Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. E: Koreańczycy za mocni dla Holendrów, rewanż Czechów

LŚ, gr. E: Koreańczycy za mocni dla Holendrów, rewanż Czechów

fot. archiwum

Koreańczycy zrewanżowali się Holendrom za wcześniejszą porażkę w rywalizacji grupy E siatkarskiej Ligi Światowej. W drugim meczu pomiędzy Portugalią i Czechami tym razem górą byli nasi południowi sąsiedzi, którzy wygrali w Povoa de Varzim 3:0.

Inauguracyjne akcje spotkania Holandia – Korea Południowa należały do Azjatów, którzy dzięki skutecznym atakom wyszli na trzy oczka prowadzenia (3:0). Ich dobrą passę przerwał dopiero Jeroen Rauwerdink, lecz błędy własne jego kolegów i wysoka dyspozycja Chul-Woo Parka uniemożliwiły mu nawiązanie walki z rywalami (1:6). Holendrzy zupełnie nie radzili sobie ze skończeniem własnych akcji, a dodatkowo raz po raz mylili się w zagrywce. Koreańczycy zaś rozkręcali się z akcji na akcję, a na pierwszy time-out sprowadził oba teamy Myung-Geun Song, popisując się efektywnym blokiem (8:3). Po drugiej stronie siatki jedynie Thomas Koelewijn starał się dotrzymywać kroku rywalom. Przyjezdni zaś, prowadzeni przez Parka, nie zamierzali zwalniać tempa, a jedynie skrupulatnie powiększali swą przewagę (12:5). Oranje starali się zniwelować dystans, lecz wszelkie ich starania spełzały na niczym, zwłaszcza iż po drugiej stronie siatki do gry włączył się Sang-Ha Park (14:8, 16:9). Podopieczni Kiwon Parka rozkręcali się z akcji na akcję, a gdy dodatkowo zaczęli punktować blokiem, w czym duża zasługa Songa, stało się jasne, iż nie wypuszczą już tej przewagi z rąk (18:9). Co prawda jeszcze Dick Kooy próbował dać swej ekipie impuls do walki, ale goście byli bezlitośni, zwłaszcza że Song zaczął punktować zagrywką (21:12). W samej końcówce przyjmujący ZAKSY wspólnie z Rauwerdinkiem robili co w ich mocy, by odwlec egzekucję w czasie (15:21), ale pogrążyły ich błędy własne. Ostatnie słowo zaś należało do Songa (25:18).

Podrażnieni takim obrotem spraw Oranje drugą odsłonę rozpoczęli od mocnego uderzenia (3:0). Tym razem to Azjaci byli bezradni wobec efektywnych zagrań rywali, wśród których pierwsze skrzypce grali Thomas Koelewijn i Dick Kooy (5:1). Podopieczni Edwina Benne wyraźnie poprawili swą skuteczność w ataku, lecz wciąż mieli ogromne trudności z poprawnym wprowadzeniem piłki do gry – Koreańczycy w dużej mierze zdobywali punkty po ich błędach (4:8). Wśród przyjezdnych jedynie Chul-Woo Park starał się wziąć ciężar gry na swoje barki, ale po drugiej stronie siatki przypomniał o sobie Robin Overbeeke (11:6). Dopiero kiedy w szeregi gospodarzy wkradły się liczniejsze błędy własne, a Park zaczął atakować coraz skuteczniej, reprezentanci Korei zaczęli odrabiać straty (11:13). Tę serię bardzo szybko przerwał jednak Bas van Bemmelen, który popisał się efektownym blokiem, dzięki czemu jego team ponownie cieszył się z pięciopunktowej zaliczki na drugiej przerwie technicznej (16:11). Co więcej, Oranje zaczęli coraz lepiej prezentować się za linią dziewiątego metra, sprawiając przeciwnikom duże trudności w przyjęciu i rozegraniu akcji i powiększając dystans (18:12). Receptę na ich udane zagrania znalazł dopiero Min-Ho Choi (17:19) i o przerwę poprosił Edwin Benne. Podziałała ona mobilizująco na jego podopiecznych, bowiem po powrocie na boisko przypomniał o sobie Overbeeke. Mimo to goście nie zamierzali odpuszczać i, wykorzystując potknięcia rywali, prowadzeni przez Kwang-In Jeona, najpierw doprowadzili do remisu, po czym wyszli na prowadzenie (23:22). I choć Kooy dwoił się i troił, by przechylić szalę zwycięstwa na stronę swojego zespołu, to błędy własne jego kolegów pogrzebały ich szanse na wygraną (23:25).

Europejczycy nie zamierzali się jednak poddawać i początek trzeciej partii należał do nich (3:1), lecz na odpowiedź Koreańczyków nie trzeba było długo czekać – po ataku Sang-Ha Parka zniwelowali straty do minimum (4:5). Mimo to Holendrzy dość szybko odbudowali dystans dzięki dobrej postawie Jeroena Rauwerdinka i na pierwszy time-out schodzili z dwoma oczkami zapasu. Co więcej, Azjaci popełniali coraz liczniejsze błędy w ataku, posyłając piłki w aut, w efekcie czego wkrótce Oranje byli już na czteropunktowym prowadzeniu (10:6). Jedynie Chul-Woo Park starał się im dotrzymywać kroku, lecz na jego udane akcje niemal natychmiast odpowiadał Dick Kooy. Kiedy natomiast blokiem punktować zaczął Overbeeke, różnica punktowa między obiema ekipami powiększyła się jeszcze bardziej (15:9). Sygnał do walki swym kolegom dał dopiero Myung-Geun Song, który zapunktował najpierw na lewym skrzydle, a następnie zza linii dziewiątego metra (14:17), lecz na te zagrania niemal natychmiast odpowiedział Bas van Bemmelen (19:14). W końcówce Holendrzy byli już nie do zatrzymania – doskonała skuteczność na siatce pozwoliła zbudować im bezpieczną przewagę (23:17) i na nic zdały się liczne obrony i udane kontry Koreańczyków (19:23). Oranje nie zamierzali dopuścić do powtórki z poprzedniej partii i po ataku Kooya cieszyli się z wygranej (25:20).



Na początku czwartej odsłony oba teamy walczyły ze sobą punkt za punkt, lecz inicjatywa, minimalnie, leżała po stronie Koreańczyków (8:7). Gdy jednak Robin Overbeeke ponownie zaczął punktować blokiem, a przyjezdni dołożyli do tego zepsute serwisy, to Holendrzy byli na czele (11:10). Impuls do walki swej drużynie dał dopiero Chul-Woo Park, a kiedy dodatkowo mylić się zaczął Kooy, Edwin Benne przywołał swych zawodników do siebie (11:13). Na niewiele się to jednak zdało, bowiem Azjaci doskonale spisywali się w obronie, co znów owocowało skutecznymi kontratakami (16:12). Holendrzy nie potrafili znaleźć recepty na tak dobrze prezentujących się rywali – ich szkoleniowiec próbował ratować się zmianami, lecz i to na niewiele się zdało (15:19). Dopiero gdy w ich szeregach „zaskoczył” element bloku, nieco zmniejszyli dystans dzielący ich od rywali (18:20), ale na odpowiedź Parka nie trzeba było długo czekać (22:18). Efektu nie przyniosły również starania Thijsa Ter Horsta, który próbował odwrócić losy seta – pierwszą piłkę meczową dał swojej ekipie Kwang-In Jeon, zaś dzieła dopełnił Park, punktując blokiem (25:22).

Holandia – Korea 1:3

(18:25, 23:25, 25:20, 22:25)

Składy zespołów:
Holandia: Abdel-Aziz (1), Van Bemmelen (6), Rauwerdink (9), Kooy (17), Koelewijn (13), Overbeeke (13), Jorna (libero) oraz VanHarskamp, Ter Horst (2), Gommans (2) i Difenbach (1)
Korea: Song (13), Lee Min-Gyu, Park Sang-Ha (8), Choi (4), Jeon (16), Park Chul-Woo (26), Lee Kang-Joo (libero) oraz Han, Kwak, Bu, Kim (1) i Ha


Lepsza gra w ataku, a także pomyłki rywali sprawiły, iż Portugalczycy bardzo szybko wypracowali sobie dość wysokie prowadzenie (7:3). Dodatkowo zagrywką punktował Valdir Sequeira, w efekcie czego Zdenék Šmejkal tuż po przerwie technicznej przywołał do siebie swych podopiecznych (3:9). Co prawda po powrocie na parkiet Czesi zrobili przejście, lecz miejscowi natychmiast na to odpowiedzieli efektywnym zbiciem. Po drugiej stronie siatki jedynie Petr Michálek starał się przeciwstawić przeciwnikom (8:12), na nic się to zdało w obliczu dobrej dyspozycji João Oliveiry. Czesi nie byli w stanie zniwelować tego dystansu, tym bardziej że nie potrafili wywrzeć na miejscowych presji swoimi zagrywkami, psując je raz za razem. Z czasem jednakże mylić się zaczęli również Portugalczycy – gdy popełnili błąd podwójnego odbicia, ich przewaga stopniała do minimum i o pierwszy czas poprosił Hugo Silva (16:15). Mimo to przyjezdni nie zamierzali odpuszczać – coraz skuteczniejszy na prawym skrzydle był Michal Kriško i już po chwili na tablicy wyników widniał remis po 17. Tę doskonałą passę przeciwników bardzo szybko przerwał João Jose, który najpierw zapunktował atakiem, a następnie blokiem, odbudowując dystans (19:17). W tej fazie seta wynik zmieniał się niczym w kalejdoskopie – kiedy Oliveira kiwnął piłkę w aut, oba teamy szły łeb w łeb (20:20) i nikt nie mógł wypracować sobie bezpiecznego prowadzenia. Sztuka ta udała się dopiero Czechom, w czym duża zasługa agresywnych zagrywek Kamila Baránka (24:22). Gdy zaś Jiři Král zablokował w kontrze Marco Ferreirę, goście objęli prowadzenie 1:0 w całym starciu.

Pierwsze akcje drugiej odsłony zwiastowały wyrównaną walkę (2:2), lecz z czasem Czesi, dzięki doskonałej postawie Michala Kriško za linią dziewiątego metra, przejęli inicjatywę (6:3). Co więcej, wykazywali się oni czujnością w defensywie, co owocowało udanymi kontrami, w efekcie czego znów miejscowi nie potrafili zniwelować dystansu (5:8). Kiedy natomiast w szeregach gości zaczął funkcjonować blok, a kontrę wykorzystał Baránek, ich przewaga jeszcze wzrosła (13:7). Portugalczycy całkowicie zatracili skuteczność w ataku i dopiero Sequeira przerwał ich fatalną passę (8:14). Będący na fali Czesi jednakże nie pozwolili mu na więcej i, wykorzystując bez skrupułów potknięcia przeciwników, na drugim time-oucie cieszyli się z ośmiu oczek zaliczki. Poderwać swych kolegów do walki próbował jeszcze João Jose, ale bezskutecznie. Reprezentanci Portugalii popełniali banalne błędy, przez co nie stanowili równorzędnych rywali dla czeskich graczy. Dopiero gdy i ci zaczęli się mylić, ich przewaga nieco stopniała (11:16) i o czas poprosił Zdenék Šmejkal. Valdir Sequeira zaś, mimo przerwy, nie wstrzymywał ręki w zagrywce, ale Baránek i Michálek dość szybko wzięli sprawy w swoje ręce (20:13). Portugalczycy, prezentując zaledwie pojedyncze udane zagrania, nie byli w stanie już zagrozić rywalom. Seta zaś zakończył jeden z nich, posyłając zagrywkę w aut.

Portugalczycy, nie mając już nic do stracenia, w trzeciej partii podjęli rękawicę (5:4). Przyjezdni jednakże, dobrze radząc sobie w bloku, przejęli inicjatywę (7:6). Wśród gospodarzy co prawda Sequeira i Oliveira starali się wziąć ciężar gry na swoje barki, lecz kiedy w polu zagrywki pojawił się Michal Kriško, rywale odskoczyli im na trzy oczka (13:10). Czesi rozkręcali się z akcji na akcję, a gdy dodatkowo zza linii dziewiątego metra punktować zaczął Baránek, na drugą przerwę techniczną schodzili z pięciopunktową przewagą. Dopiero Marcel Gil, popisując się udanymi blokami, dał nadzieję swoim kolegom na wyrównanie wyniku (14:16), ale to wszystko, na co było stać miejscowych, zwłaszcza że niweczyli swoje szanse, psując zagrywki czy posyłając ataki w aut (17:20). Kiedy dodatkowo blokiem punktować zaczął Jakub Veselý, stało się jasne, iż Czesi nie wypuszczą tego prowadzenia z rąk. Egzekucję w czasie starał się jeszcze odwlec Valdir Sequeira, ale na nic się to zdało i ostatecznie to goście cieszyli się z wygranej.

Portugalia – Czechy 0:3
(23:25, 18:25, 22:25)

Składy zespołów:
Portugalia: Gil (2), Ferreira A. (7), Oliveira (8), Jose (9), Sequeira (15), Rodrigues, Casas (libero) oraz Ferreira M. (1), Violas (1), Silva i Vieira (1)
Czechy: Veselý (5), Král (9), Hábr (9), Baránek (13), Kriško (12), Michálek (6), Krýstof (libero)

Zobacz również:
Wyniki oraz tabela gr. E Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-06-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved