponowane tego dnia Turczynki nie dały sobie odebrać przewagi i wygrały trzeciego seta do 17, a całe spotkanie 3:0.

Turcja – Kanada 3:0
(25:10, 25:12, 25:17)



Składy zespołów:
Turcja: Ozsoy (16), Tokatlioglu (14), Akman (10), Sonsirma (9), Toksoy-Guidetti (7), Aydemir (3), Karadayi (libero) oraz Ismailoglu (3) i Karakoyun
Kanada: Charuk (9), Richey (3), Love (3), Pavan (3), Marcelle (2), Lundquist, Guimond (libero) oraz Cranston (6), Page (2), Thibeault (2), Cyr (1) i Andrew-Wasylik (libero)


Wygrany set w meczu z reprezentacją Kanady mógł dawać nadzieję Kamerunkom na walkę w dzisiejszym starciu z jednymi z faworytek do końcowego triumfu w całym turnieju, Brazylijkami. Jedyną siatkarką z podstawowej szóstki brazylijskiej ekipy, którą desygnował na boisko Ze Roberto, pozostała libero, Camila Brait. Siatkarki z Afryki nerwowo i chaotycznie otworzyły pierwszego seta i błyskawicznie swoje warunki gry narzuciły „kanarkowe” (12:2). Blok Christelle Nany pokazał, że fizycznie zawodniczki z Kamerunu są dobrze przygotowane do tego turnieju. Jej koleżanki nie potrafiły jednak uporządkować tego, co działo się po ich stronie boiska. Swoje ogranie i przegląd boiska zaprezentowała za to Gabi, zapraszając obie ekipy na drugą przerwę techniczną (16:6). Brazylijki nawet przy 11-punktowej zaliczce nie miały litości dla słabszego przeciwnika, skuteczny blok zaprezentowały Natalia i Carol. Nana w końcówce przebiła się przez ręce rywalek, starając się zmotywować swoje koleżanki, ale na niewiele się to zdało, bowiem Carol chwilę później skończyła piłkę przechodzącą. Przy wyniku 11:23 pod bandą znalazła się Gabi, wykazując się ogromnym poświęceniem w obronie. Atmosfera walki udzieliła się Kamerunkom, Esther Mballa zagrywką dała szansę koleżankom na wyprowadzenie kontry, ale nie udało im się już zmniejszyć wyraźnej różnicy punktowej dzielącej oba zespoły (25:14).

Drugi set od błędu rozpoczęła Natalia. Chwilę później poprawiła się jednak, zwalniając rękę w ataku i mądrze posyłając piłkę wzdłuż siatki. Na prawym skrzydle powstrzymana została Tandara (3:4), a Kamerunki cieszyły się z każdego zdobytego punktu przeciwko tak renomowanym rywalkom. Chwilę później niedokładność i braki w technice spowodowały, że wynik ponownie bardzo szybko wymknął się im spod kontroli i na pierwszej przerwie technicznej było już 8:4 dla faworytek tego spotkania. Wśród zawodniczek reprezentacji Kamerunu wyróżniała się Bikatal, która skończyła jeden z nielicznych pewnych ataków siatkarek z Afryki. Największym problemem okazało się dla skazywanych na pożarcie kameruńskich siatkarek drugie odbicie piłki, którym bardzo utrudniały zadanie swoim koleżankom. Z kolei Tandara i Adenizia nie traciły skuteczności, a świetnie dysponowana w tym meczu Natalia dołożyła na konto swojego zespołu kilka oczek zdobytych z zagrywki. Imponować mógł za to blok Kamerunek, jedyny element, w którym dorównywały one swoim utytułowanym rywalkom. Potężny serwis Tandary pokazał, że jest to zawodniczka z ambicjami na przebicie się do pierwszej szóstki (22:13). W rolę egzekutorki w drugiej partii wcieliła się Natalia, kończąc ostatnią akcję seta mocnym atakiem (25:15).

Od początku trzeciej partii Kamerunki źle ustawiały się w obronie i pomimo mniejszej siły, jaką w swoje zagrania wkładały Brazylijki, nie były w stanie wyprowadzić własnej kontry. Grę w ataku Kamerunek przez jakiś czas na przyzwoitym poziomie utrzymywała Nana i było 4:4. Brazylijki dały się wciągnąć w finezyjną i nieco improwizowaną grę przeciwniczek, ale najczęściej i w tych akcjach punkt błędem technicznym oddawały im Kamerunki, a ostatnie słowo należało do zawodniczek Canarinhos. Brazylijki rozluźniły się nieco, a to wystarczyło, aby Adenizia i Natalia napotkały opór w postaci bloku wysokich zawodniczek po drugiej stronie siatki (8:9). Szczęśliwa dla podopiecznych Jean Rene Akono seria nie trwała jednak długo, bo w aut zaatakowała skrzydłowa Kamerunu, a Adenizia zaskoczyła rywalki zagrywką. Kamerunki dzielnie walczyły o każdy punkt, ale ich wysiłek niemalże co akcję niweczyła rozgrywająca, zmuszając koleżanki do ratowania się i pogoni za piłką. Bazując na błędach Brazylijek w zagrywce, Kamerunki rozegrały najlepszego seta w tym spotkaniu. Mistrzynie świata w pewnym momencie miały już tylko trzy punkty przewagi (20:17), ale zwycięstwo Brazylijek w żadnym momencie meczu nie było zagrożone. Formalności dopełniła Carol (25:18).

Kamerun – Brazylia 0:3
(14:25, 15:25, 18:25)

Składy drużyn:
Brazylia: Pereira (18), Adenizia (10), Tandara (10), Carol (9), Gabi (4), Fabiola (2), Camila Brait (libero)
Kamerun: Nana (13), Mbala (6), Mogoung (4), Bassoko (4), Bikatal (3), Koulla, Etoga (libero) oraz Iroume (libero), Nyoyo, Gamkoua i Fawziya


Spotkanie na szczycie miało pokazać prawdziwą siłę dwóch czołowych zespołów w grupie B. W pierwszych akcjach meczu swoją klasę potwierdziły główne bombardierki obu ekip, Brankica Mihailović i Elitsa Wasilewa (3:1). Bułgarki dzięki agresywnej zagrywce Emilii Nikołowej szybko uzyskały kilka punktów przewagi i o czas poprosił Zoran Terzić, aby uspokoić nieco swoje podopieczne (2:6). Ciężkie chwile w ataku przeżywała Tijana Bosković, jedna z nadziei serbskiej siatkówki. Zagrywki Mileny Rasić spowodowały, że Serbki natychmiast wróciły do gry i to one prowadziły na pierwszej przerwie technicznej jednym punktem. Siatkarki z terenów byłej Jugosławii nie mogły jednak uzyskać bezpiecznej przewagi i na boisku rozgorzała walka punkt za punkt. Serbki zmarnowały kontrę, a po precyzyjnej kiwce Wasilewej wydawało się, że to Bułgarki przejmują inicjatywę w tym secie. Swoją liderkę odciążyła Bosković i dzięki odwadze w ataku Serbki doprowadziły do remisu (16:16). W końcówce większa dynamika i orientacja w obronie pozwoliła podopiecznym Terzicia na zdobycie całej serii punktów (21:18). To przesądziło o ich triumfie w premierowej odsłonie (25:19).

Porażka w pierwszym secie najwyraźniej została w głowach Bułgarek, bo te nie mogły sforsować serbskiego bloku na początku drugiej partii (0:3). Lora Kitipowa przegrała walkę na siatce z Mihailović, która w tym fragmencie spotkania grała jak natchniona. Bułgarki niemal w każdej akcji musiały mierzyć się z podwójnym blokiem, a ataki przed siebie błyskawicznie wracały na stronę ich zespołu. Serbki mogły cierpliwie czekać na to co zrobią rywalki, natomiast Maja Ognjenović częściej niż dotychczas posyłała piłki do swoich środkowych (12:4). Niemające nic do stracenia Bułgarki poszły w ślady rywalek, a pasywny blok pozwolił im odrobić część strat (17:13). Na boisku pojawiła się gwiazda reprezentacji Serbii, Jovana Brakocević, ale była to jedynie zmiana zadaniowa w celu podwyższenia bloku. Bułgarki grały konsekwentnie i doprowadziły do remisu (23:23). W arcyważnym momencie zatrzymana została Mihajlović, a Straszimira Filipowa skarciła Serbki za zlekceważenie jej koleżanek (25:23).

Bułgarki bardzo szybko w trzecim secie postawiły się w roli goniących wynik (1:3). Zadanie wyrównania rezultatu zrealizowały jednak znacznie szybciej niż w poprzedniej odsłonie, asem serwisowym popisała się Cwetlina Zarkowa, a w ataku brylowała Wasilewa. Serbki, aby prowadzić wyrównane spotkanie, musiały bardzo starannie wykonywać poszczególne elementy. Kiedy serbskie blokujące zatrzymały Kolewą, podopieczne Terzicia wyszły na prowadzenie (11:10). Bułgarkom brakowało doświadczenia, a niewykorzystane niemal 100-procentowe okazje przeciwko tak doświadczonym rywalkom osłabiły morale podopiecznych Władimira Kuzjjutkina. Tym razem rozpędzone Serbki nie dały już sobie odebrać zwycięstwa, a seta pewnym atakiem zakończyła Bosković.

Nieco inny scenariusz miał czwarty set. W ataku ciężar gry wzięła na siebie Kolewa, a swoje frycowe zapłaciła Bosković, bo po jej ataku piłka odbiła się od bloku (2:5). Coraz lepiej w ofensywie spisywała się także Dobriana Rabadzhiewa, ale Serbki również zdawały sobie sprawę z rangi tego spotkania i walczyły o każdą piłkę. Bezbłędnie grała Mihailović, a Bułgarki nie potrafiły zatrzymać pipe’a rywalek. W tej fazie meczu rolę odgrywać zaczęło zmęczenie, a długą i emocjonującą akcję wygrały Bułgarki. Po niej Milena Rasić zatrzymała Filipową i dość niespodziewanie to niżej notowane w światowym rankingu bułgarskie zawodniczki były na wyraźnym prowadzeniu (17:12). Reprezentantki tego kraju wykorzystały niemoc w ataku przeciwniczek i doprowadziły do piątego seta, odbierając cenne punkty w tabeli faworytkom tego meczu (25:18).

W tie-breaku ponownie na wagę złota w trudnych sytuacjach okazała się możliwość posłania piłki do Bosković, a dotknięcie siatki po stronie Bułgarek pozwoliło nabrać Serbkom pewności siebie (4:2). Pojedynczy blok Maji Ognjenović na Wasilewej był momentem przełomowym i sprawił, że to Serbki nabrały wiary w końcowy sukces. Jak się jednak okazało, Bułgarki potrafiły się pozbierać, po kontrze skończonej przez Kolevą i pierwszym nieudanym ataku Serbek z drugiej linii był remis 10:10. Ostatecznie jednak swoje trzy grosze Brakocević dołożyła w bloku, a Mihajlović zakończyła całe spotkanie.

Serbia – Bułgaria 3:2
(25:19, 23:25, 25:19, 18:25, 15:12)

Składy drużyn:
Serbia: Mihajlović (31), Bošković (26), Rasić (10), Krsmanovic (9), Ognjenović (4), Molnar (4), Popović (libero) oraz Cebić (libero), Brakocevi (1), Zivković i Voljković
Bułgaria: Wasiljewa (23), Rabadzhiewa (13), Filipowa S. (13), Nikolowa (5), Zarkowa (2), Nenowa, Filipowa M. (libero) oraz Kitipowa, Rusewa (3) i Kolewa (11)

Zobacz również:
Wyniki 2. kolejki oraz tabela grupy B mistrzostw świata

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-09-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved