Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Jacek Nawrocki: Wszelkie trudności cementują i wzmacniają zespół

Jacek Nawrocki: Wszelkie trudności cementują i wzmacniają zespół

fot. archiwum

- Jak spojrzy się na wyniki, to nie czuje się emocji i nerwów związanych z tym, że wszystko wisiało na włosku. Każda kontuzja skrzydłowego eliminowałaby nas z walki o czwórkę - mówi po zdobyciu srebrnego medalu ME trener polskich juniorów, Jacek Nawrocki.

Przed turniejem zawodnicy po cichu przyznawali, że jadą po medal. Ta sztuka im się udała, a wywalczenie srebra jest chyba tym większym sukcesem, że w tej kategorii wiekowej po medal w mistrzostwach Europy biało-czerwoni sięgnęli po raz pierwszy od 1996 roku?

Jacek Nawrocki: Jest to bardzo duży sukces chłopaków, który im się należał. Bardzo dużo pracy włożyli w to, aby zdobyć medal w mistrzostwach. Smakuje on jeszcze bardziej, kiedy weźmie się pod uwagę wszelkie kłopoty zdrowotne, z którymi się borykaliśmy. Na mistrzostwa przecież nie pojechali tacy zawodnicy, jak: Artur Szalpuk, Piotr Badura, Marcin Kania czy Bartek Lemański, w dniu wyjazdu z Wałbrzycha Kuba Kochanowski skręcił nogę, a Pawła Gryca straciliśmy w pierwszym meczu mistrzostw Europy. Wobec tych kłopotów chłopcy osiągnęli bardzo dobry wynik. Mimo że mieliśmy ograniczone możliwości manewru, to cieszę się, że chłopcy utrzymali koncentrację i wykazali wielką wolę walki, zdobywając srebrny medal.



Może paradoksalnie te wszystkie kłopoty zdrowotne, o których pan wspomniał, jeszcze bardziej zmobilizowały chłopaków i nakręciły ich do walki o medal?

– Coś w tym jest. Wszelkiego rodzaju trudności na pewno cementują i wzmacniają zespół. Uważam, że zawodnicy w trakcie całego turnieju pokazali mocny charakter, dzięki któremu sięgnęli po srebrny medal.

Patrząc przez pryzmat suchych wyników, można odnieść wrażenie, że Polacy przez fazę grupową przeszli jak burza. Czy faktycznie tak było?

– Jak spojrzy się na wyniki, które wskazywały, że odnieśliśmy komplet zwycięstw, to nie czuje się emocji, napięcia i nerwów związanych z tym, że wszystko wisiało na włosku. Każda kolejna kontuzja skrzydłowego od razu by nas eliminowała z walki o czwórkę, bo był taki układ kadrowy, w którym ciężko byłoby kogokolwiek wprowadzić do podstawowego składu. Więc tak naprawdę graliśmy każdy mecz z nożem na gardle, uważając, żeby nie przyplątała się nam żadna kontuzja.

Najwięcej problemów w fazie grupowej biało-czerwonym sprawili Turcy, którzy ugrali dwa sety. Przed początkiem turnieju właśnie tego przeciwnika upatrywał pan w gronie najsilniejszych rywali grupowych?

– Na początku najtrudniejszych rywali grupowych upatrywaliśmy w Belgach i Turkach. Ci pierwsi po pierwszym zwycięstwie w grupie dostali od nas srogie lanie i do końca turnieju nie podnieśli się po tej porażce. Natomiast ci drudzy grali wiele pięciosetowych meczów. Mieli chyba największe możliwości manewrów taktycznych i zmian w składzie. Ale pogrzebali szansę na półfinał w ostatnim meczu grupowym, w którym grali ze Słowenią, choć należał się im awans, biorąc pod uwagę ich poziom sportowy.

W półfinale pana podopieczni trafili na Francuzów, z którymi grali trzy sparingi tuż przed mistrzostwami. Czy te mecze ułatwiły rozszyfrowanie przeciwnika, czy była to broń obosieczna, bo trójkolorowi również dobrze przygotowali się do meczu półfinałowego?

– Bardzo dobrze poznaliśmy się z Francuzami w trakcie tych trzech spotkań towarzyskich, jednak w półfinale chyba mieliśmy więcej ukrytych kart, bo wcześniej graliśmy z innym rozgrywającym i atakującym. Jednak w takim meczu wszystko mogło się zdarzyć, więc tym bardziej cieszymy się, że udało nam się pokonać tego przeciwnika.

A Rosjanie w meczu finałowym byli poza zasięgiem? Czy może Polacy przegrali bój o złoto bardziej pod kątem mentalnym?

– Nie powiedziałbym, że przegraliśmy mentalnie, bo nastawienie na walkę było. Jednak w tym meczu wyszło zmęczenie fizyczne i emocjonalne. W dodatku Rafał Szymura nie był w pełni dyspozycji. Było to kolejne małe nieszczęście, które nas dotknęło. Zabrakło nam siły, którą moglibyśmy dysponować, kiedy gralibyśmy w komplecie. Fachowcy mówią, że Rosjanie są obecnie drużyną wszech czasów, bo będąc kadetami, już wygrali mistrzostwa świata juniorów. To świadczy o ich sile i wielkim potencjale. My moglibyśmy powalczyć z tym przeciwnikiem, ale musielibyśmy mieć do dyspozycji wszystkich tych zawodników, których zabrakło. W tym roku Rosjan pokonaliśmy już w Anapie, ale graliśmy wówczas w pełniejszym zestawieniu.

Mimo porażki w finale srebro to już trzeci medal mistrzowskiej imprezy zdobyty przez tę grupę, więc chyba świadczy to o tym, że tkwi w niej spory potencjał?

– Kilku zawodników udowodniło już, że stać ich na grę na wysokim poziomie. Myślę, że możemy na nich liczyć, patrząc już w kontekście reprezentacji seniorskiej. Ta grupa cały czas ewoluuje i będzie się zmieniała. Jeśli uzupełnimy ją o siatkarzy, którzy byli kontuzjowani, to w przygotowaniach do mistrzostw świata będzie ona jeszcze mocniejsza. Jestem przekonany, że tak będzie, jeśli ominą nas wszelkiego rodzaju kłopoty i problemy zdrowotne. Stać nas na to, aby wyselekcjonować jeszcze mocniejszą drużynę, co stanowi bardzo optymistyczny prognostyk na przyszłość.

Srebro w mistrzostwach Europy wiąże się z dodatkową korzyścią, bowiem dzięki temu do kwalifikacji do mistrzostw świata juniorów przystąpicie dopiero od III rundy…

– Bardzo się  cieszymy, że w styczniu nie będziemy przeżywali kłopotów związanych ze ściąganiem zawodników z klubów do reprezentacji. Wiemy, jak ciężko wtedy jest wszystko poukładać. Bardzo korzystne jest nie tylko to, że ominie nas druga runda eliminacji, ale także to, że wspólnie z reprezentacją Rosji będziemy rozstawieni w decydującej rundzie, więc nie wpadniemy na siebie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved