Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Zbigniew Bartman: Wykonałem swoją misję, a teraz wracam

Zbigniew Bartman: Wykonałem swoją misję, a teraz wracam

fot. Arkadiusz Kogut / Jastrzębski Węgiel

Stary-nowy zawodnik Jastrzębskiego Węgla, jak sam o sobie mówi Zbigniew Bartman, w rozmowie ze Strefą Siatkówki opowiedział o swoim powrocie do Jastrzębia-Zdroju, przygotowaniach do sezonu i tym, jak wypada PlusLiga w zestawieniu z włoską Serie A.

Przed sezonem nie ukrywałeś, że miałeś inne, zagraniczne propozycje. Ostatecznie zdecydowałeś się na powrót do Jastrzębskiego Węgla. Co było przewagą przemawiającą na korzyść klubu ze Śląska: znajomość klubu, możliwość gry w Lidze Mistrzów, a może był inny powód?

Zbigniew Bartman:Myślę, że wszystko po trochu: czyli przede wszystkim profesjonalizm klubu, oczywiście duży wpływ miało także to, że znałem tutejsze realia, więc wiem, do czego wracam i w jakiej atmosferze będę pracował. Równie istotny dla mnie był także fakt, że Jastrzębski Węgiel będzie w tym roku bił się na wszystkich frontach (Liga Mistrzów, PlusLiga i Puchar Polski) i przyznam, że to też było takim dodatkowym magnesem.

Włoska myśl szkoleniowa, jaka utrzymywana jest w Jastrzębiu-Zdroju od dłuższego czasu, również nie była bez znaczenia?



Zgadza się, chociaż podpisałem kontrakt jeszcze przed przyjściem tutaj trenera Roberto Piazzy. Wtedy był jeszcze trener Bernardi, z którym też miałem okazję pracować i którego znałem. A więc tak – miało to znaczenie. Tym bardziej, że już od około siedmiu lat niemalże ciągiem pracuję z włoskimi trenerami (w międzyczasie w Resovii był Andrzej Kowal – przyp. red.) i dobrze wspominam pracę z nimi wszystkimi. Więc z tej perspektywy oczywiście był to czynnik mający znaczenie przy podejmowaniu decyzji.

Swoim powrotem w pewnym stopniu zaprzeczyłeś temu, że w jednym klubie grasz tylko jeden sezon, mimo przerwy, jaką miałeś.

Niezupełnie, bo nie pierwszy raz wracam do znanego mi klubu. Wcześniej z Włoch wróciłem do AZS-u Politechniki Warszawskiej, w której zaczynałem w PlusLidze. Także w Weronie grałem dwa lata, także Jastrzębski Węgiel jest dla mnie jednym z kolejnych powrotów.

Zaskoczeniem może być jednak twój powrót do gry na przyjęciu. To w pewnym stopniu przyznanie się do błędu?

Nie, w żadnym wypadku to nie jest przyznanie się do błędu. Nie chciałbym do tego wracać, bo wszyscy wiemy, co ugraliśmy z reprezentacją, kiedy grałem w ataku. Zdobyłem również mistrzostwo Polski, grając na tej pozycji, więc ciężko mówić, że się popełniło jakieś błędy. Po prostu zdaję sobie sprawę z tego, że najwyższym atakującym nie jestem, jak na razie skaczę, ale wiadomo, że lata lecą i nie zawsze tak będzie. A powrót na przyjęcie jest kwestią naturalną, bo tamta zmiana była sytuacją wyjątkową, kiedy poprosił mnie o to Andrea Anastasi i zgodziłem się. Wykonałem swoją misję, a teraz wracam tam, gdzie byłem. Wiadomo, że zarówno na boisku, jak i na treningach będę miał więcej obowiązków. Będzie to wymagało ode mnie dużo większej pracy, ale ja lubię wyzwania i jest to kolejne, któremu chce sprostać.

Zestawiając PlusLigę z włoską Serie A, stawianą wciąż jako wzorzec i uznawaną za jedną z najlepszych na świecie, na ile blisko sportowo czy też organizacyjnie jest nam do Włochów?

Organizacyjnie na pewno jesteśmy bardzo blisko, jeśli nawet ich nie przegoniliśmy, bo na pewno cztery kluby czołówki PlusLigi pod tym względem są na najwyższym światowym poziomie. Sportowo również nie mają sobie nic do zarzucenia. Jedyne co, to wiadomo, że nasza liga jest bardzo duża, w tym roku wyjątkowo, bo to aż 14 drużyn. Niestety nie wszystkie kluby mają taki budżet jak te z czołowej czwórki i wiadomo, że to też rzutuje na same rozgrywki, organizację i ogólnie na wszystkie aspekty. Jednak tak jak tutaj wszyscy wspominaliśmy, w światowej siatkówce jest pewien kryzys i także liga włoska podumarła, a i innym klubom zagranicznym zaczyna doskwierać brak funduszy.

Poruszyłeś istotną kwestię, jaką jest powiększenie PlusLigi. Jak oceniłbyś ten pomysł? W ubiegłym sezonie na przykładzie beniaminka z Bielska-Białej widzieliśmy, że ten przeskok z zaplecza ekstraklasy bywa trudny.

Generalnie naszym zadaniem jest, żeby grać. Wydaje mi się, że im więcej tych spotkań do rozegrania, tym lepiej dla kibiców, dla sponsorów, bo jest więcej okazji do obserwowania ulubionej drużyny i loga sponsora. A dla nas fizycznie? Co ja mogę powiedzieć, jesteśmy przyzwyczajeni do tych maratonów, które w naszym przypadku zaczynają się i nigdy się nie koczą. Także myślę, że cztery dodatkowe mecze w rundzie zasadniczej nie zrobią takiej różnicy, żeby móc mówić, że po sezonie człowiek będzie totalnie przemęczony.

Nie ma obawy, że będą to mecze z cyklu tych, które muszą być rozegrane?

Te kluby, które zostały dołączone do PlusLigi, czyli Cuprum Lubin i MKS Będzin, sportowo poradzą sobie lepiej niż chociażby BBTS w zeszłym roku. Chociaż widać, że także w Bielsku-Białej wyciągnięto wnioski i przed tym sezonem ligowym zespół wzmocniono. Bardziej martwiłbym się niektórymi klubami, które w PlusLidze występują od dłuższego czasu, a mają spore problemy…

Koncentrujesz się już na przygotowaniach z klubem, jednak przed sezonem ligowym czeka nas impreza elektryzująca całe siatkarskie środowisko w Polsce – mistrzostwa świata. Znajdziesz czas na obserwowanie poczynań polskiej reprezentacji?

Osobiście teraz przede wszystkim chcę się jak najlepiej przygotowywać do sezonu ligowego. I tak jak wspomniałem, przychodząc na tę pozycję, zdaję sobie sprawę, że będę miał dużo więcej obowiązków i będzie to ode mnie wymagało dużo więcej czasu i koncentracji. Co do mistrzostw to wiadomo, że naszej reprezentacji życzę jak najlepiej, bo tak jak wszyscy mówiliśmy – razem jedziemy na jednym wózku i wszyscy pracujemy na wspólny wynik.

*rozmawiała Edyta Bańka (Strefa Siatkówki)

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-08-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved