Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Kwal. do ME: Pierwsza porażka Antigi, awans dopiero jutro?

Kwal. do ME: Pierwsza porażka Antigi, awans dopiero jutro?

fot. CEV

Polacy przegrali w pierwszym meczu turnieju kwalifikacyjnego w Ljubljanie ze Słowenią 2:3 i na awans do turnieju finałowego ME muszą jeszcze poczekać. Potrzebne są trzy punkty w meczu z Łotwą lub w spotkaniu z Macedonią.

Pierwsze chwile tego pojedynku to dobre akcje po obu stronach boiska przeplatane błędami własnymi. Miejscowi mieli spore problemy z przyjęciem zagrywki, co za linią dziewiątego metra wykorzystywali biało-czerwoni. Kolejne błędy Słoweńców w ataku napędzały grę Polaków i pozwoliły im, co ważne, odskoczyć najpierw na 5:2, a niedługo później na 8:3. W dodatku po pierwszym czasie technicznym dobrze w bloku zafunkcjonował Piotr Nowakowski i szybko o 30 sekund przerwy poprosił od razu Luka Slabe, trener gospodarzy. To pomogło zmobilizować Słoweńców, którzy kilka chwil później po kiwce Cebulja odrobili jeden punkt. To jednak było za mało, żeby choć w niewielkim stopniu zagrozić Polakom, zwłaszcza że główną bolączką rywali nadal były błędy własne. Zdenerwowany trener Słowenii w bardzo krótkim czasie wykorzystał z tego powodu drugą przerwę na żądanie, bowiem ekipa Stephane’a Antigi odskoczyła na 12:5. Również i biało-czerwonym zaczęły przydarzać się pomyłki i po przekroczeniu przez Kurka linii ataku miejscowi przegrywali tylko czterema oczkami (11:15). Po drugim czasie technicznym najpierw Sket uderzył w polski blok, a następnie to samo uczynił Urnaut, w polu zagrywki dobrze spisywał się wtedy Karol Kłos i na konto biało-czerwonych powędrowały kolejne oczka (18:11). Grę swoich kolegów próbował zagrywką pociągnąć Mitja Gasparini, co od razu starał się przerwać Antiga, prosząc o czas (19:15). Po powrocie do gry wydawało się, że jego podopieczni dowiozą spokojnie prowadzenie, ale Mariuszowi Wlazłemu i Bartoszowi Kurkowi nie udało się skończyć akcji i Słoweńcy zbliżyli się na 19:22, sami jednak oddali też Polakom ostatni punkt w tej partii.

Kolejną odsłonę rozpoczął dobrą zagrywką Pavlović, asa serwisowego kilka akcji później dołożył Tine Urnaut, Michał Winiarski popełnił błąd przejścia dołem, a Cebulj uderzył sprytnie w kontrze i ekipa gospodarzy prowadziła 7:3. O czas poprosił wtedy Stephane Antiga. Po powrocie na boisko Słoweńcy kontynuowali swoją skuteczną grę i po kontrze Gaspariniego schodzili na regulaminową przerwę przy prowadzeniu 8:3. Sytuacja w polskiej ekipie nie prezentowała się lepiej także po powrocie na boisko. Gdy Mariusz Wlazły uderzył w aut, Słoweńcy prowadzili 11:5 i mimo że na środku siatki czujny był Piotr Nowakowski, to jednak przeciwnicy nadal utrzymywali wysoką nadwyżkę. W dodatku Koncilja udanie kontratakował, a chwilę później zatrzymał wspólnie z Urnautem Wlazłego. Drugi czas wykorzystał wtedy Antiga, gdyż reprezentacja Polski przegrywała już 8:15. Na boisku pojawił się też Paweł Zagumny, ale to nadal Słoweńcy punktowali, a dokładniej Gasparini (16:8). Po kolejnej przerwie biało-czerwoni zaczęli przy zagrywce Bartosza Kurka odrabiać częściowo straty, m.in. skuteczny blok, punktujący Zagumny oraz z pola zagrywki uderzający przyjmujący reprezentacji Polski (14:16). Szybko wykorzystane dwie przerwy na żądanie nie pomogły ekipie Luki Slabego, bowiem nadal potężnie zagrywał Kurek (15:16). Niedługo jednak polski przyjmujący po raz kolejny przekroczył linię przy ataku i Słoweńcy mieli o trzy punkty więcej (18:15). W ważnym momencie seta do walki włączył się polski blok, po którym biało-czerwoni mieli do odrobienia tylko punkt (19:20), a chwilę później po kontrze Kurka już remisowali po 21. Rywale nadal nie odpuszczali i dzięki kontrze Urnauta prowadzili 23:21. To nie wystarczyło im, by zwyciężyć w całej partii, bowiem najpierw pomylił się Cebulj, następnie swoje w polu zagrywki odpracował Wlazły, a z kontry uderzył Kurek i to Polacy mieli piłkę setową (24:23). Także Kurek zakończył całą partię, punktując zagrywką (26:24).

Pierwsze akcje seta numer trzy to ponownie dobra gra gospodarzy, którzy m.in. po skutecznym bloku, a także kontrze Cebulja odskoczyli na 3:0. Równie szybko tę przewagę stracili, ale biało-czerwoni nie dali rady przejąć inicjatywy i po niedokładnej grze Polaków, Słowenia ponownie była na prowadzeniu 6:4. Przez pewien czas utrzymywała się przewaga ekipy Luki Slabego, ale kilka akcji po czasie technicznym kontra Mariusza Wlazłego dała Polakom pierwsze prowadzenie w tym secie (11:10). To jednak długo się nie utrzymało i gdy atakujący PGE Skry został zatrzymany przez słoweński blok, to rywale byli punkt „z przodu" (13:12). Sytuacja chwilę później znowu się zmieniła, ale tym razem po kontrach Wlazłego i Kurka biało-czerwoni odskoczyli na trzy oczka (16:13). Słoweńcy kontynuowali jednak swoją dobrą grę i odrobili straty (18:18). W dodatku, gdy podopieczni Stephane’a Antigi zaczęli mylić się w ataku (Wlazły i Kurek), rywale objęli prowadzenie 22:21, a szkoleniowiec biało-czerwonych przerwał grę, prosząc o czas. Po powrocie na boisko Tine Urnaut zapisał na swoim koncie asa serwisowego i Słoweńcy odskoczyli w najważniejszej części seta na dwa punkty. Gdy w aut uderzył Karol Kłos, drużyna ze Słowenii miała piłkę setową (24:22), ale wtedy środowy rewanżował się w ataku, a Urnaut przekroczył linię ataku i na tablicy wyników pojawił się remis 24:24. Po kilku wymianach Urnaut udanie zagrał po polskim bloku i zakończył seta na korzyść swojego zespołu.



Także on pojedynczym blokiem na Wlazłym wyprowadził słoweński zespół na prowadzenie 3:1, które podwyższył Kurek, uderzając w aut (4:1). Już wtedy o czas poprosił Stephane Antiga. Po powrocie na boisko w ataku nie poradził sobie Koncilja, a Mariusz Wlazły uderzył z pola zagrywki, wyrównując stan seta na 4:4. Nadal jednak na wysokim poziomie grał Tine Urnaut, który tym razem zagrał asa i dał swojej ekipie dwa oczka nadwyżki (6:4). Gdy Pavlović zablokował na środku siatki Karola Kłosa, Słowenia prowadziła na pierwszej regulaminowej przerwie 8:5. Choć biało-czerwoni zaczęli zbliżać się do rywali, to ci szybko odparli atak i odskoczyli ponownie na 12:8, a gdy w polu zagrywki stanął Pavlović, prowadzili już 14:9. Pojedyncze dobre zagrania, m.in. Wlazłego w bloku i w zagrywce, nie były w stanie zagrozić przeciwnikom, którzy wykorzystywali w stu procentach słabszą dyspozycję Polaków i na drugim czasie technicznym prowadzili 16:13. W dodatku rywale im bliżej końca, tym chcieli odskoczyć bardziej. Wtedy włączał się do gry polski blok, ale i tak przewaga Słoweńców utrzymywała się na poziomie trzech punktów. Dopiero, gdy Michał Winiarski zaserwował asa, trener gospodarzy poprosił o czas. Polakom do odrobienia pozostał już tylko punkt (18:19). Powrót na boisko okazał się szczęśliwy dla biało-czerwonych, którzy okazali się lepsi na siatce i wyrównali po 19, a chwilę później dzięki kontrze Kurka prowadzili 21:20. Mimo że Gasparini dał naszej reprezentacji drugie oczko przewagi, to chwilę później Kurek został zablokowany, a Gasparini nie pomylił się już w dwóch kontrach i to rywale byli bliżej zwycięstwa w tej odsłonie (24:22). Choć Polacy walczyli, emocjonującą końcówkę zakończyło zbicie Cebulja, który tym samym doprowadził do tie-breaka.

Tie-breaka rozpoczął od ataku na lewym skrzydle Wlazły, a w kolejnych akcjach toczyła się wyrównana walka, która opierała się głównie na błędach własnych. Słoweńcy od samego początku starali się narzucić swój styl gry i częściowo udało im się to chwilę przed pierwszą przerwą techniczną, kiedy asa serwisowego na polską stronę posłał Gasparini (6:4). Najgroźniejszy element Polaków – zagrywka – w żaden sposób nie zagrażał rywalom, a co najgorsze – dokładał im kolejne punkty. Choć niewysokie, bo dwupunktowe było prowadzenie gospodarzy, to jednak utrzymywało się cały czas i nawet gdy w polu zagrywki potężnie zagrał Wlazły, to w kontrze Kurek został zablokowany i biało-czerwoni nie mogli ugryźć przeciwników i doprowadzić do remisu (8:10). W dodatku Urnaut punktował zagrywką i o czas poprosił trener Antiga, bowiem zwycięstwo w tym meczu zaczęło się Polakom wymykać. Nic to nie dało, bowiem Słoweniec nadal skutecznie uderzał z pola zagrywki, a Cebulj wykorzystywał kontry (13:8). Gra biało-czerwonych stanęła i po bloku na Kłosie Słowenia miała pierwszą piłkę setową (14:8), którą wykorzystała jednak dopiero przy czwartym uderzeniu (15:11).

Radości z odniesionego zwycięstwa nie krył słoweński trener Luka Slabe. – Kluczem do zwycięstwa był duch zespołu, który zdecydował o wygranym spotkaniu. W naszej grze nie było zbyt wiele luk, byliśmy również w stanie oprzeć się presji zagrywek polskiej reprezentacji. Bardzo dobrze dzisiaj zagrali środkowi naszego bloku i wykonali kawał dobrej roboty. Turniej się jeszcze nie skończył i mam nadzieję, że zawodnicy są świadomi tego faktu – podsumował występ swojej drużyny słoweński szkoleniowiec.

Słowenia – Polska 3:2
(20:25, 24:26, 27:25, 26:24, 15:11)

Składy zespołów:
Słowenia: Gasparini (17), Koncilja (10), Urnaut (19), Ropret (4), Cebulj (13), Pavlović (7), Kovaćić (libero) oraz Sket, Plot, Vincic i Pokersnik (2)
Polska: Nowakowski (11), Winiarski (10), Kurek (23), Kłos (8), Wlazły (19), Drzyzga, Zatorski (libero) oraz Zagumny (2), Bociek (1), Ruciak (1) i Możdżonek

Tabela grupy B:

1. Polska     4  10 pkt. 11:4
2. Słowenia   4   6 pkt. 10:9
3. Macedonia  4   4 pkt.  6:9
4. Łotwa      4   4 pkt.  5:10

źródło: cev.lu, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved