Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Wojciech Grzyb: Będzie to dla mnie bardzo ważny rok

Wojciech Grzyb: Będzie to dla mnie bardzo ważny rok

fot. archiwum

- Zazwyczaj gracze z większym doświadczeniem mają lepszą pozycję startową. Wszystko rozegra się jednak na treningach i w meczach. Mogą się też - odpukać - pojawić kontuzje, więc każdy przyda się drużynie - mówi o rywalizacji w drużynie Trefla Wojciech Grzyb.

Czy Gdańsk jest dla ciebie kolejnym przystankiem w sportowej karierze czy spokojną przystanią, w której zamierzasz doczekać do sportowej emerytury, która kiedyś nadejdzie?

Wojciech Grzyb:W tej chwili trudno mi składać jakiejkolwiek deklaracje. Mamy dopiero sierpień, jeszcze nawet nie spotkałem się z nowymi kolegami na treningu. Na pewno będzie to dla mnie bardzo ważny rok, będę starał się grać jak najlepiej i osiągnąć z drużyną jak najwięcej. W ubiegłym sezonie miałem mało okazji do grania, a wiem, że mój potencjał i moja wartość są dużo większe.

W poprzednim sezonie wystąpiłeś zaledwie w 12 setach PlusLigi. To dramatycznie mało jak na zawodnika o takiej klasie. Co takiego działo się w Asseco Resovii, że Wojciech Grzyb znalazł się w aż tak głębokiej rezerwie?



Profesjonalny siatkarz musi przede wszystkim dobrze przygotowywać się na treningach, żeby później być jak najbardziej przydatnym w czasie meczów. Z tego wywiązywałem się dobrze, trener również był tego zdania. Niestety, nie przekładało się to zupełnie na minuty spędzane przeze mnie na boisku. Większość sezonu spędziłem nawet poza bandami. Nie chcę już wdawać się w szczegóły i analizować tego, co się działo. Jak wspomniałem, na pewno mój potencjał jest większy i nie został on wykorzystany. Powodowało to pewną frustrację, ale teraz mam zamiar przekuć ją w jak najlepszą grę w kolejnym sezonie.

Masz żal do trenera Kowala, do klubu z Rzeszowa?

Nie, to jest sport. Tam, gdzie są duże pieniądze, ludzie ponoszą dużą odpowiedzialność. Muszą podejmować decyzje, choć nie zawsze będą one dobre. Nie chcę jednak tego oceniać, szczególnie publicznie. Nie mam żalu. Na początku było mi trochę przykro, ale szybko się z tego otrząsnąłem. Kiedy otworzyła się szansa gry w LOTOSIE Treflu, w pięknym mieście, przy bardzo dobrym trenerze, zacząłem myśleć o tej zmianie z podekscytowaniem.

Nie będzie ci brakowało walki o najwyższe cele? W poprzednich pięciu latach zdobywałeś medale ligowe, a teraz…

…no nie przekreślajmy jeszcze! (śmiech)

Podium nie będzie bynajmniej celem postawionym przed drużyną.

Ale przecież na mecze z najlepszymi nie będziemy wychodzili po to, żeby przegrać, prawda? Będziemy walczyć w każdym spotkaniu. Oczywiście, na wstępie można ocenić potencjał poszczególnych drużyn. Będziemy się bić o środek tabeli, a jeżeli uda się ugrać coś więcej, to będzie to miła niespodzianka.

W pierwszym meczu PlusLigi zagracie z innym twoim byłym zespołem – Indykpolem AZS-em Olsztyn. To będzie chyba dobry pojedynek na inaugurację dla obu drużyn – rywal w zasięgu i ważne punkty do zdobycia.

Na pewno będzie to jeden z bardzo ważnych meczów. Olsztyn ma podobny potencjał i skład stworzony po to, by walczyć o jak najwyższe miejsce w środku tabeli. Punkty w takich spotkaniach będą niezwykle istotne.

W poprzednim sezonie wystąpiłeś w obu meczach Asseco Resovii z Budvanską Rivijerą w Lidze Mistrzów. Rozgrywającym w czarnogórskim zespole był wówczas Marco Falaschi, nowy gracz LOTOSU Trefla. Pamiętasz tego zawodnika?

Oczywiście! Zapamiętałem go, bo to dość nietypowe, że Włoch gra za granicą, i to w Czarnogórze. Bardzo podobała mi się jego współpraca ze środkowymi i był to jeden z elementów, dzięki którym rywale dwukrotnie z nami wygrali. Cieszę się, że teraz będziemy występować w jednym zespole.

W Lidze Mistrzów raz wystąpiłeś też z konieczności na pozycji atakującego. To był jednorazowy incydent, czy widzisz się w roli skrzydłowego?

Jestem typem ofensywnego zawodnika, więc nie mam problemów z grą na pozycji atakującego. Oczywiście, ma to zupełnie inną specyfikę. Dostaje się więcej piłek niż na środku, ale nie wszystkie są tak dokładne. Ma to więc swoje plusy i minusy. Gdyby jednak była taka potrzeba, w każdej chwili mogę pomóc.

Trenerowi Anastasiemu bardzo zależało na twoim transferze, tymczasem kiedy sam był trenerem reprezentacji, nie powoływał cię. Jak to było z twoim końcem gry w kadrze? W 2009 roku sam z niej zrezygnowałeś, czy po prostu nie było zainteresowania twoją osobą ze strony kolejnych selekcjonerów?

Każdy selekcjoner, który obejmuje reprezentację, ma swoją koncepcję budowy drużyny. Chce nakreślić strategię na lata, odmłodzić niektóre pozycje. Tak było z Danielem Castellanim. Ja w jego strategii byłem na dalszym miejscu. Wiedziałem, że skoro już tak mało wchodzę na boisko, a do kadry dołączyć ma jeszcze dwóch kolegów o ugruntowanej pozycji, to nie mam realnych szans na walkę o miejsce w szóstce. Uznałem, że bardziej przydam się w domu. Wtedy miałem dwójkę dzieci i chciałem z nimi spędzić jak najwięcej czasu i trochę odpocząć. Przez kilka poprzednich lat nie miałem żadnej przerwy, po sezonie klubowym od razu wyjeżdżałem na zgrupowania kadry. To była kumulacja czynników, które skłoniły mnie do tego, by w 2009 roku podziękować za występy w reprezentacji. Kiedy trenerem był Andrea Anastasi, to akurat rozgrywałem jeden ze swoich lepszych sezonów, który zakończył się zdobyciem mistrzostwa Polski przez zespół Asseco Resovii, w czym miałem swój duży udział. Temat mojej gry w kadrze jednak się nie pojawił.

Więcej w serwisie sport.trefl.com

źródło: sport.trefl.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-08-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved