Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Marcelo Fronckowiak: Chciałem ratować siatkówkę w Rio de Janeiro

Marcelo Fronckowiak: Chciałem ratować siatkówkę w Rio de Janeiro

fot. minastenisclube.com.br

Marcelo Fronckowiak - Brazylijczyk z polskimi korzeniami sezon 14/15 spędzi na ławce trenerskiej Dinama Krasnodar. W rozmowie ze Strefą Siatkówki Fronckowiak opowiedział o kłopotach brazylijskich klubów, przenosinach do Rosji i polskim mundialu.

Opuszczasz stolicę światowego karnawału, Rio de Janeiro, i przenosisz się na ławkę trenerską do zimnej i trochę nieprzystępnej Rosji. Co zadecydowało o takiej decyzji?

Marcelo Fronckowiak: – Szczerze powiedziawszy działacze z Krasnodaru szukali nowego trenera, bo zmusiła ich do tego sytuacja – odejście dotychczasowego szkoleniowca, Javiera Webera. Wybrano akurat mnie, ponieważ byłem wolny na trenerskim rynku, a do tego jestem osobą, która jest w stanie dobrze wykonać powierzoną pracę. Zanim przyjąłem propozycję z Krasnodaru, odrzuciłem kilka innych, ponieważ starałem się utrzymać przy życiu siatkówkę w Rio de Janeiro. Brak potencjalnych sponsorów, praktycznie brak perspektyw na ich znalezienie oraz tak dobra oferta z najmocniejszej ligi na świecie – to zadecydowało o moim wyborze.

W opinii wielu zawodników liga rosyjska jest prawdziwą szkołą życia. Specyficzny klimat do uprawiania sportu, mnóstwo czasu spędzanego w samolotach, mało czasu na trening – to tylko kilka problemów, z jakimi mierzą się zespoły w Rosji. Myślisz, że poradzisz sobie z tymi trudnościami?



– Wydaje mi się, że tak. Oczywiście w Rosji będzie dla mnie bardzo wiele nowych i nieznanych rzeczy – język, kultura czy mnóstwo podróży w trakcie rozgrywek, ale jedna rzecz nie zmienia się przez lata i jest wspólnym pierwiastkiem w całej mojej trenerskiej karierze. To po prostu siatkówka. Pracuję z mocnymi zespołami i dobrymi zawodnikami od lat, osiągałem już dobre rezultaty, więc dlaczego miałbym teraz nie wierzyć, że uda mi się dobrze prowadzić także i ten zespół?

W takim razie co już wiesz o drużynie, graczach, mieście?

– Jeszcze przed podjęciem decyzji zaczerpnąłem informacji od brazylijskiego rozgrywającego Dinama – Marlona. Miałem okazję pracować z nim wcześniej w Minas w Brazylii. Wiem, że w przeszłości w tym zespole występowało kilku Brazylijczyków i dzięki temu dosyć łatwo było dowiedzieć się czegoś konkretnego o tej ekipie. W drużynie będę współpracował z Giovannim Foppą, trenerem przygotowania fizycznego, z którym miałem okazję pracować w Ulbrze. Na pewno będzie dla mnie pomocną osobą, ponieważ mówi po rosyjsku. Znam także prezydenta klubu i kilku siatkarzy, a o całej reszcie zawodników zgromadziłem już trochę informacji. Krasnodar to ładne miasto, w którym pogoda i temperatura nie doskwierają tak bardzo. Są tam dobre warunki do tego, by uprawiać siatkówkę i osiągać dobre wyniki. Z niecierpliwością czekam na start nowego sezonu.

Opuśćmy teraz Rosję i wróćmy do Brazylii. Ostatnie lata spędziłeś w Rio de Janeiro w zespole RJ Volei. W sezonie 2013/2014 drużyna zmagała się z dużymi kłopotami finansowymi, z zespołu w trakcie sezonu odeszło kilku ważnych siatkarzy. Ostatecznie udało się „dociągnąć” do końca rozgrywek, ale RJ Volei nie uratował się przed upadkiem. To był twój najtrudniejszy sezon w karierze?

– To było największe wyzwanie w mojej profesjonalnej karierze jako trenera. Po otrzymaniu informacji, że nasz główny sponsor nie ma już funduszy, by dalej wspierać zespół, wiedzieliśmy, że tym samym sztab szkoleniowy oraz kluczowi zawodnicy nie dostaną wypłat. W klubowej kasie były tylko pieniądze na opłacenie kontraktów pozostałych graczy. W tym czasie straciliśmy najważniejszych siatkarzy, jak Bruno Rezende, Leandro Vissotto czy Thiago Alves. Mimo braku pieniędzy zdecydowałem, że pozostanę kapitanem tego tonącego okrętu. Dla mnie było kwestią honoru zostać w klubie i prowadzić dalej treningi dla pozostałej ósemki zawodników. Po kilku miesiącach udało się znaleźć sponsora, który wypłacił nam pensje i ostatecznie udało się zakończyć ligowe zmagania na piątym miejscu. W duchu dla samych siebie byliśmy mistrzami. W obliczu tych kłopotów w rozgrywkach mógł pokazać się między innymi 17-letni Rodriguinho, a my pokazaliśmy całej Brazylii swój profesjonalizm i wielką odwagę.

Ostatnie lata pokazały, że upadki siatkarskich klubów mogą dotknąć każdy kraj. We Włoszech nie ma już Bre Banki Cuneo i Sisleya Treviso, z brazylijskiej mapy siatkówki zniknął RJ Volei i Amil Campinas. Siatkarski świat coraz bardziej boi się podobnych sytuacji…

– Według mnie wszystko zależy od profesjonalizacji ligi, o jakiej mówimy. Swoje problemy przeżywała przecież także brana za przykład dobrej organizacji liga NBA. W Brazylii największym produktem marketingowym jest nasza reprezentacja. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, jednak przez takie podejście tracimy znakomitą okazję do wypromowania i umocnienia Superligi. Przykładem mogą być hale, w których gramy. Nie są to obiekty w najlepszym stanie, w lecie wewnątrz jest nawet 40 stopni. Kto z kibiców chciałbym pójść na mecz do takiego obiektu? Nie mamy także otwartej telewizji, która pokazywałaby mecze. W lidze często pojawiają się nowe kluby, które zastępują te z kilkuletnią historią, a więc nie ma głębokich tradycji. W całym siatkarskim świecie musimy myśleć, jak jeszcze bardziej sprofesjonalizować ten sport i jak uczynić go atrakcyjniejszym dla kibiców, sponsorów i telewizji.

Skupiliśmy się na negatywach, ale twoja kariera to także dużo radości i sukcesów. Jednym z nich był wywalczony w 2013 roku złoty medal mistrzostw Brazylii z RJ Volei. Dla brazylijskiego szkoleniowca ligowy tytuł jest chyba największym skarbem?

– Po czternastu latach pracy jako trener mogę powiedzieć, że jestem całkiem niezłym szczęściarzem (uśmiech). Już w swoim pierwszym sezonie udało mi się wygrać Superligę z Ulbrą i tym samym stałem się najmłodszym trenerem w Brazylii, który tego dokonał. Poza tym jestem pierwszym trenerem, który w swoim debiutanckim sezonie wygrał ligę i jedynym, który ma na swoim koncie trzy ligowe tytuły jako zawodnik i dwa jako trener. Oprócz tego, co przeżyłem w swoim kraju, miałem też kilka fajnych chwil we Francji. Prowadząc Tourcoing Lille Metropole, zajęliśmy trzecie miejsce w Pucharze CEV w 2005 roku. Ostatni sukces, czyli mistrzowski tytuł z RJ Volei, był wspaniały, ponieważ Rio de Janeiro czekało na taki triumf aż 32 lata.

Tegorocznym mistrzem kraju jest Sada Cruzeiro. To ekipa, która należy do ścisłej czołówki nie tylko w Kraju Kawy, ale także na świecie. Czy ten zespół ma słabe punkty?

– To naprawdę solidna i mocna ekipa. Ten zespół od wielu lat gra w praktycznie niezmienionym składzie. Mają świetnego rozgrywającego, są mocni i pewni w ataku, ich siłą jest także stabilne przyjęcie. Atutem jest osoba trenera, który dodaje drużynie polotu, jest bardzo mądry i poukładany taktycznie. Czy mają jakieś słabe strony? Ciężko jakiekolwiek znaleźć.

W 2014 roku turniejem numer 1 na świecie są mistrzostwa świata, których Polska będzie gospodarzem. Podejmiesz się wyzwania i wytypujesz medalistów tej imprezy?

– Nie ma takiej możliwości, nie podejmę się wytypowania podium. W tym sezonie z dobrej strony pokazało się zbyt wiele reprezentacji i to naprawdę ciężkie zadanie, by kogoś wskazać. Możliwości jest wiele, a wśród faworytów jest na pewno Polska, Rosja, Brazylia, USA, Włochy, Serbia i Iran. To szerokie grono.

Wymieniłeś Iran. To zespół, który w tym sezonie dobitnie pokazał, że trzeba się z nim liczyć i chyba zagwarantował sobie miejsce w ścisłej światowej czołówce.

– Ich występ w tegorocznej Lidze Światowej nie jest dla mnie niespodzianką. Jeśli popatrzymy na występy młodzieżowych zespołów z Iranu oraz na niesamowitą pracę, jaką wykonał Julio Velasco w ostatnich latach, to można zrozumieć dlaczego teraz ten team jest taki mocny. Nowy szkoleniowiec kontynuuje dobrą pracę i Iran wciąż idzie do przodu.

Reprezentacja Polski i polska ekstraklasa – interesujesz się tymi tematami?

– Oczywiście, że tak. Lubię oglądać siatkówkę w polskim wydaniu. Zawsze jestem pod wrażeniem, jak polscy kibice kochają ten sport. Za to należą się im wielkie gratulacje. Osobiście polskim zespołem narodowym interesuję się od czasów wielkiego sukcesu Polaków na igrzyskach olimpijskich w 1976 roku. Okazję do zasmakowania w polskiej siatkówce miałem także podczas pracy z Tourcoing. Poznałem wtedy szalonych i energetycznych kibiców z Częstochowy.

W takim razie kiedy możemy się spodziewać Marcelo Fronckowiaka jako trenera jednego z polskich klubów?

– Nikt nie wie, co zdarzy się w przyszłości. Jestem bardzo dumny z historii mojej rodziny i z moich polskich korzeni. Liga polska jest bardzo mocna, ale aktualnie skupiam się tylko i wyłącznie na pracy w Rosji. Jeśli dostanę propozycję z Polski, na pewno będę szczęśliwy i dumny. Czas pokaże, co się stanie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-08-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved