Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Wielkie chwile z dala od domu, czyli jak Polacy zdobywali medale MŚ

Wielkie chwile z dala od domu, czyli jak Polacy zdobywali medale MŚ

fot. archiwum

To były sukcesy, których niewielu się spodziewało. W 1974 siatkarze stali się narodowymi bohaterami, wracając do kraju jako najlepsza drużyna globu. Po 32 latach znów stanęli na podium mundialu, tym razem na jego drugim stopniu.

Historyczny triumf drużyny Wagnera

Na mistrzostwa do Meksyku biało-czerwoni jechali pod wodzą dawnego kolegi z boiska – Huberta Jerzego Wagnera. Wagner nie był siatkarzem wybitnym. Wybitnie był za to charakterny (by nie powiedzieć pyskaty), przez co w 1972 roku nie pojechał na igrzyska olimpijskie do Monachium. Do reprezentacji wrócił zaraz po nich, ale już w innej roli – jako trener. Przed mundialem w 1974 roku postawił sobie i zespołowi jeden cel: wywalczenie olimpijskiej kwalifikacji, a tę dawało albo mistrzostwo świata, albo srebrny medal, gdyby na najwyższym stopniu podium stanęli Japończycy – mający za 2 lata bronić tytułu wywalczonego podczas monachijskich igrzysk.

Wagner wiedział, co mówi. Drużynę przygotował perfekcyjnie. Słowo „drużyna” nie jest tu tylko frazesem, bo w Meksyku grał „Kat” całą dwunastką. Wciąż rotował składem, z meczu na mecz zmieniał wyjściową szóstkę, wprowadzał taktyczne zmiany. Efekt był fantastyczny, bo biało-czerwoni rozegrali 11 spotkań i wszystkie wygrali. W pierwszej fazie odprawili z kwitkiem Egipt, Stany Zjednoczone i ZSRR, w drugiej nie dali szans mistrzom świata z NRD (oddali im tylko 12 małych punktów, co, nawet biorąc pod uwagę, że sety rozgrywano do 15, jest wynikiem imponującym), Belgom i Meksykanom. O medalach miały zdecydować mecze pomiędzy sześcioma najlepszymi zespołami turnieju. Jeszcze raz przyszło więc Polakom zmierzyć się z ZSRR i NRD, oba mecze wygrali po pięciu setach. W takim samym stosunku pokonali Czechosłowację (mimo że dwie pierwsze partie przegrali), 3:0 ograli zaś Rumunów. W ostatnim meczu naprzeciwko biało-czerwonych stanęli Japończycy. Zaczęło się od przegranego seta, skończyło – zwycięstwem 3:1, tytułem najlepszej drużyny globu i wywalczeniem olimpijskiej kwalifikacji do Montrealu. Najlepszym zawodnikiem mundialu wybrano Stanisława Gościniaka. Złoto ekipy Wagnera pozostaje do dzisiaj jedynym polskim mistrzostwem świata w grach zespołowych (biorąc pod uwagę seniorskie reprezentacje).



Mistrzowie świata 1974: Ryszard Bosek, Wiesław Czaja, Wiesław Gawłowski, Stanisław Gościniak, Marek Karbarz, Mirosław Rybaczewski, Włodzimierz Sadalski, Aleksander Skiba, Edward Skorek, Włodzimierz Stefański, Tomasz Wójtowicz, Zbigniew Zarzycki.

Zespół Lozano gorszy tylko od wielkiej Brazylii

Tym co łączy triumf zespołu z 1974 roku i srebro podopiecznych Raula Lozano z 2006 roku jest perfekcyjne przygotowanie do turnieju. Mistrzostwa sprzed ośmiu lat odbywały się późno: startowały dopiero 17 listopada. Pierwszy mecz Ligi Światowej rozegrali Polacy 14 lipca. Lozano miał dużo czasu, by wypracować formę i przygotować drużynę. A ta pracowała tak ciężko, jak nigdy wcześniej. Biało-czerwoni pod wodzą pierwszego zagranicznego trenera w historii siatkarskiej reprezentacji uwierzyli, że tylko w ten sposób można osiągnąć sukces. Pierwsze oznaki, że zbudowaną przez Argentyńczyka grupę stać na bardzo wiele, przyszły już rok wcześniej. Polacy otarli się o finał Ligi Światowej (w półfinale prowadzili z Serbami 2:0 i 23:17 w trzecim secie, by ostatecznie przegrać 2:3) i zajęli piąte miejsce w mistrzostwach Europy. W 2006 roku byli o krok od kolejnego występu w turnieju finałowym Ligi Światowej, ale awans przegrali z Serbią i Czarnogórą stosunkiem małych punktów. Mimo obiecujących wyników biało-czerwoni nie jechali do Japonii w roli faworytów. Tymi tradycyjnie były zespoły Brazylii, Włoch, Rosji, Serbii i Czarnogóry. Na czarnego konia typowano raczej Francję – srebrnych medalistów LŚ.

To Polacy tymczasem szli przez turniej jak burza. W pierwszej fazie nie mieli specjalnie wymagających przeciwników. Wygrali wszystkie mecze (kolejno: z Chinami, Argentyną, Egiptem, Portoryko i Japonią), a bardziej od zwycięstw imponować mógł sposób, w jaki tego dokonali: nie stracili nawet seta. Tę passę kontynuowali też w drugim etapie mistrzostw: po 3:0 ograli Tunezję i Kanadę. Potem przyszedł jednak czas na dwa spotkania z faworytami: Rosją i Serbią. To miał być prawdziwy test dla zespołu Lozano. Mecz ze sborną źle się układał, Polacy przegrali dwa pierwsze sety, ale rezerwowi: Grzegorz Szymański i Piotr Gruszka poprowadzili drużynę do wygranej po tie-breaku. W kraju zapanowało euforia. Wielka Rosja (wicemistrz świata) pobita! To zwycięstwo dało biało-czerwonym awans do półfinału. O tym, z kim przyjdzie się w nim zmierzyć, miało zdecydować spotkanie z Serbią. Polacy wygrali je 3:0, a to oznaczało, że o finał zagrają z Bułgarią – drużyną, z którą na mistrzostwach świata spotykali się dotąd 7 razy i za każdym razem przegrywali. W Japonii udało się jednak te historyczne demony odczarować: Polacy wygrali 3:1. W decydującym starciu z Brazylią nie mieli wiele do powiedzenia i przegrali 0:3. Canarinhos byli wtedy po prostu za mocni, a do tego w trakcie meczu kontuzjowanego Piotra Gacka na pozycji libero musiał zmienić Michał Bąkiewicz. Świetnie pracująca biało-czerwona machina po 10 wygranych zacięła się na jedenastej przeszkodzie.

Sukces był to i tak ogromny. Po 32 latach Polacy znów znaleźli się na podium mundialu. Grali do tego fantastycznie zarówno jako drużyna, jak i indywidualnie. Turniej życia rozgrywał Paweł Zagumny, wybrany na koniec najlepszym rozgrywającym imprezy, Sebastian Świderski długo prowadził w klasyfikacji na najskuteczniejszego atakującego (ostatecznie zajął trzecie miejsce), lepiej od Łukasza Kadziewicza serwował tylko Matej Kazijski, Michał Winiarski uplasował się na trzeciej pozycji w zestawieniu przyjmujących, Daniel Pliński był piątym najlepszym blokującym mistrzostw, a Mariusz Wlazły – obok Giby i Kazijskiego – znalazł się w trójce najlepszych zawodników czempionatu. To był polski turniej, a do historii – poza medalem i fantastycznym zwycięstwem z Rosją – przeszły obrazki z dekoracji, na której biało-czerwoni pojawili się w koszulkach z nr 16 i nazwiskiem „Gołaś” na plecach. Wicemistrzostwo świata zadedykowali koledze z reprezentacji, który rok wcześniej zginął w wypadku samochodowym.

Wicemistrzowie świata 2006: Michał Bąkiewicz, Piotr Gacek, Piotr Gruszka, Wojciech Grzyb, Łukasz Kadziewicz, Daniel Pliński, Grzegorz Szymański, Sebastian Świderski, Michał Winiarski, Mariusz Wlazły, Paweł Zagumny, Łukasz Żygadło.

 

 

 

 


 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-08-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved