Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Tak się tworzy historię po jastrzębsku – podsumowanie sezonu

Tak się tworzy historię po jastrzębsku – podsumowanie sezonu

fot. Joanna Skólimowska

Być w centrum zainteresowania całej siatkarskiej Polski i Europy - który z klubów siatkarskiej ekstraklasy nie chciałby znaleźć się w takiej sytuacji? Sztuka ta udała się siatkarzom Jastrzębskiego Węgla, dla których sezon 2013/2014 z pewnością był historycznym.

„W drodze po złoto…” – ta maksyma miała prowadzić siatkarzy Jastrzębskiego Węgla do długo wyczekiwanego na Śląsku tytułu mistrzowskiego. Towarzyszące jastrzębianom od początku sezonu zadanie nie pozostawiało złudzeń co do tego, jaki cel jest stawiany przed zespołem.

Predyspozycje i potencjał nowo budowanej drużyny pozwalały wierzyć, że nie są to tylko puste słowa. Podobnie jak co roku w Jastrzębiu-Zdroju doszło do znacznej przebudowy kadry. Niemal tradycją w Jastrzębskim Węglu była zmiana na pozycji rozgrywającego. I to właśnie ta zmiana okazała się dla jastrzębian kluczową. W miejsce odchodzących Simona Tischera i Tiagio Violasa, przyszli Michał Masny i Dmytro Filippov. To właśnie w nowym reżyserze gry, znanym z plusligowych parkietów, mającym wypracowaną stabilną pozycję w siatkarskiej ekstraklasie, Michale Masnym pokładano spore nadzieje. Nie było to jedyne wzmocnienie jastrzębian przed startem sezonu, jednak właśnie pojawienie się w Jastrzębiu-Zdroju Słowaka można określić mianem najważniejszego i najtrafniejszego transferu Jastrzębskiego Węgla w ostatnich latach.

Sukces w PlusLidze nie był jedynym celem jastrzębian w tym sezonie. Przed podopiecznymi Lorenzo Bernardiego stawiane były bardziej złożone cele. Jednym z wyzwań Jastrzębskiego Węgla miała być gra w elitarnych rozgrywkach Ligi Mistrzów. Sami zawodnicy unikali odważnych deklaracji. – Nie jesteśmy głupcami, by deklarować, że wygramy Ligę Mistrzów. Najważniejsze jest to, żebyśmy w tych rozgrywkach zaprezentowali jak najlepszą siatkówkę – mówił przed rozpoczęciem zmagań kapitan zespołu, Michał Łasko. Mimo braku odważnych deklaracji słowa jastrzębianie zastąpili czynami. A że „apetyt rośnie w miarę jedzenia”, to po awansie zespołu ze Śląska z pierwszego miejsca w grupie marzenia o Final Four siatkarskiej Ligi Mistrzów zaczęły być coraz bardziej realne. Nadzieje sympatyków Jastrzębskiego Węgla potęgował sposób, w jaki jastrzębianie przypieczętowali awans z pierwszego miejsca w grupie. Po zwycięstwie z naszpikowanym gwiazdami Halkbankiem Ankara podopieczni Lorenzo Bernardiego mogli, a nawet powinni uwierzyć w swoją siłę. W pierwszej rundzie play-off zespół mistrza Francji nie stanowił dla jastrzębian większej przeszkody, i tak po wywalczeniu awansu w bezpośredniej walce o turniej finałowy byliśmy świadkami polskiego meczu. W starciu z mistrzem Polski więcej atutów było po stronie rzeszowian. Jednak po raz kolejny w tej edycji Ligi Mistrzów siatkarze z Jastrzębia-Zdroju udowodnili, że nazwiska nie grają. Droga do Final Four nie była jednak dla jastrzębian usłana różami, poza przeciwnikami podopieczni Lorenzo Bernardiego musieli zmagać się z przeciwnościami losu. I tak w kluczowym momencie z gry wykluczony został as zespołu – Michał Łasko. W Jastrzębiu-Zdroju nie szukano jednak wymówek, a robiono swoje. I to bez oglądania się na rywali, co było siłą napędową zespołu. Kolejnym atutem, o którym sami zawodnicy wspominali niejednokrotnie, był „team spirit”, takiej atmosfery w zespole ze Śląska nie było bowiem od dawna…



Żadna seria nie jest wieczna i tak także jastrzębianom przytrafił się dołek. A spadek przyszedł w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy wydawało się, że wszystkie tryby w jastrzębskiej konstrukcji funkcjonują perfekcyjnie, a nikt ani na ligowym, ani europejskim podwórku nie jest w stanie powstrzymać tak rozpędzonej machiny – pojawił się zgrzyt. Moment nie był najbardziej odpowiedni, bo finał Pucharu Polski z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle był pierwszą szansą na trofeum dla jastrzębian w tym sezonie. Cieniem na ocenie tego sezonu w wykonaniu Jastrzębskiego Węgla kładzie się nie tyle wynik finału, co obraz gry i postawa podopiecznych Lorenzo Bernardiego. Jastrzębianie nie przypominali drużyny, która wcześniej niemal zmiotła z parkietu mistrza Polski, tym razem przechodząc raczej obok meczu.

Czasu na rozpamiętywanie porażki nie było za wiele, bowiem tydzień później reprezentujący Polskę siatkarze ze Śląska pojechali do Turcji, na podbój siatkarskiej Ligi Mistrzów. Po fatalnej wpadce w finale Pucharu Polski oczekiwania sukcesu zostały nieco ostudzone, jednak po cichu wierzono, że drugie w historii klubu Final Four elitarnych rozgrywek, może być szczególnym. Jastrzębianom przypadła rola „siatkarskiego Kopciuszka”, w konfrontacji z czołowymi zespołami Europy, dysponującymi nieporównywalnie większymi budżetami, Jastrzębski Węgiel skazywany był na pożarcie. O ile półfinały to falstart w wykonaniu zespołu ze Śląska, o tyle mecz o brąz pokazał prawdziwą twarz Jastrzębskiego Węgla. Sam udział w turnieju finałowym już miał być dobrym wynikiem, a wywalczenie pierwszego w historii klubu medalu Ligi Mistrzów można określić mianem sukcesu. Jastrzębski Węgiel mocnym akcentem zaczął tworzyć historię. Brązowy medal to sukces, ale i niedosyt? Być może, jednak nie w rozgrywkach Ligi Mistrzów, a po turnieju finałowym w Ankarze jastrzębianie zamknęli usta krytykantom.

Nie był to ostatni sukces Jastrzębskiego Węgla w sezonie, choć na drodze po mistrzostwo Polski przeszkodą nie do przejścia dla podopiecznych Lorenzo Bernardiego okazali się późniejsi zdobywcy tytułu – siatkarze Skry Bełchatów. Po raz drugi w sezonie jastrzębianom pozostała więc walka w tzw. „małym finale”. I tak oto zapowiadana droga po złoto została zweryfikowana przez boiskową rzeczywistość, a na końcu drogi zamiast najcenniejszego kruszcu był nie jeden, a dwa brązowe medale. Trudno porównać wagę mistrzostwa kraju do tytułów trzeciej drużyny Europy i brązowego medalisty kraju. Jakby nie patrzeć o Jastrzębskim Węglu nie można powiedzieć jako wielkim przegranym sezonu, wprost przeciwnie – to był rok jastrzębian. Walka na trzech frontach, niesamowite tempo i natężenie meczów i w efekcie dobrnięcie we wszystkich rozgrywkach do etapu finałowych rozstrzygnięć. To wszystko skłania do oceny minionego już sezonu na plus. – Jestem bardzo dumny z mojego zespołu, bo to, czego dokonał, nie jest wcale łatwe – powiedział po ostatnim meczu sezonu Lorenzo Bernardi.

W ocenie sezonu to właśnie w kontekście Jastrzębskiego Węgla trudno mówi się o indywidualnościach, niesamowity sezon rozegrał Michał Kubiak, nie bez znaczenia była jednak gra Michała Masnego czy efektowne obrony Damiana Wojtaszka. W decydujących meczach sezonu o swojej klasie rywalom przypomniał Michał Łasko… Jastrzębianie w tym sezonie stanowili monolit. Siła zespołowości okazała się kluczem do sukcesu. Czy coś można było zrobić inaczej? Z pewnością, bo przecież przegrany finał Pucharu Polski czy półfinał Ligi Mistrzów z Halkbankiem Ankara mogły i powinny wyglądać inaczej… W kontekście tego, co udało się osiągnąć jastrzębianom, a udało się to, czego nie dokonał w Polsce nikt wcześniej, po co mówić „co by było gdyby”? Sezon 2013/2014 przeszedł już do historii i to właśnie jastrzębianie w jego ocenie nie mają powodów do wstydu.

Czy kolejny sezon przyniesie progres? Jastrzębianie sami wyjątkowo wysoko postawili sobie poprzeczkę, przekraczanie własnych granic jest jednak tym, co zespół ze Śląska potrafi robić, co udowodnił już niejednokrotnie. Co przyniesie czas i w jakim kierunku pójdzie Jastrzębski Węgiel? Jedno jest pewne – będzie się działo.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved