Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > MŚ: Katowicki Spodek odleciał, Polacy mistrzami świata!

MŚ: Katowicki Spodek odleciał, Polacy mistrzami świata!

fot. Łukasz Krzywański

Katowicki Spodek odleciał po tym, jak biało-czerwoni powtórzyli wyczyn złotej drużyny Huberta Wagnera z 1974 r. Polacy w wielkim finale pokonali 3:1 drużynę Brazylii, sprawiając tym samym ogromną radość milionom kibiców w całym kraju.

Trzeci w historii swój finał mistrzostw świata biało-czerwoni rozpoczęli w swoim żelaznym składzie, który wykrystalizował się podczas trzeciej fazy grupowej. W pierwszej szóstce ponownie pojawił się Fabian Drzyzga, a nie – jak w pierwszej części turnieju – Paweł Zagumny. Pierwsze piłki widowiska upłynęły pod znakiem gry punkt za punkt. Obaj rozgrywający na wstępie uruchomili swoich środkowych (2:2). Później Brazylijczycy zaczęli budować sobie przewagę. Nasi zawodnicy mieli problem z pierwszą akcją. Rywale byli świetnie dysponowani w obronie, a na domiar złego bezlitośnie kontrowali. W pierwszej fazie meczu bezbłędny był Lucarelli. 22-letni siatkarz reprezentacji Brazylii przyjmował w punkt, znakomicie atakował, a na dodatek był piekielnie groźny w polu zagrywki. Na pierwszej przerwie technicznej Canarinhos prowadzili 8:4. Sygnał do odrabiania strat punktową zagrywką dał Mariusz Wlazły, ale podopieczni Bernardo Rezende wciąż powiększali dystans. Biało-czerwoni nie potrafili przebić się przez perfekcyjnie funkcjonujący brazylijski blok. Zatrzymani zostali kolejno Mariusz Wlazły, Mateusz Mika i Michał Winiarski (18:11). Kiedy Stephane Antiga przeprowadził swoją klasyczną podwójną zmianę, Dawid Konarski wlał w serca Polaków nadzieję, popisując się asem serwisowym (14:19). Zawodnicy z Ameryki Południowej w dalszym ciągu trzymali naszą drużynę w żelaznym uścisku. Polacy nie potrafili postawić szczelnego bloku, dlatego Lucarelli i Leandro Vissotto na skrzydłach byli nie do zatrzymania. To nieudane otwarcie zakończyło się wysokim zwycięstwem naszych przeciwników – 25:18.

Reprezentanci Polski dobrze zareagowali na tę porażkę. Drugą partię zaczęli od mocnego uderzenia. Najpierw Karol Kłos wbił rywalom „gwoździa” ze środka, a następnie Michał Winiarski do spółki z Piotrem Nowakowskim zatrzymali na siatce Sidao (4:1). Zawodnicy z Kraju Kawy błyskawicznie odrobili straty. Mariusz Wlazły nadział się na ścianę w postaci rąk Murilo i Sidao, a niesamowity Lucarelli niezmiennie nękał polskich graczy na lewym skrzydle (7:7). Po przerwie technicznej w polu zagrywki pojawił się Karol Kłos. Środkowy PGE Skry Bełchatów swoim flotem sprawił sporo kłopotów naszym oponentom (11:7). W tej fazie finałowego starcia obserwowaliśmy grę na najwyższym poziomie – poziomie ze wszech miar godnym finału mistrzostw świata. Obie drużyny kapitalnie prezentowały się w defensywie, dzięki czemu byliśmy świadkami wielu długich, zaciętych akcji, pełnych spektakularnych obron. Najbardziej widowiskową z nich rozstrzygnęliśmy na naszą korzyść po skutecznym ataku Mateusza Miki (12:8). Nasi zawodnicy trzymali rywali na dystans. Fabian Drzyzga przy precyzyjnym przyjęciu posyłał piłkę na środek, a z jego wystaw skrzętnie korzystał Karol Kłos. Bardzo dobrze spisywał się kapitan polskiego zespołu – Michał Winiarski, który potrafił zrobić użytek z trudnych piłek sytuacyjnych. Przyjmujący, który w nowym sezonie będzie bronić barw mistrzów PlusLigi z Bełchatowa, pokusił się również o efektowną „czapę”, powstrzymując atomowy atak Vissotto (17:12). Brazylijczycy nie zamierzali jednak rezygnować z walki w tej odsłonie. Kiedy na zagrywkę powędrował Bruno Rezende, rozpoczęło się istne piekło polskiej drużyny. Biało-czerwoni nie byli w stanie skończyć akcji i stracili 5 punktów z rzędu (17:17). Od tego momentu toczyła się zażarta walka punkt za punkt. W końcówce ciężar gry w ofensywie wziął na siebie Mateusz Mika i to on stanowił pierwszy wybór Pawła Zagumnego, który pojawił się na parkiecie w miejsce Fabiana Drzyzgi (22:21). Brazylijski rozgrywający miał większy komfort, bowiem Lucarelli i Wallace praktycznie się nie mylili, a kolejną opcję na skrzydle stanowił Murilo. 33-letni przyjmujący po kilku spotkaniach, w których był wyłączony z gry w ataku, wrócił do „żywych” i w kilku sytuacjach pokazał niebywały kunszt. W tej zaciętej końcówce różnicę zrobił atomowy serwis Mariusza Wlazłego. Po jego uderzeniu piłka wróciła na naszą stronę siatki, a Mateusz Mika uderzeniem z drugiej linii zapewnił nam wygraną w drugim secie (25:22). Polacy wrócili do gry.

Bohaterem początku trzeciego seta był Piotr Nowakowski. Środkowy Asseco Resovii Rzeszów najpierw pewnie skończył atak ze środka, natomiast w kolejnej akcji zatrzymał Lucarellego (3:1). Canarinhos szybko wyrównali za sprawą kolejnych precyzyjnych zbić Wallace’a i Lucasa Saatkampa (3:3). W następnych akcjach żadnej z drużyn nie udało się odskoczyć na choćby dwa punkty. W naszych szeregach wyraźnie wyróżniał się Mateusz Mika. Przyjmujący, którego śmiało możemy nazwać odkryciem turnieju, bardzo pewnie kończył swoje ataki i odciążył nieco lidera biało-czerwonych – Mariusza Wlazłego, który w tym spotkaniu miał ogromne problemy ze sforsowaniem bloku rywali (11:11). Paweł Zagumny, widząc to, intensywnie korzystał z naszych przyjmujących. Na drugiej przerwie technicznej cieszyliśmy się z minimalnego prowadzenia (16:15). Po wznowieniu gry nasz atakujący odżył. Zdobył dwa punkty w ataku, a chwilę później zatrzymał pojedynczym blokiem swojego vis-a-vis – Leandro Vissotto (18:16). Straciliśmy swoją przewagę po niepotrzebnych błędach własnych (Piotr Nowakowski minął się z piłką przechodzącą przez siatkę po niedokładnym odbiciu Mario) (19:19). Na ostatniej prostej tej partii siatkarze obu zespołów pokazali dlaczego to właśnie oni mierzą się ze sobą w morderczej walce o mistrzostwo świata. Fantastycznie atakowali Wlazły, Mika i Kłos z jednej strony, a Lucarelli, Murilo i Lucas z drugiej (23:23). W ostatniej akcji szczęście uśmiechnęło się do zawodników prowadzonych przez Stephane’a Antigę. Kiedy piłka po uderzeniu Lucarellego trafiła w antenkę, katowicki „spodek” zadrżał w posadach po wybuchu radości zgromadzonych w nim sympatyków siatkówki. Polacy zwyciężyli 25:23 i stało się jasne, że do upragnionego triumfu brakuje nam już tylko jednego seta. Biało-czerwoni znakomicie prezentowali się w przyjęciu (Michał Winiarski grał w tym elemencie na poziomie 79%). Z biegiem spotkania stabilizował się rozkład ataku w naszym zespole. Paweł Zagumny znalazł złoty środek i dostosował taktykę do dyspozycji swoich kolegów. Nasi przeciwnicy natomiast niezmiennie opierali swoją grę ofensywną na Lucarellim.



Obraz meczu nie uległ zmianie w początkowej fazie czwartej odsłony. Reprezentacje Polski i Brazylii znów starły się ze sobą w równorzędnej walce, którą z zapartym tchem obserwowały tysiące fanów w Katowicach i miliony przez telewizorami na całym świecie. Mecz życia rozgrywał Mateusz Mika – absolutnie pierwszoplanowa postać biało-czerwonych w tej konfrontacji. Po asie serwisowym w jego wykonaniu Polakom udało się odskoczyć na dwa punkty (11:9). Chwilę później Polakom przydarzył się błąd w przyjęciu, a Wallace zdobył punkt w niewiarygodnych wręcz okolicznościach (12:12). Po przerwie technicznej, zagrywką zaskoczyli nas rezerwowi Eder i znany z występów w PlusLidze – Felipe Fonteles (20:17). Wówczas na trybunach katowickiej hali rozbrzmiała „Pieśń o Małym Rycerzu” – utwór który w trudnych momentach ma za zadanie natchnąć naszych zawodników do walki. Polacy niesieni oszałamiającym dopingiem zdołali wyrównać stan gry. Piotr Nowakowski bezlitośnie wykorzystał przechodzącą piłkę, przez potrójny blok przebił się Michał Winiarski, a na koniec pomocną dłoń podał nam Lucarelli, przekraczając linię środkową (21:21). W następnej akcji Mariusz Wlazły zatrzymał blokiem brazylijskiego przyjmującego, a Eder zaatakował w taśmę (24:22). Bernardo Rezende próbował chwycić się Leandro Vissotto, niczym tonący przysłowiowej brzytwy, wprowadzając go na podwyższenie bloku, ale nie przyniosło to rezultatu. Punkt na wagę mistrzostwa świata zdobył Mariusz Wlazły, co miało wymiar symboliczny. Atakujący PGE Skry Bełchatów przez kilka sezonów z różnych względów nieobecny w reprezentacji Polski, wrócił, porwał wszystkich swoją grą i poprowadził biało-czerwonych do tak długo wyczekiwanego sukcesu.

Polacy rozstrzygnęli czwartego seta na swoją korzyść 25:22, a w katowickim „Spodku” zapanowała w pełni zrozumiała euforia. Reprezentacja Polski po 40 latach zdobyła drugi w swojej historii złoty medal mistrzostw świata w siatkówce mężczyzn.

Polska – Brazylia 3:1
(18:25, 25:22, 25:23, 25:22)

Składy zespołów:
Polska: Mika (22), Wlazły (14), Winiarski (13), Nowakowski (10), Kłos (5), Drzyzga, Zatorski (libero) oraz Konarski (2), Zagumny i Kubiak
Brazylia: Wallace (18), Lucarelli (18), Lucas (15), Murilo (8), Sidao (7), Bruno (3), Mario (libero) oraz Vissotto (2), Eder, Fonteles, Raphael i Felipe (libero)

Zobacz również:
Wyniki III rundy siatkarskich mistrzostw świata

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-09-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved