Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Dariusz Jasiński: To jest po prostu hobby i pasja

Dariusz Jasiński: To jest po prostu hobby i pasja

fot. archiwum

Dariusz Jasiński to jeden z najwybitniejszych polskich Sędziów Międzynarodowych piłki siatkowej. Sędziował on m.in. mecze PlusLigi, Ligi Światowej czy mecz o trzecie miejsce na paraolimpiadzie w Londynie, teraz kończy karierę.

Turniej MŚ w Elblągu jest dla pana pożegnalną imprezą, ponieważ kończy pan swoją długoletnią karierę sędziowską. Czy nie żałuje pan?

Dariusz Jasiński: Ja nie żałuję niczego w swoim życiu, z niektórych rzeczy po prostu się nie cieszę, zrobiłbym je inaczej, ale żałować to nie, ja nie żałuję niczego. Faktycznie jest to moja ostatnia międzynarodowa impreza. Chcę również zakończyć przygodę z klasyczną siatkówką już w grudniu i nie chcę już więcej sędziować, ale myślę, że i tak się przełamię i na krajowych zawodach siatkówki niepełnosprawnych, tutaj w Elblągu czy we Wrocławiu, być może jeszcze wyciągnę gwizdek z szuflady.

Ile lat pracował pan na tym stanowisku? I czy mógłby pan w skrócie opowiedzieć etapy swojej niezwykle bogatej kariery?



– Pracować to nie, bo nie można powiedzieć, że to jest praca. To jest po prostu hobby i pasja. Muszę zacząć od tego, że moja mama była sędzią siatkówki i nie miała biedna co ze mną zrobić i ciągała mnie na te wszystkie swoje mecze. Musiałem wtedy z nią być w hali, a jak już tam byłem, to często mama dawała mi jakąś robotę. Kiedy miałem 10 czy 12 lat musiałem jej pisać pierwszy protokół, bo po prostu jakiś sędzia nie przyszedł. I tak to dalej kontynuowałem. Prawdziwe egzaminy sędziowskie zdałem po studiach, ponieważ na studiach jeszcze byłem zawodnikiem, grałem w Chemiku Bydgoszcz. W 1983 roku zdałem pierwszy egzamin na sędziego, a potem, jak na ówczesne polskie warunki, potoczyło się wszystko bardzo szybko. Awansowałem na wszystkie szczeble i 1992 roku zdałem egzamin na sędziego międzynarodowego siatkówki klasycznej, a w 1999 roku zostałem sędzią międzynarodowym w siatkówce na siedząco, niepełnosprawnych. Potoczyło się do tego roku 2014 i mając 55 lat, będę się żegnał z gwizdkiem.

Gościł pan na wielu imprezach światowego formatu, m.in. na igrzyskach paraolimpijskich w Londynie. Jak ocenia pan poziom tegorocznych MŚ w siatkówce na siedząco w porównaniu do innych tej rangi zawodów?

– Wiadomo, że igrzyska paraolimpijskie to jest coś nieporównywalnego, tak samo jak olimpiada jest nieporównywalna z żadną inną imprezą sportową. Największe wydarzenie na świecie, ogromna ilość widzów, pracowników i wolontariuszy oraz zapierające dech obiekty sportowe, to wszystko było spełnieniem moich marzeń o sędziowaniu na igrzyskach paraolimpijskich. Jeżeli chodzi o pozostałe światowe turnieje, które miałem okazję oglądać, to uważam, że w Elblągu jest najlepsza organizacja mistrzostw świata. Nie mówię tego przez subiektywizm, bo jestem Polakiem, ale uważam, że to jest najlepiej i najsympatyczniej zorganizowana impreza.

Czy pozostanie pan już tylko kibicem siatkówki, czy może dalej będzie pan działał w środowisku siatkarskim?

– Jest to niemożliwe, żeby oderwać się od siatkówki. Na pewno będę gościł na meczach pierwszej i drugiej ligi. Kiedyś też pewnie będę obserwatorem. Uważam, że moją misją, jak każdego sędziego międzynarodowego, jest przekazywanie własnych doświadczeń młodszym pokoleniom, ponieważ nie wolno zostawiać tego w sobie. Trzeba podpowiadać, co robić, jak robić, żeby osiągać jak najlepsze wyniki i być jeszcze lepszym. Wierzę, że w przyszłym roku uda mi się wprowadzić polskiego sędziego międzynarodowego do siatkówki niepełnosprawnych i wierzę, że Polska nadal będzie miała swoich sędziów w tej grupie.

Jaki mecz był dla pana najważniejszym w karierze lub jaki najbardziej utkwił panu w pamięci?

– Najbardziej w pamięci utkwił mi mecz na igrzyskach olimpijskich w Londynie. Sędziowałem najpierw mecz grupowy pomiędzy Bośnią i Hercegowiną oraz Iranem, a potem mecz o trzecie miejsce. Później dowiedziałem się, że miałem sędziować w finale, ale jako sędzia drugi. Osoby z komisji sędziowskiej prawie się pokłóciły o to, co będzie przyjemniejsze dla Darka, być sędzią drugim w finale czy jako pierwszy w meczu o trzecie miejsce. Sędziowałem mecz o brązowy medal, fantastyczny mecz, było siedem tysięcy ludzi na trybunach. Grała Rosja z Niemcami, wynik 3:2, a w ostatnim secie 17:15. Naprawdę to, co tam się działo, przechodziło ludzkie pojęcie. Byłem bardzo zadowolony ze swojego sędziowania, zresztą nie tylko ja, również oceniający i nawet zespół przegrany przyszedł i bardzo dziękował za prowadzenie meczu.

Na siatkarskich parkietach często dochodzi do zabawnych lub niecodziennych sytuacji. Na pewno przeżył pan wiele takich momentów. Jaka sytuacja jest przez pana najczęściej wspominana?

– Na pewno takich sytuacji było wiele, jest mi ciężko teraz coś wymyślić. Ale na pewno dobrze zapamiętam mecz, który rozegrał się na jednym z afrykańskich parkietów, kiedy to przed rozpoczęciem spotkania nagle zaczął przeciekać dach. Wycieranie boiska nie pomogło. A kilka tysięcy ludzi na trybunach wraz z delegatami musiało rozejść się do domów, ponieważ mecz został przełożony na kolejny dzień. Zabawnych i niecodziennych sytuacji było tak wiele, że mógłbym napisać o tym książkę.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-06-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved