Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Grand Prix > Ireneusz Mazur: Dziewczyny mają jeszcze sporo braków w grze

Ireneusz Mazur: Dziewczyny mają jeszcze sporo braków w grze

fot. archiwum

- Jest kilka plusów w grze reprezentacji, ale znacznie więcej jest problemów, z którymi się ona boryka. Nie wiem, czy do turnieju w Koszalinie wszystkie je uda się zlikwidować - mówi przed turniejem finałowym drugiej dywizji WGP Ireneusz Mazur.

W fazie grupowej WGP przebudowywana i odmłodzona reprezentacja Polski odniosła 5 zwycięstw i zapisała na swoim koncie 4 porażki. Jak oceni pan ten bilans?

Ireneusz Mazur: – Matematycznie ten wynik oceniłbym całkiem nieźle, ale nie daje on pełnego obrazu formy naszej reprezentacji. W pierwszych turniejach w Peru dziewczyny rywalizowały z przeciwniczkami, które nie były z najwyższej półki. Oczywiście wygrały mecz z Belgijkami, co było ich największym osiągnięciem. Natomiast tak naprawdę barometrem siły reprezentacji był turniej w Holandii. Pokazał on, że dziewczyny mają jeszcze sporo braków w grze. Widać było dużo problemów z jej organizacją i podejmowaniem wyrównanej walki z Holandią, Portoryko czy grającą w pełnym składzie Belgią. Niby jest jakiś optymizm, bo na początku kadra z Wołosz prezentowała się całkiem nieźle. Później po jej kontuzji na głęboką wodę została rzucona bardzo doświadczona Iza Bełcik. Ale nawet najlepszym zawodniczkom, które nie mają czasu na przygotowania, nie wszystko wychodzi tak, jakby tego chciały.



Wspomniał pan o kontuzji Wołosz. Jak duży wpływ miała jej nieobecność na grę kadry chociażby w ostatnim turnieju w Holandii?

– Jeśli drużyna przygotowuje się w określonym składzie, a jej reżyser zgrywa się z poszczególnymi zawodniczkami, a nagle jego zabraknie i trzeba łatać dziurę na tej pozycji, to niewątpliwie jest to widoczne i niekorzystnie wpływa na grę. Wołosz miała być podstawową rozgrywającą kadry. Jej nieobecność miała duży wpływ na postawę reprezentacji, bo każda inna rozgrywająca, kiedy jest awaryjnie ściągana do drużyny, obniża jej pewność. Pamiętajmy, że nie ma ona czasu na przygotowania i zgrywanie się z koleżankami, musi podczas meczów dopasowywać swoje zagrania do możliwości poszczególnych zawodniczek. Było widać, że Iza Bełcik musiała ciężko harować na boisku, żeby jakoś wystawiać koleżankom odpowiednie piłki.

Ale wszystko tak naprawdę zaczyna się od przyjęcia, z którym Polki miały mnóstwo problemów. Trener Makowski sporo rotował składem na tej pozycji, wprowadzając nawet na nią atakującą Smarzek, więc to pokazuje, że chyba przyjęcie jest największym problemem reprezentacji?

– Problemów jest kilka, ale niewątpliwie linia przyjęcia jest bardzo wrażliwa w naszej reprezentacji. Większość kłopotów z grą brała się właśnie z niestabilnego przyjęcia. Wspomniał pan, że roszad było sporo. Ja dodałbym, że również Kowalińska, która jest nominalną atakującą, grała na pozycji przyjmującej i musiała sobie jakoś radzić. Niestabilne przyjęcie nie dawało gwarancji pewności i spokoju rozgrywania akcji. W świadomości zawodniczek było przekonanie, że nawet jeżeli będą grały dobrze w innych elementach, to w pewnym momencie zaczną popełniać sporo błędów w przyjęciu. Często się to potwierdzało, bo gra była wyrównana, ale w końcówkach nasze dziewczyny myliły się w przyjęciu, co rzutowało na cały wynik.

Szkoleniowiec dał także szansę gry kilku młodym zawodniczkom, chociażby Smarzek, Kajzer czy Sikorskiej. Czy mogą one w przyszłości stanowić o sile polskiej reprezentacji?

– Ja do tego grona dodałbym jeszcze Wójcik, która praktycznie w każdym meczu pojawiała się na parkiecie. Potwierdziła zasadę, że jest zdecydowanie lepsza w ofensywie niż w przyjęciu. Dobrze, że trener wprowadzał na parkiet młode zawodniczki. Można było nawet odnieść wrażenie, że ich pobyt na boisku powinien być częstszy i dłuższy, aby można było stwierdzić, czy w przyszłości będą stanowiły siłę reprezentacji. Pewnie będą w niej grały, ale czy będą jej podstawowymi zawodniczkami? Czy dadzą one gwarancję gry w elicie? Mam wrażenie, że nie wszystkie z nich. Jedynie Smarzek wyróżniła się na ich tle. Ma ona świetne warunki fizyczne, a poza tym jest odważna. Stanowi ona materiał na dużej klasy siatkarkę. Pozostałe młode dziewczyny grały niestabilnie, nie są to jeszcze kompletne siatkarki. Być może jeszcze nie czują się pewnie i nie potrafią sprzedać wszystkiego, co potrafią, być może dopiero z czasem pokażą pełnię swoich możliwości. Nie chciałbym dokonywać podziałów i mówić, które zawodniczki zagrały dobrze, a które źle. Na pewno jest kilka plusów w grze reprezentacji, ale znacznie więcej jest problemów, z którymi się ona boryka. Nie wiem, czy do turnieju w Koszalinie wszystkie je uda się zlikwidować.

Pewnie wszystkich problemów nie da się zlikwidować, ale może chociaż fakt, że Polki zagrają przed własną publicznością, zmobilizuje je do tego, aby pokazały bardziej systematyczną grę i nawiązały walkę z rywalkami?

– Dziewczynom na pewno nie można odmówić ambicji. Nawet jeśli przegrywały, to grały z zaangażowaniem i determinacją. Być może gra na własnym parkiecie i obecność kibiców będzie dla nich bodźcem, dzięki któremu przekroczą jakąś barierę. Jednak trzeba pamiętać, że będziemy grać z przeciwnikami, z którymi przegraliśmy bardzo wyraźnie. Brak umiejętności i doświadczenia spowodowały, że przewaga Portoryko, Belgii i Holandii była wyraźnie widoczna. Pewnie doping uskrzydli nasze siatkarki, ale nie wiem, czy to wystarczy do zwycięstwa.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Grand Prix, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-08-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved