Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > mistrzostwa świata > Przed MŚ: Volleyroos, czyli siłowa siatkówka rodem z Antypodów

Przed MŚ: Volleyroos, czyli siłowa siatkówka rodem z Antypodów

fot. FIVB

Australia będzie kolejnym po Serbii grupowym przeciwnikiem Polaków. Siatkarze z Antypodów nie należą wprawdzie do topowych drużyn, ale pokazali już niejednokrotnie w swojej w historii, że nie można ich lekceważyć, bo potrafią wygrywać z faworytami.

Podopieczni Jona Uriarte są obecnie sklasyfikowani na 12. miejscu w rankingu FIVB. Wysokie miejsce fałszuje jednak trochę prawdziwy obraz, bowiem sporo punktów w klasyfikacji zapewnił Australijczykom występ w igrzyskach olimpijskich, w których niewiele zabrakło im do gry w ćwierćfinale. Faktem jest bowiem, że nie jest to kraj, który by posiadał bogate tradycje siatkarskie. Najlepiej świadczy o tym brak profesjonalnej ligi. Podobnie jak chociażby w Stanach Zjednoczonych zawodnicy, którzy chcą wyczynowo uprawiać ten sport, grają w zagranicznych ligach – europejskich lub co równie częste – azjatyckich. Australijczycy nie mogą się pochwalić jakąś specjalnie długą listą sukcesów: do największych na pewno trzeba zaliczyć mistrzostwo Azji zdobyte w 2007 roku, ósme miejsce na igrzyskach olimpijskich w 2000 roku oraz występ w turnieju finałowym Ligi Światowej tego lata. Regularnie występują na mistrzostwach świata – nieprzerwanie od 1998 roku i igrzyskach olimpijskich – z ostatnich czterech edycji zabrakło ich jedynie w Pekinie.

Tegoroczne lato było niewątpliwie jednym z najbardziej udanych dla reprezentacji Australii w historii. Po raz pierwszy od 1999 roku siatkarze z Antypodów wystąpili w „światówce” i od razu odnieśli duży sukces. Jak duży, niech najlepiej zilustruje to fakt, że kiedy po raz ostatni grali w tych rozgrywkach –  15 lat temu, to w całym turnieju nie wygrali meczu i zdołali ugrać zaledwie 5 setów. Inna sprawa, że wtedy dla zaledwie trzech zawodników siatkówka była źródłem zarobku. Obecnie cała 14 zajmuje się zawodowo tylko i wyłącznie grą w klubach. W tym roku dzięki wysokiemu rankingowi Australijczycy zostali przypisani do grupy C, czyli drugiej dywizji Ligi Światowej, bezpośredniego zaplecza tych najlepszych ekip. Ich grupowymi rywalami były Kanada, Finlandia i Belgia. Rozgrywki grupowe zakończyły się dla volleyroos mało udanie, bo ostatnim miejscem w grupie z bilansem pięciu zwycięstw i siedmiu porażek. Ale i tak siatkarze z Australii mieli już zapewnione miejsce w turnieju finałowym drugiej dywizji z racji bycia jego gospodarzem. I tam pokazali, że jak już się urządza u siebie imprezę siatkarską, to nie po to, żeby ją przegrać. W półfinale zaskakująco łatwo rozbili Holendrów w trzech setach, a w finale stoczyli pasjonującą bitwę z faworyzowaną Francją. Dwie piłki w tie-breaku zadecydowały o tym, że to ekipa zza oceanu pojechała do Florencji walczyć z najlepszymi drużynami na świecie. We Włoszech, co zresztą było do przewidzenia, Australijczycy nic nie ugrali – przegrali najpierw 1:3 z USA, potem 0:3 z gospodarzami. Ale i tak z samego występu cieszyli się ogromnie – nigdy wcześniej nie grali przecież w turnieju finałowym Ligi Światowej. W nagrodę w przyszłym roku zagrają już w I dywizji.

Jak już zostało wspomniane wcześniej, reprezentacja Australii regularnie występuje w mistrzostwach świata, jednak bez większych sukcesów. Cztery lata temu volleyroos przegrali wszystkie mecze w grupie, a ich rywalami były wtedy Portoryko, Rosja i Kamerun. Do tegorocznej edycji czempionatu Australijczycy zakwalifikowali się bez problemów, wygrywając wszystkie spotkania turnieju kwalifikacyjnego i tracąc zaledwie jednego seta. Ale jak ma się za przeciwników takie zespoły jak Kuwejt, Tajlandia i Kazachstan, to trochę trudno się temu dziwić. W ramach przygotowań do czempionatu podopieczni Jona Uriarte udali się do Niemiec, gdzie rozegrali trzy sparingi. Trzykrotnie górą byli nasi zachodni sąsiedzi, którzy wygrali odpowiednio 4:0, 5:1 i 5:0.



Historia polsko-australijskich pojedynków siłą rzeczy pozostaje skromna, ale do dzisiaj wszyscy pamiętają (a chyba najbardziej dziewiątka do dzisiaj występujących w kadrze volleyroos), jak na igrzyskach olimpijskich w Londynie Australijczycy sensacyjnie pokonali w fazie grupowej Polaków 3:1, odbierając im tym samym pierwsze miejsce w grupie. Wtedy tamta porażka przyniosła ze sobą opłakane skutki. Trzeba będzie więc bardzo na tę drużynę uważać, a zwłaszcza na jednego z zawodników.

Jeśli mowa o personaliach w australijskiej ekipie, to bez wątpienia numerem jeden, motorem napędowym drużyny i głównym zdobywcą punktów jest Thomas Edgar, występujący z numerem szóstym atakujący o gabarytach bardziej piłkarza ręcznego lub koszykarza (212 cm wzrostu i 106 kilogramów żywej wagi), pieszczotliwie określany przez australijskie media mianem giganta lub kolosa. O tym, jak ważny jest to zawodnik dla drużyny, najlepiej świadczą poniższe liczby: w tegorocznej Lidze Światowej we wszystkich meczach (nie wystąpił w sumie w trzech) zdobył łącznie 276 punktów. Lepiej punktowali od niego tylko Matthew Anderson oraz Taylor Sander. W zeszłym sezonie Edgar zbijał piłki dla koreańskiego Gumi LIG Insurance, ale ma za sobą także grę w Europie. Drugim ważnym ogniwem australijskiej ekipy jest jej kapitan – Aidan Zingel. Środkowy ma za sobą bardzo dobry sezon w Calzedonii Verona – w klasyfikacji najlepiej blokujących włoskiej Serie A zajął drugie miejsce i to zarówno jeżeli chodzi o liczbę punktowych bloków, jak i średnią liczbę bloków na set. Także w Lidze Światowej spisywał się bardzo dobrze, był drugim najlepiej punktującym w swojej ekipie, a w dywizji drugiej w rankingu najlepiej blokujących zajął bezapelacyjnie pierwsze miejsce. Warto też zwrócić uwagę na jego klubowego kolegę, Adama White’a, który z kolei najlepiej przyjmował z całej drużyny, a w drugiej dywizji uplasował się w rankingu najlepiej przyjmujących na dziesiątym miejscu. Przyszłościowym zawodnikiem, ale już pokazującym spory potencjał jest Luke Perry, libero reprezentacji, który będzie zresztą jednym z najmłodszych zawodników występujących w turnieju rozgrywanym w Polsce. Mocną stroną tego dziewiętnastolatka jest obrona – tu brylował w rankingu fazy grupowej, ustępując tylko Danielowi Lewisowi, gorzej jednak mu idzie z przyjęciem.

Jeżeli chodzi o styl gry drużyny z Antypodów, to złośliwi określają go czasem siatkówką drwali. Fakt, że dobre warunki zawodników predestynują ich do gry siłowej, poza tym na wyrobienie sobie bardziej wyrafinowanych schematów gry potrzeba i trochę czasu, i ogrania na najwyższym poziomie. Ale jak pokazał ten rok, taka siłowa siatkówka może być bardzo skuteczna. Odkryciem Ameryki na pewno nie będzie stwierdzenie, że zatrzymanie Thomasa Edgara będzie kluczowe. Pozostali skrzydłowi nie są już tak pewnymi punktami w ataku, bardziej groźny jest już wspomniany wyżej Aidan Zingel. Z drugiej strony jeżeli biało-czerwoni chcą walczyć o czołowe lokaty w mistrzostwach świata, to z takimi drużynami jak Australia muszą wygrywać. Dla volleyroos dobrym wynikiem będzie wyjście z grupy i dokładnie taki przyświeca im cel. Każdy ewentualnie wygrany mecz w drugiej fazie będzie sukcesem, bo tam przeciwnikami mogą być Włochy, USA, Iran i Francja. – Pojedziemy na mistrzostwa z nastawieniem, żeby zagrać najlepiej, jak potrafimy. Miejmy nadzieję, że to wystarczy do osiągnięcia dobrego rezultatu i wygrania kilku meczów – mówi Thomas Edgar. Czy tak się stanie i Australijczycy zakończą ten niezwykle udany rok pozytywnym akcentem -przekonamy się już niedługo.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
mistrzostwa świata

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2014-08-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved