Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > ZAKSA na maksa tylko w Pucharze Polski

ZAKSA na maksa tylko w Pucharze Polski

fot. Sabina Bąk

"Chemik, Mostostal, dzisiaj to ZAKSA, która gra na maksa" brzmią słowa hymnu ekipy z Kędzierzyna-Koźla. O ile sukcesy z sezonu 2012/2013 doskonale wpisywały się w ten chwytliwy tekst, o tyle minione rozgrywki już niekoniecznie. Czego zabrakło ZAKSIE?

Daniel Castellani i ekipa, którą argentyński szkoleniowiec zebrał w Kędzierzynie-Koźlu w sezonie 2012/2013, na długo zostanie w pamięci kibiców ZAKSY. Drużyna z województwa opolskiego prowadziła swój zwycięski marsz, umiejętnie przeskakując kolejne przeszkody. W trakcie rozgrywek kilka razy nie udało się uniknąć nadziania się na siatkarskie zasieki innych zespołów, jednak efekt finalny był bardzo okazały. Przekonywujące zwycięstwo w Pucharze Polski, który udało się zdobyć po 11 latach przerwy, srebrny medal PlusLigi oraz awans do turnieju finałowego Ligi Mistrzów to było coś. Fala dobrych wyników i sukcesów klubu z Opolszczyzny zaostrzyła apetyty przed kolejnym sezonem, a ten już na długo przed jego startem zapowiadał się na niezwykle trudny.

O tym, że łatwiej jest gonić niż być gonionym, bardzo dobrze wiedzą wszelkiej maści biegacze. Powiedzenie to nie jest również obce siatkarzom. Doskonałym przykładem jest tu rzeszowska Resovia, której łatwiej zdobywało się mistrzowski pierścień, niż się go broniło. Podobnie było w ZAKSIE – wysokie oczekiwania po obfitym w sukcesy sezonie były dosyć ciężkim brzemieniem. Ciężar ten nie spadł jednak na barki Castellaniego, a na parę trenerską Świderski-Kaczmarczyk. Doświadczony Argentyńczyk przed wyruszeniem na podbój Turcji przygotowywał co prawda Sebastiana Świderskiego do roli „numeru 1”, jednak mimo wszystko były reprezentant Polski został rzucony na głęboką wodę. Jak pokazał miniony sezon, Świderski dobrze pływał pucharowym kraulem, ale w europejskiej żabce i ligowym delfinie ma jeszcze co poprawiać.

W fazie zasadniczej ZAKSA przegrała sześć spotkań. O ile porażki z Jastrzębskim Węglem, Resovią i Skrą nie wzbudzają większych emocji, o tyle przegrane z Effectorem Kielce czy Transferem Bydgoszcz były więcej niż niespodzianką. – Niektórzy moi zawodnicy uwierzyli chyba, że są gwiazdami. Ale to, czy jest się gwiazdą, czy też nie, weryfikuje boisko i na nim trzeba to udowodnić. A jeżeli tego brakuje, to trzeba chociaż realizować założenia taktyczne, a my tego zupełnie nie robiliśmy. Kolejny rywal udowodnił nam, że poświęceniem i walką o każdą piłkę można wygrać z każdym – pieklił się Świderski po przegranej 0:3 w Kielcach. W fazie grupowej Champions League ZAKSA rozpoczęła dobrze od dwóch wygranych z zespołami ze Stambułu i Friedrichshafen. Kryzys przyszedł w grudniu, kiedy na własnym boisku kędzierzynianie przegrali z Knack Roeselare 1:3, nie potrafili zgarnąć pełnej puli w meczu z Niemcami, a w spotkaniu o być albo nie być w europejskich pucharach przegrali w Stambule z „Galatą” 2:3. Ostatni pojedynek przekreślił szansę ZAKSY na dalsze występy na europejskich parkietach i był to pierwszy poważny płotek, którego wicemistrzom Polski nie udało się przeskoczyć. – W rundzie zasadniczej mieliśmy spotkania, w których panowaliśmy na boisku od pierwszej do ostatniej piłki, ale były też mecze fatalne, gdzie nic się nie kleiło. Niestety ten moment gorszej gry przypadł na fazę grupową Ligi Mistrzów. Daliśmy sporą plamę. Byliśmy stawiani w roli faworyta do wyjścia z grupy, a okazało się, że te progi były dla nas za wysokie – przyznał po zakończeniu sezonu Wojciech Ferens.



Słaby wynik w mistrzowskich rozgrywkach na Starym Kontynencie kędzierzynianie odbili sobie w Pucharze Polski, gdzie triumfowali po raz drugi z rzędu. W tym turnieju ZAKSA nie była stawiana w roli faworyta i to wyraźnie im pomogło. Symptomy lepszej dyspozycji całego zespołu były zauważalne już w meczach pierwszej rundy play-off z AZS-em Olsztyn, a wyraźny „pik” formy przypadł właśnie na turniej rozgrywany w Zielonej Górze. Zagumny i spółka prezentowali ciekawą i dobrą siatkówkę, która pozwoliła im ograć 3:0 olsztynian, 3:2 Skrę i w wielkim finale 3:1 Jastrzębski Węgiel. Ten sukces niewątpliwie poprawił nie najlepsze nastroje w drużynie. Kolejnym wyzwaniem dla ZAKSY była walka o medale PlusLigi. Po odprawieniu olsztynian na drodze do finału stanął im mistrz Polski z Rzeszowa. Po dwóch bataliach na Podpromiu ZAKSA wracała do hali Azoty z dwoma zwycięstwami 3:2 i doskonałą okazją na awans. Przed własną publicznością gracze Świderskiego wygrali dwa sety i… myśleli, że kropka nad i postawi się sama. Boiskowa rzeczywistość pokazała, że było to myślenie błędne, a demony z rzeszowsko-kędzierzyńskich starć z sezonu 2009/2010 znów powróciły. Gracze trenera Kowala wygrali trzecie spotkanie 3:2 i odwrócili losy całej rywalizacji, wygrywając po pięciu meczach i skazując tym samym ZAKSĘ na grę jedynie o brąz. W rywalizacji z jastrzębianami siatkarze z Opolszczyzny pokazali jeszcze zęby, jednak były one już nieco stępione. Siły wystarczyło tylko na jedno zwycięstwo i brak medalu stał się faktem, a ZAKSA potknęła się po raz kolejny.

Na sukcesy i porażki wpływ przede wszystkim mają wykonawcy, a ci w Kędzierzynie-Koźlu trochę się zmienili. O ile odejście przeciętnie spisującego się Antonina Rouzier przyjęto z ulgą, a rozstania z Kapelusem i Rogerio Nogueirą przeszły bez większego echa, o tyle odejście ikony i lidera ZAKSY, Felipe Fontelesa, było poważnym ciosem. Krewki Brazylijczyk niejednokrotnie pokazał, że swoją ekspresyjnością i żywiołowością jest w stanie nie tylko w pojedynkę wygrywać mecze, ale także wyciągać z dołka cały zespół. Wypełnienie luki po reprezentancie Canarinhos było największym wyzwaniem dla klubu. Wybór padł na Dicka Kooya. Charakterny Holender na przestrzeni całego sezonu prezentował się w kratkę – kilka świetnych występów przedzielił meczami dużo poniżej kreski, a w większości przypadków był po prostu solidny. Do zastąpienia Fontelesa zdecydowanie zabrakło mu emanowania pozytywnymi emocjami i stabilności formy w najważniejszych spotkaniach sezonu. Nowym nabytkiem klubu był także Grzegorz Bociek, który może ten sezon zaliczyć do udanych, biorąc pod uwagę fakt, iż od października do kwietnia w związku z jego osobą trwały przepychanki i afera „umowy na gębę” z częstochowskim AZS-em. Większe oczekiwania co do minut spędzonych na parkiecie miał chyba Wojciech Ferens, którego rola w większości spotkań ograniczona była do krótkich zmian i dogrywaniu „ogonów”, co niejako zahamowało jego rozwój. Wiekowy Daniel Lewis większość czasu spędził w kwadracie dla rezerwowych, a okazję do zaprezentowania swoich możliwości miał dopiero w decydującej części sezonu. Kanadyjczyk nie błyszczał już tak, jak nie tak dawno w barwach słoweńskiego ACH Volley. W obliczu kontuzji Grzegorza Pilarza do zespołu trafił także Dustin Schneider. Rozgrywający kadry spod znaku klonowego liścia miał okazję na ubranie stroju meczowego tylko kilkukrotnie, a prawie cały swój pobyt w Polsce spędził za bandami reklamowymi. Kiedy dostał już szansę, prezentował się solidnie i do jego gry nie można było mieć wielkich zastrzeżeń. Największym zwycięzcą w ZAKSIE został Dominik Witczak. Doświadczony atakujący doskonale uzupełniał się z Boćkiem, a przez dużą część rozgrywek był nominalnym pierwszym bombardierem swojej ekipy. Wszechstronność jego zagrań, nienaganna technika, mocna zagrywka i gra z głową zostały dostrzeżone przez trenera Antigę i zaowocowały powołaniem do kadry. In minus sezon 2013/14 na pewno zaliczy Jurij Gladyr i Piotr Gacek. Pierwszy z wymienionej dwójki od połowy sezonu walczył nie na boisku, a z kontuzją, natomiast drugi prezentował nierówną formę i w nowych rozgrywkach w Kędzierzynie-Koźlu zostanie zastąpiony przez Pawła Zatorskiego.

Co więc zadecydowało, iż ZAKSA nie zagrała na maksa? Po części powodem były nietrafione transfery, bo z piątki nowych graczy tylko Dick Kooy na stałe zadomowił się w pierwszym składzie. Pozostali nowi gracze częściej oglądali poczynania kolegów, niż sami byli oglądani. Cenne doświadczenie zebrali także nieopierzeni i dopiero testowani w prawdziwych bojowych warunkach trenerzy: Sebastian Świderski i Oskar Kaczmarczyk. Obu panom na pewno nie można zarzucić braku wiedzy, determinacji i chęci, jednak czasami brakowało chyba trochę trenerskiego obycia. Po trzecie – zabrakło zdecydowanego lidera, który wzorem Fontelesa byłby w stanie napędzić drużynę w najtrudniejszych dla niej momentach.

„To tradycja, to medale i kibiców wierny tłum. W Europie znają doskonale, jakie barwy nosi klub. Puchary i mistrzostwa Polski na wyciągnięcie ręki dziś.” – głoszą słowa hymnu ZAKSY. Czy w kolejnym sezonie kędzierzynianie sięgną rękoma po więcej niż Puchar Polski?

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2014-05-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved