Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Srebro jak złoto – podsumowanie sezonu Impelu Wrocław

Srebro jak złoto – podsumowanie sezonu Impelu Wrocław

fot. Łukasz Krzywański

Sezon 2013/2014 okazał się dla zespołu z Wrocławia historyczny. Wyciągnięte lekcje z poprzednich lat zaowocowały historycznym sukcesem w postaci zdobytego wicemistrzostwa Polski w sezonie 2013/2014.

Po poprzednim sezonie w drużynie doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi i postawiono na mieszankę młodości z doświadczeniem. Z ekipą rozstała się utytułowana reżyserka gry Maja Ognjenović, ale jak twierdzili włodarze klubu, nie było możliwości, aby pozostawić ją w drużynie. Jej miejsce zajęła Frauke Dirickx, która na swoim koncie miała świeżo zdobyty brązowy medal mistrzostw Europy. Po wielu latach do Wrocławia powróciła Joanna Kaczor, a kolejny przystanek w swojej karierze zanotowała właśnie grająca niedawno jeszcze w reprezentacji Ewelina Sieczka. Klub zakontraktował młode i zdolne zawodniczki: Magdalenę Grykę, Monikę Martałek i Agnieszkę Kąkolewską, ale prawdziwym hitem okazało się pozyskanie szóstkowej reprezentantki Niemiec Maren Brinker i to właśnie w niej upatrywano liderkę zespołu w tym sezonie. Swojej misji we Wrocławiu świadoma była również sama zawodniczka: – Najważniejsza jest rola, która zostanie mi we Wrocławiu powierzona. Pośród tej mieszanki doświadczenia i młodości mam być jedną z zawodniczek, na której barkach będzie spoczywał ciężar odpowiedzialności za grę. Z tego cieszę się najbardziej – argumentowała swój wybór Brinker. Jak na nieszczęście poważnej kontuzji przed sezonem doznała Monika Martałek, a w jej miejsce w trybie awaryjnym sprowadzono Amerykankę Kristen Dozier. Z klubem pożegnały się natomiast Vesna Djurisić, Katarzyna Jaszewska, Milena Rosner, Marta Haładyn oraz Wioletta Szkudlarek.

Ligowe rozgrywki wrocławianki rozpoczęły od mocnego uderzenia, bowiem w pierwszych trzech kolejkach odniosły przekonujące zwycięstwa 3:0 nad zespołami z Piły, Łodzi oraz Bydgoszczy. W kolejnej kolejce ligowej musiały jednak uznać wyższość Siódemki Legionowo, co wskazywało tylko na to, że solidnie naoliwiona machina z Wrocławia może się potknąć. Warto podkreślić ciekawy eksperyment, którym było przestawienie nominalnej atakującej Katarzyny Mroczkowskiej na pozycję przyjmującej. Posiadająca już doświadczenie na przyjęciu wychowanka wrocławskiego klubu nie tylko doskonale spisywała się cały sezon na tej pozycji, ale można śmiało powiedzieć, że przeżyła swój renesans siatkarski, niejednokrotnie otrzymując nominację do nagrody dla najlepszej zawodniczki spotkania. Urodzaj na pozycji przyjmującej spowodował, że pod koniec stycznia z prośbą o rozwiązanie kontraktu zwróciła się do klubu Patrycja Polak, która wielokrotnie mecze spędzała na trybunach. Decydując się na transfer do klubu z Wrocławia, była wprawdzie jedną z najbardziej obiecujących juniorek na pozycji przyjmującej, niemniej jednak w zespole z Dolnego Śląska odgrywała w obecnym sezonie rolę marginalną. – Patrycja Polak jest młodą zawodniczką, przed którą wiele lat gry. Chcemy, żeby nadal się rozwijała i zdobywała doświadczenie na boisku. Przychyliliśmy się do jej prośby o rozwiązanie kontraktu – komentował tę decyzję prezes wrocławskiego klubu Jacek Grabowski.

Fazę zasadniczą podopieczne trenera Aleksandersena zakończyły na trzeciej pozycji. Aż dwukrotnie musiały uznać wyższość Chemika Police oraz na wyjeździe przegrały z aktualnym wtedy jeszcze zespołem mistrzyń Polski Atomem Treflem Sopot. Trzecia pozycja oznaczała starcie w ćwierćfinale z zespołem z Muszyny, który podbudowany awansem do finału Pucharu Polski zapowiadał walkę do utraty tchu. Zapowiedzi jednak dość szumne nie znalazły potwierdzenia na boisku, a cała rywalizacja z podopiecznymi trenera Serwińskiego zakończyła się w trzech spotkaniach. Kibice zacierali ręce, bowiem kolejnym rywalem wrocławianek miał być zespół Atomu Trefla Sopot. Z perspektywy czasu wydaje się, że pierwsze spotkanie „ustawiło” rywalizację pomiędzy zespołami, bowiem w Ergo Arenie padł wynik 3:0 dla Impelu i zwycięstwo zespołu z Wrocławia było bezdyskusyjne. Kolejnego dnia zawodniczki z Dolnego Śląska miały już w górze piłkę meczową, ale jej nie skończyły i po pięciu setach na korzyść Izabeli Bełcik i jej koleżanek cała rywalizacja miała przenieść się do Wrocławia. Gospodynie wykorzystały atut swojego boiska, zwyciężając dwukrotnie 3:0 oraz 3:1, pomimo niegodnej pozazdroszczenia sytuacji w meczu numer 4. Tym samym 8 kwietnia 2014 roku wrocławianki zapisały na swoim koncie historyczny sukces, którym było zdobycie co najmniej srebrnego medalu. – Cieszymy się, że możemy być częścią tej nowej, wielkiej historii klubu. Mam tylko nadzieję, że to dopiero początek naszych coraz lepszych wyników i kolejnych sukcesów. Warunków, jakie stworzyły się we Wrocławiu do rozwoju siatkówki, mogą nam zazdrościć rywale z całej Polski, dlatego wierzę, że wszystko co najlepsze jest jeszcze przed tym zespołem i całym klubem. Teraz jednak skupiamy się na Chemiku, w walce z tym przeciwnikiem nie mamy nic do stracenia – deklarowała Katarzyna Mroczkowska. Od samego finału jednak można było oczekiwać więcej, bowiem wszystkie spotkania pomiędzy Impelem Wrocław a zespołem z Polic okazały się dość jednostronne, a sama rywalizacja zakończyła się w trzech spotkaniach na korzyść policzanek. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że każdy z zespołów był z ostatecznego rezultatu szczęśliwy.



Puchar Challenge

Sezon międzynarodowy w wykonaniu wrocławskiego zespołu pozostawił lekki niedosyt. Wprawdzie zawodniczki prezentowały się do pewnego momentu dobrze, ale z całym szacunkiem dla rywali, klasa zespołów biorących udział w rywalizacji o Puchar Challenge zdecydowanie odbiega od poziomu Pucharu CEV oraz Ligi Mistrzyń. Pierwszym schodkiem okazała się wygrana ostatecznie rywalizacja z zespołem z Paryża, ale prawdziwym wyzwaniem miała być potyczka półfinałowa z tureckim Besiktasem. O ile zespół znad Bosforu nie zalicza się do tuzów ligi tureckiej, o tyle posiadał wystarczające argumenty, aby pokonać wrocławianki na wyjeździe 3:1. Siatkarki Impelu Wrocław udały się do Stambułu, by tam powalczyć o awans do finału Pucharu Challenge. Pomimo wygranej 3:2 wrocławianki odpadły w półfinale, a spotkanie rozegrane na własnym terenie było w oczach trenera Aleksandersena jednym z najsłabszych w wykonaniu jego zespołu.

Puchar Polski

Wrocławianki przed sezonem deklarowały jasno, że ich celem jest zdobycie podwójnej korony. Zadanie okazało się bardzo trudnym wyczynem, bowiem drabinka turniejowa postawiła wrocławiankom na ich drodze wymagający zespół z Dąbrowy Górniczej. Dąbrowianki, które podnosiły się ze swojej początkowej zapaści, zmotywowane po zmianie szkoleniowca i niezwykle trafnej decyzji o zakontraktowaniu tureckiej rozgrywającej Cemberci, postawiły milowy krok, zwyciężając w pierwszym spotkaniu na własnym parkiecie 3:1. Ambitne wrocławianki nie zamierzały jednak poddać się tak łatwo, a kibice w Orbicie byli świadkami emocjonującego pojedynku. Pierwszy set na przewagi padł łupem dąbrowianek, a w hali zapanowała rzadko spotykana tutaj cisza. Dwie kolejne partie wrocławianki rozstrzygnęły na swoją korzyść gospodynie i to czwarty set miał być przysłowiowym „być albo nie być”. Po dramatycznej walce dąbrowianki odniosły w tej partii zwycięstwo 25:23 i stało się jasne, że to one właśnie awansują do dalszych rozgrywek. Wygrana gospodyń w kolejnej partii była dla dalszego rezultatu kompletnie bez znaczenia. Z perspektywy czasu wydaje się jednak, że ten rezultat był doskonałą lekcją pokory oraz możliwością poprawy elementów, które do tej pory zawodziły.

Trudno nie uznać sezonu w wykonaniu wrocławianek za historyczny. Wywalczenie tytułu wicemistrzowskiego oraz awans do Ligi Mistrzyń to owoce długoletniej współpracy, ale również rezultat braku pochopnych lub nerwowych decyzji po raczej średnio udanych poprzednich sezonach. Przyczyn takiego sukcesu było wiele. Trudno również nie podkreślić roli norweskiego szkoleniowca Tore Aleksandersena, który uporządkował grę wrocławskiego zespołu, nie bojąc się jednocześnie desygnować wszystkich swoich zawodniczek do gry. Jego ryzyko niejednokrotnie zaskakiwało rywala, bowiem mało kto spodziewał się przed sezonem, że na przyjęciu ujrzymy Katarzynę Mroczkowską, a na libero Bogumiłę Pyziołek. Obie wywiązały się ze swojego zadania doskonale.

Kluczem do sukcesu wrocławskiego zespołu była skuteczna polityka transferowa. Chyba najjaśniejszym punktem wrocławskiej drużyny, poza Mroczkowską, okazała się młoda Agnieszka Kąkolewska, która ze średnią 1,05 bloków na set lideruje klasyfikacji blokujących ORLEN Ligi, pozostawiając w tyle swoje doświadczone koleżanki. Doskonałe wyczucie w bloku, kapitalne parametry fizyczne pozwalają wierzyć, że to dopiero początek kariery tej obiecującej środkowej. Tradycyjnie nie zawiodły Katarzyna Mroczkowska, Bogumiła Pyziołek i Katarzyna Konieczna, która w rywalizacji półfinałowej doskonale sprawdziła się w roli atakującej i w polu zagrywki, podrywając zespół do walki. Na pewno więcej oczekiwano od Maren Brinker, która wprawdzie uplasowała się na 13. pozycji w rankingu najlepiej punktujących, ale grała dość nieregularnie, przeplatając spotkania bardzo dobre z bardzo słabymi. Wiadomo już, że w przyszłym sezonie Niemka we Wrocławiu nie zagra, bowiem zdecydowała się wrócić do ligi włoskiej. Dobrze sezonu wspominać nie będzie Ewelina Sieczka, która przychodziła do Wrocławia jako zawodniczka szóstkowa z drużyny Aluprofu Bielsko-Biała, a w ekipie z Dolnego Śląska grała jedynie epizodycznie i wypadła również z orbity reprezentacyjnych zainteresowań.

Sezon 2013/2014 wypadł dla wrocławianek okazale, ale w kuluarach mówi się, że to dopiero początek wielkiej siatkówki w tym mieście. – Myślę, że w skali naszych potrzeb i naszego budżetu, jaki przeznaczamy na ten cel, jest to dobry sposób (na promocję – przyp. red). Efekt jest dobry. Myślę, że ten efekt będzie rósł, bo zainteresowanie grami zespołowymi, w tym siatkówką żeńską, rośnie. Widzimy systematyczny wzrost, co utwierdza nas w przekonaniu, że to był dobry kierunek – deklaruje wsparcie biznesowe Józef Biegaj, który jest wiceprezesem zarządu Impel S.A. i przewodniczącym rady nadzorczej Impel. Liga Mistrzyń to bowiem doskonała przepustka do siatkarskiej Europy, ale też dodatkowy argument do pozyskania najlepszych siatkarek. Mimo wielu spekulacji dotyczących nowych nazwisk w zespole z Wrocławia, warto poczekać na oficjalne potwierdzenie transferów. Znając markę oraz solidność Impelu Wrocław, możemy się spodziewać dużych nazwisk i zawodniczek z sercem do gry, które po raz kolejny w sezonie 2014/2015 będą próbowały zdobyć wszystko, co możliwe do zdobycia w Polsce oraz Europie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved