Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Wojciech Maroszek: Challenge jest przyjacielem sędziów i siatkówki

Wojciech Maroszek: Challenge jest przyjacielem sędziów i siatkówki

fot. Przemysław Rokitowski

- Pierwsze decyzje są podejmowane w ułamku sekundy, kiedy sytuacja nie jest jednoznaczna i bardzo dobrze, że możemy je weryfikować, bo zyskuje na tym siatkówka - mówi Wojciech Maroszek, jeden z dwójki polskich arbitrów w mundialu rozgrywanym nad Wisłą.

Pana przygoda z polskim mundialem kończy się wraz z zakończeniem I rundy turnieju. Mimo wszystko dla polskiego sędziego możliwość sędziowania na tak wielkiej imprezie w naszym kraju to ogromne wyróżnienie. Czuje się pan doceniony?

Wojciech Maroszek: – Oczywiście, jest to ogromne wyróżnienie i duży pakiet doświadczenia. Byłem na mundialu drugim najmłodszym sędzią pod względem wieku, a pod względem doświadczenia sędziowskiego na poziomie międzynarodowym – najmłodszym. Rzeczą oczywistą w takiej sytuacji jest to, że opuszczam turniej po pierwszej fazie. Z drugiej strony zebrałem tutaj sporo pochwał i całkiem niezłe oceny. Traktuję to jako krok w przód w mojej karierze sędziowskiej, a nie jakieś jej ukoronowanie.

W Spodku obsada sędziowska była naprawdę bardzo egzotyczna. Oprócz znanych nam sędziów z Włoch czy Słowacji byli też panowie z Japonii, Egiptu i Iranu. Czy przytrafiły się jakieś trudności komunikacyjne?



Akurat Japończyk mówi po angielsku świetnie. Dla nas sędziów, gdzie rozmawia się dosyć dużo na stopie towarzyskiej, o dziwo takiego problemu nie było. Obserwowaliśmy kilkukrotnie w innych halach takie kłopotliwe momenty, gdy arbiter miał problem w komunikacji z zespołami czy z kapitanami. Mnie to osobiście nie dotyczy, więc przemilczę, czy przytrafiły się jakieś problemy, czy też nie (uśmiech).

W polskim mundialu wykorzystywany jest system challenge, który dla wielu zagranicznych sędziów jest czymś nowym. Goście z innych krajów nie mają problemów z korzystaniem z tego narzędzia?

Zacznę może od tego, że będę trochę nieskromny i się pochwalę. Po ostatnim spotkaniu w mundialu (Tunezja – Finlandia – przyp. red.) moje decyzje były przedmiotem challenge 11 razy i we wszystkich sytuacjach okazało się, że miałem rację. Mam nadzieję, że nikt z kolegów mnie już w tym nie pobije do końca turnieju. Wydaje mi się, że to fajna rzecz, że Polak będzie na czele takiego rankingu. Wracając jednak do pytania – było tak, jak przewidywaliśmy. Na początku stosowania tego systemu w Polsce część zespołów i część moich kolegów podchodziła do tematu weryfikacji z pewnym dystansem i nieufnością. Ja osobiście zaobserwowałem, że trenerzy póki co nie stosują wideoweryfikacji w sposób taktyczny. Wydaje mi się, że z czasem oni też się tego nauczą. Podobnie jest z sędziami. Część kolegów ma pewne wątpliwości przy interpretacji obrazu, czy ma jakieś kłopoty w posługiwaniu się sygnalizacją. Z każdym meczem zaczyna to jednak coraz płynniej funkcjonować i mam nadzieję, że będzie to narzędzie uspokajające sytuację na boisku i potwierdzające prawidłowość decyzji arbitrów.

We wszystkich halach kibice i zawodnicy mają okazję podejrzeć obraz z weryfikowanych sytuacji i ewentualnie się z nim nie zgodzić, wydając różne dźwięki. To jest dla was dodatkowy czynnik powodujący stres?

Ja akurat jestem wielkim zwolennikiem systemu challenge i myślę, że kibicom też nie brakuje wyobraźni i zdają sobie sprawę, że w momencie gdy piłka leci z prędkością 120 kilometrów na godzinę, to trzeba chwilę przyjrzeć się temu obrazowi, by sprawdzić, czy zahaczyła o linię, czy też nie. Ludzkie oko nie jest w stanie ze stuprocentową skutecznością ocenić takich piłek. Podobnie jest w sytuacjach na siatce, gdzie w krótkim momencie pojawiają się nad nią 2, 3 czy 4 pary rąk i trzeba zadecydować, który z zawodników dotknął siatki. To nie jest rzecz prosta. Jestem zdania, że challenge jest przyjacielem siatkówki i przyjacielem sędziów. Większość kolegów już też podchodzi do tej sprawy w ten sposób. Pierwsze decyzje są zazwyczaj podejmowane w ułamku sekundy, kiedy sytuacja nie jest jeszcze taka jednoznaczna i bardzo dobrze, że możemy je później weryfikować, bo zyskuje na tym siatkówka.

Przygoda z mundialem dla pana się już skończyła, więc teraz trzeba powoli wracać do codziennych obowiązków, czyli sędziowania polskiej ekstraklasy i rozgrywek wojewódzkich. Przeskok jakościowy na pewno będzie odczuwalny…

Województwo śląskie jest zdecydowanie najsilniejszym województwem siatkarskim. Mamy tutaj około 180 zespołów młodzieżowych, czyli więcej niż w całych Czechach czy w całej Słowacji. Organizacyjnie i pod względem poziomu jest zupełnie inaczej, ale proszę wierzyć, że sędziuje się z pewną przyjemnością. Czujemy wszyscy, że jesteśmy częścią śląskiej siatkówki. Jesteśmy dumni, że możemy pracować w tak silnym województwie. Jestem relatywnie młodym sędzią, jeśli chodzi o sędziowanie rozgrywek międzynarodowych, bo mam dopiero 40 lat, ale w województwie mam przyjemność być już pewnym autorytetem i sprawia mi to dużą przyjemność, by dzielić się wiedzą z kolegami. Czasami pytany jestem także przez trenerów, zawodników czy działaczy o ciekawostki związane z siatkówką na tym najwyższym poziomie i z przyjemnością dzielę się tą wiedzą. Myślę, że jeśli sędzia z danego województwa ma okazję prowadzić mecze na takim poziomie, to automatycznie podnosi on także poziom sędziowania w swoim województwie.

W takim razie już nie jako sędzia, ale jako kibic reprezentacji Polski – co na tym turnieju może osiągnąć ekipa trenera Antigi?

(uśmiech) Wiem, że niedawno skończyłem sędziować swój ostatni mecz w tym mundialu i już nie jestem tutaj reprezentantem FIVB, ale jednak wolałbym powstrzymać się od takich komentarzy. Oczywiście trzymam kciuki za naszą reprezentację, nasz zespół zagrał fantastycznie szczególnie dwa pierwsze spotkania. Życzę naszym reprezentantom jak najlepiej i mam nadzieję, że będę mógł ich oglądać w fazie finałowej w Spodku. Na tym pozostańmy (uśmiech).

A jak wrażenia z meczu na Stadionie Narodowym?

Nie miałem okazji zobaczyć go na żywo, bo byliśmy już wtedy skoszarowani tutaj w Katowicach, ale dwóch kolegów – Juraj Mokry i Muranaka byli na tym spotkaniu i mówili, że było to coś niesamowitego. Kiedy rozmawiamy z oficjelami z FIVB, to praktycznie wszyscy zgodnie przyznali, że tym meczem zagwarantowaliśmy sobie, że nasze mistrzostwa będą zapamiętane. Genialny pomysł i fantastyczne wykonanie zarówno ceremonii, jak i oprawy meczowej. Inna sprawa, że w niczym nie zawodzimy w dalszych spotkaniach. Jeśli w Spodku mamy frekwencję rzędu 5 czy 6 tysięcy ludzi, w Krakowie przytrafia się nawet 11 tysięcy ludzi w hali w meczach, gdzie nie ma Polaków, to trzeba powiedzieć jasno – to fantastyczna sprawa.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-09-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved