Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Ryszard Bosek: Prezes wziął odpowiedzialność za pomysł z Antigą

Ryszard Bosek: Prezes wziął odpowiedzialność za pomysł z Antigą

fot. archiwum

- Sam byłem zaskoczony decyzjami. Prezes Przedpełski  powiedział, że bierze je na siebie, wobec czego trudno było w tym względzie dyskutować - o wyborze nowego duetu trenerskiego oraz wygranym turnieju kwalifikacyjnym do ME mówi Ryszard Bosek.


Polska wygrała ze Słowenią 3:1, zwyciężyła w turnieju we Wrocławiu i jest bardzo blisko awansu do mistrzostw Europy. Niedzielny mecz przeciwko Słoweńcom był jednak o wiele trudniejszym wyzwaniem niż dwie wcześniejsze potyczki z Łotwą i Macedonią. Jak pan ocenia pojedynek z podopiecznymi Luki Slabego i cały turniej?

Ryszard Bosek: – Spotkanie ze Słowenią było zdecydowanie najtrudniejsze spośród tych trzech meczów Polaków. Wynikało to również z tego, że Słoweńcy w pierwszych dwóch dniach turnieju wyglądali trochę tak, jakby oszczędzali się na mecz z nami. Tymczasem polscy siatkarze od początku grali na maksymalnych obrotach. Dlatego w niedzielę nasz zespół był chyba bardziej zmęczony od swoich rywali. Słowenia potwierdziła, że jest dojrzałą drużyną, która potrafi grać w siatkówkę. Najważniejsze jest zwycięstwo, które mieliśmy tutaj odnieść za trzy punkty i ten cel udało się zrealizować. Było to bardzo ważne, ponieważ teraz ciężko już sobie wyobrazić, by za tydzień cokolwiek złego mogło nas spotkać, czyli żebyśmy nie wywalczyli awansu do mistrzostw Europy.

Więc pana zdaniem nie powinniśmy już drżeć o awans w turnieju w Słowenii?



– Dwa zespoły wyraźnie odstają poziomem, więc z nimi nie powinno spotkać nas nic złego. Do Słoweńców też podejdziemy już inaczej, bo przed bezpośrednim spotkaniem we Wrocławiu mogło się wydawać, że rywale nie są w najlepszej formie. Tymczasem pokazali, że są w dobrej dyspozycji i potrafią grać, więc nasza drużyna też będzie jeszcze mocniej skoncentrowana przed tym wyjazdowym pojedynkiem. Na naszą korzyść pracuje też czas. Te kilka dni to kolejne jednostki treningowe, które zostaną zaaplikowane zawodnikom, więc będzie więcej czasu na pracę nad taktyką czy formą poszczególnych graczy. Dlatego na pewno będziemy prezentować się jeszcze lepiej.

Pytam, bo większość kibiców wciąż pamięta traumę sprzed sześciu lat, jaką był awans do mistrzostw Europy w 2009 roku. Wówczas sytuacja była podobna – też pewnie wygraliśmy turniej u siebie, żeby później stracić szanse na awans na wyjeździe i w konsekwencji być zmuszonym do gry w barażach z Belgią…

– To prawda, ale moim zdaniem te zespoły są zdecydowanie słabsze niż tamci przeciwnicy. Poza Słowenią dwaj pozostali rywale nie powinni sprawić nam żadnych kłopotów. Tak naprawdę wystarczy nastawić się na jeden mecz, żeby spokojnie się zakwalifikować, więc wydaje mi się, że sytuacja jest diametralnie inna, niż miała miejsce przed kilku laty.

Czy po meczach z tak przeciętnymi zespołami możemy w ogóle wyciągać jakiekolwiek wnioski na temat obecnej formy polskich siatkarzy?

Na pewno jesteśmy bliżsi do wysnuwania wniosków i ocen, niż byliśmy przed samym turniejem. Na ten moment widać wyraźne dysproporcje pomiędzy poszczególnymi zawodnikami. Część jest w bardzo wysokiej formie, części do optymalnej dyspozycji jeszcze sporo brakuje. To jest specyfika początku sezonu reprezentacyjnego. Jest to trudny okres, bo jesteśmy świeżo po zakończeniu sezonów ligowych i każdy z siatkarzy jest na nieco innym etapie. Ale z drugiej strony jest to naturalna cecha gier zespołowych. Teraz rola trenerów w tym, żeby tych, którzy są w trochę słabszej formie, podciągać do tych w najlepszej dyspozycji. Gdy to się uda, wyniki i przede wszystkim gra całego zespołu będą jeszcze lepsze.

Pana zdaniem pierwsza szóstka turnieju kwalifikacyjnego do mistrzostw Europy we Wrocławiu może być pierwszą szóstką na tegoroczne mistrzostwa świata?

– Jest to dopiero początek sezonu reprezentacyjnego, więc na pewno będą podejmowane kolejne próby innych ustawień i kombinacji. Mamy jeszcze trochę czasu, żeby sprawdzić inne rozwiązania. Na tym turnieju trenerzy podjęli pierwszą próbę, ale pewnie nie będzie ona ostatnią. Dlatego ciężko deklarować, czy to może być już ta szóstka na mundial. Mamy szeroki skład, więc poczekajmy jeszcze trochę i zobaczmy inne warianty. Nie mam jednak wątpliwości, że w najbliższych tygodniach szóstka będzie już nam się klarować.

Tym turniejem Mariusz Wlazły potwierdził, że jest niezbędny tej reprezentacji?

– Mariusz gra bardzo dobrze, jest w wysokiej formie i w trudnych sytuacjach potrafi pomóc drużynie, nie tylko swoim atakiem, ale sławną już zagrywką. Moim zdaniem Mariusz zawsze był potrzebny kadrze. Z takich czy innych powodów kiedyś go nie było, ale najważniejsze, że teraz znów w niej jest. To, co szczególnie mnie cieszy, to fakt, że dawno już nie widziałem tak „żywego” Wlazłego, który bierze na siebie odpowiedzialność, cementuje zespół i widać, że ta gra sprawia mu dużo radości. Bardzo dobrze się stało, że Mariusz znów gra w koszulce z orzełkiem na piersi.

To, co widać na pierwszy rzut oka, to chyba wyjątkowo dobra atmosfera, jaka w tej chwili panuje w drużynie?

To są już na tyle doświadczeni zawodnicy, że doskonale zdają sobie sprawę, że poza parkietem trzeba też umieć zbudować zespół i wzajemne relacje. To już nie jest ta drużyna sprzed sześciu, ośmiu lat, która dojrzewała. Teraz to są świadomi celu i drogi, jaka do niego prowadzi gracze, którzy zdają sobie sprawę, że dobry wynik mogą osiągnąć tylko razem. Sfera mentalna, atmosfera w reprezentacji to bardzo ważne kwestie, za które ci siatkarze potrafią już wziąć odpowiedzialność.

Jak z własnego, trenerskiego doświadczenia ocenia pan debiut i pierwsze tygodnie pracy nowego duetu trenerskiego Antiga – Blain?

– Widać, że znają się bardzo dobrze. Na pewno Blain ma więcej doświadczenia, co było czasami widoczne w tym turnieju, gdy przejmował pałeczkę i w trakcie przerw więcej tłumaczył naszym zawodnikom. Za to Antiga to doświadczony zawodnik, który dobrze czuje grę. Fakt, że nie ma jeszcze zbyt bogatych papierów, jeśli chodzi o samo trenowanie, ale jego doświadczenie z każdym meczem będzie rosło. Tutaj jest też duża rola Philippe Blaina, który w trudnych momentach powinien wziąć odpowiedzialność i przejąć stery. To było już trochę widać we Wrocławiu. Jest to duet trenerski, który powinien się uzupełniać i wspólnie pracować z tą kadrą. Początek mają dobry, ale najważniejsze dopiero przed nimi.

Był pan zwolennikiem zatrudnienia Stephane’a Antigi, czyli wówczas wciąż jeszcze przyjmującego PGE Skry Bełchatów, na pierwszego trenera reprezentacji Polski?

– Ciężko powiedzieć, że byłem zwolennikiem, gdyż sam byłem zaskoczony decyzjami. Prezes Przedpełski wstał i powiedział, że bierze je na siebie, wobec czego trudno było w tym względzie dyskutować…

Pozostało tylko zaakceptować?

– Zaakceptować, bo wpływu na decyzję nie miałem, podobnie jak inni. Zresztą to chyba prawidłowe, że prezes bierze odpowiedzialność. Będzie sukces – będzie miał ordery, nie będzie sukcesu – będzie miał kłopoty. Taka jest zasada (śmiech).

Oby do tych kłopotów nie doszło…

– Na pewno nikomu ich nie życzymy.

Na koniec, gdyby był pan w tej chwili trenerem reprezentacji, to wymieniłby pan skład na Ligę Światową, a przynajmniej na dwa pierwsze wyjazdy do Brazylii i Włoch, tak żeby najlepsi mogli odpocząć i się zregenerować?

– Pewnie tak, ale to wymaga kontroli wydolności, formy, kontuzji czy stanu zdrowia. Wiadomo, że podczas długich wyjazdów, jak choćby do Brazylii, ci, którzy są w słabszej formie albo mają jakieś problemy zdrowotne, za dużo nie potrenują i się nie wyleczą, dlatego lepiej, żeby zostali w kraju. To są jednak decyzje personalne, na które nie będziemy mieli wpływu. Jest to rola obecnych trenerów, którzy mają odpowiednią wiedzę oraz informacje.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved