Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Konstantin Shumov: Nie wiem jak to możliwe, że wygraliśmy

Konstantin Shumov: Nie wiem jak to możliwe, że wygraliśmy

fot. archiwum

- Dla nas jest to trudna impreza, bo jesteśmy na mistrzostwach świata po raz pierwszy od 32 lat. Dobrze rozpoczęliśmy mundial i teraz będziemy się jeszcze bardziej rozpędzać - powiedział po meczu Konstantin Shumov.

Ten mecz był w waszym wykonaniu rollercoasterem nastrojów. Najpierw graliście słabo i przegrywaliście 0:2, by podnieść się z kolan i zacząć walczyć o dobry wynik jak lwy. To zwycięstwo poniesie was dalej?

Konstantin Shumov: – To było coś fantastycznego. Przez pierwsze dwa sety graliśmy słabo, nie potrafiliśmy kąsać zagrywką, nie mieliśmy punktowych bloków i do tego popełniliśmy chyba wszystkie możliwe błędy z przejściami linii i dotknięciami siatki włącznie. W statystykach na koniec dwóch setów wszystko wyglądało podobnie, nie wyróżnialiśmy się niczym. Dopiero później się przebudziliśmy i zaczęliśmy grać jak natchnieni. Szczęśliwa była dla nas przerwa po drugim secie, bo po dziesięciu minutach byliśmy inną ekipą. Szturmem wzięliśmy seta numer trzy, a w czwartym byliśmy cały czas z tyłu. Wsparcie naszych fanów nam wtedy bardzo pomogło i to dzięki nim doprowadziliśmy do tie-breaka. Nie wiem jak to było możliwe, że wygraliśmy, ale w sporcie często nie ma logiki.

W pierwszych dwóch partiach popełnialiście mnóstwo błędów, choć jesteście drużyną dużo bardziej doświadczoną. Spodziewałem się, że to Kubańczycy zagrają jak „jeździec bez głowy”.



– Siebie trochę też zaskoczyliśmy (uśmiech). Spodziewaliśmy się tego, że nasi rywale będą mocno uderzać, wysoko skakać i nieźle blokować, ale tą dojrzałością trochę nas zaskoczyli. Wiedzieliśmy, że to my gramy źle i możemy być lepsi na boisku. Wejście w mecz trochę czasu nam zajęło. Robiliśmy to powoli, ale konsekwentnie – krok po kroku. Nasza słaba gra była dla nas taką niemiłą myślą, która siedziała w tyle naszej głowy. To było nasze pierwsze spotkanie w turnieju, więc powiedzieliśmy sobie, że musimy włożyć wszystkie siły, bo mamy ich przecież dużo, na starcie turnieju, a jutro czeka nas dzień wolny. Dla nas jest to też trudna impreza, bo jesteśmy na mistrzostwach świata po raz pierwszy od 32 lat. Wszystko jednak zaskoczyło w odpowiednim momencie i nasza wygrana cieszy tym bardziej.

Już w pierwszym meczu graliście z wicemistrzami świata, za niedługo czeka was mecz z mistrzami świata. Trafiliście do trudnej grupy. Chcecie silniejszym coś udowodnić?

– Wiemy, że rywale są od nas wyżej w rankingu i nie jesteśmy faworytem do medali tej imprezy. Nie musimy nic udowadniać, podchodzimy do tego zupełnie inaczej – chcemy wyjść na boisko z uśmiechem, dobrze się bawić, grając w siatkówkę i z boiska schodzić też z uśmiechem. Zobaczymy do czego nas to doprowadzi. Dzisiaj udało się nam wygrać i to nas cieszy, bo dobrze rozpoczęliśmy mundial. Teraz będziemy się jeszcze bardziej rozpędzać.

Na spotkanie z Kubańczykami trener Sammelvuo zdecydował się wystawić bardzo doświadczony zespół z Mikko Esko na rozegraniu. Ta opcja nie wypaliła i dopiero wprowadzenie na boisko Tervaporttiego i Ojansivu zmieniło przebieg meczu. Ojansivu to „man of the match”?

– To nieważne czy ktoś był najlepszy na boisku czy może dał trochę mniej. Każdy w zespole jest bardzo ważny i wygraliśmy ten mecz razem. Mamy zawodników na ławce rezerwowych, z których każdy może wejść na plac gry i pomóc w najtrudniejszym momencie. Każdy ma jakieś miejsce i czasami jego jedna dobra piłka może zakończyć mecz z korzyścią dla nas. W naszej drużynie wszyscy to wiedzą, wszyscy akceptują i zawsze podkreślają.

Kiedy wszedłem do hali, wiedziałem, że jestem w Katowicach, ale jak wybrzmiał wasz hymn – myślałem, że Spodek przeleciał do Helsinek. Czułeś się podobnie?

– Dokładnie tak! To, co nasi fani zrobili w hali, było świetne. Ich doping nas poniósł, byli dla nas siódmym zawodnikiem. Samolot z naszym wiceprezydentem federacji się spóźnił i dotarł on do Polski jakieś 2 czy 3 godziny później niż planował i dowiedzieliśmy się, że prosił o jakieś dłuższe spotkanie. Mówił, żebyśmy wygrali po czterech albo pięciu setach. Zrobiliśmy jak sobie życzył (śmiech). Kibice pomagali nam od pierwszego seta, ale wtedy nam nie szło, dopiero w trzeciej partii ich doping nas poniósł. Tego nie można zrozumieć, tak po prostu jest, że w najbardziej nieoczekiwanym momencie fani dodają skrzydeł i potrafią swoim krzykiem i oklaskami zmienić obraz meczu. To jest w tym sporcie najpiękniejsze.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-09-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved