Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Mistrzostwa Europy > Mariusz Wlazły: Antiga to nasz szef

Mariusz Wlazły: Antiga to nasz szef

fot. Łukasz Krzywański

- Stephane jest naszym szefem, a my ludźmi, którymi on kieruje. Taka hierarchia musi pozostać - o relacjach z nowym trenerem, formie reprezentacji i pierwszym meczu w kadrze po kilku latach przerwy po wygranej 3:0 z Macedonią rozmawiamy z Mariuszem Wlazłym.

Kolejny mecz i kolejne 3:0. Zgodnie z przewidywaniami idziecie przez wrocławski turniej jak burza. Jak oceniasz spotkanie z Macedonią?

Mariusz Wlazły:Jesteśmy szczęśliwi ze zwycięstwa. Wynik jest wysoki, ale to nie znaczy, że był to dla nas łatwy mecz. Macedonia to trudny przeciwnik, ale cieszymy się, że udało się go pokonać.

Patrząc po wyniku, ciężko uwierzyć w twoje słowa o Macedończykach. Rywal nie miał nic do powiedzenia w żadnym secie, więc na czym polega jego trudność?



Zawsze gra się ciężko z zespołami, o których przede wszystkim mało się wie. Dodatkowo jest to drużyna z tych, którym jeśli pozwoli się grać i zaskoczą, to potrafią być bardzo groźni. Pokazali to choćby w piątek w meczu ze Słowenią, gdzie napsuli rywalom sporo krwi. Dlatego byliśmy w pełni skoncentrowani na tym, by nie dać przeciwnikom złudzeń, że mogą dzisiaj z nami powalczyć. Dobrze, że nam się to udało i zrobiliśmy kolejny krok do spełnienia celu, który sobie założyliśmy.

Biorąc pod uwagę wyniki i grę w meczach przeciwko Łotwie i Macedonii, można chyba powiedzieć, że jesteście w całkiem niezłej formie jak na początek sezonu reprezentacyjnego?

Przede wszystkim cieszy mnie to, że po tak krótkim czasie spędzonym ze sobą w Spale i tutaj na zgrupowaniu we Wrocławiu potrafiliśmy stworzyć namiastkę drużyny. Trudno jest się zebrać i w kilka dni przystąpić do turnieju. Tymczasem jak na ten etap jesteśmy w całkiem niezłej formie. Jestem zadowolony, że mogę pomóc i delikatnie przyczynić się do sukcesów tego zespołu. Najważniejsze jednak jest to, że każdy z nas swoim zaangażowaniem i tym, co robi na treningach, daje coś od siebie. To wszystko razem pozwala potem zwyciężać w następnych potyczkach.

Jak pracuje się wam z nowym selekcjonerem Stephanem Antigą?

Pracujemy w kadrze od niedawna, więc trudno w tym momencie odpowiedzieć na to pytanie. Nie jestem w stanie scharakteryzować Stephane’a jako trenera, bo w tej roli jest dopiero kilka tygodni. Na pewno był bardzo dobrym zawodnikiem. Każdy z nas ma do niego olbrzymi szacunek, bo jest to profesjonalista w każdym calu. Osobiście spędziłem z nim w klubie kilka sezonów, podczas których bardzo dużo się od niego nauczyłem. Mam nadzieję, że równie owocna będzie nasza współpraca na linii trener – zawodnik.

To dość nietypowa sytuacja, że selekcjonerem zostaje grający zawodnik. Miesiąc temu Antiga był twoim kolegą na parkiecie, dziś jest trenerem drużyny narodowej. Nie mieliście problemu, żeby przestawić się na tę nową rzeczywistość?

Myślę, że jesteśmy na tyle profesjonalistami, że umiemy odróżnić naszą pracę od relacji osobistych. To, że jeszcze do niedawna staliśmy obok siebie na parkiecie, nie ma tutaj żadnego znaczenia. Wszyscy podchodzimy do tego w ten sposób, że Stephane jest naszym szefem, a my ludźmi, którymi on kieruje. Taka hierarchia musi pozostać. Wierzymy w pracę, którą wykonuje, a on ufa w to, co my robimy. Bardziej koleżeńsko możemy natomiast podejść do siebie po zgrupowaniu albo wieczorem, gdy usiądziemy wspólnie przy kawie. Wówczas jest chwila, by zapomnieć o tym, że współpracujemy na polu walki.

Jutro (w niedzielę) walczycie ze Słowenią, czyli teoretycznie z najtrudniejszym przeciwnikiem…

Każdy z tych rywali jest trudny, bo przede wszystkim nie mamy o nich zbyt wielu informacji. Próbujemy się jakoś taktycznie przygotować pod kątem przeciwnika, ale głównie skupiamy się na sobie, naszej grze i tym, co chcemy zaprezentować na boisku. Po tak krótkim czasie jest to naprawdę ciężkie, ale mam nadzieję, że wszyscy dołożą starań, żeby na ten moment ta gra była przynajmniej skuteczna.

Jak układa się twoja współpraca z Fabianem Drzyzgą? Zwłaszcza w piątkowym starciu widać było, że potrzebujecie jeszcze trochę czasu na zgranie.

Na pewno moja charakterystyka gry jest zupełnie inna niż jeszcze kilka lat temu i gram bardzo szybko. Dlatego potrzeba czasu, żeby dojść do odpowiedniego zrozumienia z rozgrywającym. Sądzę, że i tak moja współpraca z Fabianem po tych zaledwie kilku treningach wygląda całkiem nieźle. Oczywiście zdarzają się jeszcze błędy, niedokładności, ale to jest na tym etapie normalne. Potrzebujemy czasu, żeby się dotrzeć i wypracować pewne automatyzmy, ale myślę że już niedługo nam się to uda.

Czy wiadomo już coś odnośnie planów i składu, w jakim reprezentacja zagra choćby w Lidze Światowej? Czy będziemy również w tych rozgrywkach oglądać w koszulce z orzełkiem na piersi Mariusza Wlazłego?

Z trenerem nie rozmawiam o ustaleniach kadrowych, bo nie jest to moja rola. Jeśli Stephane chce, żebym grał takie czy inne spotkania, to nie mam tutaj nic do powiedzenia. Muszę stawić się na zgrupowanie i funkcjonować, tak jak trener tego sobie życzy. Dlatego w tej chwili jestem tutaj na turnieju we Wrocławiu, a co będzie dalej, na pewno dowiem się w najbliższej przyszłości. Jedyne, co jest w tej chwili pewne, to fakt, że nie pojadę do Brazylii na pierwsze spotkania w ramach Ligi Światowej. To było ustalone już wcześniej, więc ten wyjazd mnie ominie.

We Wrocławiu znów przypomniałeś o sobie w polu serwisowym, często nękając przyjmujących rywala swoimi zagrywkami. Chyba Hala Stulecia ci odpowiada?

Na pewno jest to bardzo dobry obiekt, co cieszy, bo w przypadku zagrywki hala ma duże znaczenie. Cieszę się, że obecnie serwis funkcjonuje tak, jakbym tego oczekiwał. Moje zagrywki są jednak tylko małą cząstką naszych zwycięstw, bo w końcu siatkówka to gra zespołowa i wynik jest uzależniony od wielu czynników.

Pytam o halę, bo byłoby miło, gdybyś podobne zagrywki „zaserwował” przeciwnikom we wrześniu, gdy właśnie tutaj będziecie rozgrywać pierwszą fazę mundialu.

Do września jest jeszcze dużo czasu i wiele może się zmienić. Mam nadzieję, że będziemy do tego czasu na tyle dobrze pracować, że hala będzie miała drugorzędne znaczenie.

Piątkowy mecz przeciwko Łotwie był właściwie w cieniu pierwszego meczu Mariusza Wlazłego po powrocie do reprezentacji po kilku latach. Można by powiedzieć, że po raz drugi debiutowałeś w kadrze. Czułeś w związku z tym jakieś dodatkowe emocje, czy podszedłeś do tego spokojnie?

Nie, nie było to żadnym niezwykłym wydarzeniem. To nie był mój pierwszy występ w reprezentacji, więc podszedłem do tego normalnie. Fakt, że był to mój pierwszy mecz w biało-czerwonych barwach po dłuższym czasie, ale nie czułem w związku z tym żadnego dodatkowego stresu czy presji. Moją rolą jest atakować i zdobywać jak najwięcej punktów, dzięki czemu mogę pomóc drużynie. Tylko i wyłącznie na tym się skupiam.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Mistrzostwa Europy, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved